Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Corleone 11

Mecenasi
  • Postów

    2 667
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Treść opublikowana przez Corleone 11

  1. W moich dziecięcych i w nastoletnich latach ani zwróciłam uwagę na - nazwę to mało odpowiednim słowem - odmienność. W szkolnych zabawach ani ówczesnych znajomościach nie przeszkadzała. Gdy nawiązałam pierwszą poważną relację z mężczyzną, moje odczucia zaczęły dawać mi do myślenia. Rozmawiało mi się swobodnie i tak samo dzieliło dotykiem. Ale już objęcia I przytulenia odbierałam... no właśnie. Czas seksualnych zbliżeń mijał - i owszem - przyjemnie. Nawet wielce przyjemnie, rzecz jasna w zależności od poziomu starań tamtegoż partnera. Jednak pomimo tego czułam się... Przepraszam: trudno znaleźć właściwe określenie. Może dziwnie? Nie jestem pewna, czy użyłam należytego... ale chyba tak. Kontynuowaliśmy związek, mimo że coraz częściej dochodziło do nieporozumień i konfliktów, mających u podstaw moją nieswojość. Jak zaznaczyłam: było bardzo miło, staraliśmy się oboje. To coś było we mnie, albo ze mną. Coś, co najczęściej - bo najłatwiej - nazywa się problemem. W końcu rozstaliśmy się. Minął pewien czas samotności. Moje odczucia stopniowo rozmyły się w przeszłości, z biegiem tygodni i miesięcy zapominałam o nich coraz bardziej. Poznałam nowego faceta, na tyle interesującego i fajnego (po co zaraz nazywać go ekscytującym?), że sama zaproponowałam związek. Pomimo tego, że był mieszkającym w Polsce Czechem, co w oczywisty sposób niosło ze sobą odwiedzeniowe trudności. Albo innymi słowy drogowe, jako że trzeba byłoby mi jeździć z Krakowa, gdzie poznaliśmy się i gdzie pracowaliśmy oboje, do Pragi, z której mój - teraz już ex - pochodził. Znów nastał dla mnie czas zawieszenia w sferze realizacji codziennych obowiązków: pomoc mamie, pies, praca. Nastał również wskutek powrotu moich odczuć i wątpliwości mnie nadchodzących. Bo znowu brakowało mi czegoś. Bo znów czułam się inaczej, niż spodziewałam się, że będę się czuć. W końcu sięgnęłam po psychologiczną pomoc - umówiłam się na spotkanie ze specjalistką. Niewiele starszą ode mnie kobietą, przy której... Tak: pomogła mi jej wiedza, ale obecność znscznie bardziej. Po jednym spotkaniu już wiedziałam. Nabrałam pewności. Długo zmagałam się ze sobą, żeby powiedzieć rodzicom. W jaki sposób to zrobić? Jak mogłabym spodziewać się, że nie będą wstrząśnięci, skoro mnie samą zszokowało to, czego się o sobie dowiedziałam? Prawdziwy problem pojawił się, gdy jako trener personalny zgodziłam się pomóc pewnemu mężczyźnie. Właściwie nie tyle pojawił się, ile przyszedł. Przybył nie od razu, a podczas jednej z kolejnych sesji, i przyczaił się. Ukrył podstępnie w przestrzeni pomiędzy jego myślami, spojrzeniami a słowami. Poniewczasie przekonałam się, że powinnam nie wyrażać zgody na pomoc. Ale przecież nie mogłam przewidzieć, że zacznie mu na mnie zależeć. Z drugiej strony to mój zawód, wybrana przeze mnie profesja. Sama chciałam. A teraz, kiedy już wiem... Jak mam mu powiedzieć, że jestem lesbijką? Szklarska Poręba, 9. Sierpnia 2025
  2. @Berenika97 Emocje też pamiętam... 😅 Dzięki Ci za odpowiedź. Miłego wieczoru. 🙂
  3. @Kwiatuszek O poziom kultury jezyka i o poprawne wysławianie się powinniśmy dbać wszędzie - także w domu. Prawda? Ale oczywiście, że na Portalu możesz czuć się jak w domu - jak u siebie. Miłej Soboty. 🙂
  4. @Natuskaa Napisałem prawdę 🙂 . Już jest weekend; rozumiem, że w przyszłym tygodniu będziesz miała pierwszą zmianę. Pozdrawiam Cię "górsko" ze Szklarskiej Poręby.
  5. @Kwiatuszek Aha! Odpowiedziałaś kolokwializmem na kolokwializm? Można i tak 😉😂😂 .
  6. @Berenika97 Ciekawie. Nie ma to jak być nauczycielem 😉 . Skądś to pamiętam... Pozdrawiam Cię.
  7. @Alicja_Wysocka Alicjo, tradycyjnie dziękuję za wizytę, za obecność- i za osobisty komentarz. Miło mi wielce, że przeczytałaś "Emilyę" powoli - i uważnie. Dzięki Ci za uznanie dla przedstawienia wspomnianego wewnętrznego >>(...) napięcia między "jest" a "niech nie będzie" (...)<<. 🙂 Bereniko97, miło mi było ugościć Cię literacko. Dziękuję wielce za odwiedziny, przeczytanie i za aprobatę dla powyższego opowiadania. 🙂 @Kwiatuszek Wielce Ci dziękuję za zajrzenie, "ogarnięcie tekstu"(wybacz kolokwializm!) z Księżycem włącznie i za czytelnicze uznanie. Znakomicie, że zaczęłaś "(...) zwracać uwagę na akapity i przerwy (...)". 🙂 Serdeczne pozdrowienia dla Was Wszystkich.
  8. @Natuskaa Siedzisz "(...) nad tekstem (...)". Zastanawiasz się. "(...) Wielkie koło się okręca (...)". Pole Wszechwiedzy Wszechświata przerasta nas wszystkich - a zarazem nie. Piszesz coraz lepiej, w związku z tym to, co piszesz i to, jak piszesz, podoba mi się coraz bardziej 🙂 . Pozdrawiam serdecznie. Miłego week-end'u.
  9. @Alicja_Wysocka Alicjo. Ówczesna Twoja pomysłowość ówczesną pomysłowością, a ocena zależy od punktu widzenia nauczyciela. Prawda? Pierwszym rozdziałem zapowiedziałaś ciekawy cykl 🙂 . Pozdrawiam serdecznie.
  10. @yfgfd123 Autorze: "wszędobylskim wiatrem" zamast "(...) wszędobylskich (...)" i "mojej" zamiast "(...) mej (...)". Wskazane byłoby uporządkować interpunkcję. Czytało się miło. Pozdrawiam Cię. 🙂
  11. @Alicja_Wysocka Trudno odmówić racji Twojemu "Felietonikowi". 🙂 Pozdrawiam serdecznie.
  12. @Lidia Maria Concertina Przeczytałem "(...) coś teraz (...)", a była to "Randka w jasno". Czas, który poświęcasz na pisanie opowiadań, z pewnością nie jest "(...) stracony (...)". Poświęcony na ich czytanie - jest tym samym zyskany. Mam zastrzeżenia technicznej natury: "rodem ze" zamiast "(...) rodem że (...)"; po "(...) Marzę (...)" potrzebny przecinek; "nieważne po co" zamiast "(...) nieważne, po co (...)". Pozostawiam 🙂 i 🎩 za przyjemność czytania oraz pozdrowienia.
  13. *Zwracam uwagę na celowość takiego właśnie zapisu tytułu. Minęło już trochę czasu, odkąd on pojawił się w moim życiu. Myślałam początkowo: facet jak facet, znajomy jeden z wielu. Jak pojawił się, tak zniknie. Nie przywiązywałam więc wagi do jego obecności tym bardziej, że - jak zdawało mi się wtedy - relacja ta jest i pozostanie czysto zawodową. Nawet w miarę kolejnych spotkań, na które gdy umówiliśmy się, przychodził często z kwiatami lub z prezentami o innym charakterze, zawsze jednak okazując, że pamięta, co lubię. Okazując, że słucha i że zwraca uwagę na moje potrzeby oraz że szanuje wyznaczone przeze mnie granice. Minęło tych spotkań sama nie wiem ile. Nie liczyłam; zresztą ważniejsza jest ich jakość. Znając swoją wartość nie zauważyłam, że w pewnym momencie zaczął przyglądać mi się baczniej. Ot, swego rodzaju rutyna. Przyzwyczajenie kobiety do męskiej atencji. Do tego, że często oglądają się za mną na ulicy nawet wtedy, gdy ubieram się "na chłopczycę". Tak, tak - myślę sobie wtedy - pogap mi się na tyłek, jeśli chcesz. Tyle twojego. Nie zauważyłam także dlatego, że znów wskutek rutyny dawno już nie przyglądam się swoim uczuciom. Jestem singielką, zajętą w dużej mierze życiem zawodowym, dbaniem o swoje ciało, obowiązkami wobec mamy i psem. Ukochanym dogiem imieniem Księżyc. Skąd akurat to imię? Właściwie nie wiem. Zamarłam, gdy podczas jednego z ostatnich spotkań złożył mi jednoznaczną propozycję. Świadczącą dobitnie, w sposób najbardziej czytelny, na co ma nadzieje w związku ze mną. Moje zamartwienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy obiecał, że zmodyfikuje swoje powzięte wcześniej plany. Nie sprecyzował, co zrobi, a ja - znów wskutek wspomnianego przyzwyczajenia - nie poświęciłam nawet jednej myśli na analizę, co może mu przyjść do głowy i co może zrobić. W wyniku czego przy kolejnym spotkaniu znów zaskoczył mnie tak, jak potrafi chyba tylko on. W każdym razie spośród znanych mi mężczyzn. Wyżej wymienione zastygnięcie było tym większe, że jako singielka przywiązuję żadną uwagę, a na pewno bardzo małą, do swoich uczuć. Żyję tak, jak żyję, czyli praktycznie prawie tylko obowiązkami, a faceci bywają wokół mnie - pojawiają się i znikają. Jak to oni. A on... Swoją dotychczasową stałością skłonił mnie do pomyślenia. Do nazwania tego, co zaczęłam czuć dwoma słowami: lubię go. Gdybym powiedziała sobie: on jest bo jest, nieważne, obojętne - próbowałabym okłamać samą siebie. W tym właśnie problem: jest. Jest mi z tym trudno. Akomfortowo wręcz: ze świadomością jego bycia, ze świadomością tego, co do mnie czuje, a jeszcze bardziej z tym, że wiem, co dla mnie zrobił. I co zrobić jest gotów. I to azależnie od tego, co mu powiem. Jak uzasadnię albo jak spróbuję przekonać, że... Wolę o tym nie myśleć, bo... bo tak jest łatwiej. To chyba rzeczywiście karma. Ponowne spotkanie po minionych latach poprzedniego wspólnie przeżytego wcielenia, jak wyjaśniła mi jedna z przyjaciółek, trafem zajmująca się energetycznym zależnościami. Czy znowu muszę mieć trudno i boleśnie tak, jak wtedy?? Po co się pojawił?? Musiał zechcieć więcej?? Poczuć więcej?? Źle było tak, jak było? Spotkania? Odwiedziny? Wspólny czas, kwiaty, prezenty? Szampan? Rozmowy? Objęcia i przytulenia? Bez zapewnień, deklaracji i planów? W tym problem, że właśnie źle. Bo ja i on, my oboje, jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, a między nami w przeszłości wydarzyło się to, co się wydarzyło. To właśnie, a nie co innego. Czasem chcę, żebyś zniknął. Żebyś w ogóle nie pojawił się i żebym nie wiedziała tego, co wiem teraz. Czasem, może nawet częściej, nie chcę czuć. I żebyś ty nic poczuł. Może byłoby lepiej, żebyś naprawdę był zimnym draniem? Ale wtedy... Ech. Kartuzy, 2. Sierpnia 2025
  14. @Kwiatuszek Tak zwany chochlik drukarski "namieszał" Ci w tekście - jak to on. Trzeba wyprostować jego wybryki. "Po czym zamyśliła się." przenieś do kolejnej linijki, tak samo cały następujący po niej fragment. Usuń zbędne odstępy pomiędzy "obraz" a "Zobaczyła" i "altanie" a "Babcinka" oraz "ucho" a "Wszędzie". Usunąwszy zwróć uwagę, czy kolejne przerwy nie pojawiły się za chochlikowym kaprysem. 😉 Dzięki Ci wielce za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie.
  15. @Kwiatuszek Miło mi cieszyć się Twoją poetycką spostrzegawczością i uznaniem. Dzięki za odwiedziny pod " *** " . Pozdrowienia.
  16. @Kwiatuszek Dzięki Ci wielce. 🤗
  17. @Kwiatuszek 🙂 . Zrób tak, jak napisałaś. Pozdrawiam serdecznie.
  18. Witam Cię. "(...) Nie smutaj (..)", powiadasz? Dobrze. Dzięki wielce za sympatyczne opowiadanie, zamieszczone w odpowiedzi - i za piękne zdjęcie. 🙂 A gdybyś rozwinęła je w dłuższe? Pozdrowienia.
  19. Akapitów zaś nie lubisz. Cóż: i interpunkcja, i przed chwilą wymienione stworzono, by je stosować. Oczywiście, jak powiedział pewien wampir (patrz "Epizod, czyli epoka"), że "Łam zasady to też zasada", ale gdy daną łamiemy, wskazane jest zaproponować swoją w zamian. Tak, "(...) poszło (...)". Proszę bardzo, życzę Ci dobrej Środy. Pozdrowienia. *(;
  20. @Kwiatuszek Pozwolisz kilka sugestii: - "Starła dłonią kilkumilimetrową warstwę kurzu" ; - po " - Singer..." zmień na ", po czym zamyśliła się:" ; - "a dla mnie" - między "dziewczyna" a zdaniem "Że też..." zlkwiduj odstęp; - ujednolić akapity. Bardzo dobrze czyta się Twoją "Zieloną falbankę". **((; Pozdrawiam serdecznie.
  21. @Natuskaa Bardzo Dobrze. Wręcz Świetnie. Miło czyta się Twój "(...) wartościowy (...)" tekst, a pisanie Ci w ten sposób "(...) niech się toczy (...)". ;))** Zadbaj o interpunkcję. Pozdrowienia.
  22. @Natuskaa Dzięki Ci tradycyjnie: za odwiedziny, przeczytanie, uznanie oraz komentarz. Masz rację, stwierdzając inność owego >>"profilu" w szkole życia<<. Dodam stwierdzenie o różności energetycznych poziomów; na przykładowe sto osób każda będzie na innym. Pozdrawiam Cię. Dobrej nocy. :))*
  23. @Kwiatuszek Dzięki wielce. Miłego wieczoru Tobie także. 🙂 Pozdrawiam serdecznie.
  24. @Kwiatuszek Witam Cię. Napisałaś opowiadanie, pozornie tylko banalne. 🙂 Dwa zastrzeżenia odnośnie do pisowni: "(...) Dwa na pół (...)" zamiast "(...) Dwa na wpół (...)" i "(...) w ogóle (...)" zamiast "(...) wogóle (...)". Pozdrawiam serdecznie.
  25. @Kwiatuszek Właśnie dlatego dzielę się swoimi postępami na Ścieżce Literackiego Rozwoju. I jestem wdzięczny za wszystkie wizyty, czytania i uznania. W tym - oczywiście - Twoje. :))** Dziękuję wielce. Pozdrawiam serdecznie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...