Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 877
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. Wchodzi na stożkową górę po spiralnym trawersie. Oklepany zachód słońca wyświetla na obłokach, jelenia na rykowisku. Wizję rozwiewa lecący samolot. Wędrowiec zauważa i wyczuwa przed sobą, jakąś maszkarę na kształt człowieka. Stoi na krawędzi, przodem do przepaści i strasznie cuchnie. Trudno dostrzec szczegóły, gdyż zmierzch pomału zapada, a ponadto strzępki mgły, ni stąd ni zowąd, zaczynają szybować wokół, niczym szare motyle, chaotycznie zasłaniając lub nie, szczegóły tutejszego krajobrazu. Jakby szósty zmysł podpowiada, co należy zrobić. A zatem nic dziwnego, iż przechodząc obok maszkary, uderza ją w plecy i spycha ze ścieżki. W tej samej chwili ma wrażenie, iż skrawek jakiegoś ciężaru, właśnie z niego spada. Odczuwa większą lekkość i łatwiej mu iść. Niestety. Po jakimś czasie, zauważa kontury następnej. O ile z pierwszą, było łatwo i przyjemnie, to z tą, nie idzie mu tak łatwo. Jest silniejsza, przeciwstawna i jeszcze bardziej, kusząco cuchnie. Pomimo tego, acz trochę niechętnie, spycha ją z krawędzi. W tej samej chwili ma wrażenie, iż zostaje uwolniony, od skrawka następnego ciężaru. Odległość od celu znacznie zmniejszona, gdy ponownie zauważa, następną postać, po ciemniejszej stronie góry. Jednakowoż po raz pierwszy w czasie wspinaczki, odczuwa przemożne zdziwienie. Na krawędzi stoi raczej kobieta, gdyż kształty, które właśnie odsłonił strzępek mgły, mówiąc oględnie, nie odstraszają. Wręcz przeciwnie. Jednak wewnętrzny głos po raz wtóry podpowiada, że należy ją zepchnąć. Nie wie co uczynić. Stoi jakiś czas, zdezorientowany. Dlatego wybiera opcję pośrednią. Mija, idąc dalej. Wierzchołek jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, lecz tym razem, prawdziwe monstrum stoi na krawędzi i tak samo jak poprzednie, przodem do przepaści. Pomimo, że już prawie ciemno, mgła jakby szyderczo, odkrywa większość szczegółów. Gdy staje za cuchnącym stworem, pragnąc go zepchnąć, ten nagle spogląda do tyłu. Wędrowiec ma wrażenie, że twarz jest mu znana. I właśnie w tej chwili, czuje popchnięcie...
  2. liczyłem barany zasnąć nie mogłem liczyły na mnie w tym był problem
  3. gdzieś tam w sadzie pod jabłonką kiedy zmierzch przytula drzewa a za chmurkę wzeszło słonko nie przestaje ptasio śpiewać ale w końcu aż zaniemógł martwy nagle padł za chwilę ktoś zapyta a to czemu piórka trupie pośród zgniłek to wygodny był zakątek szybowanie jego znaczył wciąż odkładał jeszcze zdążę zło odfrunąć i przebaczyć śpiewał jednak tak przecudnie aż wyzwalał zawrót głowy treli koniec jakoś smutniej bo on w piekle jest ptasiowym żeby jednak dać mu szansę autor dodał jeszcze zwrotkę to był sen po przebudzeniu znowu wiersza jest początek
  4. myślałeś że zakwitną kwiaty na tej łące nie będzie to koniec lecz szczęścia początek cierpliwie na próżno czekaj gdyż nie ma tu czasu co sprawi że jeszcze masz szansę przebaczyć naprawić
  5. Corival↔Dzięki:)↔Mnie chyba też nie, skoro jakoś tam, coś tam, napisałem w tym temacie:)↔Pozdrawiam:)
  6. Krzysztof↔Dzięki:)↔Hmm... nie zawsze jestem taki "piękny" Niestety:)↔Pozdrawiam:)
  7. wygląda przez okno inaczej niż w ogrodzie gdzie chodzi często do ukrytych w ostatniej chwili owocowersów z nie do końca jeszcze dojrzałym miąższem średniówek rosną na grządce pachną truskawkowymi puentami natomiast woń przerzutni z nutką prozy przypomina delikatny zapach rymów na obrzeżach zakwitania poezji właśnie układa słowa w koszyczku na dnie wyściełanym śpiewną deklamacją podarowaną przez ptaki zanosi pełen pod jabłonkę tworzy swoje własne wersowianki a później czeka trochę tańczy i dopiero wtedy gdy pomarańczowe promienie słońca obiecują że powrócą we włosy wplata wiersze
  8. — Powiedz mi, czego nie wiesz. –– A co chciałbyś wiedzieć?
  9. Leszczym↔Dzięki:)↔Może i zgrabniutki, ale... jestem jaki jestem... niestety:)↔Pozdrawiam:)
  10. Konrad Koper↔Dzięki:)↔Wątpię, żebym zrozumiał:)↔No ale. Szansa jest:)↔Pozdrawiam:)
  11. rzucam słowa na wiatr może osiądą na skrzydłach lecących ptaków tylko gdzie? nie wiem chcę wierzyć że i mnie kiedyś wyrosną skrzydła acz wątpię żebym pofrunął jeśli ptaki z drugiego wersu powrócą te same lecz inne to istnieje chociaż jakaś znikoma szansa że zrozumiem istotę szybowania
  12. Rafael Marius↔Wczoraj napisałem do Admina:)↔Może jakoś odczubi licznik. Przecież w tym nie ma żadnej logiki:) Ewentualnie będzie za kilka lat:)↔Pozdrawiam:)
  13. Sylabalgłoska↔Dzięki:)↔Jednakowoż, tekst nie musi dotyczyć żałoby, w kwestii formalnej. A rysować czasami lubię. To fakt:)↔Pozdrawiam:) * Waldemar_Talar_Talar↔Dzięki:)↔Mnie też, właściwie, w sumie:)↔Pozdrawiam:)→plus życzenia Oktawowe ślę:) Pozdrawiam:)
  14. uważał siebie za wzór wszelkich cnót kto nie pasował do wizji to śmieć i glut razu pewnego na bagnistym terenie szedł czuł się na nim... o tak jak lśniący czysty śnieg nagle bagno wciągało na dno jak mogło durne? jego? dobro nie zło? wtem ktoś wstęgę tęczową rzucił tonący miał w dupie czy sześć czy siedem złapał by ratować siebie niestety tak się złożyło wybawca od śmierci stracił życie uratowany nie zdążył podziękować teraz zawsze gdy stoi przy grobie a ktoś zapyta kto tutaj leży? odpowiada po prostu człowiek
  15. Rafael Marius↔Dzięki:)↔Ano właśnie:~)↔No chyba, że owa dziura jest na tyle duża, że złodziej w nią wejdzie, lecz na tyle mała, że w niej utknie. Można wtedy na nim pranie wieszać np. A tak a propos↔11 h temu wrzuciłem tekst↔Szkicownik i ma w tej chwili→1751 wyświetleń?? Sadzę, iż to awaria licznika:)↔Pozdrawiam:)
  16. masz przerąbane jesteś cegłą w ścianie tak mi wciskają tezę słuszną? sam już nie wiem a może to lepsze niż być w płocie dziurą pustą?
  17. Manek↔Dzięki:)↔Tym bardziej miło mi:)↔Pozdrawiam:)
  18. tak było fajnie luźno radośnie a pociągnięcia łatwe i proste życie zmieniło barwy zbyt piękne w pędzle bez włosów farby zaschnięte wypłowiał obraz prawdziwy wspólny nie kazał zwątpić lecz czas był trudny teraz tak jakoś myśli są same została rama i płótno białe lecz cóż poradzić żyć jednak warto szkicować chociaż choć nie jest łatwo
  19. To taka metafora jeno miał trudności z liczeniem drzew zatem owe wyciął w pień pokombinował umysłem łatwiej rachować pieńki niskie lecz pomysł trochę nie wypalił większość pieńków przykryta drzewami
  20. O૭Ր૦́ძ ᘔυ২ɿ ƿ૯ł૯Ո ᘔคʆą८ค W oczach Zuzi przycupnął obraz części ogrodu. Jak tu ślicznie – zakrzyknęła uradowana. Tylko dlaczego niektóre drzewka maja złamaną gałązkę, a z innych zostały same pieńki. Na szczęście nie ma ich dużo – dodaje ucieszona. Zerka ciekawie na bajkową resztę, siadając jednocześnie na pomarańczowym kamieniu, o stosownych kształcie, pośród różnokolorowych kwiatów, w przytuleniu niewielkiej jabłonki. Zauważa też, że jeden z kwiatów więdnie, lecz po chwili z suchych strzępków, wyrasta nowy jeszcze piękniejszy, o barwie płatków, podobnych do jej słomkowego kapelusika, w kolorze leżącego piasku. Słyszy szelest. Dobiega na szeleszczących nóżkach, nie wiadomo skąd. Obraca głową na wszystkie możliwe strony, nawet wstaje z pomarańczy i z powrotem siada, ale nic to nie daje. A zatem czeka razem z niecierpliwością, przyozdobioną promieniem słońca, śpiewem ptaków i zapachem jabłek. To co nagle zauważa, trochę ją dziwi, że aż otwiera buzię i wybałusza oczy. Kawałek nad piaskiem, widnieją końce uszu, a właściwie, słuchów. Często je rysowała, stąd z rozpoznaniem, nie ma problemu. Tylko gdzie reszta? – myśli rezolutnie, a głośno pyta, nieco wzburzona: –– Ej zającu. Głupi jesteś, czy co. Chcę cię zobaczyć, ale bardziej łakocie, które zjem. –– Doceniam twoją szczerość, dziewczynko, ale nie mam dla ciebie żadnych łakoci. Mam coś więcej. –– Akurat masz! No fajnie. Niech ci tam. To chociaż mogę cię zobaczyć? –– Spójrz na piasek. Widzisz moje ślady, z których wnioskować możesz, że stoję tutaj i drepcę zestresowany, bo mnie wkurza nieznośna dziewczynka, na dodatek siedząca na pomarańczowym kamieniu, jakby nie z tego świata. –– O! A tobie co zającu, pomarańczowy kamień przeszkadza? Lubisz głupie przekomarzanie, tak? Odpowiadaj mi. No dobra. Przepraszam. Mogę cię chociaż przytulić? –– Nie. Lecz możesz coś więcej. Część zrozumieć. –– Część ogrodu? –– Hmm… można tak powiedzieć. Chcesz jabłko? –– Nie chcę. Powiedz mi lepiej, co mam zrobić i dlaczego niektóre gałązki są połamane, a nawet brzydkie. –– Ty nie wadź myśli połamanymi, tylko raczej… –– … tymi, co wyglądają ślicznie? –– Mądra dziewczynka, chociaż nie zawsze. –– Nie zawsze jestem mądra? Też coś. –– Nie zawsze, według reguł stamtąd, tu. –– Niewiele z tego rozumiem. –– Jeszcze nie. Idź przed siebie. Wędruje przez iście wspaniały ogród, lecz nie całkiem. Także dlatego, że napotyka druciany płot. Rzecze do dziewczynki, klapiąc furtką, w te i we wte. –– Nieopodal w mojej siatce, zaplątany jest zając. Wyplącz go, proszę. –– A sam siebie nie może wyplątać. –– Nie. –– Ale ja mam iść przed siebie. –– Kto ci kazał? –– Przezroczysty zając. –– No właśnie. –– Co właśnie. No dobrze. Uwolnię. Idzie jakiś czas wzdłuż ogrodzenia. W końcu dostrzega. Faktycznie zaplątany. Połowa tu, połowa tam. I znowu ten piasek – mówi sama do siebie. Dziwnie, ze pomimo tego, tak tu wszystko żwawo rośnie, oprócz kilku jakiś takich… –– Co jakiś takich. Nie ma żadnych jakiś takich. Chciałabyś, bym powiedział na ciebie: jakaś taka? Są tylko roślinki…ale nawet one, nie są jakieś takie. Mają szansę... –– Zającu. Przestań nawijać. Spieszno mi, ale cię najpierw uwolnię, chociaż by wolała, nie. –– O! Dobre i to. A zatem uprzedzając fakty, już teraz dziękuję miłościwej pani, za okazanie łaski, poprzez wyciągnięcie pomocnych dłoni, co wyciągną mnie. –– Zającu. Przestań dziwnie gadać i nie wierzgaj ciałem, bo mi trudniej ciebie wyplątać. –– To dobrze, że trudniej. Ale wyplączesz, tak? –– Mam pokrwawione rączki, przez ciebie. –– Niektóre roślinki w tym ogrodzie, dręczy większy problem. Rozwiązywalny jednak. –– I znowu wierzgasz. Przestań. Łatwo nie było, lecz więzień został oswobodzony i pokicał w głąb ogrodu. Nagle wybawczyni uświadamia sobie, że coś tu nie tak. Zaczyna gnębić ją pytanie: dlaczego pierwszego nie widziała, tylko trochę słuchów oraz ślady, a drugiego widziała, ale bez końców słuchów i nie zostawił śladów. Słyszy nagle za sobą, przeraźliwe zgrzyty i chrupotanie. Odwrócona w kierunku tajemniczych dźwięków, widzi na ścieżce ogromne jajo, na pół pęknięte, które nadal pęka, rozsadzane od środka. Podnosi jedną ze skorupek. Grube, ciężkie i twarde, jak kamień. Po chwili z resztek jaja, wychodzi biały zając. Dziewczynka jest zawiedziona, gdyż myślała, że ujrzy piękne kurczątko, a tu masz ci los. Trzeci zając w ogrodzie. Z dużo tutaj tych zajęcy. Oszaleć można – wrzeszczy wnerwiona. Po chwili jednak, kolejny raz uświadamia sobie coś, że przecież widzi całego zwierzaka, łącznie ze słuchami oraz jego śladami na piasku, które jakby ją zapraszają. Dopiero teraz. I nagle zaczyna głośno i radośnie rechotać. Cha cha, zając wykluty z jaja. Ale musiał być silny. To dopiero dziwy. Podbiega do zwierzaka i go przytula. –– Zającu. Powiedz. To ciągle ty? Ten sam? –– … –– Ech… znowu te twoje przekomarzanki. Ja już ciebie znam. –– … –– Zobacz. Ten ogród jest teraz zupełnie inny. Chyba nie tylko dla mnie? Bo wiesz jak jest… chciałabym, żeby nie tylko. Powiesz coś wreszcie? Że zrozumiałam, gdzie jestem i w ogóle, no… proszę. –– Tak. *** — Z wielką przykrością muszę powiedzieć, iż państwa córka, umarła we śnie. –– … –– Wiem, że to niewielkie pocieszenie, ale odeszła z uśmiechem na ustach… a w ostatniej chwili, wyciągnęła ręce przed siebie, jakby kogoś… chciała przytulić.
  21. Rafael Marius↔Dzięki:)↔W rzeczy samej, słusznie prawisz. Temat "przewałkowany" na wszystkie strony. No ale. Człek jeno subiektywnie może, jeżeli inne zdania innych, nie naśladuje:)↔Pozdrawiam:)
  22. Kwiatuszku↔Dzięki:)↔Ech... ano żal, ale z drugiej strony, wiadomo to, co tam przekicał:)↔Pozdrawiam:)
  23. Ana↔O!↔Nie wiedziałem, rzec muszę. Jeno pozazdrościć, w pewnym sensie życia:) Pozdrawiam:)🙂↔ukradłem Ci→ale nie bezczelnie:)
  24. na skrzyżowaniu cierpienia sadzonka drzewa zawisła splugawiona miłość czysta bez selekcji zemsty zawiści do szkarłatu przyschła tak po prostu za wszystkich * kiedyś drzewo owoce policzy każdy pieśń inną skowronka usłyszy ~~~~~~~~~~~~~~ Ȥ ƠƘⱭȤJӀ ŚⱲӀĄƬ ⱲӀҼLƘⱭƝƠƇƝƳƇӇ ŻƳƇȤĘ ⱲՏȤƳՏƬƘӀⱮ ՏȤƇȤҼƓỚLƝӀҼ ȤƊRƠⱲӀⱭ ƝⱭ ƊⱭLՏȤҼ LⱭƬⱭ ƬҼŻ dd
  25. Przeróbka tekstu→Starzec zgarbiony zając kica ścieżyną sens jego życia rozwiewa wciąż wiatr nuci piosenkę tamtą jedyną to wciąż wspomnienie wszystko co ma ≈•≈•≈ choć nogi bolą zwisają słuchy uśmiech ze łzami razem splecione w koszyczku jajka leżą samotne kładzie wśród kwiatów marzenie swoje strudzony wielce jakby zasypia wtem widzi w dali zajączek śliczną wraca więc myślą do tamtej miedzy lecz owe brzemię trudno udźwignąć często śpiewała jak anioł z łąki lecz on fałszował na przekór chamsko w końcu zrobiła jego na szaro wtedy zakicał* nie było warto ≈•≈•≈ nie rozpoznaje już nawet marchwi tęsknota w słuchach rzewnie narasta i sam już nie wie czy ona śpiewa czy tylko w ciszy dźwięczą mu jajka *→zrozumiał
×
×
  • Dodaj nową pozycję...