-
Postów
384 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Florian Konrad
-
znowu wzięło mnie jakieś rozprogramowanie neurolingwistyczne. raz jestem krasnalim chadem ciężko chorym na ChaD, to znowu czuję się jak wywołaniec (ktoś krzyknął: "ej, ty tam!" – i podnoszę głowę z tłumu podobnych sobie bezkształtlic). wszystkie moje dokumenty i teksty zostają anonimizowane. twarz – do tego stopnia powszednieje, że aż można ją uznać za piaskowy portret. kogo? osoby coraz bardziej byłej, mijanej, gorzkniejącego wesołka, który jeszcze może rzucić bezczelnie: "a ja to głęboko niebię wszelkie problemy". ale ma świadomość, że już go namierzono, czają się, gotowe do skoku, diablopomrowy o wilgotnych szponach i twardych językach. złapią, przygwożdżą – i nie będzie od tego ucieczki. próbuje też dodawać sobie otuchy mrowiskami lepionych w myślach historyjek (jest własnym niechcianym słuchaczem!). "... w windzie panował tak wielki ścisk, że aż dwie panie będące w zaawansowanej ciąży, w wyniku tarcia mimowolnie zrosły się brzuchami. sprzeczają się teraz, która ma urodzić współpłód...". tańczy, piaskomordek, w takt głuszy. jednoosobowe silent disco. coraz więcej prądu.
-
Sztaplarka
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@iwonaroma Fakt: czasy, gdy spędzałem życie (sic!) na portalach z wierszami, komentowałem dziesiątki tekstów - raczej bezpowrotnie :D minęły. Jeszcze parę lat temu nie można mnie było oderwać od kompa :D @Amber Dziękuję i również pozdrawiam! -
wiosna się do nas przykolebała, taka z gatunku mało żywych. gdzieniegdzie pojawiają się pierwsze kwiatki opadowe, w rowach ma miejsce wesoluchne szlamienie, pomiędzy skibami ciekną smużki dyfuzyjne rosy. jest mi tak przyjemnie, że aż myślę o śmierci. uaktywnia się swoista "psychoza muzealna", jak zwykłem nazywać kompletnie absurdalne pilnowanie, aby nie zostało po mnie nic wstydliwego, żadne znoszone szmaty, zużyte chusteczki za wersalką. coś każe mi meblować własną niezaistniałą izbę pamięci, palić sprane tiszerty, wywozić na złom dziurawe wiadra, garnki z poobijaną emalią. nie chodzi o zwyczajne porządnictwo. dziwaczna siła każe myśleć o świecie, w którym mnie już nie będzie. jakbym czuł na plecach oddech przyszłych pokolenialsów, widział ich sardoniczne uśmieszki, gdy będą oglądać (choć doskonale wiem, że nie będą!) moje stare żelazko ("jak on się nie wstydził mieć w domu trzydziestoletniego rupiecia, na dodatek produkcji radzieckiej, to nic, że całkiem sprawnego!"). więc przyczepiam się wspomnianego żelazka, rozkręcam je (zawsze jakimś tam grosik wpadnie, gdy sprzeda się aluminiową stopę, lepsza złotówka w garści, niż bezrefleksyjne wywalenie całego urządzenicha do elektrośmieci). mam kilka piór, kolekcjonuję maszyny do pisania, sukcesywnie wymieniam graty na nowe, na meblościance dumnie puchną pudła pełne rękopisów (samochwalczydło!). zapełniam sobą gabloty, których nie będzie, bo nie ma prawa być. znajduję dziwaczny (bez)sens w tej jałowej zabawie. wspinam się na kosmiczną górę, zlepiam przeciwskrawki niespajalnej tkanki. coś każe mi poukładać sobie wszechrzecz, okiełznać ją. by było równiutko, jak w magazynie. aby nie ostał się po mnie obciachowy i poprzepalany fajkami kardigan, jak po Cobainie. mają być książki, najlepiej – w nadmiarze! i eleganckie krzesła jak u Iwaszkiewicza! wiem, pełno w tym masturbacyjnej wręcz potrzeby pompowania ego. i rozpacz gdzieś się poniewiera na dnie, wyziera spod podszewki. bo nie mam zamiaru zakładać rodziny. i... komu to zostanie? myszom, pająkom? im częściej nachodzi mnie gorzka refleksja o jałowości, tym większy i bardziej żartobliwy rodzi się we mnie opór. a niech... wystrój domu kompletnie nie odzwierciedla mojego charakteru! kupię sobie akordeon, by na nim nie grać! albo "naczynia gędziebne" typu kobzy, drumle, gliniane fujarki! na ściany – być może pójdą obrazy z Buddą i Thorem! do tego: plakaty nielubianych filmów. i akty, oczywiście – męskie. niech zostaną tak cudownie wprowadzeni w błąd, obducenci moich czterech kątów, fani, których nie będzie miała moja pisanina. wiosenka, panie. zadzierżysta i z trupią mordką. aż chce się usypywać słowa. jak kamyki.
-
Włóczykinierzy
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Amber Dziękuję! -
Włóczykinierzy
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Stary_Kredens Dziękuję i również pozdrawiam! -
żal patrzeć, szmulą się tacy całymi garściami, sami straciwszy rozeznanie, gdzie i dokąd. jak raz się wyruszy na poniewieruchę – nie ma zmiłuj, trzeba dostrzępić się do końca, wydrążyć aż po najciaśniejsze zakamarki. i tak tłuką drewniejące kości, samozwańczy konsyliarze Rady Nieistniejącej, odważnikowie o sercach jak postronki i głowach niczym szkiery, którym najlepiej wychodzi gramolenie się na szalkę, by zeskakiwać cymbałami w dół, na złamanie krzyża. krąży gorzki żart o tych spariasowańcach, że mają niedorosłe dusze, więc po śmierci przyjdzie im przeczekiwać wieczność w niebiańskim powiecie dla zmarłych niemowląt i poronionych płodów (bo gdzież wpuścić takich pomiędzy poważne zbawiuchy?!). przegnać ich na czternaście i pół wiatru? dołączyć? – zastanawiam się chwileńkę, dobrze znając odpowiedź. układam plan wędrówki, żłobię linijki w powietrzu. może uda mi się przewrócić Znak, wiecie, ten wszechdrogowy zakaz wjazdu, który, gdy tylko się go minie – ożywa i bije "przestępców" swoją tarczą, natychmiast schyla się – i robi bęęęę! – prosto w głowy, czy dachy samochodów. pomocuję się z Prawem, postaram się złamać Mu kark. wiem, nie będzie łatwo, zaryzykuję więcej, niż dużo. a potem, o ile uda mi się przeżyć, usiądę w pierwszej lepszej knajpce i, aby wybić klina klinem, zamówię małą tragedię. w szkle, z palemką. na miejscu.
-
Czczość
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@agfka Za SJP : sweetaśny [czytaj: słitaśny] potocznie: bardzo słodki, śliczniutki; słitaśny -
czasami zastanawiam się, dlaczego jestem aż tak antykaszojadowy. w końcu wiele osób powiedziałoby, że to nie jest za normalne, aby aż tak cieszyć się z pustki, znajdować perwersyjnawą radość w braku. ale zaraz włącza mi się w głowie pan logiczniak, co łagodnie i nie bez sardonicznego uśmiechu przypomina, że jestem biedny, egociarski, do tego – gówniarzowaty ponad miarę i w zasadzie nie powinno mi się dać pod opiekę nawet farelki, ani – o zgrozo – pióra, bo jeszcze pokiereszuję kogoś albo namotam jakiś paszkwil lub pożar. jednak zobaczcie, to nieco chore: jakby hipotetyczną pociechuńcię wyciągnięto z basenu, jeziora czy stawu i natychmiast przystąpiono do reanimacji albo gdyby nam się spadło ze skutera, uderzyło głowami o asfalt – miałbym nadzieję, natychmiast cicho i podświadomie zaczął się demodlić do wielkiego bezboga, by było źle. tak pragnąłbym się uwolnić od znienawidzionego rzepa. znów odzywa się w człowieku kracznica, chęć wywieszczenia jak najgorszego? nie, to czysty realizm, świadomość własnych barier. choć tak wielu twierdzi, że Tego przez wielkie T raczej nigdy (sic!) nie powinno być dość, że każdy wręcz musi żądać repety, kiedy już spadnie na niego taki skarbek – cedzę przez zęby votum separatum. wolę być własnym rozkojarzycielem i zarazem uspokajaczem, który odsącza zbędną pikanterię, uśmiechniętym ateistą w okopie, sołtysem nieistniejącej wisi Rozwalajówka. tak fajnie jest mi chromolić fakt troszeńkę wielkiej jałowości, którą wręcz uważam za zaletę. bo nie dałem sobie wkręcić potrzeby posiadania potrzeby, wmówić, że, bardziej prędzej niż później, będę samotny i pogruchotany niczym słynny wrak Douglasa C-117D na islandzkiej plaży Sólheimasandur. wyrywam się z objęć szwadronów otuleńczych zanim zostanę zaduszony, wypluwam nieprzełknięty miód z muchomorów. jeśliby ktoś chciał wgnieść, wkrzyczeć we mnie ten całkowicie obcy rodzaj głodu – tak uroczo nim wzgardzę, tak słodko popukam się w czoło. mam świadomość, że na końcu tej bajki z mchu i trocin zjawi się półgłupi mistrz z jedną tylko, w dodatku gumofilcowatą klepką i natchnionym tonem objawi, że : "wspomnienia to nie uliczka z zawiasami, czy autostrada zamykana na zaszczepkę, a człowiek – nie magazyn przeszłych rzeczy, osobnych wymiarów". a potem rozszerzy się, tak ukochane przeze mnie, sweetaśne Nic.
-
Świętopust
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Amber Po części - tak :D @Amber Jestem głęboko niewierzący, to tekst o tej pustce. -
ten jego pysk – koronkowa robota! plamy i wżerki – jak się patrzy, rysy – twarde, niemal z kamienia. ciałopodobna materia, poddana obróbce skrobaniem, została z należytą starannością uformowana w mordę wielkości Pałacu Kultury (bez iglicy). ciało – dumnie się pręży, postawa – bardzo zasadnicza. jego cień jest głęboki i kojący, słodko wabi nas urokliwą czernią. doprawdy czasami nie chce się wierzyć, że jest nam ofiarowany, do tego – daje się otaczać czcią! to prawdziwy cud, że pozwolił się stworzyć, dziesiątki lat temu krzywe i suche dłonie naszych przodków zdołały wyrzeźbić jego doskonałą, zwierzęcą postać! ...dodałbym jeszcze, że ciągle mamy nadzieję, iż, otańcowywany z pochodniami, omiatany dziesiątką naszych języków, zdoła wytworzyć w sobie serce, czy coś na jego kształt – ale po co, to chyba oczywiste (najgorliwsi wyznawcy kochają go właśnie za ową pustkę, statyczny chłód, usiłują dzielić jego milczenie na poszczególne głoski, spajać w słowopodobne zbitki dźwięków – co jak dla mnie jest już lekką przesadą).
-
Kolimator
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym Cieszę się! -
Snorkeling
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Dagmara Gądek Dziękuję za tak rozbudowaną interpretację. @Leszczym Dziękuję, cieszy mnie to! -
to nieprawda, że jedynie w tych wodach może istnieć ożywione, wyłącznie tu koralik albo drobna moneta chwilę po wrzuceniu zaczyna wypuszczać listki, łodyżki. ale racja: tylko tutaj kiełkuje się na ostro, pierwotnie martwa materia nabiera komórek, arterii, czegoś na kształt serduszka. zanurz się. ostrożnie, ale bez niepotrzebnego strachu. i... lip sync! śpiewaj z rozlegającym się bezgłosem, powtarzaj ciszę, która sama ujmuje się w zwrotki! patrz na cudowności wokoło, wódź wzrokiem po chropowatościach, krzaczastych strukturach Bajkostanu. gap się, kompletnie oniemiała, przez plastik. niech nastąpi istne gnicie online: po nerwach, przez mózg, poleci w świat transmisja z wilgocin, z rozpadania się! myśl intensywnie o tym, co widzisz, a powierzchniowcy, coraz bardziej zachwyceni, niech odławiają ujętą w kolory poetykę rujnowania się, tworzenia kruchych form, tę niemą piosenkę o ulotności. i nie martw się, że ci tam, na górze, prędzej czy później podłapią, nasiąkną, staną się uzależnieni od tego, co transmitujesz. że sami będą tak brzydko-uroczo nietrwali.
-
Kolimator
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Dagmara Gądek Oj tam, proszę się nie doszukiwać we mnie psychopatozy żadnej, nie jestem jakiś Karol Kot, czy Tedzisko Bundy :) Nawet kurczaczków małych nie zabijam :) Dreprechy nie mam, a tę żółć określiłbym raczej jako... swoisty nerw. Nie jestem czarnowidzącym turpistą.@iwonaroma No szkoda, ale, jak to śpiewał Stipe z R.E. M. - "But that was just a dream, just a dream" -
"(...) Widziane były różne dziwowiska: (...)" William Shakespeare Hamlet tłum. Józef Paszkowski czuję się brany na cel. przez kogo? myślę, że znalazłoby się całkiem dużo paniuś, które można by scharakteryzować akronimicznie: ggilf'y; te babska ślicznie staryzne, którym nie powiem, co zmieniło się w mackowate Krakeny, te tobolaste matrony mające gdzie nie trzeba weki, słoje, weczątka z buzującą zawartością, całe mauzery pełne rozchlupotanej gęstości. a może patrzą na mnie niziuchno urodzeni zazdrośnicy o zażółconych ślepiach, wstydeusze albo też zakapiory, o których nie powinno się mówić wprost, bestie, do jakich należy się podkradać ogólnikami, podczołgiwać w eufemizmach. kto gapi się oczami kamer, ślepi przez soczewki, szkła lup? wiem! projektanci marzeń i koszmarów sennych! jeden z drugim kreślarz-bajarz, za sprawą którego ciągle biegam po chałupie w poszukiwaniu zaginionej flaszki albo grudeczki bieli i budzę się niezaspokojony, trzeźwy aż do rozpuku. to te łobuzy, co ostatnio zabiły mi babcię, widłami. w dodatku na dworcu kolejowym, czy autobusowym, za sprawą Cyganki, która chciała ją okraść. ale nadleciał dziadek z sąsiadem. i z widłami. i ukryła się, stereotypowa do bólu, wróżka-Cyganicha, za plecami matki mojej matki, nie przyjęła ciosów. to w babcię wlazły widły. gapią się na mnie wizualni trolle, przez których obudziłem się z gorzkim uśmiechem, ciutkę rozbawiony tą, bądź co bądź, slapstickową śmiercią.
-
Naddatowanie
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dziękuję za czytanie i komentarze, pozdrawiam. -
Naddatowanie
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Domysły Dziękuję! -
uważam, że, powinno się wybaczyć filmowym potworom, seryjnym mordercom ze starych horrorów. niemal każdy szwarccharakter miał trudne dzieciństwo albo/ i przeszedł gehennę, jaka zostawiła rany nie do zagojenia, wywołała trwałe zmiany w jego psychice. to przecież przekoszeni, zwichrowani nieszczęśnicy, biedni straumatyzowańcy o życiorysach wykaligrafowanych pismem cegiełkowym, z którego nie sposób zbudować stabilnej chałupy. może wyjść co najwyżej, dom-kostka. Rubika. czyż da się nie załamywać rąk nad takimi ofiarami fatum?! zły los pchnął nieboraczków na drogę przestępstwa, zmienił w bestie! gdyby nie niefortunny zbieg okoliczności, – byliby takimi samymi poczciwcami jak ty, czy ja. to kumulacja nieszczęśliwych wypadków kazi, wypala pod czaszkami konwalijki i kredki świecowe. pomyślmy o krótkim metrażu, ledwie paru ujęciach. o przeżuciu. jestem hiperjasnym potworem, zrobiło się ze mnie putto z głową Godzilli. otwieram szeroko paszczękę. wlatują, co do jednego. biorę wszystkich aż w głąb. razem z ich nożami, piłą motorową, rękawicą, z której wystają blaszane pazury. nasiąkam. gdzieś w górze zapisuje się nowa data urodzenia, moje kolejne personalia. czerń w tym, ale tylko pozorna.
-
Konkupiscencja
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@tetu Dziękuję serdecznie! -
mam parę powszechnie potępianych skłonnostek, z których, uważam, powinno się być dumnym. jeśli chcesz, wyślę ci ich zdjęcie (będą stały w barwnym szeregu, powyciągane z płycizn, lśniące od wilgoci) z szumnym podpisem. po pierwsze: mój egotyzm, niekiedy tak wielki, jak patos i bzdurność poprzednich zwrotek tego tekstu (przyznaj: istna żuliteratura, guzoidalne metafory o mordach jak Sloth z Goonies). następne: to, że potrafię kochać planktonicznie, w wielkim rozrzedzeniu. po trzecie: podkradam wersy ze snów. ostatnio wyniosłem jedynie ułamek: "(...) było odpowiedzią na pytanie ankietera: 'Czy lubisz własną ślinę?' (...)". kolejne: moje wszystkie ucieczki w miejscu. statyczne podróże, z których przywożę prześwietlone klisze, całe rolki powietrza. ostatnie: niemożność/ niechęć walki z czwartym. bycie w sumie zadowolonym, że ktoś zamurował wejście i na świeżym tynku rypnął fresk ze stateczkiem, co płynie w nieznane, unosząc na pokładzie szkielety załogi.
-
oj, miało miejsce brzemienne w skutkach tąpnęciulko, kolos na zmyślonych nogach wywalił się brodą w błotnistości. uzmysłowiłem sobie pewną rzecz – i jakby kręgosłup zwierzęcia, na którym cwałuję niczym cycatka z obrazu Podkowińskiego, pękł i przebił mu grzbiet. z chwilą, w której w pełni zrozumiałem, jak wielka jest idea Osobności – nastał we mnie glam rock. taki na czarno i z blackmetalowym pazurem, przesycony trudnym do sprecyzowana czymś, co łamie kręgi jak zapałki, wygina kraty w ruloniki, by wyglądały jak kiczowate, ogrodowe łabądki ze starych opon. odkąd z milionów półnieprawdek, parafilozofijek wyłuskałem to jedno, świetliste ziarenko – moje wszystkie zabawki są zalane litrami wody, na powierzchni której osadza się śmiesznosłów, ta drażniąca język i podniebienie pianka z goryczką, po posmakowaniu której można wykrztusić parę miłych, ale niesamowicie lepkich zdań, skomplementować kogoś tak zajadle, że aż mu się treści w głąb książek cofną. więc mówię, a misie i lalki idą na dno.
-
1
-
co może wywołać kac? mysofilię! a przynajmniej coś w ten deseń. za długo bujałem w obłokach, wstrętne obłoczyska wybujały i, nieźle rozkiwane, zaczęły się wysuwać z ram, po czym wykoleiły mi się prosto na głowę, całkiem ją miażdżąc. znowu: fantazje. kogo tym razem zaprosiłem pod czerep? tę piękną Hinduskę (?)/ Cyganeczkę (?), jaką widziałem w sklepie meblowym. porywam ją w głąb parszywoty. spadamy w kompletną obleśność, wizje nie do opowiedzenia w kulturalnym towarzystwie. ocykamy się w mało widnym lochu, przykuci do przeciwległych ścian. istnieję dla ciebie, czarnulko, tylko na wyciągnięcie. głowy. dalej – nie ma szans, łańcuchy nie pozwolą sięgnąć. możesz jedynie pocałować mnie w stopy, uda albo, jeśli wyjątkowo zepniesz się w sobie, z wielkim trudem i mozołem, zrobić mi "rurkę z kremem", jak to, tyleż eufemistycznie, co kretyńsko, przetłumaczono w polskiej wersji językowej filmu Clerks. okazujesz się być lodzikuską, która to po prostu kocha. lepkość. rysy twarzy w świetle przesiewanym przez gęste sito. jest brudno, cuchnie, a my cieszymy się, że przynajmniej tyle jest nam dane. mamy radochę, że choć taki okruch szczęścia udaje się uszczknąć dwojgu skazańcom. staramy się nie myśleć o niespełnieniu i wiszącej nad nami groźbie. że gdy wykuruję się, przestanę wyobrażać sobie świństewka, z mysiej dziury wychynie złośliwy skrzat z lampą naftową, ciśnie nią na słomę – i skończymy jak Karol Levittoux, zostaną z nas wilgotne węgielki.
-
Przywarek
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Dagmara Gądek A ja, jak podejrzewam, mam czterobiegunówkę: żarcie, chlanie, czytanie, wydech. :) -
mało wolicjonalny akt: cierpnięcie. coś zamiera wewnątrz Istoty Wszechrzeczy. zabawa trwa w najlepsze, a mi jest jesiennie w środku lata, humor zestypiał. ech, rzuciłbym się w coś. w kogoś. potratował, poniszczył, by zaraz potem odbudować lepsze, bardziej kolorowe. poszmergliłbym się wewnątrz doniosłej i cudownie pustej idei, pokolekcjonował nicniewartości. następnie zostałbym bohaterem najnudniejszego eposu w dziejach, centralną postacią ukazaną na obrazie Flaki z olejem, portret zbiorowy. bo jestem ambiwalenciakiem: w moim smutku zalęga się śmiech, czarny humor mi różowieje, na powierzchni goryczy krystalizuje się cukier. mam ochotę tańczyć statycznie do treli w tremolo, okrążać ognicho ze starych opon podczas świętowania nocy grzesznojańskich, szepcząc urocze zberezeństwa, poskramiać swoje wady, jakby były dającym się okiełznać dzikim zwierzęciem, głaskać ich bujne grzywy, być jak ta wiecznie zapłakana księżniczka z baśni, co to zaślozowywała się zamknięta na szczycie strzelistej wieżycy, piękna ponad miarę córka złego monarchy, nad którą zlitowały się miłosierne wróbelki, zleciały się i wydziobały jej serduszko.
-
Magowładztwo
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Andrzej P. Zajączkowski Sorki, ale nie znoszę tego porównania :) Nie tylko Leśmian uwielbiał neologizmy :) Jestem mniej egzaltowany poetycko, nie pisze z takim patosem jak ten klasyk :)