-
Postów
9 152 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Treść opublikowana przez Oxyvia
-
Dla mnie jest to wiersz o zmarnowaniu wolności. Pierwsze dwie strofy mówią o tej pierwotnie danej nam wolności: A dalej jest o kłopotach z prawem, którego widocznie Peel nie umie uszanować albo... po polsku obejść ;-) : Lanie od życia bierze każdy, zwłaszcza ci, co czują się wolni. Ale nie każdy jest ścigany literą prawa. Chyba że chodzi o prawo kościelne. ;-) Pozdrawiam. Oxy.
-
Nastrojowy i oryginalny w formie. Pomysłowy. Ciekawy.
-
Jestem "niewierząca" (w sensie katolickim), ale podoba mi się w tym wierszu wyrażenie nadziei, poszukiwanie sfery sacrum, którą tak trudno znaleźć i w którą tak trudno wierzyć. Dobrze napisane. Acha, tylko to: "obetrzyj usta zbożem" - może wywoływać inne skojarzenia, niż Autor założył. Mówi się potocznie: "Ty sobie gęby mną/nim nie wycieraj!" I taka odzywka ma jak najbardziej pejoratywne znaczenie (to oznacza np. "nie zwalaj na mnie", "nie wykręcaj się jego postępowaniem", "nie plotkuj na nas", "nie intryguj" itp.). Stąd zapewne wątpliwości Almara. Rzeczywiście zmieniłabym to słowo "obetrzyj" na jakieś inne, które nie niesie ze sobą takiego negatywnego ładunku emocjonalnego w naszym języku. Pozdrawiam. Oxy.
-
kiedy ci smutno, spójrz na księżyc
Oxyvia odpowiedział(a) na teresa943 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dla mnie ten wiersz jest przewrotny: tytuł "obiecuje", że stary, dobry księżyc od romantyzmu da nam ukojenie. A tu nagle - buch! - okazuje się, że ten "łysol" nas zdradza w chwilach deprechy - jest zimny i obojętny! Bardzo mi się podoba taka wymowa wiersza. Jest oryginalna i świetnie poprowadzona: lirycznie, sentymentalnie, z absolutnie zaskakującą puentą na końcu - zaskakującą, ale nader prawdziwą i realistyczną. Super! -
Aaale fajowski wierszyk! Mrausss, WężoKocie Beatusie! ;-)
-
Dwóch literatów i małe czare mary
Oxyvia odpowiedział(a) na Monika_Gromala utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Oxy, mi jej wcale nie jest żal. Znam ją. I ostatnim uczuciem jakim ją darzę, jest współczucie ^_^ Pocieszyłaś mię. ;-) -
A, rozumiem! ;-P Dość nowa. Tzn. z ubiegłego roku, z wakacji. Świat się niewiele zmienił. Ale moją karę - tę, o której pisałam w komentach do Magdy - właśnie anulowano; po trzech miesiącach od złożenia odwołania! Te niesłuszne kary nieźle im procentują. :-) Bo płacić trzeba każy mandat w ciągu 7 dni, inaczej mogą być jeszcze większe kłopoty. A dopiero po zapłaceniu można składać ewentualne odwołanie.
-
O ła, jakie ponure! Zwłaszcza, że mnóstwo ludzi naprawdę tak kończy - w małej celi swojego mieszkania albo w szpitalu, konając ileś tam dni, tygodni, miesięcy i wiedząc, że już nigdy nie zobaczą nic innego. To właśnie jest koszmar długiego umierania.
-
Ta? Ja na ogół też tak czynię. :-) A co: nowa? Że kiedy nowa będzie? Czy o co pytasz, bo - sorry - nie jarzę? Dzięki za wizytę i pozdrawiam serdecznie. :-)
-
Miniaturki z przymrużeniem oka
Oxyvia odpowiedział(a) na Pacyf utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Ha ha ha! Świetne! Bardzo mi się podobają Twoje ilustracje do łacińskich przysłów! Ale tu lekka przyczepka: "chwilę później zgubił się kompletnie w niewielkim lecz niestety kompletnie zaciemnionym zaułku." - powtórzenie, czyli błąd stylistyczny. Poza tym język świetny i to właśnie on tak bawi. ;-DDD -
Aaaaaaaaaaaaaahahahahahahaha!!! Oj, współczuję Wam! Taaa, no właśnie... grochówka z makaronem na dworcu za 50 groszy! (Chyba, choć napisałeś, że za 50 zeta). :-D No, ale cel został osiągnięty, bo przecie chodziło o to, żebyście nie jechali głodni, co nie?
-
Witaj, Magda! O, już wiem, że nie żałuję, że jestem tutaj! :-))) No widzisz, ZTM to też rabunkowa firma. Tuż przed wakacjami orżnęli mnie na 150,- zł. Mam wykupioną kartę miejską, i to strefową. Ale na stacji metra zatrzymał mnie kanar, obejrzał kartę i powiada: "Dowód proszę". Podaję mu dowód, a ten: "Ma pani inny numer dowodu niż wpisany na karcie". Wtedy przypomniałam sobie, że przecież była wymiana obowiązkowa dowodów, i powiedziałam mu to. A ten już mi pisze mandat na bloczku. I mówi, żebym się zgłosiła z nowym i starym dowodem do Biura Obsługi, to może mi anulują. Ale tam trzeba było złożyć odwołanie w ciągu 7 dni (tj. 5 dni roboczych). Pracuję w Piasecznie między 11 a 18, wychodzę przed otwarciem Biura Obsługi, a wracam po zamknięciu. Zwolnić się nie mogłam, bo to zakończenie roku, rady pedagogiczne, pisanie sprawozdań, rozliczenia itd. - dom wariatów w szkole i mowy nie ma o wyjściach. Więc się spóźniłam. Do ZTM, nie do szkoły. I nikt nie rozpatrzył mojego odwołania, na którym wszystko napisałam dokładnie, tak jak teraz Tobie. Co to kogo obchodzi? W dodatku kiedy "wpadłam", już w tym czasie ZTM wyrabiało mi nową kartę, bo kilka tygodni wcześniej złożyłam wniosek o to. A zaraz po tej przygodzie i po rozpoczęciu wakacji odebrałam tę nową kartę, gdzie - jak się okazało - już wcale się nie pisze żadnego pieprzonego numeru dowodu. Także, Magda, nie jesteś sama, jestem z Tobą. :-) Bywaj! :-)))
-
Ha ha ha ha ha!!! Jeszcze! Chcę jeszcze! O, taaak!!!... ;-D
-
No właśnie. Normalnie tak się robi, że jeżeli człowiek nie ma dobrego biletu, ale ma jakoś zbliżony i widać, że nie próbuje nikogo nabrać, to każe mu się dopłacić - i basta. Ale ten kanar, który czepnął sie mojej Małgośki, był zwykłą świnią. Przecież jasne, że ona nie chciała oszukać PKP na kilka (słownie: KILKA) groszy! Dzięki za opowieść, Panie Biały. Pozdrawiam.
-
Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/. Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi? - Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce! Ha ha ha!!! Świetne! Marcin, ej, Ty zbereźniku! ;-DDD
-
Dziękuję, zastosuję się. ;-)))
-
Piszę o naszych wspólnych [u]znajomych[/u], z którymi utrzymujemy kontakty poza forum. W rozmowach ze znajomymi na temat wspólnych znajomych nie widzę nic złego. I tyle. Ale skoro sobie nie życzysz, żeby rozmawiać o Tobie, no to nie. Nie spodziewałam się takiej reakcji, jest mi trochę przykro, ale skoro nie życzysz sobie, to więcej nie będę z nikim na Twój temat rozmawiać i niczego słuchać o Tobie. I już, tylko tyle.
-
E tam, przenoszę się tutaj - także na Prozie - do Petki, bo tu u Was jest jednak najfajniej. :-))) Tam w Zetce nikt nie komentuje, nie czyta, nie ma życia, nul. A tutaj - życie towarzyskie kwitnie! I w to nam graj! Bomba! :-))) I znowu historia całkowicie prawdziwa, nic nie jest tu zmyślone. Spotkało Was coś takiego? Jeśli tak, to opowiedzcie.
-
Lato. Zapach drzew i trawy, blask słońca, radosny stukot pociągu. Kolei Mazowieckich. Wszystko to nie tylko w naturze, ale i na zielonych wagonikach ze słoneczkami. Sama radość i smak wakacji. Małgośka jedzie do przyjaciółki na działkę, bo nie stać jej na dalsze podróże. Ale będzie fajnie: z Aśką rozumieją się jak bliźniaczki, zawsze jest im razem wesoło i ciepło jak w rodzinie. Jej rodzice też lubią Gośkę i nigdy nie są skrępowani jej obecnością w małym działkowym domku. - Proszę bilety do kontroli - rozlega się tubalny głos w tłumie pasażerów przy drzwiach. Dziewczyna podaje swój bilet konduktorowi, uśmiechając się do niego wesoło. - Poproszę legitymację - słyszy. - Legitymację? - pyta zdziwiona - Ja nie jestem studentką, chodzę do prywatnej szkoły policealnej, więc moja legitymacja nie uprawnia mnie do zniżki. Nie mam jej ze sobą. - Jak to pani nie ma legitymacji? To jakim prawem jedzie pani na bilet szkolny? - Nie na szkolny. To jest ulgowy dla młodzieży do dwudziestego szóstego roku życia - odpowiada uprzejmie coraz bardziej zdziwione dziewczę. - Co mi pani chce wmówić? Co pani myśli, że ja się nie znam na biletach?! To jest zniżka szkolna, o, tutaj ma pani napisany procent zniżki, czarno na białym! - Ja… ja się nie znam na procentach… Prosiłam w kasie o zniżkę do dwudziestego szóstego roku życia… - Ja nie wiem, o co pani prosiła, ale tu ma pani procent szkolny, a nie do dwudziestego szóstego. Poproszę dowód. - No ale przecież mam bilet… Czy to taka duża różnica? - Nie mam czasu na dyskusje! Pani nie posiada ważnego biletu, uprawniającego panią do przejazdu, i koniec. Proszę dowód, piszemy mandat. Nieśmiałe, przerażone dziewczę podaje konduktorowi dowód, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przecież nigdy nigdzie nie jeździła bez biletu! Nigdy nie próbowała nikogo oszukać! Co się tu dzieje? Dlaczego? Za co? I najgorsze: jak to powiedzieć mamie? Zarabia tak niewiele, ciągle muszą ściubić, oszczędzać, wszystkiego sobie odmawiać, żyć półgębkiem - a tutaj ten idiotyczny mandat! Ile? Sześćdziesiąt siedem złotych?! Boziu! - Wypisałem mandat promocyjny. Jeśli pani zapłaci do końca tego tygodnia, to będzie tylko tyle. Może się pani odwoływać, oczywiście, ale w przyszłym tygodniu już będzie kosztowało ponad dziewięćdziesiąt złotych. Miłego dnia życzę. Gdzie jest telefon? Trzeba zadzwonić do matki. Czego on życzy?!... O, jest. Co robić? Wracać i się gdzieś odwoływać? Jechać do Asi mimo wszystko? Co ro… - Mama? Posłuchaj, ja… Konduktor… wypisał mi mandat za jazdę bez ważnego biletu. Ale ja mam bilet! Tylko że kasjerka sprzedała mi nie taki, jak trzeba! Ale jego to nic nie obchodzi! Co ja mam robić?! Mam wracać? Składać reklamację? Ja nie wiedziałam!... Tu nie jest napisane, co to za zniżka i komu przysługuje, tylko są procenty!... Same procenty! - Spokojnie, jesteś na wakacjach, odpoczywasz. Wyluzuj, kochanie. Reklamację ja też mogę napisać i wysłać za ciebie. Tylko opowiedz mi dokładnie, co się stało. Po kilku minutach rozmowy Małgosia niemal spokojnie wkracza na teren działki swej przyjaciółki, myśląc, że gdyby nie mama, nie miałaby w tym roku żadnych wakacji. Tymczasem matka dziewczyny opisuje w reklamacji dokładnie przebieg wydarzenia z pociągu, prosząc o anulowanie kary, która jest wynikiem oczywistej pomyłki kasjerki. Po dwóch tygodniach nadchodzi odpowiedź Działu Reklamacji Kolei Mazowieckich, że kara jest jak najbardziej uzasadniona, gdyż pasażerka podróżowała bez ważnego biletu, zaś kasjerka w czasie przesłuchania stwierdziła, iż sprzedała pasażerce taki bilet, o jaki ona prosiła; nie ma więc podstaw do anulowania mandatu. Wobec takiego argumentu wymiękają nawet najtwardsi, bo tu już naprawdę nie ma co odpowiedzieć. Toteż nie pozostało nic innego, jak po powrocie z wakacji iść do Kolei Mazowieckich i zapłacić prawie stówę mandatu za to, że przez pomyłkę (nieważne, czyją) jechało się na bilet o dwanaście groszy tańszy niż należało. W budynku Kolei tłok i tumult - liczni pasażerowie stoją w kolejce do płacenia mandatów, klnąc i pomstując gromko. Można by pomyśleć: naród oszustów, włóczęgów jeżdżących „na gapę”, niczym w awanturniczych powieściach Jacka Londona! - Miałem ważny bilet, taki jak trzeba! - kulturalnie, inteligentnie wyglądający jegomość pokazuje bilet Kolei Mazowieckich - Tylko skasowałem go nie w tym kasowniku! Przed wejściem na perony są kasowniki, obok siebie są takie na bilety MZK i takie na bilety MK. Ja skasowałam w kasowniku MZK, dla pasażerów Szybkiej Kolei Miejskiej, a nie Kolei Mazowieckiej. Rozumie pani? Pomyliłem się. I za to kazali mi zapłacić mandat! Nikogo nie obchodzi, że mam bilet! Nie przyjęli reklamacji! Nic ich nie obchodzi! Ja od dziesięciu lat nie jeździłem pociągiem, tylko samochodem, ale ponieważ tak bardzo się reklamuje PKP i Kolej Mazowiecka, to pomyślałem sobie: co będę zatruwał środowisko i męczył się za kierownicą, pojadę na piknik pociągiem. Ależ się dałem nabrać! Te kasowniki obok siebie… Już nigdy więcej noga moja w polskim pociągu nie postanie! Nigdy więcej! - Ja też miałem bilet - zaczyna swoją opowieść starszy pan w okularach, wyjmując zmięty nieco świstek z kieszeni. Ale tego już nie będziemy opowiadać. Szkoda papieru. W kolejce stoi jeszcze dużo podobnych opowiadaczy. Każdy pasażer ma swoją historię.
-
Odczytuję wiersz jako wyznanie jakiegoś zawodowego ratownika czy strażaka: nie zabiłem, ale to nie wystarczy w Sądzie Ostatecznym - powinienem był uratować tylu a tylu ludzi... Nie wyrobiłem normy, przepraszam, wiem, że spotka mnie kara. Współczuję temu Peelowi takich wyrzutów sumienia. O rany!... Jak dobrze, że ja w takie "kary" nie wierzę... ;-) Nie, nie podoba mi się. Pozdrawiam i przepraszam, ale szczerze niestety.
-
Pieśn dla Polskich Żołnierzy, którzy zginęli w Iraku/Afganistanie
Oxyvia odpowiedział(a) na adolf utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Adolfie, wiesz, że ogólnie bardzo lubię Twoje wiersze. Ale ten do mnie zupełnie nie przemawia. Nie żal mi żołnierzy polskich czy amerykańskich, którzy na własne życzenie giną w Afganistanie. Tak samo, jak nie żal mi ochotników, którzy giną w jakichkolwiek innych wojnach inwazyjnych (w odróżnieniu od obronnych). W latach 70-tych młodzi Amerykanie masowo odmawiali służby wojskowej i wyjazdu do Wietnamu (dezercja! - za to groziła czapa!). Czy byłoby na to stać teraz Polaków (wobec wojny w Afganistanie na przykład)? Wątpię. Bo byłam na manifestacjach pokojowych w tej sprawie - i widziałam "poparcie". Wątpię. I nie żal mi ochotników. Niech sobie giną, skoro chcą i skoro świadomie poszli zabijać. -
Wspaniałe życzenie. O, to jest cała mądrość życiowa! Ta jesień jest najważniejsza w życiu; nie wiosna urzeczeń, nie lato urojeń, ale właśnie jesień - niezapomnień, zrozumień, dostrzeżeń. Żeby tylko ludzie chcieli to rozumieć!... Dziękuję za przepiękny wiersz, który dał mi dużo wiary w siebie. I pozdrawiam, Beato. Joa. :-)
-
jesiennej kobiecie przed odejściem lata
Oxyvia odpowiedział(a) na LadyC utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Już to komentowałam gdzie indziej. A tu tylko daję plus. :-) -
Naprawdę uważasz, że w takich właśnie pytaniach ujawnia się różnica między płciami? I że jeśli kobieta wraca pijana nad ranem bez uprzedzenia, to takie same pytania ze strony faceta nie są idiotyczne i nie świadczą o różnicy płci? Chłopy w takich sytuacjach ich nie zadają czy co??? Poza tym to nie jest wiersz, tylko bardzo prozaiczny i niemądry wywód: Różnica (między płciami). Gratulujmy sobie trzeźwości, bo gratulując, myślimy o tak zwanym męskim rozsądku. Niektórzy całkiem inaczej rozumieją ten termin. Łatwo to sprawdzić, wracając do domu nad ranem - pytania: "gdzie byłeś?" i "dlaczego tak późno?" - wydają się zawsze idiotyczne, a nad ranem całkiem bez sensu. Zastanawiam się wtedy, kto z interlokutorów jest trzeźwy, a raczej - dlaczego jeden z nich nigdy nie trzeźwieje? Płeć nie ujawnia się czytelnie, gdy opadną majtki. Wyraziściej, gdy pada słowo. Tekst niepoetycki oraz obelżywy dla kobiet. W sposób oczywisty. A to, że pociąłeś go na wersy, to nie dodaje mu poetyckości. Ani mądrości filozoficzno-psychologicznej. Tyle, Jacek. Nie ma tu Poety ani Mężczyzny. Pa.
-
Nie rozumiem. Zależność jest czegoś od czegoś. I już. I nie ma od tego odwołania. Więc jeśli w wierszu jest zależność czegoś (np. "zależność zewnętrznych warunków"), to musi być dodane, od czego. Od czego te zewnętrzne warunki są w Twoim wierszu zależne. Rozumiesz? KaPeWu? Myślę, że tak, mimo przekomarzania się. ;-))) Buźka.