-
Postów
9 152 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Treść opublikowana przez Oxyvia
-
Na forum??? Nigdy nie rozmawiam o nikim na żadnym publicznym forum!!! A o Tobie po prostu nie zamierzam w ogóle z nikim już rozmawiać. Nic z tego. Nie ma Cię. Próżnia. Nie chcesz istnieć wśród znajomych. Nul. No właśnie. I o to chodzi w tym wierszu. O nic ionnego. To znaczy - z jakim stanowiskiem? Bo do tej pory starałam się wykazać Ci, że ja nie reprezentuję stanowiska, jakie mi zarzucasz. A Ty nie umiesz dostrzec moich argumentów i odpowiedzieć na nie. Natomiast zarzucasz mi osądy, których nigdzie nie wyrażam. Tak wygląda nasza dotychczasowa rozmowa. I rzeczywiście więcej nie ma sensu tego wszystkiego powtarzać, bo po co? Pozdrówka. Dobrej nocki. Joa.
-
nie mogę się z Tobą zgodzić. o nadziei, miłości, jaka jest i jaka powinna być, i co z nią związane - samotności, rozstaniach, staniu na jej krawędzi, rozczarowaniach, zawodach, upadkach, pytaniach "po co jesteśmy", o bólu, że piekło jest na ziemi i gdzie jest ten upragniony raj, o marzeniach i że trzeba odwagi, żeby po nie sięgnąć, że trzeba w nie uwierzyć, żeby się ziściły - o tym już TYLE było i na TYLE sposobów, że nie jest to wcale nowatorskie spojrzenie. jeśli nie znasz zbyt wielu wierszy o podobnej tematyce / spojrzeniu, to proponuję więcej czytać (ale nie tych z internetu pisanych przez nastolatków) ;) pozdrawiam ali Ali, być może masz rację, muszę się zastanowić. Daj mi czas do jutra lub pojutrza. OK? ;-) W każdym razie nie zamierzałam tym razem napisać niczego nowatorskiego. To ma być po prostu piosenka, nie najgłupszy tekst do zaśpiewania, zwany "poezją śpiewaną" lub "piosenką autorską". Zresztą okrutnie lubię ten "naiwny" gatunek poezji. I tyle. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do dalszych rozmów. :-) Joa.
-
Oj, Wuszka, Wuszka, a ja nigdy nie piszę o innym konkretnym człowieku, jak też nigdy nikogo nie osądzam (przynajmniej nie publicznie i nie w takich kwestiach, jak jego miłość/niemiłość/intymność). Gdzie Ty to czytasz u mnie, do cholewy?! O tak, tego jestem pewna. Wybacz, ale przy tym się upieram (choć Ty nie musisz podzielać mojego poglądu i nie zamierzam Cię do tego zmuszać - bez obaw). Zauważ, że nie mądrzę się tu, z czego organicznie składa się miłość i jakie są jej przejawy, przebieg, ewolucja itd. - a tylko twierdzę, że podstawowe jej składniki albo motory - to uczucia plus rozum. Nic więcej. Nie zgadzasz się ze mną? Masz prawo. Ale w takim razie proszę o uzasadnienie. Bo to, co napisałaś do tej pory, to nie tylko nie uzasadnia takiego poglądu (że miłość to brak rozumu, a tylko zaślepione uczucie), ale nawet zaprzecza temu! W tym chociażby fragmencie Twojej wypowiedzi, który zacytowałam w poprzedniej wymianie zdań tutaj. To oznacza, że nadal nie rozumiesz, o czym piszę! - zarówno w wierszyku, jak i w odpowiedziach do Ciebie. Te zmiany i ewolucja miłości - to jest właśnie ciężka praca intelektu!!! I jeśli rozum tu zawodzi, to związek wali się na amen - drogą źle pokierowanej ewolucji. I to każdy związek: między mężczyzną a kobietą, między rodzicami a dziećmi, między dziećmi a rodzicami, między dziadkami a wnuczętami i odwrotnie, między przyjaciółmi... W związkach między ludźmi, zwanych emocjonalnymi, niezbędne są także myśli, refleksje, filozofia. Inaczej - klops! Absolutny. I Ty wiesz to tak samo dobrze jak ja. A po co się czepiasz w takim razie? Ano, boś jest prowokatorka i lubisz dyskusje. Dlatego. Innego powodu nie widzę. ;-))) O, widzę, że Panna Nieomawialska? Sorry, więcej o Tobie nic nie będzie w [u]moich[/u] kuluarach! ;-))) Mania? Ależ to wyłącznie moje stwierdzenie w naszym tu dialogu - i nie dotyczy bynajmniej Ciebie! Dlaczego je sobie przypięłaś? Pasuje??? Nic o tym nie wiem, Bóg mi świadkiem! Wiesz co, obruszasz się o moje różne (ogólne!) zaszeregowania i określenia, a tymczasem sama przypinasz mi różne"kwiatki do kapoty": a to jestem "wyrachowana", a to "oceniam, co jest naiwnością wewnątrz człowieka, a co nie jest", a to "osądzam uczucia ludzi wewnątrz nich", a to zdaje mi się, że "umiem określić, czym jest miłość od początku do końca" i jeszcze kilka innych, dość obraźliwych etykietek... Eeeee tam, weź se kup trupa! No naprawdę! Nic z tych zarzutów nie jest rzeczywistością. NIC!!! Twoje oceny autora na podstawie wierszyka są mocno krzywdzące! A ja - jeśli w komencie jakim napisałam o Tobie jakiekolwiek zdanie osądzające - to najwyżej dla samoobrony i z przekory, żeby przeciwstawić się Twoim personalnym atakom. Tylko tyle. Dlatego przyjmuj to z przymrużeniem oka. Natomiast "plotki" o Twojej miłości były jak najbardziej życzliwe i pełne radości. Ale naprawdę nie musimy nigdy więcej mówić czegokolwiek na Twój temat. Wystarczy, że tak zadecydujesz i napiszesz to, na przykład teraz do mnie. Więcej nie będzie o Tobie mowy. Nigdy. Mamy tysiące innych ciekawych tematów. Zaprawdę. Pozdrówka, Aśka, i życzę zdrowia jak najlepszego - trzym się z humorem. Joa.
-
to znaczy co, pała? ;))) Będę jednak apelował Oxyvio, bo się nijak nie zgadzam. Istnieje coś takiego, jak "zależność uwarunkowana zewnętrznie", nieprawdaż? Tak zresztą było w pierwotnej wersji, ale później jednak to zmieniłem, bo mi się nie podobało. Czym zresztą różni się "zależność warunków zewnętrznych"/"zależność zewnętrznych warunków" od "zależności uwarunkowanej zewnętrznie"? Niczym. Jeśli jednak i to Cię nie przekonuje, to może inna opcja. Zróbmy może taką zmianę: - suma pojawiających się wyników bywa różna, to zależność ilości głosujących. I ostatni przykład. Wystarczy zadać sobie pytanie: Co wpływa na czas pojawiania się patyny? - Na czas pojawiania się patyny wpływa zależność warunków zewnętrznych. Teraz wystarczy zamiast "wpływa" wstawić "to" i co mamy? - czas pojawiania się patyny (bywa różny) to zależność warunków zewnętrznych. Lub, jak w tekście - zewnętrznych warunków. Mam nadzieję, że wątpliwości już nie ma. Dzięki Oxyvio za komentarz. Pozdrawiam :) Zależność jest czegoś od czegoś. Jeśli zależność warunków zewnętrznych, to od czego? A jeśli zależność pojawiania się patyny, to od warunków zewnętrznych. Czy teraz to jasne? Czwórka. Bo reszta na piątkę. ;-) Pozdrówka.
-
Trzeba - nie trzeba, różne są gusta i poetyki. To piosenka, a nie wiersz na miarę epoki. Musi się ją dać śpiewać i musi być prosta. Zresztą nie widzę tak znowu wielu wierszy akurat na ten temat (czy może raczej z takim sposobem widzenia tematu). Jeśli więc forma nie jest nowatorska, to przynajmniej spojrzenie nie tak bardzo wyświechtane. :-) Dzięki za wgląd i opinię.
-
Zgadzam sie w zupełności. Czyu widzisz w tym jakąś pewność niezbitą?: No to po co jesteśmy – rzeczywiści, boleśni, po co tutaj bez sensu, jak poeci bez pieśni, gdy już dawno za nami jest maj? Skoro tutaj jest piekło, to czy gdzieś tam, za rzeką, za tym Styksem burzliwym, za Tartarem, daleko, czy tam musi być też jakiś raj? Chodź poszukać, chodź ze mną [...] Gdzie widzisz moją pewność, że posiadłam wszelklie tajemnice i wiem, z jakich składników zrobiona jest czyja miłość? Aśka! Naprawdę myślisz, że jestem taka naiwna??? Natomiast tego, co Ci napisałam na ten temat, czym miłość na pewno nie jest, a czym jest - tzn. uczucia + rozum - tego akurat jestem pewna. Fajnie, że masz znowu swoją miłość, bardzo się cieszę i Ci gratuluję. (Zresztą słyszałam o tym parę miesięcy temu z poczty pantoflowej, i dobrze, że plotki okazały się prawdziwe). ;-))) Jestem pewna, że w tej gorącej miłości używasz także rozumu: No właśnie. I nie sądzę, żebyś przez to uważała, że posiadłaś wszystkie tajniki miłości, ani też, żebyś była wyrachowana, ani, żebyś aranżowała ten związek. Żaden z tych elementów nie występuje też w moim wierszyku ani w odpowiedziach na Twoje zarzuty. Buziaki, Ymynnyczko ma! ;-)
-
Niezły wiersz, z przymrużeniem oka, ale o głębokich uczuciach. Tylko widzę błąd gramatyczny: czas pojawiania się patyny bywa różny to zależność zewnętrznych warunków Powinno być: "zależność od zewnętrznych warunków" Nic w wierszu nie uzasadnia niepoprawności gramatycznej. Pozdrawiam ciepło. :-)
-
Amen. :-)
-
o, to fajne, może się przydać do tego wiersza :) No przecie mój wiersz jest właśnie o tym!: Nadzieja [...] Chodź poszukać, chodź ze mną – w tę nieczułość wzajemną, tyle szansy przez tobą, ile jest jej przede mną, trzeba tylko odwagi bez dna. Do miłości stworzeni, zaufajmy marzeniom, przecież są w nas, istnieją, ukochania w nas drzemią, dość je zbudzić, uwierzyć i… dać. [quote=dzie wuszka heh, no to wyszedł Ci taki pogląd, popierający małżeństwa aranżaowane. Oxy ;) piszesz o pewnym 'podkreśleniu NAIWNOŚCI i BRAKU REALIZMU" i jakoś dziwacznie wyobrażam sobie miłość przeliczającą posag, wiążącą morgi. według mnie, w miłość wpisana jest i baśniowość wyobrażeń, i słodkie marzenie, Słuchaj, Wuszka: realizm - to wcale nie kalkulacja w małżeństwie, to nie "przeliczanie na morgi" itd. Chłód i brak uczuć wcale nie jest realizmem. Jest chorobą, która - jak każda choroba - nieleczona musi się źle skończyć. O takiej chorobie mówi druga strofa mojego wiersza - o chłodzie i braku wiary w istnienie miłości. A na przeciwległym biegunie tej choroby jest jej odwrotność: naiwna, "romantyczna" wiara w to, że miłość - to "baśniowość wyobrażeń, i słodkie marzenie", że ona zrobi się sama, że nie dotyka ziemi, że jest idealna i spływa na nas z niebios, bez udziału naszej świadomości i rozumu. To także choroba, która bez leczenia musi się źle skończyć - i o tym właśnie jest pierwsza strofa mojego wiersza. Pośrodku między tymi chorobami jest miłość dojrzała i mądra, angażująca zarówno uczucia i marzenia, jak i rozum (np. empatię, [u]myślenie[/u] o potrzebach drugiego człowieka, [u]rozumienie[/u] jego dążeń, słabości, wad, zachowań, reakcji itd.). Miłość głupia i oderwana od rzeczywistości, wierząca w ideały - w "królewny" i "rycerzy", w idealnych partnerów, w połówki wspólnej duszy, w szczęście bez granic i w wieczność bez kłopotów - to nie miłość. To tylko dziecinada. Która często powoduje tak silne rozczarowania, że potem już człowiek w ogóle nie jest w stanie nikogo pokochać, izoluje się od tego "strasznego" uczucia, wygasza się na zawsze; a czasami takie rozczarowanie kończy się nawet samobójstwem. A niestety taki wizerunek "miłości" ładuje się nam do głów od dzieciństwa za pomocą baśni oraz... poezji romantycznej. Skutki widać powszechnie i wszędzie dookoła. To, o czym piszesz powyżej, to fascynacja. Rodzaj obsesji. Pięknej, tak, ale tylko obsesji, która w końcu mija (jeśli nie przejdzie w stan chorobowy). To nie jest miłość. Miłość to uczucie spokojne, rodzinne; może istnieć tylko wtedy, kiedy znamy drugiego człowieka "na wylot" i potrafimy akceptować go razem z jego wadami i słabymi stronami. Nie oprócz tych wad, ale - [u]razem[/u] z nimi. Kiedy po latach bardzo bliskiej znajomości nie wyobrażamy sobie, że mógłby to być ktoś inny, z innymi wadami i przywarami, z inną brzydotą własną. Wtedy dopiero jest miłość. I bynajmniej nie jest to lecenie na oślep. Nie może być. Pokrzywdzenia - tak, ale czyjego? Napisałam go po długiej, wielodniowej rozmowie z osobą, która odżegnała się od miłości i wszelkich bliskich związków z ludźmi, ponieważ z powodu młodzieńczego rozczarowania rozchorowała się psychicznie. Bardzo, bardzo jej współczuję. Dlatego powstał ten wiersz (i kilka innych). Tego stwierdzenia w ogóle nie rozumiem. W co mi nie wierzysz? I dlaczego? Wiersz "Zuzanna" nie ma nic a nic wspólnego z moim wierszem. Ale skoro o nim mowa, to ja też nie osądzam uczuć ludzi, bo one po prostu są takie, jakie są - a są reakcją na świat zewnętrzny. Ale uczucia nie muszą oznaczać naiwności - to dwie całkiem różne rzeczy. Mam wrażenie, że poczułaś się osobiście osądzona i dotknięta. Przepraszam, nie chciałam wywołać takiego efektu u nikogo. Zuzanny - w Sofię? Gdzie Ty to widzisz?! Czym ja ślepa? Ożesz przekurwa!... ;-D I ja czmokam, życząc zdrowia oraz dojrzałej, naprawdę wielkiej miłości do końca. :-)
-
Nata, dzięki, bardzo się cieszę, że Ci się podoba. A dlaczego cytowany wers zabrzmiał, jakby mi zabrakło pomysłu? On jest zgodny ze znaczeniem reszty wiersza. Sokół oskubany z piór przestaje być sobą, nie spełnia roli, jaką sokołom dała natura. Tak samo jest z miłością, która zderza się z realizmem i przestaje "szybować", spada twardo na ziemię - staje się "kalkulacją" - jak to napisała Dziewuszka w swoim komentarzu - lub po prostu ciężkim rozczarowaniem - jak w moim wierszu. Fajnie, że wpadłaś do mnie. Do następnego! :-)
-
Emilu, dziękuję Ci za przepięknie, poetycko napisany komentarz. Cieszę się, że pobudziłam w Tobie takie głębokie refleksje. Niestety nie do końca się z tym zgadzam. Mnóstwo jest ludzi samotnych i nigdy przez nikogo nie kochanych, chociaż to nieprawda, że na to nie zasługują. Coraz więcej jest na świecie samotności. Popatrz chociażby, ile naprawdę fajnych, wrażliwych babek z tego Forum jest samotnych i bardzo cierpi z tego powodu - to widać w wielu wierszach i komentach. Poza tym - co to za miłość, kiedy nie oczekuje się wzajemności? Nie bardzo to rozumiem. Dla mnie miłość to właśnie uczucie, które łączy ludzi, jest właśnie niczym innym, jak tylko wzajemnością (we wszystkim, co dobre i... złe). Ale jeszcze raz dziękuję serdecznie za wizytę i przepiękny koment.
-
Jolu, dziękuję Ci za piąteczkę. Ale to nie była praca domowa - napisałam go z potrzeby serca. I to bardzo silnej w tym momencie. :-)
-
Jacek, dokładnie tak: sokół bez piór przestaje być sokołem, staje się czymś niedorzecznym - jak dziecinne, ongiś górnolotne marzenia w zderzeniu z realną rzeczywistością. Dzięki za drugie odwiedziny pod moją piosenką na obu forach. :-) Coś podobnego! Ale i tak nie przestanę być szczera. :-))) A Ty wracaj do dawnego poczucia taktu, smaku i estetyki. Serdecznie Ci tego życzę. Pozdrawiam. Joa.
-
Kasiu, dzięki, strasznie się cieszę, że Ci się moja pioseneczka podoba! :-))) Naiwnie, wiem, jest to celowy zabieg - vide moja odpowiedź do Bernardetty. Co do interpunkcji, oczywiście, mogłoby jej nie być, bo wiersz na tyle krótki, że byłby czytelny i bez tego. Ale jest w całości tradycyjny w formie, zaś ja jestem "staroświecka jak przecinek" (czyli jak Szymborska). :-) Pozdrówki. :-)
-
Cześć, Beatusku! Bardzo Ci dziękuję za przemiłe słowa. :-))) Strasznie się cieszę. "Nadbrzeżny grób" właśnie miał robić takie przytłaczające wrażenie; napisałam go dla Pamięci tych ludzi, którzy tam poginęli bezsensownie lub w inny sposób stali się ofiarami skrzywionej obyczajowości. I jeśli mi się to udało, to także się bardzo cieszę. :-)
-
Beato, bardzo Ci dziękuję za pochwałę i miłe słowa. :-))) Te określenia miały być konwencjonalne i zaczerpnięte prosto z ludowych baśni - po to, żeby podkreślić naiwność i brak realizmu młodych ludzi w ich oczekiwaniach miłosnych, baśniowość ich marzeń, które są przyczyną tylu rozczarowań i rozstań. Buziaki. :-)
-
Strasznie mi miło i cieszę się, że trafiłam także w Twój gust czytelniczy. :-))) I że da się odczytać wymowę wiersza. Pozdrawiam również serdecznie.
-
Bardzo serdecznie dziękuję! :-))) Pozdrawiam również.
-
;-DDD Dziękuję, że zdążyłeś wpaść do m,nie przed meczem. :-) Twój wierszyk przypomina mi gry słów niejakiego AMK, który tutaj też bywał. Znasz go? A może nim jesteś?...
-
Dziękuję za miły koment (jednak miły). :-) Rozumiem, forma piosenkowa nie musi odpowiadać, wszystkie style mają swoich zwolenników i oponentów. Pozdrawiam i również życzę dobrej nocy.
-
Uczyliśmy się pilnie, w jaką miłość uwierzyć, jak królewną być zwiewną, jak być złotym rycerzem, jak na wieczność, na zawsze, na mur. A tu wszędzie samotność, rozstaje, rozwody, rozczarowań przekleństwo, zagubienia, zawody, niedorzeczność sokołów bez piór. No to po co jesteśmy – rzeczywiści, boleśni, po co tutaj bez sensu, jak poeci bez pieśni, gdy już dawno za nami jest maj? Skoro tutaj jest piekło, to czy gdzieś tam, za rzeką, za tym Styksem burzliwym, za Tartarem, daleko, czy tam musi być też jakiś raj? Chodź poszukać, chodź ze mną – w tę nieczułość wzajemną, tyle szansy przez tobą, ile jest jej przede mną, trzeba tylko odwagi bez dna. Do miłości stworzeni, zaufajmy marzeniom, przecież są w nas, istnieją, ukochania w nas drzemią, dość je zbudzić, uwierzyć i… dać.
-
Bardzo fajny wiersz, podoba mi się styl i sposób opowiadania o uciekającym czasie i przelotności - niekonwencjonalnie na stary jak świat temat. Wysoki warsztat i świetny pomysł gry, w której słowa stają się peelami.
-
Każdy? Nawet, jeśli jest obelżywy czy pogardliwy dla którejkolwiek płci? Mnie to tylko wkurza, choć wiem, że nic to nie da. Ale na pewno nie rozśmiesza. Jacek zawsze był szowinistą, ale kiedyś był poetą.
-
Dwóch literatów i małe czare mary
Oxyvia odpowiedział(a) na Monika_Gromala utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
A mnie tam żal żony G. :-( To tragiczna historia. Tragiczna. Naprawdę. -
Wiersz o czekaniu i wierności. Ładny. Bardzo kobiecy. Ciepły.