Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 877
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. szelest wplątany w ciszę piołun oddechu zakłóca biel napędu kryształki skrzepłej krwi stukają o przyszłość napraw nuty zanim je wchłonie muzyka po co słyszeć fałszywe dźwięki spragnione fale unoszą samotne złudzenia nie wszystkie utoną w spełnieniu poza spojrzeniem patrzysz sercem jeszcze możesz mimo utraty słodkiego owocu lecz proszę odklej spojrzenie od horyzontu póki ono jest wysoko bierz wiosła płyń dalej chyba że chcesz nie wątpisz pragniesz spłonąć gdy szczyt góry owiewa wiatr z podnóża pierwszych śladów
  2. Pan Poeta napisał wiersz, lecz jego niebezpieczny związek z Panem Fotoradarem, przysporzył mu tylko kłopotów. Pan Fotoradar, pomimo że czuł miętę do piszącego, zmierzył co leżało w jego gestii. Prędkość napisania wiersza, została znacznie przekroczona, przynajmniej o kilka wersów do przodu. Autor miał zupełnie inne zdanie na ów temat, lecz Pan Fotoradar, skierował sprawę do sądu, oskarżając wspomnianego, o zniesławienie Dobra Poezji. Na przewodzie sądowym, niczym jaskółki, zasiadła publika. Poeci i Policjanci. A później był początek rozprawy. Głos dał najpierw, Pan Sędzia. – Sprawa w sprawie Pana Poety, oskarżonego, o zniesławienie Dobra Poezji. Po chwili dał głos Prokurator: – Oskarżony jest sprawcą haniebnego czynu. Napisał wiersz z prędkością niedozwoloną, przez co wyszło jak wyszło. Tego czytać nie sposób. Wnoszę o najwyższy wymiar kary. Zerwanie naszywek i degradacja do Prozaika. Następnie dał głos Obrońca. – Mój klient, nic takiego nie zrobił. Prędkości nie przekroczył, chociażby dlatego, że jest melancholikiem i wiersze długo tworzy. Najlepszy dowód, że jeszcze oskarżonego wiersza, nie skończył. Nadal pisze. Ponadto wnoszę, o sprawdzenie daty ważności przydatności do mierzenia prędkości, Panu Fotoradarowi, gdyż jestem pewien, że nadaje się na złom. Wysoki sądzie – wrzasnął zbulwersowany prokurator. – Wypraszam sobie takie traktowanie Pana Fotoradara. Jest jak najbardziej sprawny, a oskarżony, pisze już za pewne, dziesiąty wiersz! – Tak, tak, dziesiąty – zaczęli pomstować Policjanci. – To cały czas ten sam wiersz – potwierdzili głośno Poeci. Nagle zgodnie obaj panowie, Obrońca i Prokurator, powołali na świadka Pana Fotoradara. Prokurator zaczął pytania zadawać: – Czy świadek zmierzył uczciwie? – Oczywiście –– odpowiedział zapytany. – Czy oskarżony przekroczył prędkość i przez to wyszedł kicz? Wysoki sądzie, sprzeciw – zagrzmiał Obrońca. – Pan Prokurator swoim pytaniem sugeruje świadkowi odpowiedź, jaką chce usłyszeć. – Podtrzymuje sprzeciw –– przytaknął wysoki sąd. Z uwagi na to, że na sali było słychać coraz większe zniecierpliwienie, pan Sędzia dał głos zadawania pytań, Obrońcy. – Czy Świadek na pewno nie ma defektu? – Nie mam. – A kiedy miał Świadek ostatnio przegląd? Wysoki sądzie, sprzeciw – tym razem zagrzmiał Prokurator. – To prywatna sprawa mojego klienta, kiedy miał przegląd. Przecież gdyby miał defekt, to by mówił od rzeczy. A nie mówi. – Wysoki sądzie – przerwał Obrońca – nie mówi, ale bezczelnie kłamie. Proszę spojrzeć. Właśnie mój klient skończył pisać wiersz, o Kwiatach co nucą piosenkę o kwitnieniu. – O jakim kwitnieniu – wrzasnęli Policjanci. – Spójrzcie na doniczki na parapetach. Wszystkie kwiaty zwiędły. – To metafora, matoły jedne – dali upust wzburzeniu Poeci. Wtem dało się słyszeć pukanie młotka na uspokojenie. Cisza jakoś nastała, którą to Sędzia przerwał ogłoszeniem wyroku.
  3. Gdy byłam małą dziewczynką, dziadek podczas zrywania porzeczek z zielonych krzaczków, wyszeptał mi na ucho coś, co mnie wtedy – pamiętam do dziś – bardzo zaciekawiło. Powiedział, że kwiaty potrafią cicho śpiewać, szeleszcząc do rytmu listkami, lecz tylko grzeczne dziewczynki, mogą piosenkową magię usłyszeć. Babcia, która akurat przyszła, przynosząc moje ulubione konfitury, żebym je uroczo zjadała, wygrzebując paluchami z kubeczka, potwierdziła dziadkowe słowa, czochrając zęby uśmiechem. Wiem z opowiadań, że raczej grzecznym dzieckiem nie byłam. To po prostu wynikało z zwykłej chęci poznawania świata. Wszystko wokół, było takie dziwne, nowe, nieznane. Wszędzie, gdzie tylko potrafiłam, musiałam wejść, do wszystkiego zajrzeć, lub czasami szybko uciekać, gdy akurat coś przestraszyło moją ciekawość Ów dzień pamiętam szczególnie. Siedziałam z dziadkami na ławce w ogrodzie. Słońce już prawie zaszło za horyzont, prześwitując jedynie między gałązkami, a ja miałam być cicho jak myszka pod miotłą, gdyż jak powiedział dziadek, jeżeli będę ciągle gadać jak nakręcona katarynka, to ich nie usłyszę. A zatem umilkłam i czekałam jak urzeczona, tamując oddech by czegokolwiek nie spłoszyć, jednak zwisającymi nogami machać musiałam, gdyż byłam tak bardzo podekscytowana, że wtedy dla mnie, małej dziewczynki, świat zastygł w oczekującej bajce. I właśnie w tej magicznej chwili, babcia akurat musiała chrząknąć, że aż dziadek spojrzał na nią groźnie, aż biedna babcia, chrząknęła ze strachu ponownie, jednak po raz drugi oblekła twarz uśmiechem. Ta aura tajemnicy oczekiwania, tkwi we mnie do dziś. Aż w końcu cisza była tak namacalna, że aż było mi głupio, podrapać swój nos, odgarnąć loczek z czoła i spłoszyć muchę z ręki. Z rozdziawioną buzią, chłonęłam wzrokiem kwiaty i nie w głowie mi były jakieś przyziemne czynności. Przecież czekałam, aż wreszcie zaczną śpiewać. Nawet ptaki ucichły, w tym ciepłym, wiosennym oczekiwaniu. Wiele z tego o czym mówię, wiem z opowiadań dziadków, bo sama byłam wtedy za bardzo przejęta i tak jakoś, z biegiem lat, niektóre zdarzenia uciekły z pamięci, chociaż z tego co wiem, to powinno być przeciwnie. Siedzieliśmy już dłuży czas w absolutnej ciszy i w końcu je usłyszałam. Najpierw rytmiczny szelest listków, a za chwilę cichy śpiew kwiatów. Ruszały płatkami, uwalniając śpiewne słowa, o różnych zapachach, barwach i tonacjach. Wiem, że wtedy święcie wierzyłam, że śpiewają, a nawet widziałam, że tańczą, niektóre splecione w jeden kwiat. Po jakimś czasie, ptaki zaczęły wtórować swoimi trelami. A jeszcze później dziadkowie zaczęli śpiewać i w końcu ja też, dołożyłam śpiewne nuty do koncertu, lecz wtedy nagle umilkły i dziadkowie wybuchnęli głośnym, ciepłym śmiechem. Powiedzieli mi później, że trochę pomyliłam melodię i za bardzo chrypiałam i chyba dlatego przestały, ale jeszcze na pewno kiedyś zaśpiewają. Pamiętam, że wtedy krzyknęłam ze złością, że wcale nie pomyliłam i nie chrypiałam, że to dziadkowie pomylili i chrypieli, a babcia trzeci raz chrząknęła jak prosię i przez to zamilkły. A o czym one w ogóle śpiewały – dodałam wzburzona, jeszcze bardziej dyndają nogami, aż mi bucik spadł, a drugi zwisał, nie wiedząc, co jest grane. *** Babcia niedługo po tym, umarła. Pamiętam, że kiedyś poszłam z dziadkiem, odwiedzić grób. Rosły na nim różnokolorowe kwiaty. A kiedy słońce zaczęło zachodzić, usłyszałam cichy śpiewny szelest. Święcie wierzyłam, że właśnie nucą, głosem mojej babci, jakby gdzieś z daleka, a jednocześnie, blisko. Zapytałam dziadka, czy też słyszy ich śpiew. Skinął tylko głową. Dziadku, a o czym one śpiewają, bo wtedy pamiętasz, nie odpowiedziałeś. O kwitnieniu – wyszeptał tylko, jakby stał przy grobie w innym świecie. *** Teraz sama jestem babcią. Mój mąż zmarł niedawno. Ostatnio usiadłam w ogrodzie, a kiedy słońce zaczęło tulić ogród pomarańczową poświatą, to je usłyszałam. A przynajmniej chciałam wierzyć, że śpiewają jego głosem.
  4. marzył o wolności prawdziwej przez każdą chwilę aż ujrzał obraz magiczny usłyszał: mogę wszystko gdyż jestem wszystkim skoro pragniesz jej pewnie to wejdź we mnie żył niespieszno choć niebeztrosko bez szału zapytał wreszcie jestem wolnym owszem w ramach obrazu
  5. ... jak sądzisz szaty ciepłe pochować bo wiesz chichotem losu bywa aura drzewa podłamie wtem nagle ładna kwieciem tuli gałązki czyste niestety także co nie nam bliskie podły ptaszek tak śpiewa pięknie a tyłem lepkość na głowę ześle cóż jutrzenko może ty rzeknij że lepiej zawitać do geometrii nie po to by smęcić gdyż wartość żadna tylko trójkątem skołować kwadrat
  6. Corleone 11↔Przede wszystkim dzięki za poświęcony czas:) Od końca zacznę ja↔Bardzo wielki pozytywny sens, a może większy nawet. Nie w ramce bycie, jeno po swojemu, zwiększa wenę. Tak jest od początku. Przesadne, zasiedziałe reguły zniewalają. W sensie stylu rzecz jasna. Czasami specjalnie zmieniam szyk wyrazów lub używam takich, co pasują do zdania, jak rzep do motylego skrzydła:)↔Po prostu lubię pisać po swojemu:) Co do interpunkcji, to zasady czarnej magii z białym królikiem w berecie, są o wiele łatwiejsze 🙂 :) Myśli me gdzie indziej błądzą, jak może kiedyś poeta rzekł lub raczej nie:) Ale postaram przecinki zmienić według wskazówek🙂 :~)) P.S↔Corleone... to z tych... Corleone... bom w lęku trochę:)) Pozdrawiam 🙂 :~)
  7. długo spadał z piedestału myślał chętnie dupek ze mnie nigdy więcej poobijał umysł ciało strasznie lecz gdy ból minął rany zagoił znowu zaczął wspinaczkę
  8. Zmieniłem trochę→6.5.23 cudowna z tobą każda chwila w moim sadzie co nęci zmysły zobacz koszyczek trzymam pełen jabłek pachnących bananów gruszek pomacaj spróbuj magiczny spójrz złoty miód w słoikach zmieszany z pszczół bzykaniem promieni lśnienie każdego przenika popatrz truchła szpaków na wiśniach truciznę w owoce wstrzyknęłam cuchnąca padlina ziemię użyźnia wszystkie martwe na amen mówię ci nie przeżył żaden trochę zaczynam być głodna lecz spójrz proszę co jeszcze można spotkać wianki prześliczne uplotłam tak radośnie ze swadą nakrapiane bajką i magią przyznaj że barw zatrzęsienie pod całunem baśni tulone ptaków śpiewem życie leniwie smęci pomału tym co tylko możesz ujrzeć w raju a tu ślimaczka nadepnęłam butem o tak chętnie pękło bydle z chrupnięciem wnerwił mnie dupek cholernym śluzem widzę że wśród kwiatów śnisz tobie szepcę kołysankę na serduszku ciepło mi zaprosiłam cię na jadło z miłością pamiętasz wypiłeś mój nektar gdy w oczęta świeciło ci słonko wiem powinnam powiedzieć że mi głodno i radośnie a właściwie na pieczeń przepraszam ja czasem dziwna znasz mnie przecież *** no cóż czas na grilla właśnie mięsko zaczynam wycinać na ruszt z uniesieniem pragnę w sobie poczuć ciebie tak jeszcze z pełną buzią powiem dobry z ciebie człowiek
  9. Rafael Marius↔Dzięki za→ładny:)↔Pozdrawiam:) * Corival↔Dzięki:)↔Ano taki miałem zamysł, żeby tak właśnie:)↔Pozdrawiam:) * ectosmith↔Dzięki za↔sympatyczny:)↔Pozdrawiam:)
  10. Corleone 11↔Dzięki za "wyłapankę"🙂 :) Problem ze mną taki, że nie zawsze piszę tak jak trzeba i jest to świadome działanie:)) 1→Przecinki→Nie są moja mocną stroną. Jeżeli w ogóle jest we mnie jakaś... strona w tym względzie:) Kiedyś pomyślałem, że powinny być stawiane tylko tam – gdzie ich brak – wypacza sens zdania. 2→Ów piktogram nawiązuje do tekstu w jakiś pokrętny sposób. Nieskończoność, której nie można zacząć, gdyż początek, będzie jej końcem, gdyby wrócić do punktu wyjścia. 3→Mimo wszystko ściekają w dół→to swego rodzaju metafora, gdy człek np: pragnie realizacji marzenia, ale trudnego, można rzec niemożliwego, jak "ściekanie do góry" aż nagle wszystko wraca do przyziemności i jak zwykle "ścieka w dół" Ostatnio piszę teksty bez: zaimka: się:)) Pozdrawiam też serdecznie🙂:)
  11. słońce promieniami zaśnięcie kołysze nocka dzień wygania w odpoczynku ciszę gwiazdki dwie na skraju myśli fajnych naszych kiedy sny powrócą może je zobaczysz liście już na drzewach śpiewają wiewiórce zefirek ziewając tuli białą chmurkę biedronka kropeczki przelicza wciąż w kółko cicho bo zasnęła lecz było jej trudno biadoli ślimaczek w skorupce on leży dziś go bolą czułki nikt mu nie chce wierzyć strumyk wodę prosi żeby cicho była lecz ona wciąż plumpla myszkę wnet zbudziła podskoczyła biedna nie wie co jest grane lecz zasnęła znowu choć ma przechlapane legowisko miękkie mały lisek chrapie choć posłanie z liści nie jest materacem zawył wilczek we śnie przestraszył zająca lunatyk w kapuście każdą poprzetrącał kapuściane głowy liście splotły snami uszy wnet zajęcze śmiesznie poplątały tu na wiązce światła wróbelki zastygłe chociaż łebki małe to ich sny magiczne świtać już zaczyna mgła spowija łąkę wstają wszelkie dziwy obudzone słonkiem
  12. nie wiesz czy drogę otwierać tam gdzie pustynia piasek miałki co przełyk dławi pragnienie wzmaga na twoje jęki wiatr odpowiada szyderczo cynicznie byś cierpieć potrafił musiał tu leżeć w milionach ziarenek co niszczą życie twoje istnienie byś kochał innych bardziej niż siebie
  13. Staszeko↔Dzięki:)↔Oby nie takie coś→zdaniem mym!! To już lepiej wymyślić nagrywarkę snów, gdyż czasami ciekawe, a zapomniane (oczywiście z możliwością omijania reklam) Bo skoro te obrazy widzimy, to w jakiś sposób są:)↔Pozdrawiam:) * Jacek_Suchowicz↔Dzięki za zmyślny wierszyk. Oczywiście, że ma wiele przydatnych funkcji, byle nie popadać w skrajność. Rządzić "nim" a nie odwrotnie:)↔Tak jak ze wszystkim:)↔Pozdrawiam:) * Kwiatuszku↔Dzięki:)↔Ano tak to już jest na świecie tym, że wiele rzeczy wiedzie prym. Ale co za dużo, to nie zdrowo:)↔Pozdrawiam:) * Wędrowiec.1984↔Dzięki:)↔Właśnie o to mi chodzi:)↔By nie wlecieć w uzależnienie i być zdominowanym, jak "nowomową" dajmy na to. To taki skrót myślowy:)↔Pozdrawiam:)
  14. Tekst satyryczny... o czasami... przesadnym użytkowaniu :~) kocham ciebie mój smartfonie bez twych funkcji byłby koniec pragnę chodzić po ulicach wielbić ciebie w ekran pikać matka z wózkiem dusi smartfon ten na drzewie też bo warto nawet w czasie prokreacji mój paluszek ekran znaczy wciąż przed sobą trzymam w ręce jesteś bogiem albo więcej modły wznoszę ja ku tobie wspomóż proszę mój smartfonie jesteś naszym czułym władcą może nawet ciut zanadto jednak miłość przezwycięży żeby nie czuć aż tak więzy pośród drzewek gdzieś na kłodzie zerkam pikam tak jak co dzień pięknem myśli wnet zaprzątam lasem w kształcie prostokąta nawet w kniejach krasnoludek coś tam w telefonie dłubie nie w tej bajce ty zaklęty ale krasnal nowoczesny dziadek babci wciska ekran przerobiona tyś ładniejsza lecz babunia rezolutna czy doczeka biedak jutra kiedy jadę brym brym autkiem to na drogę tak nie zawsze bo na ekran znowu patrzę no chyba że gdzieś zahaczę dziś kosmita był w rozterce aż mu czułek zwisał rzewnie kto tu rządzi szło mu o to ten co trzyma czy prostokąt dzięki tobie świat otwarty oraz ludzie tyś przydatny kochać ciebie warto owszem nie przesadnie też jest dobrze nagrzeszyłem ja porządnie mój smartfonie wspomnij o mnie jeszcze dzisiaj taki ci rzeknę w aplikacji ze mną będziesz w mą godzinę tę ostatnią nie gromnicę dajcie smartfon obcałuję szczęście wszędzie a zaś pikać wiecznie będę
  15. biedny bałwanku zimno tobie rozpalę ognisko drewienek dołożę gdy wrócę za kilka chwil wróciłem a skąd ta kałuża? gdzie ty?
  16. Dźwięk otwierania pustej skrzynki pocztowej, zawsze pogłębiał moją samotność. Aż do dziś. W czasie krótkiej drogi do chatki, czytam cały list, bo i słów niewiele. Mimo tego, czuję, że to szczera chęć nawiązania znajomości. Nadawczymi proponuje spotkanie jutro, w samo południe, jak w westernie. Siedzę na ławce w parku, już bardzo popołudniowym i zaczynam wątpić. Możliwe, że to jednak głupi kawał. Wtem podchodzi starszy mężczyzna i grzecznie pyta: – Wysłała panienka do niej list? – Jaki list? – No jak to jaki? Przedwczoraj rozmawialiśmy. – My? – Na pewno przyjdzie. Proszę nie tracić nadziei. – Chwila… to ja dostałam od niej list i na nią czekam.
  17. powiedz co widzisz w krysztale pęknięcia jasność czy ciemność zwierciadłem owiń swój umysł błędy odbite wyrzuć na diament spójrz w jego migoczące lśnienie zaufaj kwiatom bez woni złudnych co leżą na szarym lśnieniu skały w pocięte promienie owiń marzenia chociaż czerwienią brudzą twe ręce pozwól rzece swym źródłem płynąć piaskiem się dławisz na trupiej plaży wszystko co miałeś morze zabrało horyzont słońce skwarem zdławiło krwawy wodospad spowalnia tętno wróci co będzie jest i było
  18. powiedz wędrowcze dokąd ścieżka na tobie zmierza chyba miało być odwrotnie lub ktoś coś nie dopowiedział powiedz kamieniu dlaczego pływasz a nie toniesz ty nie na dnie przeczysz temu przecież miał to być twój koniec
  19. Wiesław J.K.↔Dzięki:)↔Niewątpliwie i tak zrozumieć istotnie można:)↔Pozdrawiam:) * Zetjot↔Dzięki:)↔Otóż to. Czasami wystarczy poczekać. Chociaż w innych okolicznościach, może to być... nierozsądne i różne inne:)↔Pozdrawiam:)
  20. Nad krawędziami łez szybują oskórowane marzenia. Między wnętrzem a płaszczem pomarańczy pełznie zduszony zapach, przygnieciony kulistą powierzchnią bezsilności. Mijają kolejne, takie same brzaski. Spopielone kropelki rosy, posypują ściany mgły, szarą parodią sensu. Klucz wiolinowy, oszroniony zimnym, kleistym mrokiem, na próżno otwiera drzwi, delikatnej muzyce. Parapet przebacza kroplom krwi z rozciętej żyły. Mimo wszystko ściekają w dół. A tam nigdy nie odwiedzane miasto. Łopata przyklepuje srebrzystą powierzchnią, bezpowrotnie minione wspomnienia. W nurcie rzeki, drgający obraz ciemnej strony księżyca, liczy śnięte ryby. Zwęglony horyzont, przepalony brzmieniem słońca, nieskończenie wiruje, urwaną nagle skończonością. Kopczyk popiołu rozwarstwia dźwięki, na kształt białej kartki. To jedno pozostało. A jeśli więcej? Czy można tak bardzo uwierzyć w ciszę, by móc znów kiedyś usłyszeć muzykę? *** O świcie krople deszczu, niczym skrzydlate nuty, siadają na pięciolinii, tworząc początkowe takty wiosennej piosenki. ←∞→
  21. tak długo celował ze wszystkich stron że cel zdążył umrzeć a później on
  22. Agrafko↔Dzięki:)↔Skoro profesor tak rzekł, to tym bardziej zgłębię istotę... Agrafki. i jeszcze raz dzięki, za uroczą przeróbkę, nicku mego:)↔Pozdrawiam:))
  23. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~ siedzę wysoko na piętrze lecz jest mi smutno markotnie nade mną sufit przecieka diamenty metafor czy zmoknę czekam w boleściach tęsknoty pragnę być gąbką lub kartką nasiąknę nie grafomanią cudowną poezją bo warto na szarą plamę spoglądam wilgoć buzuje nad oknem strumienie łez białych wierszy prawdziwą poezją namokłem to jednak mi nie wystarcza wbiegam spragniony po schodach pusty tam pokój zalany pęknięta rura stąd woda
  24. na próżno umysł i siły trudzi chcąc zapiąć agrafkę na ostatni guzik
  25. w ogrodzie zniecierpliwienie sadzonek wypadało by podlać lecz susza uśmiechem klauna napluj własną plujką zawilgocisz zawsze jakiś wysiłek i co naiwniaku wierzysz że doceni spójrz a jednak wyrósł cień zapachu kwiatu zabierz go ze sobą nuci szarością kolorów o czasie który więdnie na popiół przejdź przez futrynę drzwi tunelem dziurki bez klucza we śnie wszystko możliwe dopóki przebudzenie uśpione z kanionu wyjmij ostrze balsamicznie kapie czerwienią topnieje połać lodu na wrzątku zardzewiała przeszłość wyparta białe płatki dekorują stabilne dno trampolina nieczynna nie spadasz ale też nie wzlatujesz * ból w cieniu brzytwy nie pozwala zapomnieć szepcąc modlitwę ostatniego cięcia
×
×
  • Dodaj nową pozycję...