Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Oxyvia

Użytkownicy
  • Postów

    9 152
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    18

Treść opublikowana przez Oxyvia

  1. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłaś je wcześniej czytać. Chyba nie było Cię tutaj, kiedy je pisaliśmy. Po prostu stwierdziłam fakt - właśnie ciekawy zbieg pomysłów. Okazuje się, że cztery pory roku są dobrą metaforą dojrzewania w ogóle, w tym także miłości - i wielu ludziom tak się to wszystko razem kojarzy.
  2. O, podobny pomysł jak mój: [u]Oxyvia[/u] Cztery miłości Bułatowi Okudżawie Wiosną o poranku skrada się nieśmiało, zza węgła, pod okno, jak świtania białość, przebiśniegiem wschodząc rozpoczyna młodość, promykiem lód łamie, wolność dając wodom, skryta, platoniczna, wstydliwa, niewinna, pierwsza w życiu miłość, płochliwa, dziecinna. Latem jest z upału i z wiatru, i z burzy, z niepokoju ptaków i z błyskawic wróży, rozbuchaniem kwiatów mieni się i tęczy, stroi się w motyle, w perlistość pajęczyn, południem zaślepia, najbujniej wykwita, groźny, nośny żywioł, poraża zachwytem. Jesienią stateczna (czas uczy pokory), rozmowa, rozwaga, rozciągłe wieczory, spadają zasłony i płatki, i liście, wszystko jak na dłoni, wszędzie przezroczyście, i trzeba świadomie splatać trzecią miłość z tysięcy kolorów – w odcieni zawiłość, z gasnących uniesień, ze szronu i z deszczu utkać ciepłą stałość w powszednim powietrzu. Zima daje ciepło w bielutkiej pierzynie, srebrne włosy chłopcu i jego dziewczynie, ogień na kominku, wspomnień czar we dwoje, czułości przytuleń, spokojne pokoje, wydeptaną ścieżką spacery pod rękę w coraz dłuższe noce, w zasypianie miękkie. I nie tylko mój: [u]Sokratex[/u] Cztery pory Miłości wiosna jeszcze się nie ciesz rozbitku błękitne zatoki kulisty spokój wzgórz mogą okazać się ziemią ludożerców lato melonieję! pierwszy raz za bardzo rozbiodrowana zbyt wypukła nie mieści się w garderobie doświadczeń - melonieje szczebiocąc jesień kominek rozdziawił gębę naprawdę gorąco przejęty że we mnie ciągle chłód lata zima ja nago w śnieg a ty się trzęsiesz (ze śmiechu?) już w domu bucha para Pozdrawiam. :-)
  3. Bardzo ładny wiersz. Lubię ładne wiersze o jesieni. :-) Ale dlaczego jeden rym jest "ukryty" przez to, że nie na końcach wersów? Ja bym jednak zamieniła słowa miejscami: "liście fruwają frywolnie jak listy a ty nie otwierasz wszystkich" - szczególnie, że "Liście jak listy" to tytuł jednego z wierszy jesiennych znanego poety Janusza Ratajczaka. Ale już się nie czepiam. :-)
  4. A jakie jest założenie autorskie? :-)
  5. Oj, lepiej, żeby nie można było palić... Na papierosa każdy może wyjść na dwór, a od smrodu i dymu wewnątrz knajpy nie uciekniesz. Od raka też nie...
  6. Jest już kilka interpretacji, jakie ten wiersz może wywoływać. A oto jeszcze jedna: zobaczyłam w wierszu dziewczynę, która pod wpływem byle komplementu zaczyna uważać się za pępek świata i szeherezadę. Trzeba więc szybko sprowadzić ją na ziemię, ale czasem nie ma na to dobrej metody (popiołu). A zarozumiałych idiotek (jak też idiotów) jest coraz więcej wskutek "bezkompleksowego" wychowywania w wierze w siebie (wszystko mogę i wszystko potrafię, i jestem piękna; a nawet w odwrotnej kolejności). Zawsze z jednej skrajności w drugą!...
  7. Dobry wiersz, bardzo precyzyjny i wyrazisty, wstrząsa. Dobrze, że ten temat przestaje być tabu i coraz szerzej wkracza bez woalek we wszelkie formy przekazu, także w poezję. A Magdy wiersz na ten temat doskonale pamiętam. Inny w stylu. Też robi wrażenie. Dlatego pamiętam. :-)
  8. Czy to wiersz o letnim wypadzie na przyjeziorną łąkę z ukochanym psem? Taki obrazek wywołał we mnie. :-) I bardzo mi się ten obrazek podoba. Ech, kiedy wróci to lato z łąkami, lasami, jeziorami, psami, końmi i tym wszystkim...
  9. No i wyszedł piękny, poetycki list! Każdy chciałaby coś takiego dostać! :-)
  10. Dzięki, Jajcarko, rany, bardzo się cieszę! :-)
  11. Oj, kochane Skrzydełko, czytałam Twój miły komentarz, ale zapomniałam odpisać! Ostatnio mam za dużo na głowie! ;-))) Mówisz, że jeszcze się powtórzą miętlikowe czasy? :-) Pewnie tak, pewnie nawet powtarzają się co lato, ale... już nie całkiem te same... No cóż, gdyby świat się nie zmieniał, a człowiek razem z nim, to byłoby okrutnie nudno. To jest jeden z zasadniczych powodów, dla których nie pragnę ideału, jakiegoś raju. ;-))) Buziaki, Stasiu kochana.
  12. Tomaszu, dziękuję za wizytę i za bardzo miłe epitety dla mojego wiersza. Rozumiem, że nie wszystko w nim Ci się podoba. No cóż, ale cieszę się, że większość. :-)
  13. Bolesławie, jak zwykle pięknie dopisałeś zakończenie do wiersza. Dziękuję serdecznie! Z Twojej strofy wynika, że idealnie wszedłeś w klimat i sens mojego wiersza. Bardzo, bardzo mnie to cieszy. :-) Pozdrawiam.
  14. Ach, bo nie można przyjmować wszystkiego do siebie! Urzędole - to nie wszyscy urzędnicy, ale ci, którzy dają się nam we znaki. (Znam nawet jeszcze mniej miłe określenia na takich, np. biurwy). To nie dotyczy porządnych ludzi. :-)
  15. I bardzo dobrze zrobiła! No to Jej zadedykuj, pewnie! :-)
  16. Piękny wiersz! Bardzo mi się podoba! I to ma być wiersz o niemocy twórczej??? A Ty Kokietko!... ;-D
  17. Tak, Oxy. Ale... szczęściu trzeba dopomóc. Ono może "przejść" obok, gdy go nie zauważymy, zlekceważone potafi ulotnić się jak kamfora :) Dziękuję. :-) Cieplutko pozdrawiam - Krysia Owszem, w takim kontekście oczywiście ono zdarza się tylko tym, którzy na nie zasługują. Dlatego przytoczyłam to przysłowie mojego ojca. :-)
  18. Krysiu, dziękuję Ci za bardzo miły komentarz. Z tym ostatnim wersem mam kłopot i naprawdę nie wiem, co wymyślić, żeby było dobrze. Pomyślę nad Twoją propozycją. Pozdrawiam.
  19. Tak. Ale to wcale nie jest pocieszające. Przeciwnie.
  20. Autorko, czy to przypadek? ;D pozdrawiam: sis) a czemuż to pytanie????? No właśnie?... Czyżby Czytelnik nie zauważył koncepcji i zasadniczej metafory wiersza???
  21. Elu, bardzo dziękuję, jeśli wiersz wzrusza, to znaczy, że nie jest zły - bardzo mi jest miło z tego powodu! niestety do "tamtych czasów" nie ma powrotu, ale wiersz chyba nie jest tak całkiem pozbawiony nadziei, skoro na końcu mówi, że tam - blisko ziemi i natury - wciąż mieszkają te bardzo dawne czasy... i w domyśle: czekają, aż je odnajdziemy na nowo, w nowej postaci. :-) Ja też jestem łatwo rozmazywalna, jak i łatwopalna - w ogóle trudna kobieta! ;-D Słoneczności. :-) Kokietujesz! Trudne kobiety nie piszą takich wierszy. Pomogłaś dostrzec tę odrobinę nadziei. Już! Promyków! E. Ale nie, ja nie kokietuję! No na serio! Jestem trudna i nikt mnie nie chce! :-))) Promyków? No dobra. Proszę: w wierszu wróciłam na moment do najdawniejszych wspomnień, tych z najwcześniejszego dzieciństwa, kiedy człowiek jest bardzo bliski ziemi i mikrokosmosu, i jest jego częścią, tworząc pod jego wpływem fantastyczne historie w każdej chwili i bez żadnego wysiłku. Nie możemy do tego wrócić dosłownie, ale ten świat przecież nie ginie bezpowrotnie i bez śladu! On jest w nas ciągle, kieruje naszymi emocjami, naszym postrzeganiem świata, naszymi poglądami. Bez przerwy. A to, na ile potrafimy go świadomie pamiętać, to decyduje o tym, na ile świadomie potrafimy decydować o sobie. :-) Czy to jest wystarczająco promienne?... Pozdrawiam serdecznie. :-)
  22. Acha... To nie zrozumiałam: a jak ma być? Na czym ma polegać to spotkanie? Jeśli po prostu na poznaniu się ludzi z Orga, to takie spotkanie też miało miejsce w Warszawie. Po prostu bawiliśmy się i popijaliśmy piwko w klubie studenckim Index przy UW (bardzo fajna knajpka, klimatyczna i nie tylko studencka). Niestety było niewiele osób, chociaż zapraszaliśmy Wszystkich tutaj, na Forum... Widocznie niewielu jest ludzi renesansu. :-)))
  23. Oxy, jedynym argumentem, jaki podaje gmina, jest oszczędność, oszczędność, oszczędność. tak się motali w zeznaniach, takie pierdoły opowiadali, że po sali przebiegał śmiech. pani sekretarz gminy, pani skarbnik wójt odpowiadali, ze są w ogóle zaskoczeni pytaniami i nieprzygotowani do nich, no cóż, oni wiedzieli po co przyjeżdżają, zdaje się sądzili, ze w trzy dni nie zdążymy nawet pomysleć o co pytać i jakie podejmować wątki, ale na szczęście zdażyliśmy, choć zastanawiam się, czy mój mózg się czasem nie przysmalił, ale to pewnie wyjdzie w praniu . Zresztą teraz dopiero zaczyna się wojna, pierwsza bitwa dała odpór, ale to nie koniec wojny Dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy pomogli i którzy po prostu byli z naszą szkołą :) Ps: Przykre jest, ze jedna z Pań Radnych, nauczycielka, która walczy o swoją szkołę w Dobrym Mieście, była za likwidacją naszej. Raz, ze nauczyciel w podobnej sytuacji (ale to moze na zasadzie psa ogrodnika), dwa, że tę naszą szkołę zobaczyła na oczy po raz pierwszy dopiero wczoraj No to chyba wiadomo już, o co chodzi?: zawiść! Lęk przed lepszymi, lepiej wykształconymi, jaśniej myślącymi! Toż to chyba jasne! Ja bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że to właśnie ta pani rozpętała cała kampanię likwidacji szkoły w Żegotach! Wiele razy widywałam podobne obrazki w stolycy! Trzeba znaleźć mocne argumenty przeciwko jej argumentom. Macie na to rok prawdopodobnie. Życzę powodzenia z całego serca!
  24. A ja myślę, że urzędole skapitulowali i zaczęli się wycofywać. Ale nie zaszkodzi poruszyć niebo i ziemię na wszelki wypadek, gdyby za rok znów im coś do głów strzeliło... Oczywiście, ja tez uważam, że powinni przede wszystkim zostać zmuszeni do wyjaśnienia, dlaczego chcą zamknąć szkołę i dlaczego dają ten rok - na co? - jakie warunki musicie spełnić, żeby szkoła została zachowana po upływie tego roku? Niech się wypowiedzą jasno na piśmie. Pozdrawiam.
  25. Jeśli umieją się dogadać i tworzyć wspólne życie codziennie przez kilkadziesiąt lat, to chyba są przyjaciółmi? Umiejętność dogadywania się co dzień pod jednym dachem przez lat 40 - to już wykracza ponad przyzwyczajenie... Bo przyzwyczaić się można do kłótni, do obopólnego milczenia, do czyjejś ignorancji, do czyjegoś tyraństwa nawet, do pijaństwa, do różnych rzeczy... Ale dogadywanie się - to znacznie więcej niż przyzwyczajenie. Zdolność dogadywania się - to z jednej strony dopasowanie i dobranie się, a z drugiej wielka sztuka. Tak myślę. Znów wracamy do tego samego punktu, mogą, ale nie muszą, to tylko jeden ze składników, a przecież przyjaźń na samym "dogadywaniu się" nie polega, chyba, że komuś tyle wystarcza i wpisuje się w jego definicję przyjaźni, dla mnie potrzebna jest znacznie głębsza więź ;) To zależy, na ile i jak głęboko ludzie muszą się dogadywać. Ja miałam na myśli takie dogadywanie się o wszystkim, na co dzień, od najdrobniejszych szczególików po najważniejsze sprawy, od zakupów na obiad poprzez wspólne spędzenie wolnego czasu po zwierzenia o uczuciach, związanych z sukcesem lub porażką partnera czy też wspólnego dziecka - tu już niezbędna jest przyjaźń. Natomiast porozumiewanie się wyłącznie w sprawach powierzchownych - kto wynosi śmieci, a kto robi pranie - do tego oczywiście żadna przyjaźń nie jest potrzebna. Ale też to nie jest wspólne życie. W każdym razie nie wspólne życie wewnętrzne. I to właśnie jest na pewno nie dla mnie. :-)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...