Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Berenika97

Użytkownicy
  • Postów

    6 134
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    140

Treść opublikowana przez Berenika97

  1. @Robert Witold GorzkowskiŚwietnie się czyta - chce się dowiedzieć jeszcze więcej o tym draniu - a tu takie ...zaskoczenie! Naprawdę zaskakujący i rewelacyjny!
  2. @Corleone 11 Zabawiłeś się konwencją literacką. Poza tym jest tu "drugie dno", które nadaje historii zupełnie nowy wymiar i pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami.
  3. @MIROSŁAW C. To bardzo odważny wiersz - bez patosu, bez usprawiedliwień.
  4. @Annna2 Z Twojego wiersza wylewa się miłość do ziemi ojczystej, dbasz o odrębność Warmii, o jej piękno i wyjątkowość. I robisz to cudnie - poprzez najważniejsze obrazy z historii w lirycznych ramach, pokazujesz, jak skomplikowane były losy tego regionu i jego ludzi. Puenta wiersza jest przepiękna - ten obraz "lemieszy na glebę" i "chleba jak miłość, który zawsze wraca" to metafora nadziei i ciągłości życia mimo historycznych tragedii. Świetny! ps. "brutalnie tłumili powstania Prusaków" - "brutalnie tłumili powstania Prusów"
  5. @MigrenaNo to pogalopowałeś z Łyskiem czy na Łysku przez dekady i świat. Świetny pomysł z humorem, groteską, smutkiem na końcu. Ten smutek mnie bardzo zasmucił, pozwoliłam sobie się nie zgodzić z Tobą, co losu Łyska i jego potomków. Legenda mówi – Łysek żyje. Nazywa się Duch – symbol nieśmiertelności. łeb nosi wysoko w chmurach, kopyta znaczą szlaki dla wędrowców. Dobry duch naszych czasów. Jest, jaki jest. I nigdy nie zemdleje. Łysek z pokładu Idy – legenda. Nie krzyk, lecz pieśń o przetrwaniu, kopyto, co zostawia ślad nadziei. Źrebaków Łyska znajdzie każdy, kto spojrzy na wolne łąki.
  6. @Annna2 Bardzo dziękuję za czytanie i opinię. A co do Prus Wschodnich, to napisałaś "oprócz czasów międzywojennych". No i o to chodzi, bo to jest ostatnia historyczna nazwa naszego regionu, która jest zakodowana w zbiorowej pamięci, przede wszystkim Niemców. A wówczas Olsztyn i okolice, z politycznego punktu, leżały w Prusach Wschodnich. W Niemczech żyją jeszcze osoby urodzone w Prusach Wschodnich, często ze swoimi dziećmi kultywują przywiązanie do "Heimatu". Dlatego z punktu widzenia Wolfganga - on jedzie właśnie do Ostpreußen. Natomiast historia Warmii, jej odrębność kulturowa, religijna, a przede wszystkim historyczna- jest bardzo ciekawa i dla nas, Polaków zawsze warta podkreślenia. Pozdrawiam @Alicja_Wysocka Dziękuję za piękny komentarz, idealnie odczytałaś mój przekaz. Stosunki polsko-niemieckie, również między ludźmi, zawsze wywoływały i wywołują różne reakcji. Najczęściej są osadzane w historii (tak jak w opowiadaniu) lub polityce. Rzadziej w chęci poznania drugiego człowieka, jego patrzenia na świat, kultury czy wiedzy na interesujące nas tematy.
  7. @LeszczymBardzo dziękuję! :)
  8. @infelia Czytałam Twój wiersz jak niezwykłą opowieść, pięknymi słowami i obrazami. Wiersz magiczny, ale z magią trzeba uważać - można w nią za bardzo uwierzyć. :)
  9. @janofor Udało Ci się zbudować miniaturę, w której jest i lekkość, i ironia, i trochę goryczy. To działa – zostawia po sobie uśmiech, ale też nutkę niepokoju.
  10. Wolfgang zakończył właśnie wykład, gdy szef wydziału historii uniwersytetu monachijskiego poinformował, że ma zaproszenie na konferencję. - I to jaką! – tajemniczo się uśmiechnął. – W Polsce, w Prusach Wschodnich! Wolfgang od razu zainteresował się tym zaproszeniem. Będzie mógł odwiedzić krainę swoich przodków, swoje dziedzictwo. Wuj zostawił mu jeszcze misję do spełnienia w imieniu rodziny. Postanowił pojechać bez wahania. „To za trzy tygodnie. Trochę mało czasu na przygotowanie się do takiej podróży”, zmartwił się. Zaczął od oddania do przeglądu swojego 3-letniego Audi A4. Potem załatwił biurokratyczne formalności. Skrupulatnie obliczył trasę. Wyszło mu trzynaście godzin samej jazdy, ale zdawał sobie sprawę, że odcinek w Polsce nie będzie taki łatwy. Wiedział o braku autostrad i fatalnym stanie dróg. Doliczył dodatkowe trzy godziny. W przeddzień konferencji Wolfgang wjeżdżał do Olsztyna. Był zadowolony, bo jak dotąd całą trasę przebył bez problemów. I właśnie wtedy poczuł huk, prawym kołem wpadł do wielkiej dziury w asfalcie i uderzył podwoziem w nierówność. Zatrzymał samochód. Zobaczył zniszczoną felgę i wyciekający olej z miski olejowej. Wściekły zadzwonił do swojego ubezpieczyciela, potem na Policję. Miał szczęście, jeden z funkcjonariuszy mówił po angielsku. Udokumentował zdarzenie i pomógł zamówić lawetę. W warsztacie czekało na naprawę zbyt dużo samochodów, aby jutro jego Audi mogło kontynuować dalszą podróż. Z samochodu zabrał walizkę, nałożył marynarkę i prochowiec. Zdruzgotany sytuacją, poprosił o przywołanie taksówki i pojechał do hotelu „Gromada”. Następnego dnia już o ósmej rano był na dworcu, chociaż odjazd do Starego Folwarku był godzinę później. Kupił bilet i usiadł na ławce naprzeciwko stanowisk, z których wyjeżdżały kopcące Jelcze. Obserwował dworcowe życie. „Jak tu nieprzyjemnie, szaro i smutno”, pomyślał. „I dlaczego tu jest tak brudno”. Nie dostrzegał też uśmiechów na twarzach śpieszących się ludzi. Nagle jakaś kobieta usiadła koło niego. „Wreszcie jakiś kolor”, pomyślał, widząc zwiewną sukienkę na której dostrzegł różnorodność kwiatów. Podniósł oczy na twarz sąsiadki. Ciemne, błyszczące oczy, regularne rysy twarzy i długie kasztanowe włosy zachwyciły Wolfganga. - Piękna! – ocenił w myślach - Może mieć około trzydziestu lat. Postanowił ją zagadnąć: - Przepraszam, czy Pani może jedzie autobusem do Starego Folwarku? Kobieta odpowiedziała w jego języku. Uradowany od razu przedstawił się i zaproponował wspólną podróż. Dowiedział się, że ma na imię Monika. Ukradkiem delektował się jej urodą. Zauważył na jej prawej ręce obrączkę. „Szkoda”, pomyślał. Monika nagle wstała i kazała mu iść za sobą. Wolfgang postanowił robić to, co ona. Wyjął z kieszeni bilet i też wyciągnął rękę do góry, dzięki temu ludzie przepuszczali ich do autobusu. W autokarze Wolfgang wyjął telefon i zaproszenie, w którym znalazł numer organizatora konferencji. Zadzwonił. Wyjaśnił mu, co się stało z samochodem i pytał czy może liczyć na pomoc w powrocie do Olsztyna. Usłyszał też prośbę, aby na konferencji przedstawił najnowszą historię swojej rodziny. Na to nie był przygotowany. Zobaczył, jak Monika z torebki wyciąga takie samo zaproszenie. Zrozumiał, że jadą w to samo miejsce. Szczerze się z tego ucieszył. Wolfgang zaczął przyglądać się krajobrazowi. Przecież był w „swoich Prusach Wschodnich”. „Ale co mam powiedzieć na konferencji”, zastanawiał się. Wyobrażał sobie życie w wielkim gospodarstwie swojego stryja Alexa. Piękny, królewski pałac, siedziba rodu znajdowała się tylko piętnaście kilometrów od Starego Folwarku. Ze wspomnień wuja, wiedział, że sowieccy sołdaci wszystko rozgrabili. Pałac podpalili. Nie jest tylko pewien, czy celowo, czy też z głupoty. Jeden z polskich jeńców po wojnie opowiadał, że czerwonoarmiści chcieli się ogrzać i rozpalili w pokoju na piętrze ognisko. „Moja rodzina nie popierała Hitlera, ale Polacy w to nie uwierzą”, myślał. „Będą sądzić, że chcę wybielić swój ród. A przecież wujek Alexa, Heinrich, uczestnik zamachu na führera zapłacił za to życiem. Sam Alex odmówił wydania rozkazu rozstrzelania jeńców wojennych. Co mogę jeszcze opowiedzieć?” Z tych rodzinno-wojennych wspomnień został wyrwany przez Monikę, która kazała mu wysiadać. Na przystanku Wolfganga witał organizator konferencji ze strony niemieckiej oraz troje uczestników z Monachium. Zadawali mu wiele pytań, sypali różnymi propozycjami. Wszyscy wreszcie skierowali się w kierunku pałacu, w którym m.in. znajdował się hotel. Piękna, biała budowla w stylu włoskim zachwyciła Wolfganga. Do tej pory widział ten pałac tylko na zdjęciach.
  11. @Nata_Kruk Twój wiersz zatrzymuje – otwiera oczy na to, co wciąż żyje w nas mimo pozornej ciszy. Poruszył mnie obraz czasu "przeciskającego się w labiryntach głowy". Świetny!
  12. @Waldemar_Talar_Talar Niezłe miał zapachy w kuchni, może "gotował" kwiatowe perfumy?
  13. @wierszyki Twój wiersz dotyka bardzo głęboko – pamięć, czułość, rozstanie. Czyściec wspomnień bywa ciężarem, ale i błogosławieństwem, które pozwala nam trwać. Pięknie zamknęłaś to w słowach.
  14. @Annna2 Twój wiersz jest niezwykle nastrojowy i piękny - tak jak muzyka i obrazy dobrane do niej. Można się zauroczyć taką dawką piękna. W kilku zwrotkach zamknęłaś podróż – od osobistej, jesiennej nostalgii aż po uniwersalne pytania o miłość i nieśmiertelność. A odpowiedzi poszukujesz nie tylko w emocjach, ale w dialogu z kulturą. (Horacy, Dante, Biblia) W trzeciej czytam o pochwałę miłości, która staje się artystką – rzeźbi w języku, tworzy muzykę i ratuje. Ostatnia zwrotka o wrzosach zostawia w sercu cudowny spokój - jest jak westchnienie. Przepiękny!
  15. @Jacek_SuchowiczPozwól, że napiszę do Alicji: Alicjo, Rymy ci idą jak z płatka, lecz spróbuj też prozą, to gratka ! Bo w opowiadaniach – kto wie? może bestseller rodzi się w tle
  16. @Robert Witold GorzkowskiRobercie, w Twoich słowach wyczuwam troskę. Bardzo Ci dziękuję. Tak, jest przyjaciel, najlepszy przyjaciel - to mój mąż. Wcześniej pisałam o innych osobach, które były częścią mojego życia, mojej historii ale nasze drogi z różnych powodów się rozchodziły. Ale pozostali w pamięci i we wspomnieniach. Pozdrawiam Cię serdecznie. @Nata_KrukBardzo się cieszę, że się aż tak podoba. :))) Dziękuję! 💚 @NatuskaaJest dokładnie tak, jak napisałaś. Bardzo dziękuję!💚 @Waldemar_Talar_TalarBardzo dziękuję! Pozdrawiam. 💚
  17. @LeszczymMocno, mocno dziękuję! :)))
  18. Berenika97

    Wakacje z …

    @Konrad KoperW ubiegłym roku byłam na takiej wieży - kościelnej :) Podoba mi się Twoje haiku. A swój wypad skomentuję tak: Nasze wakacje : szara strzelista wieża podpiera niebo
  19. @Leszczym Niezły obrazek psychologiczno-społeczny. Bez poważnego psychologiczno-filozoficznego rozdrabniania - smakowity. Korciło mnie, aby Cię "ponaśladować", ale to nie byłoby fair.
  20. @LeszczymDzięki! Chyba się zagalopowałam. 🐎
  21. @Annna2Bardzo dziękuję! Tylko w stopniu komunikatywnym. W naszym regionie żródła historyczne są przeważnie w j. niemieckim. Do mnie motywowało do nauki. :) @Alicja_WysockaBardzo dziękuję, nie sądziłam, że to może zainteresować - taka historyjka sprzed ćwierć wieku temu. @MigrenaBardzo dziękuję! No nie wiem, czy będzie to dla Ciebie ciekawy świat. Na pewno historyczny :))) Pozdrawiam
  22. @Robert Witold GorzkowskiBardzo Ci dziękuję, że czytasz! Rozumiem Cię doskonale. 💚Pozdrawiam.
  23. @beny7777 Szczerze o zmaganiu się z własnymi ograniczeniami i porażkami. Ten obraz lasu prowadzącego do ukochanej osoby, a potem gorzka refleksja o "szarej wymówce" na brak ambicji - to bardzo odważne spojrzenie na siebie. Szczególnie mocno brzmi ten fragment o "setnym liście" - ile w tym samotności i desperacji, ale też uporczywości. cytat z Sartre'a (mój ulubiony) dodaje tekstowi intelektualnego, filozoficznego smaku. Bardzo mi się podoba.
  24. @Wochen Stworzyłeś piękny obraz wędrówki - zarówno tej dosłownej, jak i metaforycznej drogi życiowej. Szczególnie porusza mnie obraz "obcych śladów" raniących stopy - to tak trafnie oddaje, jak trudno jest iść ścieżką wytyczoną przez innych, jak bolesne może być dopasowywanie się do cudzych oczekiwań.
  25. Ucieszona Monika pobiegła do ogrodu, gdzie w lipcowym słońcu wygrzewał się Mateusz, jej mąż. W ręku miała zaproszenie na polsko-niemiecką konferencję. – Zobacz, gdzie za trzy tygodnie będę! – zawołała entuzjastycznie. Mateusz uważnie przeczytał informację napisaną w dwóch językach. No i w tym Starym Folwarku będziesz mogła wreszcie porozmawiać po niemiecku. A w pałacu poczujesz się jak żona niemieckiego junkra! – dodał żartobliwie. Wiedział, że żona lubi historię, zwłaszcza Prus Wschodnich. Dla tego hobby od dwóch lat uczyła się języka niemieckiego. W dniu wyjazdu wcześnie wyszła z domu, miejskim Ikarusem dotarła na olsztyński dworzec. Była zadowolona, że udało się jej w kasie kupić bilet do Starego Folwarku. Teraz była pewna, że kierowca PKS-u ją zabierze. Wyszła z budynku dworca i usiadła na ławce obok dziwnie, jak na tę porę roku, ubranego mężczyzny. Przyglądała mu się ciekawie. Było lato, a on miał na sobie prochowiec. Pod rozpiętym płaszczem zobaczyła brązowy garnitur i ciemny krawat. Na kolanach trzymał średniej wielkości, podniszczoną już walizkę, oblepioną zagranicznymi nalepkami. Oszacowała wiek na lat czterdzieści. Był szczupły, miał okulary i inteligentną twarz. „Wygląda na nudnego urzędnika”, oceniła. Nagle obserwowany mężczyzna zwrócił się do niej. - Entschuldigung Sie, bitte. Fahren Sie vielleicht mit dem Bus nach Stary Folwark? Marta była tak zaskoczona, że przez moment nie wiedziała, co odpowiedzieć. - O! To Niemiec - zdziwiła się. Zrozumiała, że zapytał ją, czy jedzie autobusem do tej samej miejscowości. Musiała ułożyć odpowiedź. - Ja, ich fahre mit dem Bus nach Stary Folwark – potwierdziła nieśmiało. Spojrzała na rozmówcę. Uśmiechał się. Zrozumiał. „To działa! Naprawdę mnie rozumie”, myślała z radością. - Ich bin Wolfgang Kasstel. Können wir zusammen fahren? - zapytał. Tym razem Monika od razu wiedziała, że chce jechać razem z nią. - Ja, natürlich. Ich heiße Monika Nowak – przedstawiła się. Była pewna siebie i zadowolona z zawartej znajomości. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego obywatel zachodniego państwa chce jechać zatłoczonym autobusem. Pierwszy raz spotkała się z czyś takim, że Niemiec nie ma swojego auta. Rozwiązanie przyszło jej do głowy natychmiast. - Ukradli mu samochód – pomyślała ze zgrozą. Na domiar złego, teraz dopiero zauważyła, ile śmieci walało się na chodniku. Jak brudny i obskurny był dworzec. Wiatr hulał w dziurawych wiatach. Narastały w niej kompleksy biedy i bylejakości życia w Polsce. Z tych smutnych myśli wyrwało ją poruszenie wśród oczekujących pasażerów. Autobus podjeżdżał na stanowisko. Monika zerwała się z ławki, zwróciła się do Wolfganga. - Kommen Sie mit mir! Niemiec posłusznie poszedł za nią. Kierowca stanął w otwartych drzwiach pojazdu i krzyknął: „najpierw bilety z kasy!” Monika wyciągnęła rękę do góry z biletem i przeciskała się przez stłoczonych na wysepce ludzi. Wolfgang naśladował jej zachowanie. Oboje wreszcie weszli do autobusu. Znaleźli nawet dwa wolne miejsca obok siebie. Marta ciekawie zerkała na sąsiada, który wyciągnął z kieszeni telefon i takie samo zaproszenie, które znajdowało się w jej torebce. Znowu ją zaskoczył. Zatłoczony autobus ruszył. Wolfgang wybrał numer podany na zaproszeniu i coś tłumaczył rozmówcy. Gdy skończył rozmowę, Monika z uśmiechem pokazała mu swoje zaproszenie. - Wirklich? Ich bin so glücklich! - zawołał. „Jest taki szczęśliwy, a jakoś nie bardzo chce ze mną rozmawiać”, dziwiła się. Oboje zatopili się we własnych myślach. Monice przypomniała się historia wojenna jej dziadka. We wrześniu 1939 roku był szeregowym żołnierzem i walczył pod Mławą. Po kapitulacji został jednym z pierwszych jeńców wojennych Stalagu 1B. A później Niemcy szeregowych polskich żołnierzy zamieniali w parobków i wysyłali do pracy w gospodarstwach niemieckiej arystokracji. Dziadek musiał pracować u największego posiadacza ziemskiego w Prusach Wschodnich w Druzliten. Sam książę podobno był człowiekiem honoru ale wśród jego zarządców było kilku sadystów. Ciekawe, co pomyślałby dziadek, widząc swoją zakompleksioną wnuczkę zadowoloną ze spotkania z potomkiem jego wrogów – wyrzucała sobie Monika. Wreszcie autobus zatrzymał się na przystanku w Starym Folwarku. Monika szybko wstała, dała znać Wolfgangowi, że muszą wysiadać. Do pałacu poszła sama, bo na Wolfganga czekał „komitet powitalny”, który go nie odstępował. Nieopodal, zza drzew zobaczyła białą ścianę budowli. Weszła do pięknego holu. Powitała ją uśmiechnięta pracownica Towarzystwa, wręczyła biuletyn „U progu nowego wieku” i wskazała drogę do sali konferencyjnej, w której było już kilkanaście osób. Organizator zapewnił tłumaczenie symultaniczne, więc Monika odetchnęła z ulgą. Wszystko będzie tłumaczone, wystarczy nałożyć słuchawki.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...