-
Postów
2 834 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Dekaos Dondi
-
Pewien człowiek spełnił dziesięć przykazań i za każde otrzymał nagrodę. Były nagle w łódce, cumującej przy brzegu. Aż kiedyś zapytał: – Kim jesteś łódko, że potrafisz udźwignąć ciężar moich nagród? Letniego popołudnia, postanawia zażyć kąpieli. Wypływa na środek jeziora i nagle zaczyna tonąć. Wtem dostrzega rzecz niebywałą. Łódka zrywa więzy i płynie w jego kierunku. Człowiekowi zaczyna brakować sił, lecz ona nagle jest przy nim. Słyszy pluskanie wody o burtę. Może jej dotknąć, ale nie może na nią wejść. Brakuje miejsca. Chce wyrzucić część zawartości, jednak wszystko jest jedną zrośniętą całością. Pomimo tego wchodzi na górę nagród. Wtedy łódka zaczyna tonąć.
-
Taka nagle napadła mnie myśl. zrozumieć szlachetny kamień to nie podziwiać piękna tylko zrozumieć sens jego ciężar
-
1
-
Drogie dzieci. Nadszedł wreszcie, tak długo przez was oczekiwany dzień, kiedy to jesteśmy razem w bajkowym domku, a ja jestem waszą ukochaną Wróżką. Za chwilę rozdam ciasteczka. Każde ma wyjąć niespodziankę, przylepić na nią swoje zdjęcie, wrzucić do urny i dopiero później zjeść słodkie opakowanie. Dziecko, które znajdzie najdziwniejszą, otrzyma nagrodę. Sama jestem bardzo ciekawa, co tam wyszperacie. –– Wróżko! Agatka uległa zadławieniu. Nie zajrzała i nie wyjęła, tylko od razu zaczęła gryźć i coś jej utknęło w przełyku z cichutkim popiskiwaniem. Aż czerwoną cieczą buchnęło, gdy walnęłam ją w plecy. Ale my już wiemy co, bo wyrzygała na ławkę. –– Przecież was wszystkie ostrzegałam. Najpierw zajrzeć! A co to za niespodzianka, skoro już wiecie? –– Wiemy, bo z tych mokrych szczątków, co wyleciały z ust, to by można Tomcio Palucha poskładać, ale nie całego, więc to nic nie da. Prawda? –– O matko! Tomcio Palucha? Brawo! A zatem kochane dzieci, chyba nie macie nic przeciwko temu, żeby nagrodę otrzymała Agatka? — Nie mamy, Wróżko. A Agatka, to już zupełnie nie ma.
-
1
-
wiatr szumi wokół nas 🌪 może odebrać tak dużo jeszcze przed zmierzchem niektóre gałązki🌱 odfrunęły bezpowrotnie w chcianych i niechcianych powiewach budząc przeznaczenie nieustannie pulsuje chwilą⌛️ w lekkich i mocniejszych podmuchach czasem razem lecz osobno pielęgnuje rozedrgane skrawki przebłyski słońca🌤 zatrzymane w słowach
-
1
-
@jan_komułzykant ↔Dzięki z twórcze spojrzenie:)↔Pozdrawiam:)
-
@Konrad Koper ↔Dzięki:)↔ To fragment większej części:)↔Pozdrawiam:)
-
miłość jak kryształ duszę ozdabia nacieki szamba bywają też pycha nienawiść no i pogarda a z drugiej strony przeciwnie śnię uśmiech na twarzy i dobre słowo a momentami pomocy chęć lecz ciału koszula jednak bliższa może nie zawsze no cóż przeważnie raczej zazwyczaj hamuje nagle zapał ten jestem znów sobą mieszam po ludzku dobre nijakie średnie złe czy coś zaradzę hmm… możliwe... a bo ja wiem sprawdzam jak zwykle szczerze codziennie w hybrydę zaklęty głupcy gadają że niby jestem
-
na łące leżysz pośród traw wariat jesteś swoje grasz w stokrotkach błądzisz skrawkami głupich snów chcesz pobiec tam lecz ciągle jesteś tu
-
––?/–– Tak bardzo chciałam żebyś wyzdrowiał. Byliśmy na łące. Ciemny całun zaścielił horyzont. Ty uparcie obserwowałeś strumień. Wiedziałam co w nim widzisz i czego pragniesz. Jednak za każdym razem, widniał smutek na twojej twarzy, gdy patrzyłeś na puste, wilgotne dłonie. Poprosiłam, byś spojrzał w niebo. Lecz tam go nie widziałeś. Ja w tym czasie utopiłam drożdżówkę. Nie usłyszałeś pluśnięcia. To był nasz wyjątkowy dzień tej nocy. Miałeś tyle radości w oczach, kiedy wreszcie wyjąłeś księżyc.
-
2
-
nasączone tekstem w okowach okładek malowanych klepsydrą stąd dotąd a chciało by się jeszcze bazgrać nawet ołówkiem z pękniętym grafitem powędrować kreską dalej na blat stołu obejrzeć plecy horyzontu szybować w źrenicach rysując wzrokiem wschody i zachody powiek między uśmiechem a ciemną plamką płynąć wśród rzęs do szarego świtu w miodowych cieniach bursztynu szukać śladu pszczół zapełniać kartkę każdą chwilką dopóki nie wyrwana pognieciona tylko ≈≈≈≈≈ / ? ≈≈≈≈≈≈
-
Tekst satyryczny Ciche, lecz namolne stukanie, obija supełki przymulonej świadomości, uderzając w pół rozbudzone części, niczym w drewniane klepki cymbałów. No właśnie. Jako strasznie niewyspany, tajemnicze odgłosy jarzę umysłem sflaczałego papcia z dziurawą podeszwą, przez którą wyciekł wszelki racjonalizm. Ponadto faktycznie, jeszcze niedawno, pasowało do sytuacji miano wspomnianych cymbałów, gdy zacząłem liczyć barany, ale tak niefortunnie, że to one zasnęły, a nie ja. Teraz przebudzony ze złudzenia snu oraz zaborczych, aczkolwiek sporadycznych nitek marzeń sennych, trudno wchodzę w całościowym stopniu do krainy realu, jak na rasowego obudzonego przystało. Na szczęście stukanie ciągle słyszę. Na zewnątrz budynku. Coraz bliżej drzwi. Kogo to diabli z kotła transportują? Nagle przestało stukać, lecz zaczęło dzwonić. Że też musiałem kupić taki wściekle decybelny dzwonek. Otwieram drzwi, dźwigając w stronę pępka, luźną gumkę wstrzymującą gacie. Widzę sąsiada. Mniemam, że też urwanego ze snu, z uwagi na to, co za chwilę powie. –– Sąsiedzie. Ty nie miej żadnych, ale to żadnych nadziei, że oddam tobie gwóźdź. Po diabła wrzuciłeś na mój podwórek. Nadepnąłem –– przyznaję, że nieopatrznie –– ale mam go w stopie i to ona jest prawowitym właścicielem twojego gwoździa, czyli w dalszej części wypowiedzi, ja. Czy masz jakieś uwagi w tej niecierpiącej zwłokami sprawie. –– Wyciągnij go wreszcie, bo zachlapiesz próg –– mówię omyłkowo roztropnie, mimo że w połowię śpię. –– I jeszcze wilka dostaniesz, skora goła stopa twoja, na gołej desce. Dostrzegam wyraz zdumionych oczu. Czyżbym powiedział coś nie tak. Czekam cierpliwie, może coś wyjaśni. –– Ty mi tu sąsiedzie wilkiem oczu nie błaźnij… –– Nie zamydlaj jak już. –– Ano tak! Słusznie prawisz. Nie zamydlaj! Wilka bym dostał, gdybym gołą zimną dupą, siadł na zimne nie wiadomo co. –– Skoro mi umarłeś na progu, to spadaj. Nie chcę kłopotów. –– Nie umarłem. Chciałbyś. Nie doczekanie. Ale gwoździa nie oddam. Jest mój. Leżał na ziemi moich ojców i takim pozostanie. Nagle słyszę z tyłu jakieś ciche tuptanie oraz kwilenie. Rozbudzone dziecko – a dokładniej moja urocza córeczka – wchodzi słowami, pomiędzy naszą dyskusję. –– A jam mam długiego jajnika. Mogę go pogłaskać, poprzytulać, tylko czasami na mnie szczeka. Widzę konsternację w oczach sąsiada. Słyszę niepewny głos: –– To fajnie dziecko, że masz jajnika. Ja nie mam. I nie mogę poprzytulać, bo muszę pieprzyć z durnowatym sąsiadem, który nie chce uwierzyć, że mu nie oddam. –– Proszę pana. Ten dureń, to mój tatuś. Bardzo go kocham. –– Skąd takiego głupola wytrzasnęłaś? — To nie ja. To mamusia. A później mnie zrobili. No nie. On jakieś bezeceństwa wciska memu dziecku. –– Wyciągaj sąsiedzie mojego gwoździa z twojej stopy, bo całe obejście zachlapane od krwi. I mi nie wmawiaj, że jest twój. On mój z dziada pradziada i protoplasty rodu, co na drzewie siedzą. Poznaję po dwóch łebkach, na przeciwległych stronach. Jak mógł ci przebić stopę na wylot. Sąsiedzie, ty coś kręcisz. –– E tam kręcę… to cud. Nagle ni stąd ni zowąd, sąsiadkę przyniosło nie wiadomo skąd. Coś zaczyna wykrzykiwać, byśmy cicho byli, bo spać nie może. Dodaje pojednawczo, że ma całą kobiałkę zardzewiałych gwoździ i może nas obdarzyć po równo. Po odpadniętych od ściany tyłkach zostały. Na domiar złego powraca córeczka i znowu zaczyna swoje: –– A ja proszę pana mam jajnika. Jasia ugryzł, gdy chciał go pogłaskać pod długie włosy. –– To fajnie, że masz jajnika, który ugryzł Jasia –– dodaje niewspółczująco sąsiad. –– Ale ja i tak nie oddam mojego gwoździa. –– On leżał na ziemi moich ojców –– powtarza kwestię. Ni stąd ni zowąd, podbiega nagle pomocny mi sąsiad, przewraca gościa, wyszarpuję gwóźdź z kawałkami mięsa i daje mojemu kotkowi do oblizania, niczym mysi ogonek. Jajnik atakuje kotka, sąsiadka stoi z kobiałką starych gwoździ zrezygnowana, a ja idę spać. *** I tak z dnia na dzień, wstaje rano z dwugłowym gwoździem w stopie. Jeden łeb pod spodem, a drugi od strony łydki wystaje. Na zewnątrz słyszę błagalny śpiew tłumów, a żona rozbudza mój niewyspany umysł, bym mógł ze świeżym spojrzeniem zacząć pracę, wyjściem do cudownych obowiązków.
-
1
-
Zemsta Deski
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@MIROSŁAW C. ↔Dzięki:)↔Tak metaforycznie, to podobnie bywa w ludzkich relacjach. W sensie "drzazgi" i "kości" A jeszcze pod "paznokieć" wejść może. No ale. Np: meble też potrzebne :~)↔Pozdrawiam:) -
O Pannie, Koziorożcu i Królewiczu
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Corleone 11 ↔Dzięki za kolejne pochylenie.🙂 Z tą metaforyczną ramą i obrazem, to raczej powinienem rzec o "przyprawie do pokarmu" co wzmacnia smak, ale nie każdemu smakuje, lecz nie aż tak, żeby miał od razu "wymiotować" Czasami myśli i teksty me, nie są zrozumiałe dla mnie, a co dopiero dla innych. No ale w sumie nie narzekam:) Pozdrawiam🙂:)) -
🧔 📐 Szlifierz kątowy choć trochę kiepski, szlifował stare i młode deski. Wprzódy do drewna czule przemawiał, później bzy bzy bzy każdą wygładzał. Razu pewnego ze sterty deska, w chatce szlifierza chciała zamieszkać. Kątem do niego poczuła mięte, uczucie w słojach mając zaklęte. Odrzucił miłość szlifierz kątowy, albowiem ujrzał obiekt już nowy. Wzgardzona deska za swą udrękę, urwała sękiem jemu szlifierkę.
-
@Konrad Koper ↔Dzięki:)↔Moje ulubione liczby to 4 i 22, ale nie wiem, czemu akurat te?↔Pozdrawiam:)
-
To niby niepozorne drzewo, w rozległym lesie mieszanym, było metaforycznym, długaśnym gwoździem, dziurawiącym ustalone umysły, niektórych ludzkich osobników. W zasadzie nic złego nie robiło. Poza tym, że rosło w nieodpowiednim miejscu i szumiało przeciwnie, niż ogólnie uznawany powiew. Uznano więc, że jest zarażone od samych korzeni, przez to zaraża innych i trzeba coś z tym zrobić. Powieszono więc na gałęzi martwego ptaszka, owijając lichą szyjkę giętką gałązeczką, co była drugą metaforą przewodu sądowego, który miał nastąpić, z ustalonym wyrokiem. No i przyszli ludzie i zobaczyli mordercze drzewo, co to nawet niewinne ptaszki, śmiercią częstuje. Przyszli też drzewni sędziowie i w trybie natychmiastowo bezobronnym, skazano drzewo na tortury, bez znieczulenia. Najpierw wyrwano większość liści, później z podnośnika połamano gałązki, na dodatek zdarto korę i na końcu ścięto tępą piłą łańcuchową, by dłużej męki trwały i żeby od korzeni oddzielić. Następnie, jako już martwe drewno, poćwiartowano i spalono. Po imprezie, wszyscy zainteresowani – oraz zwykli gapie, co to przyszli dla rozrywki, by codzienność sobie umilić – wrócili do swoich pieleszy. Nawet niektórzy dostali wiórki dla chomika. *** Pewnego dnia, w okolicy stęsknionego pieńka, potężne drzewo, zostało wyrwane razem z korzeniami i przydusiło na śmierć człowieka. Nie miał nic wspólnego z powyższymi zdarzeniami. Po prostu przyjechał z zewnątrz, poszedł do lasu i przystanął na dłużej, by w nieodpowiednim czasie i miejscu, wypatrywać wiewiórki.
-
uderzyłem stopą o kamień upadłem ale nie w tym miejscu co trzeba by zrozumieć dalszą drogę
-
Czy wrócę do Stokrotek
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Stary_Kredens ↔Dzięki:)↔Za takie właśnie skojarzenia. Aż sam, aż tak nie pomyślałem. Mam czasami za bardzo rozwichrzone myśli. Nie zawsze jednoznaczność, jest słuszna. Niejednoznaczność pozwala pomyśleć po swojemu. Czasami ciekawiej, niż twórca tekstu:)↔Pozdrawiam:~) -
O Pannie, Koziorożcu i Królewiczu
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Corleone 11 ↔Dzięki za dłuższe pochylenie nad tekstem mym. Jednakowoż tak po prostu lubię pisać. Taka przypadłość ma, w sytuacjach takowych, pisanych. Czasami nie logicznie, absurdalnie itp. Mam jednak świadomość, iż nie wszystkim bodźców kulturalnych przysporzyć to może. A jednak nie przystoi wyciąć obraz i zostawić samą ramę, w galerii wystawowej🙂:))↔Też pozdrawiam serdecznie:)) -
Siejącym zgrozę, zawsze trzeźwym rewolwerowcem on był, gdyż bywało, że nie wiedział w którego trafić. Tego typu gadki, że pójdziemy dzisiaj na piwo lub inny trunek, to o kant dupy bez zwłoki rozbijał, chociaż w spelunkach z wiatrem nie przemijały. Jego piekielną broń stanowiły dwa wystrzałowe demony, odpowiednio oszlifowane, które w obydwu kieszeniach nosił. Od maga szlifierza dostał pod pewnym warunkiem. W razie potrzeby błyskawicznie wyjmował, dusił w tali, a te z jękiem, śmiercionośną wiązkę, w kierunku celu z ust wypluwały. Jednak kiedyś takowa sytuacja zaistniała, że w dołku był, spożył jednak i zasnął snem, bywało, że sprawiedliwego. Wtedy to przestał działać czar, a demony z kieszeni wyjrzały, ziewnęły swobodnie i rozejrzawszy wzrokiem wokół, w siną dal uciekły. Tymczasem drogą krasnoludki wędrowały, srebrząc brody słodkim lukrem tłustego czwartku, miniaturowe pączki pojadając, nadziane zajączkami i gąskami, nasączonymi leśnym piwem. Aż miały ochotę maluchy żyć. Nie na długo, gdyż aura uległa diametralnej zmianie. Zmierzch nagle zapadł i straszne zimno nastało. Ponadto dziki chrząkały marsz żałobny, dzięcioł wystukiwał ostatnie chwile, a na domiar złego, wiedźma z kurzej łapki wypełzła na żer, by kąsać wszystko, co nie podobne do niej. Dlatego krasnale, widząc schronienie w kieszeniach wielkich jak berety, wskoczyły weń z pośpiechem, by w całości dupki zachować, lecz finalnie z rynny pod deszcz. Można bowiem domyślić umysłem, jaki był koniec imprezy czwartkowej i w jaki sposób kurdupelki zginęły, uduszone. Aż resztkami pączków i wnętrznościami, użytkownik dróżkę zabałaganił. Oraz czerwonymi czapeczkami i przerwaną śpiewką, hej ho hej ho, a gdzie tam do pracy by się szło. Rewolwerowiec miał jednak chusteczkę haftowaną, więc przezornie kończyny wytarł, gdyż nie tylko był słynnym rewolwerowcem, ale też dbał o higienę mentalną rąk, by chociaż w części, dłonie zachować.
-
Czy wrócę do Stokrotek
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@kwintesencja ↔Dzięki:)↔Przyznam szczerze, iż akurat o dykcji, nie myślałem pisząc ów tekst. Acz miło mi :~)↔Pozdrawiam:) @Sylwester_Lasota ↔Dzięki:)↔Ano słusznie prawisz. Tak mawiano. Może trochę szaleństwa, to jak przyprawa do jadła. Byle nie "przesolić":~)→Pozdrawiam:) -
na drucie kolczastym muzyki truchło skrzepła czerwień nut rdzy natchnieniem rozkład piosenki jutro odnajdziesz stalowe ostrze w blasku skalpela łany stokrotek z obłędu próbuj wyrwać choć pewnie jak zwykle nakarmisz mózg defektem rozszarpiesz śpiew skowronka spadnie z nieba gdy wiatru krawędź znowu zanuci szaleństwem
-
O Pannie, Koziorożcu i Królewiczu
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@et cetera ↔Dzięki:)↔No nie przeczę:~) Lubię udziwniać teksty, na ile mózg mi pozwoli, lecz bywa z nim różnie. Pozdrawiam.:~) -
@Konrad Koper ↔Dzięki:)↔Zwyczajowo, nagle napadło tak:~)↔Pozdrawiam:)
-
O Pannie, Koziorożcu i Królewiczu
Dekaos Dondi opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Panna mieszkała w małej chatce, nieopodal lasu. A że była rezolutna i zaradna, to samotność jej nie przeszkadzała, w różnorakich czynnościach. Lecz od pewnego czasu, zaczęła przeszkadzać. Jednak los sprawił, że znalazła w krzakach Koziorożca, zaplątanego w gałęzie. Oswobodziła biedaka, który postanowił w ramach wdzięczności, zostać z nią. I tak czas wspólnie mijał, na tym i owym. Jednak panna coraz bardziej odczuwała brak. Pragnęła królewicza z bajki. W tym samym czasie, przypadkowo znalazła w kuchni tajemniczą księgę. Pomiędzy przepisem na potrawkę z modliszek, a przepisem na chrupiący sernik z domków ślimaków, przeczytała instrukcję umożliwiającą spełnienie, tego konkretnego marzenia. Z treści wynikało, że tylko jednorożec sprawi, iż królewicz przybędzie, chcąc ją taką, jaką jest. Podjęła bez zwłoki decyzję, w czasie, gdy zwierzak chodził swobodnie przed chatką, ciesząc wzrok otaczającą przyrodą, nie przeczuwając, co go spotka. Panna tymczasem wyszperała w szufladzie dmuchawkę oraz środek usypiający, zawarty w grocie strzałki. Wybiegła z chałupy i dmuchnęła prosto w zad, zdziwionego Koziorożca, który to natychmiast jęknął, padł i zasnął. Dlatego nie poczuł, że ktoś mu jeden róg odciął. W ten oto sposób, panna zyskała z Koziorożca, Jednorożca. Gdy ów się zbudził, miał trudności z chodzeniem, gdyż go znosiło w jedną stronę. Panna w tym czasie siedziała na ławeczce, nieopodal chatki, powabnie wystawiając na słońce smukłą kibić. Nie musiała długo czekać. Z bajki wyłonił się królewicz, na śnieżno białym koniu. Już z oddali zobaczył Biołogłową i aż mu stanął, widok przed oczami. Gdy jednak przybył bliżej, by spojrzeć dokładnie, to szybko czmychnął w dal. Jednak po chwili zauważył, że ma na nosie zapaćkane okulary. Zdjął je i zawrócił do Panny. Teraz była śliczna, tak śliczna, że aż koń pokazał zęby, sugerując uśmiech. Królewicz zaczął wyznawać dozgonną miłość, lecz jakieś uporczywe zgrzytanie, zakłócało oświadczyny. To koziorożec jednorożec, chodził bezpieczne wokół chatki, prawym rogiem w kierunku ściany i co chwila ją rypał, by się nie przewrócić. Panna w połowie zrozumiała zalotnika i wyraziła zgodę, lecz nie była tak zakochana, jak przewidywała. W tym czasie królewicz znalazł następną księgę, gdzie było napisane, że bezrożny jednorożec, bardziej spełnia marzenie. Dlatego wespół dmuchnęli i go tym uśpili i drugi róg odcięli. Panna natychmiast zakrzyknęła wniebowzięta, tyś mój, tyś mój, tyś mój. Zwierzak nie zakrzyknął, ale za to zyskał, bo go nie znosiło w jedną stronę i mógł swobodniej chodzić. Królewicz zabrał Pannę trzymającą rogi na konia i pojechali do królestwa, a obcięty biegł za nimi. Tam co prawda panowało bezkrólewie, bo stary król szaty zostawił na tronie i w te pędy abdykował, a wszyscy krzyczeli, że król jest nagi i niech sobie goły, gdzie tam chce biega. Poddani go nie szukali, bo jakoś nie dał się lubić. Natomiast weselisko było huczne. Bal nad bale. Jadła, picia i swawoli, nie brakowało. W pewnej podano główne danie z byłego kiedyś, Koziorożca, nafaszerowane potrawką z modliszek i ślimaczych domków. Później przeinaczono zwykły bal, w bal maskowy, który trwał i trwał i się nie mógł skończyć. A że Panna nie tylko młoda, lecz także figlarnie gibką była i jeszcze coś tam, to w końcu mężowi przyprawiła rogi, co wnet zaowocowało dalszymi zdarzeniami, a wiele bardów przez wieki całe, śpiewało o ich miłości, wspomnianych zdarzeniach i co z tego wynikło.