Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Corleone 11

Mecenasi
  • Postów

    2 670
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Treść opublikowana przez Corleone 11

  1. @Somalija Wiem, a jakże. Dobrej nocy.
  2. @Somalija Wchodzę w tę energię do Pisania. To konieczne. I przynosi zamierzony rezultat, jak właśnie przeczytałaś. Wielce Ci dziękuję za odwiedziny, czytanie, komentarz oraz literackie uznanie 🙂 .
  3. ... Mrok. Zaczynam celowo prowokacyjnie. Jak to ja: Corleone11. Czy zauważyliście, że zawsze, gdy przyzywacie go do umysłu, czujecie reakcję? Szybkie wtargnięcie? Zupełnie jakby ów czekał w pobliżu, słysząc wasze myśli i/lub odbierając nastrój i gotowość? I wtedy spieszył w odpowiedzi, korzystając z zaproszenia? Pewnie zauważyliście. Innymi słowy: wiecie, że dzieje się dokładnie tak. Mrok słyszy. Mrok widzi. Mrok czuje. I reaguje, jako mający osobową naturę, zgodnie ze swoją naturą właśnie. Pełną niepokoju. Chęcią dominowania. Gwałtownością. Drapieżnością. Żądzą przebywania, nie tylko zamiarem, natychmiast wszędzie tam, gdzie zostanie zaproszony. Z oczywistą świadomością, że gdy zostanie wyproszony, jego natura każe mu wyjść. Nawet, jeśli nie chce. A czy pozostawi cień? Owszem. Swoisty. Czasową zmianę energetyczną, drgające impulsy w duchowej przestrzeni. Bardziej lub mniej trwałe, w zależności od czasu przebywania. Inaczej przedstawia się sprawa ze Światłem. Napisałbym - i zaraz napiszę - że przedstawia się zupełnie odwrotnie. Różnica - znów - ma związek z Jego osobową naturą. Ale także z naturą każdej istoty żywej, to znaczy mającej duszę: człowieka oraz bytów, które określa się ogólnie pojęciami "zwierzęta" i "rośliny". Całkiem tak, jakby tylko rośliny rosły, a zwierzęta i ludzie już nie. A przecież wzrost jest wpisany w naturę wszystkich wymienionych stworzeń. Dość jednak wtrąceń, wracam do głównego wątku. Światło jest łagodne, nawet jeśli w danym momencie intensywne. Jest spokojne świadomością swojego znaczenia. Spokojne świadomością aodzowności w każdym miejscu i w każdym rodzaju przestrzeni Wszechświata, nie tylko w światach takich, jak ziemski. Dlatego przychodzi na zaproszenie ze spokojem, wynikającym ze swojej natury. Przychodzi, nie spiesząc się. Pewne, że jeśli zostanie wyproszone, i tak wróci na kolejne zaproszenie. Wcześniej albo później. Światło wchodzi. Rozgaszcza się miękko. Powoli. Zgodnie ze wspomnianym dopiero co spokojem. Łagodnie po zakamarkach przestrzeni umysłu. Bez pośpiechu. Uprzejmie, ba - delikatnie. Zatem, jako świadomościowy Byt, uprzedni w stosunku do Mroku, czuje, słyszy i widzi. Różnica zaś w odczuciu - odczuwaniu, wrażeniu - ludzkim przy wejściu do jego wewnętrznej przestrzeni ma ścisły związek z człowieczą naturą: jako jej pomysłodawca i stwórca Światło pozostawiło ślad. Jest immanentne: zawsze "w". Przy wejściu dochodzi do połączenia wewnętrznego z zewnętrznym. Dlatego nie narusza spokoju. Nie budzi lęku. Obaw. Chyba, że świadomymi - przynajmniej z początku - decyzjami dany człowiek zaszedł i wędruje ścieżkami Mroku. * * * Tak więc jestem i Ja. Światło. Uprzednie wobec Mroku i aporównywalnie starsze. Wieczne. Stwórca wszystkiego, także Mroku i cieni. Aodzowne wszędzie i zawsze. Ktokowiek, cokolwiek i kiedykolwiek pomyśli i powie. Nawet, jeśli Mrok uzna za stosowne twierdzenie i wmawianie komukolwiek, że jest inaczej. Ja, Światło, jestem przyczyną każdego cienia. Stwórcą Mroku, do którego natury przynależy jasność. Blask. Choćby wypierał się tego przyszłą część wieczności przed wszystkimi naraz i każdą z osobna żywą istotą. Tak samo, jak Chaos jest następny w stosunku do mojego istotowego porządku. Który to Chaos można oczywiście uporządkować w ład. Jestem więc. Światło. Ja i... Kartuzy, 7. Lutego 2026
  4. @Somalija Podoba mi się kolejny wiersz w Twoim stylu. Zanosiło się bardziej na "(...) głośny karnawał (...)", ale po złapaniu ośmiuset "nietykalnych" i kontrolowanym wycieku z listy Epsteina obstawiam "defensywny unik". A, przepraszam! Jeszcze po chińskich wycieczkach, tej morzem i tej powietrzem... 😉 😂😂 Pozdrawiam serdecznie.
  5. @violetta ... tym wszystkim wojnom - że pozwolę sobie zwrócić uwagę.
  6. @Natuskaa Proszę Cię bardzo. Życzę spokojnej Środy i pozdrawiam serdecznie :)) . P.n. "pośrodku" zamiast "(...) po środku (...)".
  7. @Natuskaa Znakomicie. 🙂
  8. @Kwiatuszek Trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie, gdyż nie uczyłem się ich pisać. Ale miło mi cieszyć się Twoim literackim uznaniem 🙂 . Pozdrawiam Cię serdecznie.
  9. Sen, którego byłam razem z moim em współbohaterką, zakończył siebie wypowiedzeniem zdania "To dla mnie ważne". Tak, jakby był świadomą, częściowo tylko zależną ode mnie, częścią rzeczywistości i jako taka współkreował siebie razem ze mną przy użyciu mojego umysłu, a dokładniej przy użyciu danych, zaczerpniętych z mojej pamięci. I oczywiście z wykorzystaniem realnych uczuć. Potem zaobserwowałam chwilę ciemności. Dosłownie chwilę: bardzo krótkotrwały moment. A potem mnie samą, siedzącą naprzeciw mojego mężczyzny przy kawiarnianym stoliku nad dwiema filiżankami zielonej herbaty. Polubiłam ją przy nim, co było o tyle łatwiejsze, że w ogóle nie pijam kawy. Ja mówiłam, on milczał. To spoglądając na mnie badawczo, jakby sprawdzając - poprzez moje oczy do przestrzeni myśli - czy to, co mówię, jest prawdą; to przesuwając spojrzenie na, lub w, przestrzeń za mną, bądź na lub w przestrzeń w ogóle, z której sen, sam albo czy przy moim współudziale wymazał wszystkie osoby i przedmioty, pozostawiajac tylko podłogę i sufit z zapalonymi żyrandolami. Jednocześnie uśmiechając się lekko od czasu do czasu, podając mi ognia, gdy sięgałam po papierosa, to wreszcie ujmując spoczywającą na blacie stolika moja dłoń i ściskając ją lekko. Za każdym razem jednak, gdy zaglądałam mu w oczy, widziałam skupienie. Jego uwagę poświęcaną temu, co mówiłam. Temu, co słyszał. - Strach - mówiłam. - Obawa. Niepewność i lęk. To je miałeś na myśli, pytając mnie o gotowość na związek z tobą? Jak dowiedziałeś się o nich? - myśli same uformowały mi się w słowa i wypowiedziały pytaniem. - Czy ktoś ci powiedział? To była jedna z chwil, gdy uśmiech poprzedził odpowiedź. - Domyśliłem się - odparł. - Wymienione właśnie emocje często kierują ludzkim postępowaniem, szczególnie wtedy, gdy są auświadomione. Przeanalizowałem twoje uzasadnienie odmowy spotkania się przez ostatnie dni i doszedłem do wniosku, że bynajmniej chodzi o brak czasu - a w każdym razie nie tylko. Że musi coś kryć się pod ich powierzchnią czy też zasłoną. Ponadto odwróciłem sytuację, stawiając siebie na twoim miejscu. Ja znalazłbym czas przez te dni, chociażby godzinę lub dwie, cokolwiek mielibyśmy w ich trakcie robić. Wypić herbatę do rozmowy w kawiarni, tak jak teraz tu siedzimy. Pospacerować mimo zimna i wiatru. Napić się szampana w sylwestrowy wieczór, nawet jeśli miałoby to być na szybko. Oczywiście, że ja to ja - najwidoczniej wyczuł, co chciałam powiedzieć i spojrzał jednym z tych swoich corleone'owskich spojrzeń. - Ale uzasadnienie w postaci niemożności spotkania się w tym czasie brzmiało nie do końca wiarygodnie. Co nie oznacza, że chcieć to zawsze móc. Spuściłam głowę w milczeniu, w pełni świadoma, że mnie przejrzał. I że odgadłam, co kryło się za jego pytaniem o moją gotowość. - Co ja mam teraz mu powiedzieć? - zastanawiałam się szybko, nie podnosząc wzroku. - Jak się usprawiedliwić? Cholera, czy on musi tyle myśleć? Tyle analizować? Jak mam mu teraz spojrzeć w oczy? Westchnęłam, wciąż wpatrzona w czerwony materiał sukienki na moich udach. Tej samej, którą włożyłam specjalnie dla niego na naszą przedostatnią randkę. Która, o czym świetnie wiedziałam, doskonale podkreślała moją figurę. Którą, na co nie czekałam długo, skomplementował z tym swoim ostrożnym uśmiechem. Mnie znacznie trudniej było go ukryć. Pomijając fakt, że wcale tego chciałam. - Nie mam wyjścia, zadecydowałam. - Trzeba podnieść głowę, nie siedzieć jak dziewczątko. Dla niepoznaki pogrzebałam w torebce, aby odnaleźć paczkę papierosów. Gdy wyjęłam jeden z nich i włożyłam do ust, przystawił podeń płomyk zapalniczki, muskając przy okazji moją dłoń. Podziękowałam za jedno i za drugie. Uśmiechnął się. - Czy coś jeszcze? - spróbowałam udać spokój i opanowanie. - Konflikt wewnętrzny - odparł wolno. - Pomiędzy twoimi uczuciami a wolą. Ze wszystkich sił chcesz zachować kontrolę - i nad sobą, i nad rozwojem sytuacji pomiędzy nami. Może to słuszne, a może nie - mój mężczyzna uczynił gest dłonią, znów jak Al Pacino. - Tak czy inaczej: czy nie byłaby wskazana trochę większa otwartość? I czy nie przydałoby się trochę więcej szczerości? Mało co, a odruchowo znów spuściłabym głowę. W ostatniej chwili powstrzymałam reakcję. Dla odmiany teraz mój mężczyzna spojrzał powoli w bok. Zrozumiałam, że uczynił to celowo. - Proszę, daj mi czas - powtórzyłam zakończenie poprzedniej rozmowy. - Zgódź się na małe kroczki z mojej strony. Ja... - Tak, ty? - podjął, zupełnie jak Keenu Reeves w "Domu nad jeziorem". - Nie potrafię inaczej... - ledwie dałam radę wypowiedzieć te słowa. Rzeszów, 1. Stycznia 2026
  10. @Kamil Olszówka Bardzo Staranny. Nastrojowy. Przepiękny. Po raz następny z uznaniem 🤗🎩 .
  11. - Gdybyś był chociaż mniej wytrwały... - powtórzyłam po kilku przepłakanych chwilach. - Ale jesteś, jaki jesteś! A jaka jestem ja? - zadałam sobie ni stąd ni zowąd właśnie to pytanie. - No jaka? No? Chyba przestaję podobać się sama sobie... - zdążyłam mruknąć, nim sen mnie zmorzył. W nocy przyśniła mi się rozmowa z nim. A dokładniej ta jej część, która w rzeczywistości się nie odbyła. - Naprawdę zostawiłbyś mnie? - spytałam roztrzęsiona, po czym chwyciłam go za dłonie i ścisnęłam je mocno. - Mógłbyś mnie zostawiłbyś?! - powtórzyłam głośniej. Dużo głośniej. Tak głośno, jak chciałam. - Rozważyłem to - w treść snu wtrąciło się pierwsze ze rzeczywiście wypowiedzianych zdań. - Ale skrzywdziłbym cię, wycofując się z danego ci słowa. Więc - nie - ma - opcji, bo nie mógłbym! - senne wyobrażenie mojego mężczyzny dodało zdanie drugie z realnie wygłoszonych. - Chociaż może powinienem - kontynuowało twardszym tonem - bo przy naszym drugim początku postawiłem ci warunek. Pamiętasz, jaki. A ty co zrobiłaś? Nadużyłaś mojego zaufania i mojej cierpliwości, a mimo to nadal spodziewasz się trwania przy tobie. - A i owszem, spodziewam się - senny obraz mnie samej odpowiedział analogicznemu wyobrażeniu mojego mężczyzny. - Spodziewam się jeszcze więcej: nadal zaufania i nadal cierpliwości. Mimo, że cię zawiodłam. Bo... - urwałam na chwilę, gdy senna wersja mojego em spojrzała znacząco. Jednak ciągnęłam dalej: - Bo zasługuję na nie, a ty dałeś mi słowo. - Zasługujesz, to prawda - senny em odparł bynajmniej sennie. - I zgadza się: dałem ci je. Ale czy powinienem go dotrzymać? Postąpić w tej sytuacji zgodnie z zapewnieniem? A może właściwe byłoby zdecydować wbrew sobie? Może na tym wyszedłbym lepiej? Uśmiechnęłam się. - Może, może - odpowiedziałam. - Ale wiesz, że nie wyszedłbyś na tym lepiej, bo nie byłby to właściwy krok. - Nie byłby? - mój śniony facet spojrzał sennym spojrzeniem. - Bo? - Bo jestem właściwą dla ciebie kobietą. A ty właściwym dla mnie mężczyzną. Tylko... - Tylko? - em popatrzył po raz kolejny. Trzeci. Tym razem pytająco. - Tylko daj mi czas. To dla mnie ważne. Rzeszów, 29. Grudnia 2025
  12. @Kwiatuszek Dzięki Ci za odwiedziny, przeczytanie "Rzeszowa (...)" i komentarz. Drugi rozdział już zamieściłem, powoli zbliża się pora na trzeci. Dziękuję też za życzenie. Niech czwarty dzień Świąt minie Ci równie miło, jak poprzednie. Pozdrawiam Cię serdecznie. *;))
  13. Pozostawiłam na chwilę własne myśli, stawiając przy taksówce od strony bagażnika walizki i informując chowającego je kierowcę, na którą ulicę zamiawiam kurs. Gdy wsiadłam i zamknęłam za sobą drzwi, zdecydowałam się do nich wrócić. A tym samym do naszej rozmowy. - Jak to, co masz ze mną zrobić? - popatrzyłam na niego zaniepokojona. Do treści pytania, będącego w oczywisty sposób uzewnętrznieniem wątpliwości, doszedł jeszcze podkreślający je ton. Pierwsze pytanie wypowiedziałam zwykłym tempem. Drugie już znacznie szybciej - jak zwykle wtedy, kiedy coś mnie rozemocjonowało. - Chyba nie rozważasz odejścia ode mnie? Nie! No coś ty! Powiedz, że nie! - moje spojrzenie stało się o wiele bardziej niespokojne, podążając za zawartą w wypowiadanych słowach emocją. - Nie! - powtórzyłam, ściskając mu dłonie. - Ty nie mógłbyś, prawda?! Nie po tych wszystkich twoich deklaracjach i zapewnieniach! Powiedz, że... - zgubiłam się na chwilę wśród swoich myśloemocji, przestając nadążać za słowami - że nie powiedziałeś tego i że ja tego nie usłyszałam - pokonałam na moment swoje zdenerwowanie. - Prawda jest taka, że rozważyłem - odpowiedział wolno na moje pytanie. - Rozważyłem, ponieważ twoje postępowanie pokazuje, że nie jesteś gotowa na ten związek. Unikasz rozmów o istotnych kwestiach, zapowiadając "pogadamy", ale nie wracasz do nich. Ta sytuacja z koleżanką - wiesz, o której mówię. Test, co zdecyduję i jak się zachowam, dobitnie wskazał na twój brak zaufania pomimo, że o nim zapewniasz. Wreszcie ten wyjazd. Wiesz, że jego uzasadnienie stanowi sprzeczność z twoją obietnicą, że nie planujesz zniknąć? Robisz dokładnie to: zaplanowałaś zniknąć na półtora tygodnia. Skoro tak szanujesz swoje słowa, jak mam być pewien, że za jakiś czas nie znikniesz na miesiąc uzasadniając to potrzebą wakacyjnego wyjazdu? Nie wiedziałam, co mu wtedy odpowiedzieć. Zrobiło mi głupio przed nim i przed sobą do tego stopnia, że mojemu umysłowi zabrakło słów. - Słuchaj... muszę iść... - tylko tyle zdołałam wykrztusić. Tak samo jak w tamtej chwili, poczułam spływające po twarzy łzy. Na szczęście wewnątrz taksówki było ciemno. Kierowca zwolnił, skręciwszy z głównej ulicy i wjeżdżając osiedlową drogą pomiędzy budynki, wreszcie zatrzymując samochód pod znajomo wyglądającym domem. Na szczęście dla siebie zdążyłam szybko otrzeć policzki. - Jesteśmy na miejscu, proszę pani - oznajmił. - Pięćdziesiąt dwa złote. Będzie gotówką czy kartą? - Gotówką - odparłam szybko, zaklinając go myślami, aby nie zapalał światła. * * * Wszedłszy do domu i zmusiwszy się do jak najbardziej uczciwie i szczerze wyglądającego przywitania z mamą, posiedziałam z nią około godziny. Po czym oznajmiłam, że pójdę już się położyć. - Tak szybko? Ledwie przyjechałaś... - mama była naprawdę zawiedziona. - Muszę, mamo. Ja... Przepraszam - objęłam ją i przytuliłam. - Dobranoc. Idąc po schodach, prowadzących na piętro i zaraz potem do swojej sypialni, wróciłam myślami do niego. Do nas i naszej skomplikowanej sytuacji. - Czemu znowu to ja wszystko psuję?! - zezłościłam się na siebie. - I czemu on jest uczciwy, solidny i przejrzysty?! Musi taki być? I tak się starać, do cholery?! - zaklęłam. - Gdyby chociaż raz mnie okłamał albo zrobił coś nie fair, byłoby mi łatwiej go zostawić! Uznać, że nie jest dla mnie dość dobry! A tak tylko szarpię się pomiędzy miłością doń a obawami przede wspólną przyszłością! Pomiędzy tym, co czuję a tym, czego chcę! Rozpłakałam się ze złości na siebie, na niego, na swoje uczucia i na swoje lęki. - Gdybyś był chociaż mniej wytrwały... Rzeszów, 27. Grudnia 2025
  14. @Leszczym "(...) Jakże czasem za łatwo: o najróżniejsze nieporozumienia (...)". Tak: za łatwo. Zbyt łatwo. I dlatego warto podejmować ciągły wysiłek, aby unikać powstawania kolejnych. Michale, pozdrawiam serdecznie. Wszystkiego pozytywnego, wspaniałego i fantastycznego z okazji Świąt.
  15. @Kwiatuszek Dziękuję Ci. Serdeczne pozdrowienia. Zapraszam do przeczytania "Rzeszów, moje miasto".
  16. - Witaj, Rzeszowie - powiedziałam na głos, gdy wysiadłam z piątego wagonu pociągu ekspresowego Pendolino po przemierzeniu trasy z Gdańska. Działo się to późnym wieczorem 23. Grudnia, kilka minut po 23.00 . Cóż: zbieżność daty z godziną po typowym, jak wiedziałam, ponad półgodzinnym opóźnieniu tego właśnie pociągu. Kolejna zbieżność, tym razem odwrócona względnie naprzemienna: trzydzieści dwa. Ano, co zrobić. PKP, emocje nie pomogą. Rozejrzałam się odruchowo, poprawiwszy plecak ujęłam uchwyty walizek dużej i małej, po czym szybkim krokiem ruszyłam w prawo, w kierunku ruchomych schodów. - Dawno tu nie byłam - kontynuowałam myśl. - Czas to nadrobić, pobyć w twojej przestrzeni chociaż raz na rok. Chociaż teraz, z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Tak zwanych Bożego Narodzenia, poprawiłam się. Wszak Wszechświat odnawia się austannie w każdej żywej istocie, od najbardziej skromnej rośliny poczynając na najbardziej imponującym wiedzą, światowym obyciem, majątkiem czy fizycznością człowieku kończąc. Westchnęłam ciężko. Nasza przedwyjazdowa rozmowa - w znaczeniu moja i mojego mężczyzny nie była zbyt miła. Wiadomość, że chcę pojechać do dawno nie odwiedzanej rodziny na święta przyjął spokojnie - trudno zresztą, aby było inaczej. Ale gdy zapowiedziałam, że przez cały ten czas nie znajdę dlań ani chwili, poczuł się urażony. Z tonu jego słów i wyrazu twarzy, pomimo zachowywanego spokoju, przebiło się wspomniane poczucie urazy. - Chwilę - zaczął powoli. - Po twoim ponadrocznym zniknięciu bez słowa wyjaśnienia schodzimy się na powrót pod warunkiem, że będziesz dokładać więcej starań niż za pierwszym razem. Tymczasem w dwa miesiące po naszym drugim początku dajesz mi do zrozumienia, że nie dość, że podjęłaś decyzję o wyjeździe beze mnie, to jeszcze oznajmiasz mi, że nie będziesz miała wtedy czasu nawet na rozmowę, bo - jak to określiłaś - potem na pewno będziemy mieli go wiele? Nawet nie zaproponowałaś, abym z tobą pojechał - zaciął usta w sposób, którego nie lubiłam i którego trochę się obawiałam. Dłuższą chwilę zbierałam się na odwagę. Przyszło mi to wbrew pozorom tym trudniej, że pozostał opanowany, czego zresztą mogłam być prawie pewna: przy mnie zawsze bardzo mocno kontrolował uzewnętrznianie swojej mrocznej strony. - Nie zaproponowałam - zaczęłam powoli odpowiadać, ze słowa na słowo coraz szybciej - wiedząc, że i tak pojedziesz tam ze mną. Chociażby po to, aby być blisko mnie. Co zresztą jest całkowicie logiczne także z emocjonalnego punktu widzenia. Po co miałbyś tkwić sam na drugim końcu Polski? - spróbowałam uśmiechnąć się lekko. Wyszedł mi ten uśmiech jak zwykle w podobnych sytuacjach. W reakcji uśmiechnął się tyleż lekko jak ja, a trochę od swojej strony - krzywo. - Chyba lepiej, że proponujesz mi to późno niż wcale - odparł. - Ale czy zmienia to fakt, że sytuacja ta nie powinna mieć miejsca? Spójrz na to od mojej strony, wyobrażając sobie, że to ty zgadzasz się dać mi drugą szansę pod określonym warunkiem, tymczasem ja daję ci do zrozumienia, że ty i ten związek nie jest dla mnie tak ważny, jak cię zapewniam. - To nie tak... - spróbowałam spojrzeć mu w oczy. Nie udało mi się. Odruchowo spuściłam wzrok, odwracając po chwili głowę. Wiedziałam, że w pierwszym odruchu chciał wyrzec z przekąsem, że dokładnie taki mój ruch był do przewidzenia. Jednak po chwili ciszy usłyszałam inne pytanie. - A jak? - spojrzał na mnie, pozostając tam, gdzie stał i krzyżując ręce, po czym powtórzył trochę głośniej: - Jak? Chciałam podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy. Nie zdołałam. Kotłowało się we mnie do tego stopnia, że przestałam być zdolną wykonać jakikolwiek ruch, o wypowiedzeniu jakiegokolwiek słowa nie wspominając. Przeklęte emocje! Przeklęte wspomnienia! Nie byłam gotowa powiedzieć mu o tak wielu sprawach z przeszłości. Gdy spotkaliśmy się i zaczęliśmy być ze sobą po raz drugi, obiecałam sobie - solennie na wszystko, co dla mnie ważne - że tym razem będę wobec niego w porządku. Że nie popełnię żadnego błędu. Że koniec z przerwami w komunikacji, z zamykaniem się, wycofywaniem i milczeniem. Z osobnym spaniem wreszcie, chociaż akurat przy spaniu w jednym łóżku nie upierał się twierdząc, że chrapie, a nie chce, abym chodziła ciągle niewyspana. Skończyło się tak, jak się obawiałam. W miarę upływu tygodni strach zapanowywał nade mną, coraz bardziej wpływając na moje postępowanie. Zmianę w moim zachowaniu i milczące "odstawanie" od złożonych deklaracji zauważył od razu. To, że początkowo przyjmował to w ciszy, ciążyło. Gdy zasugerował, abyśmy o tym porozmawiali, poczułam się przybita jeszcze bardziej. - Znów zaczyna się dziać ze mną jak wtedy - spostrzeżenie to, a jeszcze bardziej to, że dzieje się tak właśnie - nie dawało mi spokoju. - Ale jak mam przyznać mu się do strachu? Do rozdźwięku pomiędzy uczuciem i chęcią bycia z nim a lękiem przed wspólną przyszłością? Starałam się przerwać ten napierający na mnie od wewnątrz tok myśli, ciągnąć za sobą walizki międzyperonowym korytarzem do hali dworcowej, po przejsciu której zamierzałam złapać taksówkę. Nie wychodziło. Przemieszczały się po owalnej linii wewnątrz mojego umysłu, to przyspieszając, to zwalniając przy pytaniu "Pędzimy jak chcemy. I co nam zrobisz?" Po czym gasnąc i przekształcając się w pobrzmiewające jego głosem pytanie. Które zadał sięgając po moje ręce, biorąc za dłonie i przyciągając do siebie, ale zatrzymując krok przed sobą tak, abym musiała popatrzeć mu w oczy. - I co ja mam teraz z tobą zrobić? Rzeszów, 25. Grudnia 2025
  17. @Kwiatuszek Dziękuję Ci za wizytę i przeczytanie kolejnego opowiadania. Dziękuję także za osobisty komentarz. Pozdrawiam Cię serdecznie, życząc wszystkiego świątecznego. Celebruj ten czas radośnie, spokojnie i smacznie. 🙂 @Berenika97 Wielce mi miło, Bereniko, że patrzysz "(...) na las w podobny sposób. (...)" Tak więc życie drzew przestało być dla Ciebie sekretnym. Dzięki Ci bardzo za czytelnicze odwiedziny. Przyjmij życzenie wszystkiego wysokoenergetycznego z okazji tego Świątecznego Czasu. Pozdrawiam Cię serdecznie. 🙂 @Wiechu J. K. Wiesławie: "(...) Pewne jest (...)" o wiele więcej. A Ty jesteś jedną z osób, które to wiedzą. Pozdrawiam Cię świątecznie i życzę jak najwięcej pozytywnej energii. Dziękuję za przeczytanie "Przykartuskiego Lasu" i pozostawiony komentarz.
  18. Każdy Las jest inny - i tu pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że Ty, mój Czytelniku, zgodzisz się ze mną. Po czym, pomyślawszy, zapytasz: A w jakim sensie inny? W znaczeniu ilości drzew? Innego gatunkowego składu? Może wreszcie odmiennego przemieszania poszczególnych drzew, jeśli ten konkretny las jest - by użyć tego słowa - niejednorodny? Który to wyraz zakłada, lub stwierdza wprost, że drzewa się rodzą? A może jeszcze w innym sensie? Jeśli zaś w tym innym - to w jakim? Dzisiaj, w kolejną Niedzielę od chwili zamieszkania w stolicy Kaszub, odwiedziłem go po raz następny. Nie liczyłem wizyt, bo czy ich ilość jako taka jest istotna? Nie jest. Ale w znaczeniu wymiany energii - owszem. Za poprzednią wizytą powędrowałem drogą, którą przeszedłem już kilka razy. Wtedy, po raz pierwszy, przywitanie było... hm... chyba najbardziej właściwym określeniem będzie "nieco głośne". Słowa "hałaśliwe" jako mało uprzejmego, nie wypada mi użyć. Bo drzewa mówią. Czy to zdanie jest dziwnym? Brzmi dziwnie? Zważywszy fakt, że od wieków w wielu kulturach - także starożytnego Rzymu, ale i w słowiańskiej - nadawano im specyficzne znaczenie oraz że że tak zwana teologia katolicka uznaje ich osobowy charakter w znaczeniu "posiadania" dusz, określanych jako wegetatywne - raczej nie. Dziwnie natomiast brzmiałoby twierdzenie przeciwstawne znaczeniowo. Tak więc, przemówiły. Wszystkie naraz, a w każdym razie wszystkie zakorzenione w pobliżu, albo po prostu wszystkie w pobliżu będące. Czy dlatego, że ja to ja? I że czują moją energię? Być może. Ale może dlatego, że ten Las rzadko odwiedza ktoś ze spokojną intencją? Z zamiarem zwykłego spaceru, o ile spacer jest czymś zwykłym? A może dlatego, że drzewa, jako istoty mające dusze, a zatem jako istoty o także duchowym wymiarze - często czują więcej niż bardziej doświadczone dusze, funkcjonujące na codzień w ludzkich ciałach? Może po prostu stopień wrażliwości drzewodusz jest wyższy, bo nie przytłoczony ludzkim pośpiechem i dążeniami? Przemówiły. W większości niespokojnie, jakby z uzewnętrznieniem tłumionych emocji. Mieszaniną głosów - tak, ten wyraz jest najbardziej stosowny. Napisałem "tłumionych", ale tu akurat mam wątpliwość. W końcu drzewa połączone są ze sobą korzeniami w jeden organizm. Gdyby nawet nie udowodnionoby tego naukowo, założenie to stanowiło by tezę wielce prawdopodobną. Chociaż nad powierzchnią ziemi mogą wydawać się całkowicie odrębnymi bytami, to jako złączone w jeden organizm zarówno korzennie, jak i energetycznie - w sposób oczywisty wymieniają pomiędzy sobą odczucia. I wiesz co, mój Czytelniku? Napiszę Ci, że miło jest być tak przywitanym. Z całą pewnością jeśli nawet kakofonijnie, to bez apozytywnych emocji, o czym świadczy mój powrót w zdrowiu. Co miałem przed chwilą na myśli? Ano wyłaniający się aspodziewanie spod ziemi korzeń, doprowadzający do zakończonego upadkiem potknięcia. Lub ruch wyrastającej nisko z najbliższego pnia gałęzi. Któż potem uwierzyłby mi, że to widziałem, skoro sam poszedłem z tą wizytą? Dość wspomnieć Panią Wierzbę, nazywaną nie bez przyczyny "Bijącą" lub Entów. Brzmi fantastycznie? Zbyt wiele wyobraźni? A może uznawanie świata za dokładnie taki, jak przedstawia go nauka, jest duchowym samoograniczaniem? I częściowym odczłowieczaniem poprzez obniżanie poziomu osobistej wyobraźni? Szedłem drogą. Patrzyłem na drzewa w Słońcu i w cieniu. Do niektórych - tych wysokich i dumnych, ale zarazem pokornych - przykładałem dłonie, prosząc o energię, zaczerpując jej i dziękując. I słuchając cichego głosu tychże poszczególnych właśnie. A dzisiaj? Dzisiaj było inaczej. Poszedłem inną ścieżką w inną część Lasu, pomiędzy inne drzewa. Tu było - tu jest - a w każdym razie tak czułem - więcej spokoju. Więcej energetycznej ciszy. Może w pnie te wcieliły się bardzo młode dusze, a tamte odwiedzone poprzednimi razy zamieszkują doświadczone, odpoczywające od trudu ludzkich doświadczeń? Od, być może, koszmaru ludzkich przeżyć? Czy azmienną regułą jest liniowy rozwój dusz, bez swoistych postojów poprzez zamieszkanie w którymś z drzew albo w jednym ze swobodnie rosnących kwiatów? Możliwe, że dusze znajdujące się w innym wymiarze, wynajdują sobie i zamieszkują któreś z drzew? Jedne już długo rosnące, a nne te niższe, dopiero co wyrosłe? Pozwolę podzielić się częścią wtedy i dziś zrobionych zdjęć... Kartuzy, 14. Grudnia 2025
  19. @Natuskaa Autor wspomnianej powieści wyobraził go sobie i przedstawił spójny obraz. Z przestrzenią na dzieci w "Futu.re" jest tak, jak się domyśliłaś; natomiast z płodnością - naturalnie. Dzięki bardzo za odwiedziny, czytanie oraz pozostawiony komentarz. Pozdrawiam Cię.
  20. @Leszczym Również jestem tego zdania. ;)) Michale, dzięki Ci bardzo za wizytę, przeczytanie i komentarz. Pozdrawiam Cię.
  21. @Berenika97 Wprowadziłem to zmienianie celowo jako eksperyment. Czego najprawdopodobniej się domyśliłaś. Założyłem także, iż z chaosem owym uważny Czytelnik - a wsród nich Ty - poradzi sobie. Dzięki za odwiedziny i komentarz. Serdeczne pozdrowienia.
  22. @Kwiatuszek Odwzajemniam pozdrowienia. Równie serdecznie. 🙂
  23. @Kwiatuszek Żuczek jest atożsamy z robaczkiem, prawda? Popraw "czółki" na "czułki" (dwunasta linijka). Pozdrawiam serdecznie.
  24. @Lidia Maria Concertina Lidio: skoro powyższy tekst jest wierszem, to czy dział prozy jest dlań przestrzenią? Zostawiam 🙂 za poczytaniową przyjemność. Pozdrawiam serdecznie.
  25. @Berenika97 Opowiedziana przez Ciebie historia przypomniała mi tę, która wydarzyła się w Rzymskim Imperium - według oficjalnej historii - w dziewiątym roku naszej ery. Filmowe jej przedstawienie mówi, że dowódca jednego z legionów wziął na wychowanie chłopca pochodzącego z Germanów, tenże zaś, będąc już dorosłym, zdradził go i wprowadził ów legion w leśną pułapkę. Czym przybity ów dowódca popełnił samobójstwo na oczach przybranego syna. Chodzi o bitwę w Lesie Teutoburskim, gdzie poniosły klęskę nie jeden, a trzy legiony: XVII, XVIII i XIX. Przeczytałam z przyjemnością. 🙂 Serdeczne pozdrowienia.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...