Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Oxyvia

Użytkownicy
  • Postów

    9 152
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    18

Treść opublikowana przez Oxyvia

  1. Sorry, ale w Necie nie widać, kto jest kbietą, a kto mężczyzną. :-) Wiesz, nie zgadzam się z ta wiarą, ale oczywiście każdy ma do niej prawo i nie zamierzam go negować. Natomiast gdyby życie materialne było nic niewarte, to należałoby od razu skończyć ze sobą. A jednak ludzie tego nei robią, jesli sa zdrowi psychicznie. Dlaczego? Nie każdy boi się kary boskiej za samobójstwo... Poza tym, dlaczego Bóg miałby nas skazywać na takie nic niewarte życie? Po co? Z tego powodu, że jakaś Ewa zjadła Mu Jego jabłko wiedzy? Eee... Taki "ojciec" byłby zwyczajnie okrutny i zawzięty, poza tym narzucanie odpowiedzialności zbiorowej, i to na wszystkie następne pokolenia "przestępcy", to już bardzo przestarzałe myślenie, bardzo niemodne, mówiąc delikatnie. ;-) Ale ja mam inne odczucia. Na przykład bardzo kocham moje dziecko i nigdy nie uwierzę, że to jest nic niewarte uczucie, i że bez tej miłości po śmierci będzie mi lepiej. I wreszcie, aby wszystko było idealne i wspaniałe, to musi być kompletny bezruch. Bo jakakolwiek zmiana ideału mogłaby być już tylko odstępstwem od tego ideału. Bezruch - czyli brak czasu, brak przestrrzeni, brak wszystkiego - śmierć absolutna. I być może tak jest? Ale ja nie tęsknię do tego. :-) A skoro musimy umrzeć, to lepszy jest bezruch i brak czegokolwiek - także pamięci - niż tęsknota do tego wszystkiego, co się tu kochało. Dla mnie absolutnie tak. (I wiem, po co żyję). Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wiele radości, i pełni życia.
  2. I dlatego napomknęłam tu lirycznie o tej cenie operacji niebotycznej.
  3. Ha ha! Nic nie rozumiem, ale w Twoich wierszach niewątpliwie czuje się ducha czasu. I o to chodzi! ja don't understand but you to rozumiesz głupi anglo-trend super wyśmiać umiesz Plusuję wobec tego. :-)
  4. Człowiek nie może być nieśmiertelny, Zachariaszu. Zapytaj któregokolwiek lekarza. Nieśmiertelne może być najwyżej to, co zostaje z człowieka po jego śmierci - ale i to się zmienia, bo po prostu wszystko na świecie jest w stanie ciągłej przemiany i przeistaczania się w coś z czegoś. A jeśli istnieje gdzieś jakiś "świat", w którym wszystko jest stałe, niezmienne, a więc nieśmiertelne - to przecież właśnie ten bezruch i bezczas - to jest już absolutna śmierć. I dobrze. Bo gdyby człowiek miał wiecznie żyć w jakimś innym świecie niż ten tutaj, pamiętać wszystko stąd, wszystko, co kochał, czym żył i czym był, a nie móc do tego wrócić - to byłoby wieczyste piekło.
  5. Ładny wiersz o "starym, dobrym małżeństwie". Świetnie oddana atmosfera domu, wielkiej zażyłości i miłości codziennej, bez tej pierwotnej "magii" zakochania, ale za to z poczuciem bezpieczeństwa, zaufaniem, czułością i robieniem sobie wzajemnych, drobnych przyjemności. Ale mam kilka uwag. Jest mała literówka, poza tym faktycznie łamie się rytm. Tyle, że w rytmie nie tak jest ważna ilość sylab w wersach, jak ilość zestrojów akcentowych, dlatego miła Kaliope nie poprawiła rytmu. Pozwól więc, że i ja spróbuję: Bo i tak wiadomo, że skrzynki są na balkonie. :-) Serdeczności, jak zawsze.
  6. No tak, ale... jak się potępia siekierą? ;-)
  7. Ależ skąd, czaszka jest przecież żywą tkanką ;p Miało być jasno i przejrzyście - i chyba się udało? Pozdrawiam z deszczowego dziś miasta :) Jest tkanką, ale wapienną. Każda tkanka składa się z jakichś minerałów, dlatego musimy się żywić ziemią (choć niebezpośrednio). Owszem, udało się jasno i przejrzyście. Ja też,kiedy widzę czyjeś kości - szczególnie czaszkę - myślę sobie: "No proszę, a kiedyś to był szkielet żywego człowieka, to były żywe kości, w tej czaszce byl czujący i myślący mózg, pełen marzeń i wzruszeń... A dzisiaj co? - kawałki wapna". Plusuję wiersz, oczywiście.
  8. Bolku, bardzo dziękuję za Twój przemiły komentarz i za plus. Ja tę oficjalna teorię troszeczkę tutaj zmieniłam, dodałam jej metafizyczności, ale w sumie jest to ciągle teoria jakiegoś tajemniczego Prawybuchu. :-) Serdeczności.
  9. Kochany Cyklopie, Ty mnie okrutnie rozpieszczasz i ja przez Ciebie niedługo wpadnę w zarozumiałość, która mnie zgubi! :-))) Dziękuję, ża wpadłeś do mnie i że znowu jesteś na zieleniaku. Fajnie Cie tu czytać. :-)
  10. A ja właśnie z tego samego powodu staram się wnikać jak najgłębiej i dowiedzieć się jak najwięcej o fascynujcym mnie świecie. Dziękuję za odwiedziny i komentarz, Nowa, i zapraszam. :-)
  11. Dziękuję tym razem za pochwałę, Rihtiku. W którym miejscu wiersza wyrażam się dosadnie o kimś? Nie widzę... Wiesz, nazywanie kogoś birbantem w berecie dlatego, że wyraża taką a nie inną hipotezę kosmogeniczną, to jest owszem agresja wobec człowieka, który myśli inaczej niż Ty. Napisałeś to odnosząc sie od mojego wiersza, więc poczułam się tak określona i dotknięta. Nikt nie wie, jak powstał wszechświat i ciągle ludzie starają się to wybadać, zobaczyć. Różne są hipotezy naukowe na ten temat. Najbardziej popularną w tej chwili jest ta o Wielkim Wybuchu i na razie nic jej nie zaprzecza, ale też nic jej nie dowodzi. Wszystkie obserwacje do niej pasują i ją potwierdzają, ale dowodu nie ma. Zresztą zawsze w nauce coś może się nagle zmienić o 180 stopni. Dlatego nigdy nie można być absolutnie pewnym swoich racji, szczególnie w tak mało dostępnej nam dziedzinie jak kosmos. Ale to nie znaczy, że nie możemy mieć własnych koncepcji i wariacji na ten temat. Dlaczego nie? Moja koncepcja jest właśnie wariacją Wielkiego Wybuchu, z tym, że u mnie punkt wybucha najpierw w prostą (tworzy się z niego pierwotny promień, który przecież wciąż istnieje w naszej wyobraźni), potem te półpromienie tworzą kielichowate płaszczyzny (płaszczyzna też istnieje w naszej wyobraźni - może to wszystko jest jakąś prapamięcią?), a potem te płaszczyzny rozszerzają swój kąt, wreszcie się łączą, tworząc przestrzeń. No i rusza czas - jeden z wymiarów przestrzeni. A wtedy energia tych promieni, które wypełniły i stworzyły przestrzeń, zamienia się stopniowo w coraz bardziej skomplikowaną materię (czyli inną formę energii): w elektrony, atomy, cząsteczki, najpierw gazowe, potem płynne, dalej galaretowate, później stałe, aż wreszcie w najcięższe metale i skały. Ten proces trwa do dziś. Tak to wygląda w mojej kosmogonii (zresztą wiele z tego nauka juz udowodniła, np. przekształcanie się fal energii w elektrony, a potem w atomy - to się dzieje na oczach ludzi). I nie czuję się tu żadnym birbantem. :-)
  12. Lekarz może i mógłby jakąś wiagrę przepisać lecz gdzie pewność, że po niej już nie będzie mu zwisać? Gdyby zgłosił się ułan prostsza byłaby sprawa wbiło by mu się lancę, stałby niczym buława! Pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie HJ No i właśnie są lekarze, co za cenę niebotyczną władni są mu wbić buławę lancą czysto chirurgiczną.
  13. Ej, Rihtik! Odczytuję w Twoim poście ładunek agresji! A Ty niby skąd masz wiedzę, co było na początku i co jest prawdą, a co bzdurą? Jesteś jasnowidzem jakimś czy co? No, trzeba mieć mnóstwo zarozumialstwa i bucowatości w sobie! A może i birbanctwa w berecie!
  14. Dzięki serdeczne, Magu! Za podobaśkę i za plus! I za zaskoczkę tyż! ;-)
  15. Czyli wybieraj świadomie: albo niebo, albo piekło - dobro albo zło... Ale czy to się da zawsze oddzielić? Pozdrawiam, Krysiu. :-)
  16. Kochana Kaliope, w takim razie podwójnie dziękuję Ci za uznanie! Bo przedzieranie sie przez coś, co sprawia trudność, to podwójna praca w zrozumieniu, a poza tym rzadko komu podoba się coś, co nie do końca ogarnia. Rozumiem kłopoty z wyobraźnią przestrzenną, dużo ludzi je ma, obecnie na ogół są one określane jako "zaburzenia lateralizacji" i moja córka też to posiada. :-) Wiesz co? Najlepiej narysuj sobie to, co czytasz w kolejnych wersach i/lub strofach. Moja Małgośka w ten sposób w szkole przeszła przez zadania matematyczna, fizyczne i chemiczne - nie wiem, czy inaczej dałaby sobie radę z ich zrozumieniem. :-) Pozdrowieństwa.
  17. A najgorsze, że takie sapery przechwalają się niesłychanie, jakie to z nich ogniste ogiery, jakie siły mają na stanie. ;-) No a potem żałosna niemożność i zwiędnięte smutno (za)pały. Może lekarz saperom pomoże? Jeśli zgłoszą się doń samochwały.
  18. Czyli wszystko zbudowane jest z pierwotnego chaosu, który jest cały czas obecny w nas samych, aż w końcu wszystko obraca się na powrót w niego? Poniekąd zgadzam się z tym. Porządkujemy świat politycznie, obyczajowo, religijnie, filozoficznie, tworząc nieświadomie coraz to nowy chaos. Porządkujemy naukę, dowiadując się przy tym, jak niewiele wiemy i w jakim chaosie jest nasza wiedza. Czy o tym jest wiersz?
  19. No, a poza tym być pod gust jakiegoś Pana - nieee... Nawet, gdybym była niesłychanie zakochana. ;-)
  20. Bardzo dziękuję, Lilko, za te słowa uznania. Jak widzisz, nie każdemu spodobał się mój prywatny koncept początku wszechświata, tego sprzed Wielkiego Wybuchu (którego być może wcale nie było), bo to "nienaukowe". ;-))) Bardzo się cieszę, że wiersz Ci się podoba. A słowa? - jedne lubimy, inne nam się źle kojarzą albo po prostu nieładnie brzmią. Sprawa indywidualna. Serdeczności. :-)
  21. Izbo, dzięki za pochwalenie i za wszelkie uwagi. :-) Te cztery "do" musza jednak zostać, bo tylko tak jest poprawnie gramatycznie: można ubijać coś DO innej postaci (no, można też NA inną postać, ale wydaje mi się, że gdyby w jednym zdaniu raz było "do", a raz "na", to właśnie byłoby niepoprawnie). Stwardnienie rozsiane to ciężka choroba systemu nerwowego łącznie z mózgiem. Rozumiem, że nie może się dobrze kojarzyć. Jest tu użyte oczywiście celowo jako metafora coraz większego twardnienia i zastygania wszechświata - od energii (a nawet dużo wcześniej) poprzez pierwsze atomy, gaz, płyn, galaretę, aż do ciężkich substancji. Mój nieokreślony Peel uważa bowiem, że to twardnienie - począwszy od punktu i jego wybuchu w prostą - jest chorobą czegoś nieokreślonego, co było nieruchome, idealne, bezcielesne i wieczne w przeszłość. :-) Uściski serdeczne.
  22. Emmo, dziękuję, bardco się cieszę, że Ci się podoba. :-) Ten wiersz nie ma nic wspólnego z nauką, więc nie można mówić, że jest nieścisły naukowo - on w ogóle nie jest naukowy, ani w calu. A co jest nie tak z zakończeniem? Dziękuję za bravo. :-))) Pozdrawiam ciepło.
  23. Jasne, że nie jest to rozprawka naukowa, a tylko ogromny skrót, w dodatku zahaczający mocno o metafizykę, która absolutnie przedmiotem nauki być nie może. To moja prywatna baśń o początku. Dziecinny? W czym? Bardziej od Biblii na przykład? Albo od Narnii? ;-) Dzięki za koment i poświęcony czas. Pozdrowieństwa.
  24. Dzięki za pochwałę, Dzie Wuszko! Kwant właśnie ma się ściągać w atom, czyli energia w materię - dokładnie to jest sensem wiersza. Naiwniacki naukowo? Ale to nie jest książka naukowa! ;-) A jaka kosmogonia nie jest "naiwniacka"? No, ale pochwała od Ciebie - Wyjątkwej Marudy - to mimo wszystkich zarzutów jednak sukces nieopisany! :-)))
  25. Na początku był punkt.. Takie nic wśród nicości, ział otchłanią wciągania albo pluł wybuchem. Punkt. Bez czasu, bez treści, lecz centralna część osi w wyobraźni szaleńca przed głębią i ruchem. Wreszcie rzygnął w dwie strony, rozciągnął się w prostą. Wyobraźnia ruszyła z punktu jak z kopyta ku biegunom wszechrzeczy, ku wiecznym sprzecznościom, w których brak odpowiedzi na miliony pytań. Potem punkt nagle zadrgał i ruszył w obroty, najpierw trochę nieśmiało, że oba promienie wirowaniem zabłysły jak kielichy złote, stożki światła, co z punktu wypływają lśnieniem. Te promienie wciąż szersze zataczały kręgi, a wzdłuż stożków spiralnie czas popędził w wieczność, w końcu kielich z kielichem w płaszczyźnie się zbiegły szerokimi bokami, tworząc czasoprzestrzeń. Już trójwymiar się kręci, rośnie balon wielki, a z prapunktu bez przerwy energia wytryska i falami się zderza w materii kropelki, które czas kręty zbija w ciężkich gwiazd rozbłyski. Gaz się skupia do płynu, do wrzącej fontanny, później do galarety, do bitej śmietany, która w coraz to gęstsze wałkuje się stany, w coraz większe atomy ściągają się kwanty - i tak chaos zastyga w stwardnienie rozsiane.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...