-
Postów
3 106 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
6
Treść opublikowana przez huzarc
-
Ocean grzechów morze prawd
huzarc odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Między dylematami a tęsknotami rozciąga się ten ludzki ślad, a poezja nieoznaczoną granicą określa jego rubieże. Pozdrawiam:) -
Bardzo przekonujący poetycko i plastycznie wiersz dla wyobraźni szwędającej się po bezludnych bezdrożach zimy... Która nie jedno ma imię i szuka widoku, kogoś kto przyniesie wiosnę.
-
Karacena@Henryk_Jakowiec :)
-
I najważniejsze, wciąż szukać i dziwić się pozytywnie:)
-
Zboczyć warto, bo wiem taki los człowieczy, że trzeba poznać wszelkie zakamarki tej ziemi, gdzie poza przytulnymi łąkami jest też świat utajony, nie zawsze piękny, nie zawsze dobry, ale ważny i istotny dla każdego rozrachunku z ziemskim padołem. Pozdrawiam i wiersz na duży plus, bo nagnał myśli do głowy:) pozdrawiam:)
-
:)Taki Stynks o stężeniu co najmniej 40%... a potem zbiera się rozbitków zbiera i przywraca z wysp bezludnych na łono żywych;)
-
Oj, moje Panie eksperymenty z wszelkimi jądrami, nie tylko ziem rzadkich bywają niebezpieczne;) pozdrawiam
-
zaćmienie. w martwym punkcie.
huzarc odpowiedział(a) na tetu utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@tetu Bardzo poetycko rozsmakowane. Jest czym posmarować sny na dobranoc... Rozmowy z intymnymi wyobrażeniami transcendencji są do tego najodpowiedniejsze. I tak przyswoiłem sobie ten wiersz:) -
Perłami błyszczą sierpy jej rzęs, ponad wieńcem Źrenic, złowionych w dżdżysty deszcz szarą tuniką Kropel, blado zwieszonych mokrą mozaiką U zalotnych ust, krwistych namiętnym rumieńcem. Jej twarz brodzi we mgle i uwodzi czerwieńcem Warg, płocho zawstydzonych, lecz już żywioł dziką Nawałnicą oblał je pokusy mimiką, Gdy stałem się jej pieszczot wiernym ulubieńcem. Maska z ołowiu ciężko spadła na wspomnienia Woda wytarła ślady i umyła duszę Z nadmiaru rozterek, a ślepy czas z cierpienia. Popiół został w dłoni, gdy ogień przyniósł suszę Wraz z cichymi skargami mrocznego sumienia, Klejąc łzy rdzą, którą już się dzisiaj nie wzruszę.
-
Czasami trzeba długo, czasami krótko, byle z sensem. A tego w tych słowach nie brak, wiec jest ok:)
-
Pobudka często, gdy jawę trudno zaakceptować z jej okropnymi kształtami demaskowanymi przez święcące słońce. Dobry wiersz, pozostawiający w duszy miękką a zarazem szorstką strunę światła. Pozdrawiam:)
-
@opal aabb- no tak się złożyło na początku, a potem reszta ułożyła się inaczej. Spostrzegawczość na wysokim poziomie:) Pozdrawiam serdecznie:)
-
@emwoo Jest coś w tym wierszu, coś co urzekło i zatrzymało, ale co to jeszcze się zastanawiam. Ale może o to chodzi, aby się zastanawiać, bez nadawania temu konturów pewności. Gratuluję twórczości, pozdrawiam serdecznie.
-
Jesteśmy niewolnikami nadmiaru, w nim gubimy się, to nas przytłacza i rozpuszcza. Intymność jest luksusem i powoli zapomnianą sztuką kontaktu, odbioru, rozmowy... Mądry wiersz na ważny temat. Pozdrawiam
-
Niewiara jest początkiem świadomego myślenia. I nie ma mieć z tego powodu poczucia winy. Zalew to jest prestidigitatorów podszywających się pod nauczycieli, kapłanów i moralistów.
-
Świetlisty mieszka w modrym akwarium wieczności, jest głębią ekranu i konturem ciemności, gdzie oscylują luźne piksele istnienia jak lampiony na moście losu bez imienia. Świeci, choć nic nie mówi – promień ciszą gaśnie, nawleczony na głuchy bezgłos złotej liry, wyszarpując z trzewi jej strun naiwne baśnie gwiazdom lapisowanym przez święte szafiry. Lecz nie dosięgnie go mój palec światłoczuły. On ukryje mnie w łodzi ze szklanej wikliny, nauczy gładzić blask wędrownej kapsuły i patrzeć w pulsujące kształtami szczeliny. Przez nie – i w nich – znajduję, potem gubię chwile, cedzone sitem myśli jak ryby ogłuszone dudnieniem twórczej pustki w błękitnej mogile wód u dna duszy – widzę tam jak zawieszone. Wrzeciona deszczu szumem wrastają w łodygi, szarości spływając po okiennych szelestach, lepikimi plastrami jak lustrzana twarz strzygi siadając u drzwi myśli, na zimnych podestach. Skrzydła paproci w krwawy bryzg czerni upięte skowyczą co noc cienką linią przemijania i tłuką o szyb dzwony, jak anioły zdjęte z futryny nieba, gromem nagłego skonania. Dokąd znikasz, odchodząc chwil cieniem daremnym, odrąbany od mlecznej piersi pszenicznego smaku – kiedy nic już nie jest sensem przyziemnym, ale kończy się echem słowa ostatniego? Nikt nie słucha – piszczałki i cymbały tłumią pomruki deszczu, a on skrobie szronem uszy. Nikt nie czyta – czcionki fraz milcząco nam szumią jak barwne paciorki kłamstw w supłach duszy. Czerep widnokręgu domyka się kirem burz. To koniec: światło schnie, a mrok znika w próżni. Nikomu niepotrzebne są widoki wzgórz, gdy małość od wielkości niczym się nie różni.
-
Duch pustyni
huzarc odpowiedział(a) na Daniel Głowacki utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Pustynna metaforyka zawsze do mnie przemawia. A co do techniki, tak na marginesie samego wiersza, używanie archaicznego stylu może być przecież zabiegiem zamierzonym - parodią. Pozdrawiam -
Subtelna klamra spinająca stary i nowy rok. Pozdrawiam
-
cmentarz północny
huzarc odpowiedział(a) na kot szarobury utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dobrze się czyta, lubię w ten sposób malowane poetyckie obrazy. Pozdrawiam -
Kto pisze, ten nie umiera;) pozdrawiam :)
-
Więc trzeba ku nim wędrować, w mocnym butach na stopach i konkwistadorską czupurnością w oczach. Pozdrawiam
-
Srebrne konwalie
huzarc odpowiedział(a) na Zawierucha7 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Lecz do tych łakoci droga daleka, przez zimna, ciemną i bezgłośną próżnie. Żeglować tam trudno i samotnie... -
Rzadko ktoś rodzi się w nie porę, czasem za późno, niekiedy za wcześnie. Przeznaczenie nie liczy się z ludzkim czasem:) A w Warszawie to bywam rzadko i tylko przejazdem, choć niby to nie daleko, łuny jednak znad stolicy nie widzę poza zimnym blaskiem rozświetlonego miasta nocą za dalekich antypodach mojego horyzontu.
-
Nie bądźmy tacy dosłowni. Ja tam też jestem restauracją dla różnych stworzeń, które wyrzutów sumienia, nie mówiąc o żerowaniu na mnie tych czy innych ludzi:) i nie lubię ludziom patrzeć do talerzy. Sam karp jako produkt zootechniczny, ma marne szanse życia w stanie wolnym, zaiste więc jego los to skończyć w mule jako pożywka dla robaki, albo na talerzu tłustego mieszczucha;) Punta wiersza natomiast taka mi się nasuwa, że za fasadą obrzędowej cukierkowatości kryję się mroczna część tej rzeczywistości, którą z nabożnością święta oficjalnie celebrujemy, nie widząc innych jego detali.
-
Prawdy nie ma, są tylko interpretacje;) podobno;) ale jak się uśmiecha to pełnym uzębieniem i warg serdeczną czerwieni. Zatem szczerze. I szczerze pozdrawiam:)