-
Postów
384 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Florian Konrad
-
a w ogóle – da się bardziej? i tak czuję się przy tobie jak osełedec w żętycy przy bitcoinie, pielgrzymka krasnali w głąb sakralnych gumfilców w porównaniu z wypadem na Mauritius. uroczy jestem w tej bajce, ale sposób na nieco żałosny. jak taki jeżyk, co ma psie szminki zamiast kolców. ...dobra, żart. ale coś w tym jest. zauważ: kiedy wyobrażam sobie, że pojawiasz się znikąd, by z mojej rzeczywistości wyciągnąć w głąb kojąco ciemnej bramy i taczamy się tam w śmieciach – to, gdy leżysz na mnie, otaczają nas pudełka po wyrobach luksusowych marek. kiedy kładę się na tobie – flaszki po amarenie i kiepy, zamiast kartonów z napisem Cartier, Rolex, Louis Vuitton. taka uległość, cała w serduszkach. słodkie mówienie: wyżej, krztynę, przynależność wilgotne ciarki, szczecinka na podniebieniu.
-
1
-
brnie się przez te tunelidła w coraz większą bezdźwięczność. tracą się imiona, blakną listy zakupów, na pierwszokomunijnych obrazkach w kielichach wyrastają czapy pleśni. w liszajach jest I, H, nawet S. całe ogromy odchodzą od nas bezpowrotnie, niczym większość mirafiori, granad, golfów "jedynek". jesteśmy przytulani przez niewidzialnego olbrzyma o skórze z papieru ściernego. zdrapują się wady, zalety, pogłębiają zmarszczki. jednocześnie mamy uczucie, jakby zresetowało się Boga, życie zmieniło się w fabułę filmu, który mogą oglądać jedynie obdarci ze skóry (ech, siedzą przed bezdennym ekranem różnolite mordy, tracą wzrok obserwując nasze niezborne uczucia, mało udolne zmagania z problemiwem wszelakim). nastało w nas nowe, bez wątpienia: gorsze. miłość, ale z popsutym silnikiem. nie sposób jej wykrzyczeć, bo bardziej się schrzani, korba wyjdzie bokiem. więc pełzniemy nie mówiąc ani słowa, żmudnie i po tłustym. bezecnik i Karmicielka pogrążają się w ciemnych zakamarkach. "faktycznie, była taka subkultura, ale nie pamiętam, co nosili - agrafki w nosach, tatuaże na ramoneskach, czy latali z bejsbolami" - ktoś kiedyś powie o nas. albo tylko uśmiechnie się na samo wspomnienie.
-
1
-
plotą się węzły w ustach moich drażnicielek (pismo antyobrazkowe, weźmiesz w palce takiego guzka - i nie dość, że nie odczytasz ani słowa, to jeszcze istnieje ryzyko, że na jakiś czas pogorszy ci się pamięć lub wzrok), aż tracę pewność siebie, nachodzą dziwne pytania i wątpliwości. natłok ich, gniazdo szerszeni, w które uderzam sękatym patykiem. piruecą mi w głowie strykociali tancerze baletowi wyglądający jak Leif Segerstam w swoich ostatnich latach. zastanawiam się, czy czasem nie lepiej istnieć w znacznym oddaleniu od wszelakich aktualności, tylko po to zanurzyć się w nurt bieżących spraw, by go dla siebie odwrócić. kopniakiem, prosto w świetlistą, ekranowo-matrycową wodę. chcę być retro i na przekór, podstawiać niegdysiejszych artystów w miejsce tych z młodego pokolenia. Aleksander Żabczyński to nowa Wiktoria Gąsiewska. Sannah tak naprawdę jest przypudrowanym Mieczysławem Foggiem. pod ksywą Bambi ukrywa się Adam Aston, co przedawkował botoks! pragnę zostać brudną dominantą, oblepionym wieloletnią sadzą, nie pasującym do nowoczesnej kuchni pojemniczkiem na sól, który przylazł prosto z opuszczonej chałupy, gdzie przez lata stał na fajerkach – i nie dość, że rozpaczliwie szpeci wnętrze, to jeszcze wrywa się w pamięć każdego, kto przyjdzie. gruzlą się sznury w pyskach, a ja oglądam przedwojenne melodramaty na Cartoon Network. triumf celuloidu nad pikselami. dumam, czemu nie można powiedzieć: "Pamiętasz piłkę o chłopcu, którą ci wczoraj opowiadałem?", dlaczego szybkopędny obraz nie może być rzeczą materialną, kim są dekoratorzy zakurzonych po sam sufit, zamurowanych pomieszczeń, w których źli bohaterowie dramatów i horrorów skrywają truchła, ważne dokumenty i kosztowności? kto uczył fachu tych durniów? moje wahania to czyste efekciarstwo, pani w sukni od Diora przerżnięta na pół przewróconym nagle klawicyterium. staram się wydusić z niej choć nutkę, póki nie ostygła.
-
2
-
Szybcia, szybuśka
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Domysły Monika Dziękuję serdecznie za miłe słowa. -
o uczucie wszechogarniającego odprężenia, gdy rozbrzmiewa kołysankowy nokturn, w ślepiach ostatniej z bestii do reszty wygotowała się żółta ropa, kiedy wszystko, co sknurzałe i szorstko-okrutne skończyło z siekierą między oczami, z kulą w uchu, zdarto kaptury, maski goniącym nas złoludom, i okazało się, że to mój wujek, znany aktor, prezenter z telewizji, marszałek sejmu albo pan premier urządzali nam piekło na ziemi (przekłamania w horrorach biograficznych potrafią być naprawdę krzywdzące), gdy ocykamy się w uroczym pohorrorzu, na świetlistej plaży jednej z wysp Białapagos, już wolni, ciągle drżący, ta ulga, do której zawsze powinno się tęsknić, ta niezasłużona (złośliwcy powiedzieliby: niezawiniona) dobroć, od jakiej aż przybywa powietrza i metrów sześciennych, a każda przestrzeń staje się lasem o poranku, szosą po deszczu - jest, w rzeczy samej, cudowna. więc czemu de facto od niej uciekam, bronię się jak ostatni dziwak? ...a może w czasie, gdy walczyliśmy o przetrwanie, coś przyszło nas przytulić, nie zastało i odłazi teraz, zasmucone, a my o tym nie wiemy?
-
2
-
Szybcia, szybuśka
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Gerber Nie widzę nic do skrócenia, ale okej. -
byłoby do przyjęcia, gdyby w ten sposób rozwalił się mały i wyjątkowo durny ptak, czy owad. ledwie odrosły od ziemi kociaczek, co niedawno rozlepił ślepka – w zasadzie też. ale aby Drab, dojrzały, żeby nie powiedzieć: stary kocur, chłopina ogoniasty dosyć porządnie posunięty w latach tak głupio stracił życie – to wręcz zakrawa na absurd! upił się kroplami walerianowymi? kocimiętkę przedawkował? niemal całe swoje czterołape życie, z wdziękiem akrobaty przeskakiwał z werandowej kratki-ścianki na zewnętrzny parapet okna – i nic mu nie było. aż tu – nie przymierzył chyba za dobrze – i bęc z rozpędu, niczym Boeing 767 w elewację WTC. i leży tak bez życia, zabity przez ironię losu. smużka krwi wije się z pyska. drugiej nocy – kolejne łup! na płytkach werandy znajdujemy, również nieżywą, panterę śnieżną. co jest?! potem o szybę pokoju uderzają kolejno: owca, emu, tapir, bizon, wreszcie: słoń indyjski. pakujemy się w pośpiechu, nie korzystając z chwilowej i wątpliwej sławy, bierzemy z żoną cztery litery w troki. nie ma czasu na udzielanie wywiadów, gwiazdorzenie. jakieś czortostwo, siła z innego wymiaru przeklęła nasz dom, diabli wzięli we władanie i oklepują! w starciu z szybą giną coraz większe zwierzęta, następnie: okazy przyrody (pozornie) nieożywionej: po orce i płetwalu błękitnym o śmiercionośny plastik roztrzaskuje się wulkaniątko, asteroiduś, mała kometa. dom sprzedaje się za grosze i na pniu. skuszony absurdalnie niską ceną nowy właściciel myśli, że zrobił interes życia. zamiast wezwać egzorcystę albo chociaż wikarego z kropidłem i omodloną wodą – zakłada tylko rolety antywłamaniowe, aby nie słyszeć, jak noc w noc, wali w okno kolejna, za każdym razem większa, mięsna galaktyka, unoszące się w pobliżu siebie, spojone dziwną energią, ciemne, skórzaste planety-guzy, galaretowate i rozrośnięte ponad miarę uda i piersi Nicki Minaj. wiesza się po niecałym miesiącu, cwaniaczek, któremu wydawało się, że klątwa to takie nic. okolica pustoszeje. łup, łup! bęęę, bęęę! – rezonuje w wyludnionej wiosce.
-
Farsetta
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@agfka Dziękuję. staram się, by był ten "bezcenny kapitel ciała" -
coś znalazło się w krtani. opowiastka o rozdrożu. na ulicy o dźwięcznej nazwie Porzuć! – prężnie działający Skup Misiów Nieniedźwiedziopodobnych (zdaj dzieciństwo, dostaniesz 2,50 za kilogram). następna dróżyna wykoleja się wewnątrz własnej długości, zawija w pętlę (kogo udusi tak upleciony sznur? mnie? przypadkowca, z którym niechcący trąciłem się ramieniem na ulicy Dykteryjnej?). trzecia – to gruntówka. biegnie w nas, na przestrzał. wiedzie do spokojnych krain, cichych wsi pod Wódawą. idziemy po niej na ślepo, jak dwa świeżo osierocone kociaki. im głębiej się zapuszczamy, tym wyraźniej słyszę, jak krzyczy jakiś wyschłop, kompletny wypatroszeniec z możliwości, któremu nie pozostało nic, poza ostrzeganiem że manowce, ostrężyny, jeżynowy chruśniak, gdzie tylko sempiterny pokłujemy. że powinniśmy zawrócić póki czas, świetnie dysfunkcjonujemy w społeczeństwie – więc po co pchać się w zakamary? nie boję się, choć w cholerę ciemno jest. nucę jakąś piosenkę Arki Noego. albo Gorgoroth. rdza skapuje z mijanych znaków drogowych. ...dalej w ciebie, dalej...
-
Sekcja arytmiczna
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Domysły Tu nie było pogardy :D -
erotyk dla ciebie? pewnie! ale niech będzie pełen rozprzęgnięć, nawet nie tyle zahaczający o słodki absurd, ile nurkujący w nim (na dnie leży luksusowy wycieczkowiec, który zatonął w kamiennych wiekach. tylko nam jest znana dokładna lokalizacja wraku)! opisywać seks? a po co? przechodzę od razu do meritum: wiecznie schlany kardynał (wątroba na agrafce, oczy o żółtkach zamiast białek) udziela nam kontraślubu. kołyszą się podłogi, falują sklepienia nadmuchiwanej katedry. najbardziej gotycka z uroczystości: burzenie! Harley Quinn, siedząca okrakiem na dźwigowej kuli, niczym dorosła i sperwersyjniała Hannah Montana w teledysku sprzed kilkunastu lat, wnika z rozpędem w twarde drewno nastawy ołtarzowej. wgnieżdżenie! pękają reguły, następuje zwarcie w odwodach stereotypowego macho, biedak wali się w konwulsjach na podłogę i wszyscy goście dostrzegają, że ten, fajczący się na śmierdząco, drżący w prądowej padaczce, sztuczny ludzik, jest niczym więcej, niż dajmy na to pralką z urwanym bębnem. patrzę na to szczęśliwy. ulga niczym po wydłubaniu spomiędzy zębów skórki kiełbasy. jak wyjęcie drzazgi z plastikowego oczka ulubionej przytulanki.
-
Niegrzecznostkami — przez twoje ciało
Florian Konrad opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
kosmaty zegarek wskazuje godzinę, jakiej niepodobna istnieć. wskazówki zwijają się i następuje druga północ tej doby. furtka do krainy duchów otwiera się ze skrzypieniem i zostajemy porwani przez podrzeczywisty czas, legendę całą w świetlistych kłębach, oparach wyjątkowości. jest tak rozkosznie duszno (chyba pan powietrzodawca spóźnił się z dostawą, — rzucam czerstwym żartem), na powierzchniach pękatych warzyw i owoców same wyrzynają się wyszczerzone pyski maszkar. Halloween tylko dla nas, celowo nie w porę! przytulasz się nieco zniesmaczona (chciałem się przebrać za Mr Lordi'ego, ale po pijaku kliknęło mi się nie tam, gdzie trzeba — i przyszedł kostium człekokształtnego ogórka, cóż — najlepiej w życiu wychodzi mi pierdołowatość). ech, pisze się, nieco zamaszyście, wspólna powieść, Nieodtrącenie (dwoje głównych bohaterów zostało uwięzionych w teledysku Cradle of filth, nie wiedzą, jak wrócić do pozafabularnego świata), zastygają farby nieskończonego płótna (blondi w makabryczesach smagająca szpicrutą spienionego wierzchowca, oboje — wytatuowani i targani ekstazą). Laurazja, nasza czarno-biała kociczka, przestała mruczeć. patrzy zdumiona, jak powoli odchodzimy w dzikość, uśmiechnięci staczamy się z urwiska. -
obrazek poznawczy, w samym sercu galerii. taki, na który patrzysz, by dowiedzieć się (bo już nawet nie: upewnić), że istnieje świat. w centrum płótna — pani, całkiem rozskrzydlona, okrywana spieszczeniami (jaśniejący otok, jakim jest otulona, zdaje się szeptać czułe zdrobnienia). nieco poniżej: niwa pełna przerywanych linii (dłoń trzymająca pędzel musiała być rozdygotana i cała w pęknięciach, znaczy — artysta nie śmiał stworzyć żadnej nieprzyzwoitości, namalować choćby włoska, odkrytego grama, boidudek!). mimo pozornej pruderii — to również pejzażyk dzikości. uwodzicielskie barwy buzują w środku (nie wiedzieć czemu przypomina mi się oburzenie dziewczyn na mój żart o sztandze i hantlach do ćwiczeń mięśni Kegla), łagodnie przechodząc od świetlistych złoceń do najgłębszej, nieprzenikalnej czerni. syć wzrok, nie krępuj się, ani nie wyrzucaj sobie, że nie chwytasz od razu wszystkich niuansów. nie trzeba się spieszyć. wykupiłem wszystkie bilety wstępu. galeria — tylko dla nas.
-
3
-
Mojką po synapsach
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym To prawda, o jednym, Władimirze Władimirowiczu, fajnie nawijał Cypis. -
przyznaję ze wstydem: po wyłowieniu złotego rybsztaka (to takie żelaznowkrętne, ołuskowane żyjstwo, jakiego nie zeżre ni pies, ni wydra) — ego rozrosło mi się do rozmiarów budynku Varso. postawionego na iglicy Pałacu Kultury. zamiast jednożyczeniowo zlikwidować całe zło na Ziemi, postanowiłem własnoręcznie, a raczej własnomyślnie naprawić społeczeństwa, zostać oczyszczającym ludzkość z zamordystów skakunem-superherosem, zyskać umiejętność teleportacji umysłu, wychodzenia ciała i wcielania się w innych ludzi. "wyrywałem się" więc z głowy, wnikałem w psychiki satrapów, przejmowałem je. moje ciało leżało grzecznie na łóżku (zapewne w stanie wegetatywnym, ale nie wiem tego na sto procent), podczas gdy świadomość lokowała się, kompletnie pasożytniczo, pod czaszką jednego czy drugiego watażki trzymającego za pysk którąś z bananowych republik. moment po zagnieżdżeniu rozglądałem się za jakąkolwiek bronią palną (nie będę przecież wypruwać sobie-nie sobie flaków, chlastać żył, czy wyskakiwać oknem!), nie znalazłszy jej na podorędziu nakazywałem podać sobie pistolet. ochroniarze spełniali życzenie bez sekundy ociągania. natychmiast przykładałem lufę do skroni, przeładowywałem — i bum! — glob stawał się wolny od jakiegoś tyrana (nie zaprzątałem sobie myśli tym, że na pewno na jego miejsce przychodził gorszy, wprowadzał bardziej krwawą dyktaturę), a moja świadomość wracała właściwe sobie miejsce, wstawałem z wersalki jakby nigdy nic, lekko oszołomiony i szczęśliwy, że spełniłem dobry uczynek względem braci w człowieczeństwie (z taką emfazą o tym myślałem, serio!). nie pamiętam, ilu autokratów udało mi się wyeliminować, po piątym-szóstym straciłem rachubę. im więcej ich było, tym bardziej dumny się czułem. a pycha, jak wiadomo, kroczy przed upadkiem. i upadło mi się dosyć boleśnie, prosto na szybę nie do przeniknięcia, zostałem uwięziony niczym mucha pomiędzy dwiema ramami starych, drewnianych okien. spodobałaś mi się, kochana, internetowa, poznana na jednym z forów, kumpelo. zmęczony poniewieraniem się po głowach okrutników postanowiłem "wskoczyć" w ciało twojego męża. i kochać się z tobą, udając go. będąc nim, w pewnym sensie. ledwie skoncentrowałem się, by opuścić własny łeb — czar znarowił się, uznał, że tego już za wiele, że "hola hola, to bajka dla dzieci, miałeś być wyłącznie dobry, główny bohaterze, a ty tu wyskakujesz ze szmaciarsko-kutasiarskim prawie gwałtem, oszustwem (sic!) seksualnym, zniewoleniem nieświadomej kobiety?!". i pokarała mnie rybsztakowa magia, zostałem zawieszony przed tobą w, jak to nazywam, "bańce niewidzialności". nie wleciałem pod dekiel kolesia, z którym jesteś związana małżeńskim powrozem. bezumysłowe ciało "mechanika remontującego cywilizację" zapewne kiśnie w jakimś ośrodku, hospicjum, może w klinice Budzik, podczas gdy umysł, jaźń, unosi się przed tobą. przy tobie. stałem się czymś na kształt niestróżującego anioła. nie mogę nic, zwłaszcza: wrócić "do siebie". zamykam bezoczy gdy korzystasz z wucetu, albo kochasz się z tamtym. gapię się nieprzytomnie gdy sobie golisz, rozchylasz. wiję się wtedy niespełniony, niewysłowiony.
-
Bdęg
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@agfka Oj tam, pewnie byłem pijany :D Miłego życia -
jeśli kiedykolwiek umrę (cha, cha, cha, ale zabawne, Florciu, że nie użyłeś zwrotu "gdy kiedyś przyjdzie mi", doprawdy — umiesz żartować jak mało kto!) — chciałbym, aby pamięć o mnie była niczym przystanek autobusowy, na którym, przez własne gapiostwo, zginął kilkuletni uczeń. i gdzie teraz straszy jego duch. niech będzie tymczasowa, jak oczekiwanie na rozklekotanego grata, którym wróci się do domu, jak nic więcej, niż wiata nawiedzona przez roztrzepanego chłopca, co to pewnego razu biegł spóźniony, krzyczał, machał rękami usiłując zatrzymać odjeżdżającego autosana. i który nie zauważył znaku D-15, wyrżnął weń z impetem lewą skronią, po czym runął bez życia na ziemię. niech pamięć o mnie istnieje jako widmo drugo- albo trzecioklasisty, którego buźka zrobiła bdęg! o blachę — i którego żadną miarą nie dało się ocucić, zreanimować. wspominajcie, a wrócę, by zrywać apaszki starym babom, miażdżyć im pomidory w biedronkowych reklamówkach.
-
Degeneratyk polski
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@TomaszT Dziękuję. To nie żaden szkic :D -
kolejne już Biuro Ekspertyz Sądowych przedstawiło opinię dotyczącą autentyczności nagrań. pokazano wykresy oscylograficzne i sonograficzne. padło wiele mądrych, choć trudnych do uwierzenia słów. okazało się, czego niemal nikt nie może pojąć, że empetrójki odnalezione przez prawnuka na starym pendrivie nie zostały sfałszowane, poddane jakiejkolwiek obróbce, przeróbce, wykoślawieniu, wycudacznieniu. nagrania nie są też dziełem sztucznej inteligencji, zawierają prawdziwy głos ostatniego prezydenta Polski na uchodźstwie. i jego gangsta rap. wielobarwne coś eksploduje w głowach niedowiarków, spadają posrebrzanie łuski z oczu, trzaskają z hukiem, niby skorupki jajek czy łupiny orzechów, kokony z napisem Racjonalność. pan Ryszard nawijający o tough life pośród bloków, dilowaniu, latach spędzonych pod celą. opaczny świat przebijający się spod podszewki. zaczynasz zadawać niewygodne pytania, zastanawiać się, kogo zabił twój osobisty Tadeusz Sznuk, jaka influencerka podpaliła Gmach parlamentu Rzeszy w Berlinie i hrubieszowską cerkiew, dlaczego wokalistą Crippled Black Phoenix został Edmund Kolanowski (przecież od tylu lat nie żyje!), na głowę której z Khloé Kardashian, a znasz ich bez liku, zawaliła się Bazylika Kolegiacka w Miechowie. coś właśnie się rozdrobniło i masz pewność, że już nigdy nie będzie go można scalić. następne — złazi z pętli. jest rozpętane.
-
Haj nastaje! – drą się jak stare skarpety uszczecinione gęby-kufajki mających na koszulkach harde Murem za polskim pancurem, niemyślicieli. fakt: mi też gęba surowieje, w zwojach – ocet ze sfermentowanych książek i czuję ponadskórnie: jakaś zaraza nadciąga. może zaraz zjadą się stare baby-symbole morów i tornad, a podprowadzony jeszcze przed wojną z jakiegoś pałacu zegar kaflak zacznie wybijać niewłaściwą godzinę (po co? by zmylić trop, rzecz jasna!). czekać na finalne rozregulowanie się, zapadać w głąb zmarszczek? lepiej: idę na bezazymut, kieruję się w przeciwnych kierunkach, pozwalam rozerwać przeciwstawnym wektorom. daję się przekonać, że drzewiej oznacza wyłącznie określenie czegoś wybujałego z tego samego pnia, co moja czarna palma. ta, która tak ostro odbija od korzenia, wystrzeliwuje w niebo, żłobi rysy ostrymi listkami.
-
wyobraźnia mi skwierczy. jestem pewien, że zawiązało się bractwo osób powstałych poprzez najczęściej szczeniackie albo/i powodowane nudą pomazanie zdjęć na okładkach i wewnątrz tabloidów, gazetek z krzyżówkami, szkolnych podręczników. zbierają się za szafą, gromadzą w stryszanych walizach, za bojlerami, szczerbaci okularnicy mimo woli, nagle długowłosi łysole, brodate kobiety. przewodzi im pirat z hakiem zamiast dłoni, z czarną przepaską na oku (raz ma rysy Krzysztofa Ibisza, raz twarz Idy Nowakowskiej, najczęściej jednak jest to półoślepiona randomowa fotomodeluś bez personaliów). krzepną, krystalizują się, łobuzy, stają odporne na upływ czasu (nie poluje na nie ten odbajkowiający wszystko skrzatojad). nieusuwalni, niereformowalni. coraz bardziej wtapiają się w rzeczywistość. świat wspomnień – stary kajzer Francesco di Colonna Habsburg, co już nie umie być nikim więcej, jak tylko marmurem, zostaje obalony, traci władzę, równowagę i leci z cokołu na trotuar. nastaje złe, bo wykoślawione, wewnątrzpowiekowy armagedonusiek: widziana rzeczywistość jest jak utwór Axel F ośmieszony przez cover Crazy Froga, wręcz szlachetny synth pop skażony przez dokłapane animowanym głosem "Be be". fantazje nałażą na jawę. zdycha przeszłość, łagodny potwór-krasnalożerca traci zęby i pada z głodu. są długopisowe pajęczynki na łokciach Piłsudskiego, serca przekłute strzałami narysowane na przedramionach Doroty Gawryluk, głębokie szramy na policzku Kościuszki, czarcie kopyta wyzierające spod balowych sukien. realność wkłada się między bajki i zostaje zduszona okładkami książek dla pierwszoklasistów. trudno, widocznie tak musi być.
-
Durnostoj
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dokładnie. -
legenda o Złotej Pustce znam tę kobietę od pierwszej klasy gimnazjum. w zasadzie ciągle kocham. nigdy nie całowaliśmy się, nawet przez pół sekundy nie była moja dziewczyną. a, oczywiście, chcę! nie zakładać rodziny, bo po kiego mi taki bajzel. wystarczy, że ona założyła. i rozłożyła. a teraz bawi się w jakieś patchworki. marzę o nadejściu Pana Brzydkiego, który wygrzebie pazurkami małą przestrzeń tuż pod realnym światem. i pozwoli nam osiedlić się, ją – uczyni uległą i bez pamięci zakochaną we mnie. rok wspólnego życia w ziemnych chmurach za cenę takiego samego czasu męczarni (gdy łapie pesymizm – nie śmiem wyobrażać sobie nagród, gratyfikacji bez czyhających tuż za progiem koszmarnych konsekwencji niezasłużonego szczęścia). ...dzieje się to, dzieje!... początkowo trochę obawiałem się własnej reakcji, że będę wyrzucać jej każdego dnia, chwili, iż jest (hi, hi, teraz będzie kuriozalne porównanie!) niczym pluszowa szufelka, na której dobrowolnie się kładę, by, bardziej prędzej, niż później, wjechać wprost do martenowskiego pieca. że ten słodki cukierek ma nadzienie z kwasu siarkowego, okazywana mi dobroć niesie za sobą zaduch katowni. ale jest na odwrót: to ona, czy raczej jej odbicie, ma za złe, że jestem niczym drewniany brylant, jak głupi rolnik, co miał zasiać poplon, a zasiał popiół. nie tego się spodziewała. brzydzi ją i odstręcza świadomość nieuchronnego końca, będąca niby jęk menela nad rozbitą in spe flaszką berbeluchy (wypadła z dziurawej kieszeni i pikuje w kierunku chodnika, nie daje się schwycić w roztrzęsione dłonie). ...Pan Brzydki wciąga w głębszy sen. nabija rytm pchnięć.
-
Stoppie
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@[email protected] Dziękuję. Cały ja :)@Domysły Ależ to wcale nie brzmi źle :) Dziękuję za czytanie. -
przestawiam komputer na tryb hulajnogowy, cofam się we wspomnieniach do czasów słusznie niebyłych (wyrabianie w sobie afantazji, ciągnięcie się za pysk w kierunku powszedniostek, zmuszanie się do patrzenia w mało chmurne niebo!). następuje mała dyslokacja: ja – z rozpędu – gębą o asfalt. treść wpada (wdziera się!) do ust. uszczknięcie spękanej przestrzeni: pomiędzy zębami czuję kruszące się płatki głosek, ziemne wyrazy. mówią mi się konie na biegunach z głowami znanych literatów. ciebie, Florku, zwierzga Proust, poniosą cię Varga z Masłowską, Konradzie, a ty, Rafale, spadniesz z grzbietu autora Podręcznego leksykonu wygłupów i szczeniactwa (stare tomiszcze w iryzujących okładkach). mendź, mendź – zachęcająco judzi mokry piasek, ćwierćbajkowe babuleńki plotą mi na drutach długie szale, słowotoczne smyczusie. więc gadam. i będę to robić tak długo, aż znielubi mi się miłość, czy jak ją tam zwać, chropowatymi słowami określę ją jako wiadro wełnianych pomyj (rozrachunek z dzieciństwem? jeszcze czego! wstanę doroślejszy, a zatem bardziej gówniarzowaty, niż kiedykolwiek wcześniej!).