Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Robert Witold Gorzkowski

Użytkownicy
  • Postów

    1 076
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Robert Witold Gorzkowski

  1. @Marek.zak1 mam nadzieję że ta zgoda dotyczy obojga płci
  2. @Marek.zak1 Chodzą pogłoski że pewien aktor grający pana Michała jest wyjątkowo przez los obdarzony, ja nie wiem nie widziałem;)))
  3. @Migrena wiersz nie jest trudny w odbiorze tylko każdy z nas tą miłość inaczej pojmuje, powinien napisać każde z nas; gdyby była łatwa pozostalibyśmy razem do końca życia a tak mężczyzna i kobieta choć się kochają żyją na dwóch biegunach. "bo każda bliskość pozostawia w materii mikroskopijne przesunięcie"
  4. @Migrena napisałem swój komentarz zaraz po przebudzeniu pewnie teraz napisał bym inaczej ale sam sobie jesteś winien. Afric Simone nie koresponduje mi z twoim doskonałym wierszem jest zbyt infantylny ;))) i ten tekst siedzi mi ciągle w głowie
  5. @Migrena Lepiej nie można było opisać moich przeżyć, dzięki.
  6. Oddałaś noc dałaś mi wiarę i rozpaliłaś życia ogarek oddałaś morze przejrzystych toni wytrwałych pragnień przeczystych dłoni. Kiedy bezduszność tłumi dążenia i splata nici mego istnienia wydziera ogień Tobą zakryty zwiewnych atłasów powiew ukryty. Uczę się z kwiatów wilgoć przyjmować nieść w pustą przestrzeń gorące słowa Świat mój unosić i w dzikim miocie rozlać strumieniem nieziemskich podniet. Scaliło w Tobie i było we mnie smutnych powiekach otwartych sennie cicho wstępuję i się raduję nosząc na sobie modlitwy stułę. Nie mnie jest patrzeć w serce zlęknione nie mnie jest trzymać ręce spocone Twoje istnienie przychodzi czule tamę przerywa usta całuje. „Sen nocy letniej” odczarowuję porażam myślą Lamią filtruję urojeń duszy wyhamowanych uczuć skrywanych niewygładzanych. Po krzyżu spłynąć cierpieniem moim i w ziemię wsiąknąć w miłości swojej wersem odpłynąć strofy wyszeptać oczyścić ciało i myśli zebrać. Znowu pomału popłynąć łzami i znaleźć ujście gdzieś pod firmament wystrzelić dumnych passus miliony zawiesić w niebie strofy natchnione. Usłysz wołanie chwyć w ręce swoje wtul jasną główkę w marzenie moje bym poczuł w sobie Twoje ramiona i spłynął w serce z radości skonał. W swojej ablucji szkieletem płonę natchnionym rymem Ciebie pochłonę.
  7. @Berenika97 zgadza się wszystko co napisałaś myślę że każdy z nas wypada z orbit powszechnych oczekiwań i tak naprawdę znajduje się na krańcach ludzkiej galaktyki bo piszemy a raczej spisujemy teksty wolne od grawitacji spojrzeń. Ja też dużo piszę choć niekoniecznie publikuję bo myślę sobie że sam jeszcze nie dorosłem do strawienia swoich tekstów. Tym niemniej ubóstwiam gotyk i aż z ram próbuję wyjść w oczekiwaniu na twój mroczny wiersz. Ja głównie obracam się po orbitach ciemności gdzie „światło które mnie dosięga nie ma władzy nad moim zimnem” lekko zmieniłem pod siebie bo sama w sobie Twoja myśl genialna!
  8. @Migrena pomijając to że nie znalazłbym w sobie tyle filozoficznych przemyśleń co Berenika, jednak jedna myśl genialna przyszła mi do głowy i wtedy zupełnie nieświadomie kliknąłem na tego niemieckiego wokalistę za którym w PRL szalały panny i mężatki a dostać bilet w kongresowej graniczyło z cudem moja myśl jak motyl odleciała a głowa przepełniła się gorącymi rytmami niemieckiego lata. Powiem więcej podążyłem dalej i zasłuchałem się w drugą gwiazdę niemieckiego rynku rozrywki tzn Bony’M i po wzniosłym wręcz filozoficznym nastroju nie pozostało już nic. Jednak żeby pozostawić po sobie ślad posłużę się puentą twojego wiersza „a na końcu zostaje tylko to że nawet próżnia po naszej miłości nie jest już pusta” i sparafrazuję to na „a na końcu zostaje tylko to że nawet próżnia po wspomnieniach naszej młodości nie jest już próżna hafanana” i tak cały dzień choć w głowie próżnia.
  9. @Nata_Kruk zrobiłaś mi od rana trening umysłowy🤭
  10. @Alicja_Wysocka kocham morze i morskie klimaty. Wiersz lekko napisany oddaje klimat i sprawia że zanurzam się w sen.
  11. @Stary_Kredens Bardzo dziękuję a Chopin w wykonaniu Lang Lang’a celowo dany to pieśń przyszłości. W wykonaniu które zachwyca a jednocześnie niesie niepokój co do przyszłości. Lecz któż dziś zwraca na to uwagę.
  12. @Berenika97 Fajnie że zauważyłaś bo czytam teraz na powrót „Chłopów” i wciąż nie mogę się nadziwić tej plastyczności opisów. Czysta poezja pisana prozą.
  13. Rozchlapuję serce jakoby kto w krowie łajno bosą stopą wkroczył. Niby ta dusza łomocę po polu niewidoczne dzwonki bydłu żałośnie rozbujam. A w zboże rozchwiane rzęsiście się wlewam. Ponoć największa żałość przychodzi na ludzi gdy dom rodzinny ktoś z dymem puszcza. Gdy strąca ostatnie posłanie lub suchar stary ze zgrabiałej dłoni wydłubie. To nic przy cudzie krzyża z dróg rozstaju co ostał się niby Pan na niebiosach dmuchnął niepełnie. A jedna struga najmniejszej mocy miała by ten pomnik żałości obalić. Tak tkwi na końcu lipowej alejki moje drzewo życia mój grzech popełniony co go słabym światłem miesiączek oświeca. Jakby szkoda mu było promieni marnować na to miejsce smuty na czas zapomnienia. Niech by i sczezło w ziemię się zapadło niech i by bór wyrósł czy chłopskich chałup tysiące na szczycie pobudował. Nie zdoła to wymazać z głowy zakamarków radości jakie wzniecało. O Piękna Pani wietrzyk w zatwardziałe serca zaprowadź a wybudź litość w setnym pokoleniu i wykop z mroku podziemnej krainy. Te kolumny pękate i portyk przeczysty te dachówki karpiowe i ściany bielone w radości wykwitłe a słońcem na wiosnę umajone. A na powrót serce wkleję w parcelacji łaty.
  14. Doskonały przekaz a i sposób narracji niebanalny. Łatwo sobie wyobrazić tą w ustach górę lodu gdy temperatura na zewnątrz się obniża a chłód otoczenia to najmniejsze nasze zmartwienie.
  15. Tak bo cóż innego nam pozostało. Człowiek całe życie z piórem w dłoni teraz już częściej ze smartfonem i ten potok myśli aż żal go wypuszczać a w moim przypadku myśli stare jak świat. Ostatnio byłem na wieczorze literackim młodych poetów uczestniczyłem po deklamacjach w spontanicznej dyskusji i choć wszyscy posługiwali się językiem polskim ja nic z tego nie rozumiałem co oni mówili a i tematy były dla mnie miałkie. Oni choć nie zaprzeczę z uwagą mnie słuchali to czułem się jak zgniły owoc jak kamień przez Boga rzucony na szaniec jak starzec co przemawia jeszcze w zaangażowaniu a nie widzi że sala jest już pusta. Poza przyjętymi ramami poza teraźniejszymi nurtami. Więc twój wiersz może wcale satyrą nie jest a chęcią życia w młodszych świecie? przewrotną namiętnością bycia uniwersalnym i niezapomnianym? Rozpaczliwą próbą dokonania jeszcze czegoś wielkiego. Przeczytałem ostatnio przerażającą jak dla mnie informację. Firma wynalazła okulary które pozwalają na ulicy zidentyfikować osobę i przeczytać wszystko co ta osoba zamieściła w sieci?! Porażający wynalazek i to dopiero jest groteska. Coraz bardziej mi się nie chce niż chce. Coraz częściej mogę powiedzieć że wiele bym jeszcze zdziałał gdyby zamienić miejscami chęci z wypaleniem. Dlatego wolę bardziej czytać niż publikować a jeśli już to w taki sposób że nikt nie będzie miał wątpliwości z kim ma do czynienia.
  16. Czyż kochać to nie znaczy umierać odkrywać myśli bezwarunkowe tworzyć w niej zasypiać i cierpieć nasłuchiwać kroków na klatce. Czyż to nie pragnienie krwistości z ust a przyjmowanie tylko uśmiechu czyż to nie żądanie błękitu z oczu a napawanie się tylko spojrzeniem. Czyż nie jest dojrzewaniem jak do porodu olśnieniem aż do odurzenia ziemią zaakceptowaniem bytu nierealnego do bliskości z Twórcą do skończenia Świata.
  17. @Berenika97 życzę w nowym roku dużo miłości i tak pięknych wierszy jak dotychczas.
  18. @Berenika97 dziękuję @Rafael Marius to znaczy we śnie czy na jawie.
  19. Powoli w rozumie na skraju łoża siadam na ziemi stawiam nóżkę jej korpus w rękach drży miękką białą chustkę na czterech strunach składam wznoszący się do góry w pionowy wcieram gryf. Dźwięki gorejące spod włosia wydobywam mój smyczek mocno ciśnie rezonans w głębi gra ostro przeskakuje pomiędzy snem a jawą w utworze patetycznym ukrywam schyłek dnia. Zagłębiam się w muzyce bukiety tonów niosą sunę demonicznie opuszki palców płoną w rozkwicie pełnym żaru znika cień ze ściany przedwieczną ścigam żądzą szatański palę zwid. Cisnę wiolin kształty niech głos chóralny niesie rozchyla swoje efy i słyszę głośny syk chłonie moją furię instrument swój naprężam podniebną czując rozkosz fallicznych myśli wstyd. Nieznana to materia głos anielski niesie smyczek mocno natarł aż korpus z żądzy płonie w szale się naprężył i skurczył w końcu frazy tępy ruch rozluźnił i przeciął strumień zdarzeń. Rozkosz popłynęła otwarły się niebiosa ciepło ocuciło po dłoniach płynie rosa garniesz się do dźwięków przesłodka każda chwila Kurtyna otuliła - gala wyciszyła.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...