Corleone 11
Mecenasi-
Postów
2 667 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
4
Treść opublikowana przez Corleone 11
-
Na uliczkę
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@et cetera W wierszu mowa o drzewach imieniem topole, a ten akurat skwer w Hadze nie ma nazwy. Dziękuję Ci za wizytę i czytanie z komentarzem oraz uznanie 🙂 . Serdeczne pozdrowienia. -
@Somalija Skoro nie podobają się jej sukienki z guzikami, w takim razie w co - o czym wspomniałaś - ubierała się godzinę?? Wygląda mi na to, że w Twoim domu to nie ona ma podstawy do spoglądania z politowaniem 🙄 ... Serdeczne pozdrowienia 🙂 .
-
mała w wielkim mieście skwer pomiędzy domami zamieszkują topole przechodniom opowiadają zaokienne historie 15.07.2020
-
- dla Belli i dla A. Regis patrzył. Nadwampirza natura pozwalała mu w wysokim stopniu dzielić uwagę, azależnie od okoliczności. Kochając się z Angoulême, w który to akt angażował w oczywisty sposób i emocje, i wolę - ale także część duszy - widział wszystko. Wszystko rejestrował swymi wampirzymi zmysłami. Ciepło słonecznych promieni. Cień, rzucany przezeń na leżącą przed nim i obejmującą go udami dziewczynę. Powiew lekkiego wiatru, przyjemnie chłodzącego rozgrzaną skórę. Przyśpieszony z płynącego do pędzącego bieg krwi Angoulême w jej tętnicach i w żyłach. Czuł także jej wewnętrzny żar, kończący pochłaniać ją całą. Czego zresztą domyśliłby się, nawet gdyby nie czuł. Słyszał również jej nieliczne myśli, skoncentrowane na doznaniach. Na będącym ich przyczyną pragnieniu. Na jego imieniu, bezgłośnie wyszeptywanym jednocześnie w umyśle, sercu i duszy. I na... Uśmiechnął się lekko, kontynuując branie i dawanie zarazem. I wciąż poddając się pożądającej go i równocześnie biorącej go kochance. - Regis, chcę cię czuć... zawsze tak, jak teraz. Nie przestawaj... Miał zamiar i przemożną chęć kontynuować aż do - nazwijmy to tak - wampirzego finału. Który zresztą - jak czuł - nadchodził, by nazwać to w ten sposób. Który zbliżał się wcale wielkimi krokami. Nachylił się, aby złożyć czule długi pocałunek najpierw na jej rozchylonych pragnieniem wargach, w chwilę potem na rozedrganych powiekach, po nim natomiast na uniesionych piersiach. Właśnie miał zamiar przesunąć się ku jej krągłym udom, by ucałować miejsce, które przed chwilą opuścił, gdy usłyszał namiętny szept Angoulême: - Czy mógłbyś zacząć od nowa? Chyba mam ochotę na więcej... * * * Tymczasem Yennefer i Geralt... Cdn. Gdańsk, 9. Lutego 2024
-
1
-
@Somalija Twoja córka ma takie sukienki, jakie jej kupujesz. A ilość guzików w sutannie jest zależna od wzrostu noszącego. @Somalija Proszę bardzo 🙂 .
-
@Somalija Ano tak, rozumiem. Powodzenia przy następnych Mohito-zakupach. @Somalija Ładna ta sukienka 🙂 . Serdeczne pozdrowienia.
-
@Somalija Które kobiety są straszne 🤔 ? @Somalija Cieszę się, że Ci "trochę przeszło po tym śnie". Ucieszę się bardziej, gdy przejdzie Ci do końca. 🙂 Odnośnie do zakupów, wolę je robić bezpośrednio, w fizycznym sklepie. Ale racja, zakupy online mają swoje zalety. Dobrego week-end'u. Serdeczne pozdrowienia. 🙂
-
- dla Belli i dla A. Jak wiemy, Angoulême wcale przeszkadzało to, że Regis jest od niej znacznie starszy. Ani to, iż jest nadwampirem. Toteż - co wiemy również, domyśliwszy się - bynajmniej nie żałowała sobie, jak to ujmuje się w obecnych nam czasach, seksualnej z nim przyjemności. Autorowi dodać należy - i wypada - że nie żałowała jej także jemu. Obopólne bowiem chęci brania i dawania tworzyły pomiędzy nimi swoistą energetycznoseksualną równowagę. Azależnie od tego, iż Regis jako istota energetycznie wyższa, czuwał nad całością sytuacji, mając na uwadze - co nie zdarza się wielu mężczyznom albo przydarza im się nie tak często, jak ich kobiety potrzebują, a więc i się spodziewają, zatem po prostu zbyt rzadko - w równej mierze tyleż emocje i doznania kochanki, ileż swoje własne. Przez uchylane od czasu do czasu powieki Angoulême widziała przed sobą i nad sobą nadwampirzego kochanka. Do przebłysków jej świadomości bardziej docierał obraz jego trochę zmienionej wskutek doznawanych emocji twarzy. Nie była pewna, czy nie powinna widzieć ich więcej, zatem, pomimo rozemocjonowania, postanowiła zapytać go o to później. Teraz była pewna jednego: bardzo wysokiego poziomu swoich doznań. Miejsce jej ciała, w którym znajdował się jej kochanek swoją wampirzą męskością - wampirzością - w którym poruszał się, które drażnił, jednocześnie zaspokajając pragnienie także jej całej, płonęło tak, jak tego chciała i tak, jak tego oczekiwała. Żar stopniowo przedostawał się wyżej - i niżej - jej zgrabnego, dziewczęcego ciała. Obejmując zarówno nogi, którym w seksualnej ekstazie nie wiedziała, jaką nadać pozycję, i które co i raz układała inaczej, to szerzej, to bliżej tułowia - jak i biodra, całą kibić, biust, ramiona i - co też jest w takiej sytuacji oczywiście zrozumiałe - umysł. A nawet powoli zagarniając duszę. Zewnętrznie, czyli poniekąd dodatkowo - że tak to Autor ujmie - płonęły i jej biodra od uścisku wampirzych dłoni. Zaś to, że w boki delikatnie łaskocze ją trawa, zupełnie jakby oczekiwała podzielenia się seksualnymi doznaniami i to, że z samego początku było jej chłodno i wilgotno w plecy i w pośladki od ziemi - w ekstazie zdążyła zapomnieć. Zwolna stawała się Płomieniem. I Żarem... * * * Cdn. Voorhout, 8. Lutego 2024
-
2
-
pisklę małpożera narzeka na deszcz
Corleone 11 opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
mimo roku i dziesięciu kilo wagi wciąż chce być karmione - cóż, nie ma to jak wygoda nie śpieszy się do latania tym bardziej, że gniazdo znajduje się siedemdziesiąt metrów nad ziemią - do ogona z pomysłami rodziców chociaż woła, przylatują coraz rzadziej, wywołując rozczarowanie - ech, pora samej rozpostrzeć skrzydła po namyśle przyznaje, że mieszkać tak wysoko to ekscytujące a i widoki są przepiękne - gdyby jednak wszystko było jak dawniej i żeby deszcz padał niżej 27.12.20. wiersz inspirowany fragmentem odcinka pt. "Dżungla" serialu "Nasza planeta" zrealizowanego przez Netflix. -
@Somalija Owo pęknięcie symbolizuje to, co się wydarzy - a właściwie to, co już dziać się zaczęło. A Twój "czas wodza" zawiera bardzo wiele prawdy. Nie mam pewności, czy "(...) ukrzyżowali Syna (...)", ale ponad wszelką wątpliwość "(...) wolą banki (...) i złoto (...)". Co zaś tyczy się Rosji - też masz rację. Zatem, tym razem zostawiam wierszowi serduszko. Serdeczne pozdrowienia.
-
Spotkanie z osobą i ze sobą
Corleone 11 odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Leszczym Zerkaj, Michale, zerkaj. Proszę bardzo 🙂 . Dobrego Dziś, pozdrawiam Cię serdecznie. -
Spotkanie z osobą i ze sobą
Corleone 11 odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Leszczym Spostrzegawcze i dobrze napisane 🙂 . Serdeczne pozdrowienia. -
Inne spojrzenie, część 252
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Natuskaa Wielkie Ci dzięki za uznanie. 🙂 Miło, że zagościłaś i przeczytałaś. Serdeczne pozdrowienia. -
- dla Belli i dla A. Tymczasem Milwa i jej baron, wszedłszy na piętro pałacu, oglądali komnatę za komnatą i - dziś nazwalibyśmy je właśnie tak - apartament za apartamentem. Kolejne jednak, chociaż przestronne, widne i gustownie urządzone (przy czym każdy inaczej) - co w końcu nie może dziwić przy takim Stwórcy jak Jezus i zarazem, jak już wspomniano, Pierwszym Architekcie - nie zatrzymywały ich uwagi na więcej niż kilka długich, to prawda - ale jednak chwil. Podobały się, owszem i ba - znajdowały uznanie, co przecież było nie tylko spodziewane, lecz wręcz oczywiste i zrozumiałe. Mimo to w każdym znajdowali jakieś "ale". Widzieli coś, co nie odpowiadało. Dostrzegali coś, co nie pasowało. Zwracali uwagę na coś, czego w tym konkretnym wycinku przestrzeni nie chcieli. To okna zdawały im się za wysokie. To nie taki, jak chcieliby, kolor ścian i nie dobrane zasłony. To znów brak futer na podłodze po obu stronach łoża. Wreszcie za mała komnata, chociaż dla komfortu połączona korytarzykiem z drugą, równie jasną, tej samej wielkości. A może po prostu nasi bohaterowie w gruncie rzeczy nie wiedzieli, czego szukają? Może ich spodziewania były zbyt mało konkretne? Zbyt mało precyzyjne? A może - właśnie - zbyt wygórowane? Może, oglądając pomieszczenie za pomieszczeniem, z których żadnemu w żadnym szczególe można było cokolwiek zarzucić - zaczęli, mimo iż aświadomi tego, odczuwać przesyt? - Mój ty szlachetnie urodzony - zaczęła Milwa w kolejnej izbie. Przestronnej, z kamienną, jasną podłogą i pobielonym sufitem. Z dużym, trójczęściowym oknem, z których środkowa, całkowicie przejrzysta i podzielona ramą na górny i dolny prostokąt oraz trzy środkowe kwadraty zamocowana była na stałe. Boczne natomiast, uchylne do wewnątrz, były - jako stanowiące pola z przewagą zabarwionych na błękit, czerwień, żółć i zieleń ćwierćowali - trochę mniej przejrzyste. Za to, filtrując słoneczny blask, rzucały wesołokolorowe plamy na powierzchnię podłogi. - To którą - zadała kolejny raz to samo pytanie, w taki sam sposób rozglądając się po wnętrzu - komnatę wybierzemy? Obejrzeliśmy ich już tyle, czuję się zmęczona oglądaniem i wybieraniem... Baron uznał, że najwyższy czas przejść do rzeczy. Dla podkreślenia powagi materii i chwili usiadł przy stole, opierając przedramiona i splecione dłonie na blacie. Naprzeciwko usiadłej na łożu kochanki tak, aby móc na nią spoglądać. - Kochanie, chciałaś porozmawiać o ślubie... - zaczął powoli. Z nadzieją, że skoro Milwa sama zaproponowała rozmowę o nim, to może... Chciał się z nią ożenić. Chciał żony właśnie takiej, jak Milwa. Szczerej, kochającej przestrzeń i łowy. Naturalnej i swobodnej, także seksualnie. Nie dziedziczki włości, sąsiadującej z jego własnymi włościami. Młodszej od Milwy, bardzo ładnej i zgrabnej, to prawda. Wykształconej i obytej, także w polowaniach, a nawet - przez bardzo przewidującego ojca, hrabiego skoligaconego z domem książęcym w Beauclair* - w rycerskim rzemiośle. Ale, chociaż marzyła mu się przez pewien, dość długi zresztą czas - nie miała tego czegoś. I chociaż nie potrafił dokładnie określić, czym owo coś właściwie było, Milwa widziała mu się lepszą kandydatką. Czuł to. Tak myślał. Pomimo wahań. - Byle naprawdę mnie chciała... - pomyślał po raz następny. - Mnie dla samego mnie, a nie dla majątku i tytułu. Uśmiechnęła się promiennie jak słońce, które tak lubił. I przejrzyście jak wiatr, który tak kochał. Wstała i wciąż z tym uśmiechem podeszła do okna. Obróciła się powoli, a jej uśmiech zmienił się w poważny. - Wyjdę za ciebie i dam ci potomka - powiedziała. - Ale chcę ślub. Dasz mi słowo? - Dam - zerwawszy się z miejsca baron podszedł do Milwy uroczystym krokiem i przyklęknął na prawe kolano, zgodnie z obyczajem ujmując jej prawą dłoń. - To moje słowo - ucałował ją dwornie. - Będę ci towarzyszką póki zdrowia i życia - wzruszona Milwa z trudem wypowiedziała wyrazy małżeńskiej obietnicy, których nauczył ją ojciec. - Dnia i nocy, podwórza i domu. Stołu i łoża, biedy i bogactwa. Tylko... - uczyniła zwyczajową przerwę. - Tak? - baron pytaniem dopełnił obyczaju. - Tylko mnie kochaj.** * W której powieści jej Autor umieścił Beauclair, nie wymaga przypomnienia. ** Jaki film kończy przytoczone zdanie, też wręcz nie powinienem przypominać moim Czytelnikom. Cdn. Voorhout, 4. Lutego 2024
-
Inne spojrzenie, część 253
Corleone 11 odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Nata_Kruk Dziękuję Ci bardzo za wizytę, przeczytanie i pozostawiony "ślad bytności" 🙂 , życząc zarazem dobrego dziś. Miło mi bardzo, że "Czyta się bardzo dobrze". Większość rozdziałów piszę po prostu w miejscowości, gdzie obecnie mieszkam; pozostałe podczas wyjazdów i urlopów w miejscach, do których przyjeżdżam. Serdeczne pozdrowienia. -
- dla Belli i dla A. - Skoro ogród tam się znajduje - Angoulême przytuliła się do Regisa zachęcająco, pamiętając o czułym, okraszonym uśmiechem pocałunku - może pójdziemy go obejrzeć? - Dobrze, kochanie - nadwampir odwzajemnił i przytulenie, i pocałunek, kładąc dłoń na pośladku dziewczyny. - Chodźmy. - Tania dziewczyńska sztuczka - skrzywiła się w myślach Yennefer. - Daj spokój - z oczywistym spokojem zwrócił jej uwagę Jezus, również myślowo. - Przecież wiesz, że nie pobierała żadnych nauk, nie licząc czytania, pisania i rachowania. Że w sferze kształcenia i obyczajów więcej przed nią, niż przed tobą. Ale przy Regisie - i w pobliżu ciebie - będzie miała okazję i czas, aby te braki nadrobić. Nadto bardzo dobra będzie z niej matka - dodał, na co Yennefer zarumieniła się lekko. - Oj Jezusie - odpowiedziała - moim zdaniem Tobie wręcz nie wypada czynić takich insynuacji pod moim adresem. Wychowałam Ciri najlepiej, jak umiałam. Zresztą Sam wiesz, że trudna z niej osóbka... - Tu zgodzę się z tobą - odparł Jezus. - Co nie zmienia prawdy, iż powinnaś popracować trochę nad poziomem swojego krytycyzmu. - Yen? - głos Geralta zwrócił tok jej myśli ku niemu, ku nim i do pałacu, przed którym stali. - Wszystko dobrze? Wydałaś mi się aobecna duchem, mając dziwny wyraz twarzy... - Wszystko w porządku, mój ukochany - uśmiechnęła się pośpiesznie, w ostatnim momencie powstrzymując się od pocałowania męża w policzek. - Chodźmy wraz z Angoulême i Regisem obejrzeć ogród, dobrze? - Aha - telepatycznie dodał Jezus. - Gratuluję samokontroli. Pachnie mi to... Yennefer zarumieniła się ponownie. * * * Oględziny ogrodu trwały tyle czasu, ile miały zająć. Angoulême najbardziej spodobał się wielki trawnik, Geraltożona podziwiała wypielęgnowane krzewy, natomiast sam Geralt, odcinając się od wiedźminskich myśloobaw, że stawy i jeziora bywają tym bardziej niebezpieczne, im spokojniejsze zdają się być na pierwsze rzuty okiem - usiadł nad brzegiem ogrodowego stawu, aby cieszyć się spokojem jego powierzchni, odbijającej błękit nieba i biel nielicznych obłoków. - O czym myślisz, ukochany? - Yennefer usiadła obok niego, wsparłszy się przy siadaniu dłonią na jego ramieniu. - Podziwiałem spokój tej wody - pokazał odruchowo oczami. - Ale teraz, gdy usiadłaś tuż obok, zaczęło marzyć mi się kochanie się z tobą. Nikt nie jest tak czuły jak ty i nikt tak, jak ty... - Geralt, świntuchu! - zaśmiała się Yennefer, pacnąwszy go po ramieniu. - No pewnie, że nikt nie robi tego tak, jak ja - w oczywisty sposób wiedziała dokładnie, jakie były jego przedchwilowe myśli. - Nikt też tak, jak ty... no wiesz. - Wiem - uśmiechnął się, odczytując jej myśli i udzielające się pragnienie. - Ech, wiedźminie... * * * - Idźcie lepiej wybrać sobie komnatę - zasugerował Jezus równocześnie im obojgu. - I najlepiej omijając ogrodową łąkę. Oboje zorientowali się w tej samej chwili, o co chodzi Mistrzowi Nad Mistrzami. - No tak... - zarumienił się Geralt, w połowie z powodu własnego pragnienia. - Oczywiście - Yennefer przytaknęła dyplomatycznie. - Już idziemy. Cdn. Voorhout, 2. Lutego 2024
-
Sisy89, Jacku, Nato, Violetto - dziękuję bardzo za serduszkowe uznanie 🙂 . Nato, Tobie dzięki wielkie także za słowa komentarza 🙂 . Wszystkim Wam serdeczne pozdrowienia 🙂 .
-
Panegiryk na cześć owsików
Corleone 11 odpowiedział(a) na Jacek_Suchowicz utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Jacek_Suchowicz Nic, tylko się 🙂 ... Co też i uczyniłem, przeczytawszy. Serdeczne pozdrowienia. -
(... na chwil kilka)
Corleone 11 odpowiedział(a) na Natuskaa utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Natuskaa 🙂 Przeczytałem z zainteresowaniem - i z przyjemnością. Pomysłowo upersonifikowałaś ból. Serdeczne pozdrowienia. -
- dla Belli i dla A. Brama, teraz już całkowicie uprzejmie otwarta, wykonana była z trudnoidentyfikowalnego materiału. - Być może jest ze stali - pomyślał Regis, dotykając czubkami palców lewej dłoni jej gładkiej powierzchni. - Ale pewności nie mam i mieć nie mogę, uznał. - Nie na podstawie li tylko dotyku. Mur, który otaksował uważnym spojrzeniem, oceniając jego wysokość na przynajmniej dziesięć metrów, również nie wyglądał na zbudowany - czy też raczej stworzony, wróćmy tu, mój Czytelniku, do właściwego słowa - z żadnego znanego budulca. Jego ciągła i jednostajna gładkość, i to po obu stronach, mogła pochodzić z bardzo starannego - ba, pieczołowitego - pokrycia cegieł równocienką warstwą wapna, względnie innego, mniej znanego - albo wcale znanego - materiału. Lub wzięła się z niesamowicie precyzyjnego ułożenia wypolerowanych do śliskości kamieni - i to bez spajającej je dodatkowo zaprawy - jednego na drugim tak, iż znać nie było - ani wzrokiem, ani dotykiem - najmniejszych choćby przerw pomiędzy nimi. Bez żadnego śladu wspomnianej uprzednio, zaprawy lub innego, najwyraźniej doskonale pomyślanego i wykonanego zespolenia. Odległość między bramą pałacu od bramy głównej - jak pomyślał Geralt, oglądając się - wynosiła dobrą setkę kroków, postawionych przez kogoś słusznego wzrostu. Co znajdowało się za widoczną w tejże bramą, wewnętrzny dziedziniec lub jedynie korytarz - nie pozwalała ocenić. Dystans pałacowych ścian od okalającej je linii murów wydał się Geraltowi równomierny z każdej strony: tak po lewej, jak i po prawej ręce. Kształt budowli, jego zdaniem w każdym razie - przypominał najbardziej kwadrat. I radował oknami komnat, zapraszającymi do odpoczynku. - A ogród? - zapytała praktycznie Angoulême, z myślą o wampirku, rosnącym jej zdaniem o dziwo, spokojnie - pod jej sercem. Chociaż, spoglądając z drugiej strony - jako że nigdy wcześniej nie była w ciąży, ani z ludzkim, ani jak teraz z nadwampirzym mężczyzną - trudno oczekiwać miarodajności opinii we względzie, jak powinna przebiegać taka ciąża i jak zachowuje się rosnące w łonie wampiątko. - Znajduje się z tyłu za pałacem - odpowiedział jej Pierwszy Architekt. Tym razem to Regis w reakcji uśmiechnął się lekko... Cdn. Voorhout, 1. Lutego 2024
-
@Nata_Kruk Nato, wielce Ci dziękuję za odpowiedź 🙂 . Pozdrawiam Cię serdecznie. Dobrej nocy.
-
@Nata_Kruk Ładnie po"Zmierzcha"łaś 🙂 . I nastrojowo. Ciekaw jestem tych wpadających do filiżanki słów... Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂 .
-
@Monia Zgrabna miniaturka 🙂 ... Serdeczne pozdrowienia.
-
Przyglądanie się, śledzenie
Corleone 11 odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Leszczym Ciekawa obserwacja. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂 . -
- dla Belli i dla A. Stali na wielkiej polanie, nie wiedzieć - ale tylko na pierwszy rzut oka - w jaki sposób powstałej. Drugiemu już bowiem spojrzeniu towarzyszyła dobitna refleksja, iż regularnie owalny jej kształt nie może być dziełem przypadku - o ile jego dziełem może być cokolwiek. Wrażenia dopełniały wystające gdzieniegdzie ponad powierzchnię ziemi karpy - wszystkie, co do jednej, noszące ślady oddziaływania zarówno bardzo wysokiej temperatury, jak ślady ogromnego nacisku. Tak, jakby coś o kolistym kształcie, będące zarazem i gorące i ciężkie, oddziałało z góry, łamiąc, przewracając i dezintegrując w popiół wszystkie, porastające dotychczas ten obszar lasu, drzewa. - Wygląda zupełnie tak, jakby z góry spadł ogromny, gorący głaz - Milwa rozejrzała się powoli. - Głaz, który potem gdzieś zniknął. Nie wiadomo ani gdzie, ani w jaki sposób... - powiodła powrotnym spojrzeniem po otaczających polanę drzewach. - Niesamowite... Co o tym sądzisz, ukochany? - zagadnęła swojego barona. - Nie mam podstaw, by sądzić cokolwiek - ostrożnie odparł zagadnięty. - Tak wielkie głazy nie istnieją... a przynajmniej nigdy o takich nie słyszałem. A jeśli nawet istnieją, to nie spadają z nieba. Ani też znikają nie wiadomo gdzie... - zdziwienie i niepokój z jego myśli i z oczu przeniosły się do głosu. - Sam więc nie wiem, co o tym myśleć... - emocje w jego głosie przybrały na sile. - Jednak wyjaśnienie z pewnością istnieje - powiedział Regis - chociaż myśli nie potrafią nam go podsunąć. - Nic bowiem wydarza się bez przyczyny, z tym stwierdzeniem na pewno zgodzi się każde z nas. Chociaż co wydarzyło się tutaj, przy naszej wiedzy - ano, nie tylko ludzkiej - co usłyszawszy Angoulême uśmiechnęła się lekko - trudno nam i odgadnąć, a zatem i sobie przedstawić. - Moi drodzy - Jezus zawrócił myśli przyjaciół do celu, w którym tu przybyli. - Zostawmy wyjaśnienie tego, co widzimy, na późniejszy czas. Co prawda, dnia zostało przed nami, jak widzicie - przy tych słowach wskazał Słońce - jeszcze sporo. Ale i tak urządzanie wnętrz tak, abyście czuli siè w nich dobrze, zajmie czas. I to długi. - Urządzanie urządzaniem - zauważyła przytomnie Yennefer. - Jezusie, to przecież sprawa drugorzędna, skoro na razie urządzać nie ma czego. Moja magia tu na mało się zda, bo stworzenie czegoś tak wielkiego jak zamek przekracza moje możliwości. Pozostaje nam więc liczyć na ciebie. - Jak zwykle wszystko muszę sam - roześmiał się Jezus. - Nie zawsze i nie wszystko - w tej samej chwili zechcieli powiedzieć i Zuzanna, i Bella z Milem oraz Soa. Ale Potrafiący Wszystko uprzedził ich. - Proszę was bardzo - uprzejmym gestem wskazał uprzejmie otwierającą się - i tym samym uprzejmie zapraszającą do środka - bramę. - Panie przodem... Cdn. Voorhout, 29. Stycznia 2024