-
Postów
9 152 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Treść opublikowana przez Oxyvia
-
Oczywiście, że można podważyć wszystko. Sokrates nawet bawił się w podważanie wszystkiego całymi dniami, nawet ukuł maksymę: "Wiem, że nic nie wiem". No i bardzo dobrze, bo dzięki temu, że wszystko można podważyć, świat jest taki ciekawy i można dyskutować w nieskończoność. ;-) Boli mnie tylko, kiedy ktoś usiłuje mi udowodnić, że kobiety są czymś gorszym niż mężczyźni albo że jestem zła, bo się urodziłam w sierpniu, albo że nie istnieje miłość przez całe życie - to tak, jakby mi mówiono: "ty nie istniejesz, nie ma cię, jesteś bzdurą, fikcją, w dodatku nikomu niepotrzebną". Z tym się nie mogę pogodzić. Wiem, że jestem. Czuję, więc jestem. Chociaż wiem, że nie każdy czuje w sobie miłość (jej potencjał). To bardzo smutne. Nie zauważyłam, żeby Beata miała smutny wyraz twarzy - wprost przeciwnie: widzę ją ciągle uśmiechniętą, a kilka razy widziałam, jak się pobeczała ze szczęścia. Zawsze istnieją plotkarze, szczególnie wsród zazdrośników, którzy z uporem maniaka będą wmawiać otoczeniu, że białe jest czarne i nie istnieje biel. Z zawiści. Ale to wszystko nie ma tu znaczenia. Przyjmijmy, że Beata jest nieszczęśliwa i ma niedobrego męża (którego jednak nie rzuciła, chociaż nie jest od niego uzależniona ekonomicznie ani w żaden inny sposób). Przyjmijmy. Co z tego wynika dla naszej rozmowy? Że brak miłości i przyjaźni w rodzinie jest naturalny? Jeśli tak, to dlaczego Beata miałaby być smutna? Jeśli żyje w naturalnych warunkach, to dlaczego w przytoczonym przez Ciebie tekście użyto dla jej męża określeń: "winny", "apodyktyczny"? Dlaczego nie napisano np.: "zwykły", "noramlny", "ludzki"? Wygasanie miłości nie jest zdrowe i z tym się nie zgodzę nigdy. Wiem, czuję, że to chore i przeciwne ludzkiej naturze. Dlatego wielu ludzi z powodu rozpadu rodzin popada w choroby psychiczne, wielu popełnia samobójstwo. Nikt mi nie wmówi, że rozpad rodziny jest czymś dobrym i naturalnym. I nie o tym marzą z reguły ludzie, kiedy zakładają rodziny.
-
kryzys (prze)tfu+rczy
Oxyvia odpowiedział(a) na Oxyvia utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Robercie, bardzo Ci dziękuję za dobrą opinię o wierszu. Bogato ją uzasadniłeś, więc wiem, że szczerze. :) -
A, no tak, na taki argument wymiękam. ;-D Poważnie: chodzi mi tylko o przekaz Twojego utworu; o przekaz, a nie o to, czy bohater i historyjka są realistyczne, czy fantastyczne. Nie w tym rzecz. Ale już mniejsza z tym. Nie chcesz nic zmienić - to nie zmieniaj. To Twoje opowiadanie i Twój przekaz. I niech kobiety w Twoim świecie będą sobie materialistkami, skoro taki świat wolisz. Być może to jakoś uspokaja Twoje sumienie albo co?... A ja i tak Cię lubię. Nawet kiedy kłujesz i sprawiasz ból, Wstrenciuchu. (I nie jest to masochizm). :-)
-
Acha, jeszcze jedno: oczywiście, że konflikty i nieporozumienia istnieją nieuchronnie w każdym związku. Ale one nie muszą oznaczać agresji, a tym bardziej rozpadu związku. Konflikty w dobrej rodzinie nawet przyczyniają się do umacniania więzi emocjonalnych. Bo kiedy obydwu stronom zależy na dojściu do porozumienia i każda ze stron jest ukierunkowana nie tylko na swoje dobro, ale w równej mierze na dobro partnera, to w końcu uda im się dogadać i znaleźć takie rozwiązanie, które zadowoli ich oboje. A w toku negocjacji coraz lepiej się poznają, rozumieją, widzą swoje wzajemne potrzeby i preferencje. Tak jest w normalnych, zdrowych rodzinach. Konflikt sam w sobie nie oznacza niczego złego, a tylko ciekawy problem do wspólnego rozwiązania. To niektórzy ludzie swoją postawą czynią go złym i niszczycielskim. Śpiewa o tym Beata Kozidrak w jednej ze swoich prostych i pięknych piosenek: Wichry i burze są po to, by wiedzieć, że - kocham cię. Święta racja. I prawda psychologiczna.
-
Przejrzałam ten artykuł. Nie ma tam ani jednego uzasadnienia dla przedstawianych poglądów: nie wiadomo, na jakiej podstawie wyciągnięto te wnioski, w jaki sposób badano ludzi (szczegółowo), ile osób poddano różnym badaniom (19 każdej płci to absolutnie za mało, by mówić o badaniu naukowym i o dowodach!), nie wiadomo, jakie są biologiczne i chemiczne różnice w mózgach obu płci - jakie substancje organiczne stymulują te różnice, w jaki sposób, jak się kształtuje rozwój mózgu kobiecego w odróżnieniu od męskiego itd. Nic tam nie ma, tylko same poglądy domorosłych "psychologów", jakie znamy wszyscy od tysiącleci - poglądy seksistów! Na tej samej zasadzie niektórzy "naukowcy" piszą artykuły o różnicach między rasami ludzkimi, narodowościami, ludźmi różnych orientacji seksualnych, różnych wyznań itp. (że jedni to tacy, a inni tacy, jedni głupsi, drudzy mądrzejsi, jedni lepsi, drudzy gorsi, jedni zdolniejsi, drudzy dyletanci, jedni normalniejsi, inni mniej normalni, jedni bardziej boscy, inni mniej - i tak dalej, wszystko z bzdurnymi "uzasadnieniami" albo całkiem bez nich). Obecnie pozycja kobiet w większości cywilizowanych społeczeństw gwałtownie rośnie, dlatego takich artykułów jak ten będzie się pojawiać coraz więcej. No bo niektórzy mężczyźni boją się rosnącej konkurencji w swoich dziedzinach zawodowych, głównie technicznych, ponieważ są najlepiej płatne - stąd rozprzestrzenianie mitu, że kobiety się do tego nie nadają. Ale - wybacz - wielką naiwnością jest wierzyć w takie pozbawione naukowego charakteru epistoły. W Internecie wolno drukować wszystko i każdemu - nie istnieje tu coś takiego jak kontrola naukowa, odpowiedzialność prawna, redakcja naukowa itp. Lepiej poczytaj dobre książki psychologiczne. Polecam np. "Inteligencję emocjonalną" Daniela Golemana - w tej chwili jest obowiązkowa na wszystkich kierunkach studiów. Gdyby istniały znaczące różnice między mężczyznami i kobietami, to nie dałoby się nauczać w szkołach koedukacyjnych. A da się, i skutkują te same metody dydaktyczne, wychowawcze, te same programy i to samo psychologiczne podejście do młodzieży. Wierz mi. Owszem, są pewne różnice między płciami. Ale bardzo nieznaczne. Ten artykuł i wszyscy seksiści znacząco je wyolbrzymiają - do rozmiarów groteski. :-)
-
Nie, no to są już oczywiste zgrywy i droczenie się ze mną! ;-D A można wiedzieć, gdzie Ty wyczytujesz takie rewelki? W tych durnych czasopismach dla mężczyzn? ;-))) Dwa różne gatunki? Ha ha ha! I pewnie któryś wyżej rozwinięty, a któryś niżej? Nawet domyślam się, który jest który! Znam te rewelacje na pamięć! Prawda jest taka, że częściej biznesmenami zostają mężczyźni, a nie kobiety - o czyim materializmie to świadczy? Częściej w rozbitych rodzinach to kobiety zajmują się utrzymaniem i wychowaniem dzieci, tatusiowie z reguły uciekają od tego - o czyim materializmie to świadczy? Ojcowie kościoła katolickiego kiedyś zabronili kapłanom zakładać rodziny, żeby cała forsa z tacy szła na nich i na Watykan, i tak jest do tej pory - to świadczy o materializmie kobiet czy mężczyzn? Oszuści matrymonialni to z reguły mężczyźni, złodzieje i inni oszuści - również, kobiety rzadziej popełniają przestępstwa dla zysku. Owszem, kobiety częściej bywają prostytutkami niż mężczyźni. Ale można to uznać za normalną pracę, sposób zarabiania na życie jak każdy inny - nie jest to oszustwo ani zdrada uczuć dla pieniędzy. Poza tym w miarę, jak kobiety coraz lepiej zarabiają, zawód ten uprawia coraz więcej mężczyzn. Nie widzę tu żadnych różnic genetycznych, a tylko w sytuacji ekonomicznej płci względem siebie. :-) A co do genetycznych różnic mózgu... Pewnie jakieś drobne są. Myślę, że nieistotne. Natomiast w książce Bragdona Allena D. "Kiedy mózg pracuje inaczej" wyczytałam, że mężczyźni znacznie częściej zapadają na wszelkie zaburzenia i dolegliwości umysłowe niż kobiety, są mniej odporni na to wszystko. Dlaczego? Otóż zasadniczą przyczyną jest to, że substancja zwana testosteronem - to, co powoduje, że płód dziewczęcy zamienia się w chłopca - jest szkodliwa dla mózgu i osłabia jego odporność oraz hamuje rozwój. (Dlatego też mężczyźni częściej niż kobiety mają zaburzenia emocjonalne, nie są zdolni do trwałych związków, porzucają rodziny, żony, przyjaciół). Tyle wiem na temat chemicznych i rozwojowych różnic między mózgiem kobiety a mózgiem mężczyzny. Nigdy nie trafiłam na jakąkolwiek wzmiankę o jakichś innych znaczących różnicach. Na szczęście nie każdy ma nadmiar testosteronu, niektórzy mężczyźni mają go mniej niż większość kobiet, a niektóre kobiety mają go więcej niż niejeden mężczyzna. Nie jesteśmy bowiem dwoma różnymi gatunkami. :-) No i wychodzi na to, że wszystkiemu winne znaki Zodiaku, czyli światło gwiazd sprzed milionów lat - widmo tego, czego już tam nawet nie ma. :-) Pozdrawiam, Zgrywusie. ;-)))
-
Gdzie Ty wyczytałeś te "naukowe dowody"? Psychologią zajmuję się w dużej mierze zawodowo, a także poza, bo to jeden z moich największych koników. We wszystkich książkach na temat inteligencji emocjonalnej i dojrzałości uczuciowej, jakie czytałam, było napisane, że naturalnym stanem dla człowieka jest miłość i życie w rodzinie. Stała miłość, nieprzemijająca. I powiem Ci, że nie wyobrażam sobie, jak mogłabym przestać kochać moją córkę czy babcię, czy dziadka. Albo że oni mogliby przestać kochać mnie. Gdybym miała bliskiego mężczyznę, kochałabym go tym samym potencjałem swojej miłości i też bym go nie przestała kochać, nie mogłabym. To absolutnie niemożliwe. Uważasz, że to jest chore? Że porzucanie bliskich jest zdrowe? I nie tragiczne, tylko radosne? Naprawdę tak uważasz?... Eee, myślę, że tak się ze mną przekomarzasz! ;-))) Prawdziwa miłość to znaczy trwała, dająca ludziom poczucie stałej i najważniejszej wartości dla bliskich, i bezpieczeństwa własnych uczuć dla nich. To nie znaczy, że to uczucie nie ewoluuje i nie dojrzewa, jak cały człowiek. Oczywiście, że się zmienia. Inaczej się kocha kogoś w młodości, inaczej w wieku dojrzałym, inaczej na starość (choć w gruncie rzeczy są to ciągle ci sami ludzie - nie tak bardzo się zmieniamy, zasadnicze rysy charakteru i osobowości pozostają te same). O tej ewolucji miłości napisałam kiedyś tu wiersz "Cztery miłości" - to właśnie o tym. Uczucia dojrzewają razem z nami. Natomiast właśnie ciągłe porzucanie partnerów i szukanie sobie nowych - to jest przejaw niedojrzałości emocjonalnej i stania w miejscu. To jest dowód, że człowiek nie rozwija się uczuciowo, nie wyrasta z etapu pierwszego zauroczenia, bo kiedy ono powszednieje, zaczyna się nim nudzić i porzuca partnera, a w każdym razie przestaje czuć się z nim związany uczuciowo. To jest niedojrzałość emocjonalna - choroba uczuć. Owszem, coraz więcej ludzi na to choruje. Ale to nie dlatego, że żyjemy coraz dłużej. :-D Jest to jedna z chorób, określanych mianem cywilizacyjnych. Przyczyny są skomplikowane, podobnie jak przyczyny innych zaburzeń i chorób psychicznych, które znacznie się nasilają w miarę rozwoju cywilizacji. Napisałam, że większość ludzi jednak ciągle żyje w rodzinach. Wyczytałam wiele razy różne statystyki, że w Polsce ok. 60 czy 70 procent ludzi żyje w rodzinach, a w Stanach bodajże 54 procent czy coś tam. Nieważne. Chodzi przede wszystkim o to, że większość ludzi z naszego otoczenia jest ludźmi żonatymi czy zamężnymi (w przypadku dorosłych) oraz mieszka z rodzicami (w przypadku dzieci). To prawda, że nie wszystkie te rodziny rzeczywiście się kochają. Ale widzę - po prostu widzę - że większość tak. To wszyscy ci, którzy dość rzadko mówią o rodzinie i rzadko na nią narzekają. :) A tam, gdzie rodziny się nie kochają i są razem tylko z powodów ekonomicznych, obyczajowych czy nawykowych, tam się mówi o patologii rodzinnej. Jest to bezwzględnie chore zjawisko. Tak samo chore jak całkowity rozpad rodziny. I większość ludzi w naturalny sposób postrzega takie zjawiska jako smutne, złe, tragiczne, a nie naturalne i radosne. Prawie wszyscy ludzie marzą o miłości, szukają jej, bardzo potrzebują. Szczególnie dotkliwie odczuwają brak miłości dzieci. Często dzieci z rodzin rozbitych i/lub porzucone przesz rodziców już nigdy nie dochodzą do siebie i nie rozwijają się prawidłowo. I często nie są w stanie osiągnąć dojrzałości emocjonalnej - pełni rozwoju uczuciowego. Bo człowiek rozwija to w sobie w najwcześniejszym dzieciństwie pod wpływem miłości rodziny, a jeśli tej miłości nie czuje, to nie rozwija jej w sobie - bo odrzucona miłość boli nie do zniesienia (a nie cieszy!) - więc blokuje ją, wypiera, często nieodwracalnie i na zawsze. I potem już ciągle porzuca tych, którzy go próbują kochać. Ale to jest CHORE. Mam jednak nadzieję, że Ty się tak tylko droczysz ze mną. Przyznaj się. ;-)
-
Desensytyzacja
Oxyvia odpowiedział(a) na Anna Weronika utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Zgadzam się z Ucieczką. Ale z innymi też - masz zadatki. Jeśli mi wolno doradzić, to tak: po pierwsze - niepotrzebne są te wielkie litery gdzieniegdzie - co one mają symbolizować? Zmieniłabym wszystkie na małe, bo nie ma znaków interpunkcji. Po drugie - myślniki powinny być oddzielone od słów spacjami, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. I po trzecie - sprawy poetyki: O kim jest mowa nie pytaj, nie analizuj, nie czochraj Wyrwałam siebie z niebytu kocham tę nową postać Śpię- najspokojniej jak umiem Kocham- tak delikatnie jak czuję...............Za długi wers o dwie sylaby, łamie się rytm - należy wymienić przysłówek "delikatnie" na krótszy o dwie sylaby, np. "miękko" Patrzę- i nic nie poznaję Słucham- nie słysząc nic wcale...............Tautologia: "nic" i "wcale" to to samo, niepotrzebne dublowanie znaczeń; można zamienić "nic" na inne słowo, np. "już" Jestem pełna zachwytu.......Zrób tu koniec wersu, bo są rymy i rytm dla świata, słońca, dotyku Dla smaku- co zaciekawia usta.........Znów wers za długi o dwie sylaby; najlepiej wymienić czasownik "zaciekawia", np. na "woła" Dla węchu- nadziei jutra Do końca- życie czekaniem że coś niewidzialne- namacalnym się stanie........To samo; najlepiej wyrzucić słowo "namacalnym" - jest niepotrzebne, psuje wiersz stylistycznie i rytmicznie że coś niesłyszane- w smak się obróci Cuda noszę w sobie przemilczane, na później odłożone Nie mam wątpliwości, co cenne jest w życiu Nic poza nim............w całym ostatnim fragmencie jest całkowita zmiana stylu, załamanie rytmu, rymów - wszystkiego; koniec wiersza to zdanie z utworu prozą, w dodatku nic do wiersza nie wnosi, tylko go psuje. Wyrzuć ją, a wiersz zyska większe możliwości interpretacyjne i większą tajemniczość. Mówi o kreowaniu siebie i własnego świata wewnętrznego, i fascynacji tym światem. A stwierdzenie, że w życiu najważniejsze jest życie - odbiera czytelnikom możliwość wyciągania własnych wniosków na ten temat, poza tym wcale nie zawsze tak bywa. Przemyśl to, proszę. Pozdrawiam serdecznie. -
Po prostu opowiadanie robi takie wrażenie, jakby Autor trzymał stronę bohatera - jakby chciał przekazać (czy potwierdzić) uogólnienie, że kobiety są materialistkami. Takie to robi wrażenie - stąd cała dyskusja. Gdyby było widać, że zarówno bohater, jak i jego ukochana mają zaburzenia emocjonalne, wtedy całość nabrałaby zupełnie innej wymowy. Tylko tyle. I nie musi to być napisane jak u Rushdiego. Ani jak u Jerofiejewa. Pisz po swojemu. Natomiast obrażanie się o to, że opisuję swój odbiór - swoje rozumienie tekstu i związane z tym refleksje - to chyba... wynik gorączki? ;-) Przecież po to są fora literackie! Po to, żeby wymieniać zdania i spostrzeżenia, i rady, z których można korzystać, ale nie trzeba. Ty też mi robisz różne uwagi pod moimi tekstami. Czy kiedykowliek okazałam Ci z tego powodu irytację? W każdym razie nie pamiętam. :-) Życzę jak najszybszego powrotu do dobrego samopoczucia.
-
Acha. Teraz wstawiłeś jeszcze inną interpretację odautorską. Ciekawe to. Ale dlaczego ta ostatnia miłość się oddala? Dlaczego blednie przy wcześniejszych, które okazały się nietrwałe? Bardzo smutna wizja życia. Można tak do miłości podchodzić, kiedy się nie ma szczęścia lub nie umie się pielęgnować uczuć (swoich i cudzych). Ale ja już wolę swoje życie bez miłości. Dla mnie nie ma nic smutniejszego niż rozpad uczuć, rozpad związku, rodziny. Dla mnie to nie jest rzecz naturalna, tylko wielka tragedia. Zresztą większość ludzi jednak dąży do trwałości uczuć i rodziny, i większości nawet się to udaje. Na szczęście. Co o czywiście nie zmienia faktu, że swoim opowiadaniem możesz wyrażać najróżniejsze poglądy i wersje miłości - bo miłość niejedno ma imię. :-) Często mianem miłości określa się pożądanie, fascynację, zauroczenie, zadurzenie, romans itp. Łatwo te uczucia pomylić z miłością, więc ludzie mylą je ustawicznie. A prawdziwa miłość nie każdemu jest dana.
-
kartka noworoczna
Oxyvia odpowiedział(a) na JacekSojan utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Bardzo mi się podoba. Lubię lirykę. Lubię melodię i rytm. I rym. Muzykę języka. Piękne. -
Kreskówki Disney'a to nie książki popularno-naukowe z dziedziny psychologii. :-D Nigdy nie rzuciłabym kochanej osoby z powodu jakiegokolwiek przedmiotu, choćby najdroższego. Z całą pewnością nie. I nie wierzę, że ktokolwiek zdrowy emocjonalnie mógłby to zrobić. Chyba, że przedmiot byłby czymś więcej niż przedmiotem, np. właśnie kroplą przepełniającą dzban, jak u Rushdiego, albo bardzo ważnym symbolem, albo celowo zniszczoną przez kogoś pamiątką - zniszczoną specjalnie po to, żeby wyrządzić właścicielowi wielką krzywdę, zranić go najboleśniej jak można. Wtedy - tak. Bywa, że ktoś bardziej przywiązuje się do rzeczy niż do ludzi - wiem, że są tacy. Ale chyba nie Ty?! Trudno mi w to uwierzyć! Ej, kręcisz i cudujesz z tymi wyjaśnieniami swoich bohaterów! :-)
-
Znam, ten wiersz i wiersz dobrze rozumiem. Natomiast w opowiadaniu to Peel kochał Zofię, a jej znudziła się miłość. Więc to nie Peel przegapił ostatnią miłość, ale Zofia. Nie umiem tego inaczej odczytać.
-
przyjaciółko
Oxyvia odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Alu, wystraszyłaś mnie. Dzieje się u Ciebie coś tragicznego. Nie wiem, co, ale bardzo Ci współczuję bólu. Jestem pewna, że w końcu dojdziesz do siebie i za jakiś czas wrócisz tutaj ze swoimi przepięknymi, wyjątkowymi wierszami, które tyle mi dają dobrych, życiodajnych wzruszeń. -
kryzys (prze)tfu+rczy
Oxyvia odpowiedział(a) na Oxyvia utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Nato, bardzo Ci dziękuję, miło mi. :) -
Tak, ale to nie drobiazgi są tu najważniejsze. NIE DROBNOSTKI! Tak, jak pisałam w "recenzji" powieści S. Rushdi'ego - czasem zniszczenie drogiego sercu przedmiotu jest kroplą przepełniającą dzban. Bo jest to pamiątka, a także symbol. Bo najbliższy człowiek zniszczył pamiątkę i symbol - rzecz magiczną dla skrzywdzonego. Bo NAJWIĘKSZY PRZYJACIEL zniszczył rzecz świętą - wiedząc, że to zaboli najbardziej. Dlatego. Ale nie z tego powodu, że ten przedmiot jest ważniejszy niż miłość - niż człowiek. NIE. I tego nie wmawiaj ani mnie, ani sobie.
-
Acha, zaczynam rozumieć. Facet całe życie czeka na tę "prawdziwą" miłość, a wszystkie miłości odchodzą od niego. No tak, zdarzają się tacy, co czekają na coś idealnego - sami nie wiedzą, na co - zawsze na coś lepszego niż to, co im życie daje. Ale też są tacy, którym życie wszystko zabiera. Na przykład odchodzą od nich wszyscy, których kochał. Ja tak to odczytałam. Bo Zofia sama zaczęła się oddalać, bohater jej nie odsunął od siebie. Teraz zaczęło mi to pasować do takiej autentycznej historii. Właśnie niedawno wysłuchałam smutnych zwierzeń pewnego mężczyzny w średnim wieku, którego nazwiska nie podam, rzecz jasna. Opowiedział mi, że przez całe życie to on był tym, który wybierał i porzucał. Aż wreszcie trafiła kosa na kamień: poznał Polkę z Kanady, w której tak się zakochał, że dla niej porzucił żonę, dzieci, pracę, dom - wszystko - i pojechał za nią do Kanady. Wydał na to wszystkie oszczędności. A ona go nie przyjęła. Facet uważa, że życie go ukarało jak wychowawca. Teraz boi się zaangażować w jakikolwiek związek; próbuje wyjść z tej traumy, żeby znów ułożyć sobie życie. Na szczęście nie doszedł jeszcze do Z. Moje wnioski są takie, że gość nie jest zdolny do trwałego uczucia, nie dojrzał do tego. Porzucał dotąd wszystkich ludzi, którzy usiłowali go kochać: żonę, kochanki, dzieci. Natomiast dostał obsesji na punkcie kobiety, która tu się nim pobawiła i wróciła do swojego życia za oceanem, zostawiła go - nie mógł się pogodzić z tym, że ona go naprawdę nie przyjmie, że to nie jest tylko droczenie się! Czegoś takiego się nie spodziewał i nie umie sobie z tym poradzić. Jakikolwiek by nie był, żal mi go i nie zazdroszczę mu takiego przesr... życia. Czy to o kimś takim jest Twoje opowiadanie? Ale zakończenie wskazuje jednak na coś innego - i ono właśnie mnie zmyliło.
-
kryzys (prze)tfu+rczy
Oxyvia odpowiedział(a) na Oxyvia utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Mateuszu, dziękuję bardzo i życzę weny! Nie martw się, każdy piszący przeżywa kryzysy twórcze (czy też [prze]tfu+rcze) - to normalka. Minie jak grypa. Franko, dziękuję. Dobrze jest słyszeć wszelkie śmietniki świata i umieć to przepisać tak, żeby dało się czytać. Może kiedyś do tego dojdę? :) Babo, dziękuję Ci serdecznie za przeczytanie moich wcześniejszych wierszy, kiedy jeszcze terminowałam w Dziale dla Zaawansowanych, a także za przychylną opinię o nich. Nietuzinkowe? O, jakże mnie mile łaskoczesz po ambicji! Niestety to z pewnością przesada albo przenośnia poetycka! :) Zresztą powyższy wiersz jest nowszą wersją jednego z tamtych "zaawansowanych" - nie wykasowałam go, kto chce, może sobie zajrzeć, jak wygląda i co w nim teraz przerobiłam, i czy się rozwijam poetycko, czy raczej zwijam. ;) Bernardetto, Bolku, Magdo - baaardzo serdecznie Wam dziękuję, zresztą z wielką obawą, że mnie przeceniacie i kiedyś się rozczarujecie. Anno Weroniko, Tobie też bardzo dziękuję. Ale czy mogę spytać, co to jest mechaniczny sens? :) Skrzydło: "turnus mija, a ja niczyja" - oj, tak, tak... Ech, że też ten turnus taki krótki i tylko jeden! Dziękuję za poczytanie i miły wpis. Rachel, wiem, że nie lubisz rymów. Ja przeciwnie - bardzo lubię, choć staram się nie pisać katarynkowo, co nie zawsze mi się udaje. Tym bardziej dziękuję Ci za przeczytanie i przychylną opinię. Straśnie mi miło. :) Boskie, o, bardzo dobre skojarzenie. Pisząc nie myślałam o "Telefonach" ani "Głowach" Republiki, ale chodziło mi o wywołanie podobnego efektu, tyle, że nieco bardziej z przymrużeniem oka. ;) Dałeś mi dowód na to, że mi się to udało - bardzo się cieszę i dziękuję za ten wpis. Ewo, dzięki za oryginalną interpretację - jest inna niż pozostałych Czytelników i inna niż założenie autorki, ale to nic nie szkodzi, a nawet bardzo dobrze - przyjrzałam się wierszowi w takim aspekcie i widzę, że i tak można go rozumieć - pasuje. Dzięki za pochwałę, bardzo mi miło. Pozdrawiam Wszystkich serdecznie! :))) -
Dzięki za filmy, zdjęcia i linki. Napracowałaś się, jak zwykle. :) Oczywiście, że podpiszę, tylko nie wiem, czy jeszcze dzisiaj.
-
To jeszcze bardziej komplikuje sprawę w świetle Twoich wcześniejszych "wyjaśnień": Zofia jest śmiercią, a nie ostatnią kobietą, ale gł. boh. szuka dalej tej ostatecznej miłości, chociaż ostatnią literę alfabetu swoich kobiet już poznał i ma za sobą? Teraz to już nic nie rozumiem. A powinnam, bo poznałam przecież wszystkie litery alfabetu! Coś kręcisz, przyznaj się. ;) Tylko po co? Pozdrawiam ponownie, zgodnie ze zwyczajem. ;-)))
-
Gdyby naprawdę tak było, to nie warto byłoby żyć.
-
kryzys (prze)tfu+rczy
Oxyvia odpowiedział(a) na Oxyvia utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Witam nocnych marków! Fajnie spotkać bratnie dusze! :o) Dziękuję za miłe opinie. Babo Izbo :) , rzeczywiście moje wiersze na ogół "same" układają się w pewien rytm i melodię, często niestety w katarynkowość, a ja nie zawsze nad tym panuję. To mi się dzieje samoczynnie. Fajnie, jeżeli można do wiersza dorobić melodię i go zaśpiewać, ale ten akurat - czy rzeczywiście nadaje się do tego? To, co z niego zacytowałaś, to takie nerwowo powtarzane słowa człowieka ogarniętego paranoją (twórczą): słyszę słowa, słyszę głosy! - muszę je zapisać :o) Spróbuj to przeczytać tak, jak człowiek, który mówi, że słyszy głosy - to chyba nie bardzo jednak nadaje się do zaśpiewania? Ale może się mylę. Autor często myli się co do swoich tekstów. Nawiasem: masz bardzo miły pseudonim. :) Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. -
kryzys (prze)tfu+rczy
Oxyvia odpowiedział(a) na Oxyvia utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
ciągle krążą wokół, czyha głowa słowa, słowa słyszę, słyszę słowa gwary, szeptania, wołania, krzyki łoskoty serc różnych i jakiejś muzyki wychwytuję je, przyciągam, łapię i rzutuję na cierpliwy papier czasem wyławiam gęste chmary przez noc całą, pasjami, przez dzień cały przez tydzień, miesiąc krążą nade mną mózg radarem, magnetycznością tajemną a czasem – nie wiem, dlaczego – zakłócenia odbiornik chwyta blado, od niechcenia strzępy, strzępy słyszę, słyszeć muszę potem cisza w eterze, coś zagłusza brak wołań, gwarów, szeptania i krzyków nie ma poetów, malarzy, klaunów ni muzyków tydzień, miesiąc, rok i więcej mija moja głowa-antena po nic i niczyja czy umilkli, bo już wszystko wyrzekli czy świat porzucili obrażeni, smutni, wściekli czy moja głowa staje się niezdrowa i przestaje chwytać bezcielesne słowa -
ta która jest z tobą
Oxyvia odpowiedział(a) na Baba_Izba utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
;-DDD Pozdrówka serdeczne. Oxy. :-) -
Wściekłość przy pierogach? Humorystyczna scenka. :) Na ogół, kiedy "jaj" jest za dużo, to da się "życie ulepić" - gorzej, jeśli jest ich za mało... ;) Pozdrawiam.