Frunę piechotą do Wisły,
ponieważ przyszła wiosna.
Biegnę od Falenicy.
Droga Bysławska wrosła
ścieżką w gąszcz.
Od żółto-rubinowych
owoców mirabelli
zaczynam pyszną podróż
od świtu do jesieni,
od wiosny w noc.
Nigdzie nie jest jak wtedy.
Rzeki rozlane przestrzenie,
na wskroś wiślane brzegi,
diable rokity tajemnic,
złote mimozia łąk.
Róże w aurorze różanej,
głogi na łęgów rozłogach,
żabi blues pod olchami,
nad mokradłami pogoda
aż po mrok.
Zmierzam urwiskiem niezwykłym,
ujściem Świdra przebiegnę,
po Otwock z orłami Wisły
dojdę i zawsze iść będę,
aż po ostatni rok.