Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 822
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. @Adaś Marek ↔Dzięki:)↔Otóż właśnie. Na gruncie nadziei:)↔Pozdrawiam:) *** @Łukasz Jasiński ↔Dzięki:)↔Parafraza przysłowia:)↔Pozdrawiam:)
  2. Jest musztardą po obiedzie, to rzecz pewna. Lecz przed kolacją, jednak!
  3. Pan Krasnal wychodzi z grzyba na siku, lecz nie zamyka wejścia. Dlatego dobiegają do niego słowa żony i szarpią z uszy: –– A drzwi to zamknąć nie łaska. Znowu nam robaków nawłazi. –– E tam. Przestań marudzić. Przecież tłuste robaki hodujemy w ogrodzeniu z żołędzi. Czyżbyś zapomniała. –– To ty przestań podjadać ściany naszego muchomora i mów do mnie po ludzku. –– Po ludzku. Nigdy w życiu! –– A dzisiaj w nocy, drapieżny ślimak podgryzał nam kapelusz dachowy. Wyraźnie słyszałam jak warczał i wciągał strzępki blaszek. Ale oczywiście, co to ciebie obchodzi. Tyś otumaniony dnie i noce. –– Mogłaś wyjrzeć przez lufcik i go przestraszyć. –– Wyjrzałam. Zaraz paskud czmychnął. Przecież na ciebie liczyć nie mogłam. –– Dobre sobie. I kto tu jest otumaniony. Wiesz co. Lepiej zrobię robakobicie. Przyrządzę smakowity, chrupiący posiłek, z posypką chitynową. Po zjedzeniu, zaraz przestaniesz odlatywać. –– Chciałbyś, co? A najchętniej byś mnie związał ostrą trawą i wyrzucił na pożarcie myszojeża. –– Żebyś stanęła mu w gardle i narzekała w przełyku. –– Ej kochanie zagadany. Uważaj. Krasnojad za tobą. –– ... –– No nic. Fajnie, że mnie stwór nie zauważył, a ślimak nie pożarł liściotestamentu, co go na kapeluszu pod białą plamką schowała.
  4. @Dagmara Gądek ↔Dzięki za rezolutne rozważania tyczące "kwiatków" 🍀 Przesłanie tu jest też😉:) E tam... lubię czasami dziwnie pisać, więc nic dziwnego, że po mojemu. Takie wariacje słowne, nie pasujące do siebie nawzajem, mogą paradoksalnie, urozmaicić teks Kamień może także wyostrzyć kosie zmysły Pozdrowianki😉:)
  5. Na przydrożnym kamieniu, który spadł z serca, siedzi Sumienie. Kulturalnie zaczepia osoby: –– Ej człowieku. Jeżeli jestem twoje, to nie bądź ostatnim chamem i kładź mnie z powrotem w tożsamość. Nogi mi ścierpły. Reakcje są zazwyczaj podobne. — Nie jesteś moim sumieniem, boś brudas. Pewnego razu, biedne siedzące, z przebiegłą łezką w oku, wpada na pomysł. W pobliskim strumieniu, jeszcze krystalicznie czystym, zmywa z siebie wspomnianą wyżej insynuację. Po krótkim czasie kamień pustoszeje. Sumienie zostaje rozszarpane na kawałki, z odgłosami zachłannego darcia, niczym szata, którą wielu chciało przyoblec, dla spokojności myśli. *** Czasami wieczorem, nieopodal wspomnianego miejsca, można usłyszeć, jakby… niepewne pluskanie.
  6. @Dagmara Gądek ↔Dzięki za "pozdrówki😳 miłe" →które ozdobiłem wypożyczoną emotką:) No ale te→ niechciane, biedne, nagminne przymiotniki, nie są aż takie nachalne, ponad znaczenie łez↔Też Pozdrawiam miło😳 *** @poezja.tanczy ↔Dzięki:)↔Także za jak zwykle "zamyślone wersy" Niby w nich "nutka sprzeczności"→ale z drugiej strony→"wszytko wynika ze wszystkiego" w większym lub mniejszym stopniu::)↔Pozdrawiam
  7. ubrana w błękitną sukienkę i niechciane łzy ciepły wiatr właśnie je osusza między pytaniem a niebem papierowe ślady dawno rozmoczył deszcz strugami zadanych ran najtrudniejszych tych na skośnej za gładkiej powierzchni wewnątrz prezent zawinięty w szeleszczącą szarość z lekka prześwituje złudnym lśnieniem poprzez smukłe postrzępione wąwozy wystające odłamki skał są niebezpiecznie blisko może zdołamy uciec ścieżką pomiędzy palcami by nie poranić dłoni futryną i drzwiami zrozumieć uchylone wejście w szybującym chaosie kurzu smudze zamglonego horyzontu tam jeszcze ostatnie świetliki kwadratury koła jeżeli on nie zauważy chichot losu co nas śni
  8. @Dagmara Gądek ↔Dzięki:)↔A zatem miło mi, iż w jakimś, chociaż skromnym zakresie, wyzwoliłem sentymentalne wspomnienia. Z tymi przejściami do cywilizacji, to różnie bywa:)) Pozdrawiam😅)!!:)
  9. @Wiesław J.K. ↔Dzięki:)↔Czasami zaczynam coś pisać, nie mając planu, co będzie dalej. Wymyślam na bieżąco. Tu jakoś musiałem zakończyć, by bez końca nie strugać głupot:)) Pozdrawiam:))
  10. Chyba tekst powtórkowy? To prawda. Trudno ukryć ów fakt. Jestem tępym ołówkiem. Niezaprzeczalnie. Spłaszczona, grafitowa główka, ledwo wystaje poza dolne obrzeże drewnianego stożka. Mam z tego powodu lekko przechlapane. Ostatnio na ten przykład, trysnęło atramentem. Niby omyłkowo, lecz akurat w moim kierunku. Coś na kształt zeppelina z anoreksją, nasikało na ledwo widoczny czubek. Durne wieczne pióro. Wyobraża sobie, że będzie wiecznie drapać biel. Nawet poza horyzont piórnika, a zaś biurka. Właściwie nie mam pretensji. Spojrzało, oszacowało i podjęło prześmiewczą decyzję, zgodną z stanem faktycznym, dosadnie widzianym. Dziwy mnie nie biorą, że akurat taką. Wyglądam jak wyglądam. A czym zdecydowało? Jak zwykle. Rozdziawioną stalówką z sarkastycznym błyskiem, na chropowatej gładkości. Jest jeszcze linijka. Ta cały czas linkuje, o koślawej dziurce, pustej w środku. Wychwala swój otworek na okrągło. Nie rozumiem, jak można popadać w zachwyt, z powodu czegoś, co do mierzenia, nie jest w ogóle potrzebne. Mam jeszcze wesoło na smutno z niekształtną gumką. Z nią to wszyscy mają. Wciąż narzeka i upierdliwie maże. Także siebie lub co popadnie, gdyż rysować nie mogę, a coś musi. Cyrkiel omija szerokim łukiem. No właśnie. Cyrkiel ciągle rozwarty, jakby chuć w kącie dyndała pomiędzy. Rysuje w kółko, kółka. Naiwnie wierzy, że w końcu kwadrat mu wyjdzie. Akurat. Ale co mi tam. Nie będę robił sieroty i odbierał matkę głupich. Jemu to rysika wystarczy na długo. Kiedyś jak spał po kolejnym kółeczku, chciałem wyszarpnąć szczupły walec, z metalowego zgryzu ryjka, a resztkę swojego wypluć i w pustą dziurkę włożyć jego, ale mnie dziabnął przez sen nieśpiącym ochroniarzem, to znaczy: szpikulcem, w ściankę podłużnego sześcianu. No i temperówka. Miałem z nią najwięcej wspólnego. Do dziś. Teraz coś ją napadło i stoi wciąż na sztorc. Dlatego jestem taki tępy. Udostępnić dziurki nie chce. Wiem, kiedyś postąpiłem jak ostatni… no powiedzmy, przedostatni cham i naskarżyłem na nią piórnikowi. Powiedziałem, że ona po to jest, żeby mógł w nią wejść. Że to taka jej tożsamość. A on nawet nie raczył odpowiedzieć, tylko mnie walnął drewnianym bokiem, aż odskoczyłem na ostrze cyrkla. Teraz mnie szpecą dwie widoczne bliznoślady. A zestrugać nie ma czym. Dzisiaj usłyszałem głos Wielkiego Rysownika. To znaczy nie bezpośrednio. Mówił do nich, a oni powtarzali. Tacy byli przejęci. "Możecie temu zaradzić. Marudźcie, a będzie wam dane. To wyjdzie ogółowi na dobre." Więcej nie zrozumiałem, bo doznałem wizji. Ciekawe, czy proroczej? *** Wszyscy na mnie dziwnie patrzą. Otaczają z możliwych stron. Cyrkiel, linijka, gumka, nawet piórnik coraz bliżej. Mam złe przeczucie… o cholera… nie takie złe. Słyszę wielkie bum! To temperówka leży poziomo i zaprasza wywaloną zachętą. Aż mi grafit wewnątrz pęcznieje, robiąc podłużne pęknięcia, na drewnianym płaszczyku. Łapią mnie za długość i wtykają czubek, w powabną, stożkową otchłań, gdzie już czeka pieszczotliwe ostrze. Po chwili wiruję jak wariat. Balsam doznań wszelakich. A oni jeszcze pomagają kręcić. Drewniane obrzeże rysika jest zdejmowane do tyłu, a ten wychodzi na zewnątrz. Sztywny, goły i szary. Odsłonięty doszczętnie. Ale najważniejsze, że nie pęka. Schodzą ze mnie cienkie, kręcone wstążeczki. Muskają, pieszczą, skrzypią, aż w końcu… jestem ostry na końcu i zostaję wyciągnięty. Niestety. Nie jest mi dane odpocząć. Łapią mnie i coś mną piszą, na łanie białej kartki. Niby to moje przeznaczenie, ale nie mogli to piórem lub drugą osobowością cyrkla? Widocznie Wielki Rysownik, dał im takie wytyczne. O cholera. Jak fajnie. Znowu jestem w temperówce. Widocznie stępili czub. Ponownie wyciągają na zewnątrz. Piszą na kolejnej kartce. I znowu to samo. Wewnątrz. Na zewnątrz. I tak na przemian. No nie. Co za dużo, to nie grafitowo. Ledwo zipię. Już mnie prawie nie ma. Króciutki jestem. Ostatkiem sił – bo wreszcie mam czas – czytam, co tam za prośby mną nabazgrali, na wielkiej ilości kartek: "O Wielki Rysowniku. Okaż nam łaskę. Zrób coś z naszym ołówkiem. Nie chcemy mieć tępego, tylko zaostrzonego. Obiecałeś, że wtedy wszystko ulegnie poprawie. Nawet wspólne waśnie, takie czy inne. Zatem spraw, żeby zawsze miał ostry czubek." Hmm – myślę sobie – chyba coś poszło nie tak… zresztą nieważne. Nie mój problem. Może to i lepiej. Jestem co prawda kupą drewnianych ścinek z grafitową posypką, ale na pewno nie… tępym ołówkiem.
  11. @Dagmara Gądek ↔Dzięki:)↔Burza jak burza. Jedna z błyskawicami, druga tylko grzmi:) Pozdrawiam:) *** @befana_di_campi ↔Dzięki:)↔Fiku miku. Też bywa:)↔Pozdrawiam:)
  12. @Dagmara Gądek ↔Dzięki:)↔Przyznać, aczkolwiek subiektywnie muszę – iż Twój komentarz, jest ciekawszy od mojego wiersza, zarówno od strony wrażliwości skojarzeniowej, jaki i normalnej, życiowej. Naprawdę, miło było przeczytać:)↔Pozdrawiam😉↔A gdzie koniczynka 4? *** @Jacek_Suchowicz ↔Dzięki za ciekawe nawiązanie wierszowane. Może nie aż taka parodia, co jak w życiu bywa. Cieszy poezja, aż nagle masz ci los... przyziemna proza, którą "trzeba zaakceptować":)↔Pozdrawiam:)
  13. Jedna, kroplą jest. Dwie, to już deszcz.
  14. @violetta ↔Dzięki:)↔Gdy gorąco, to za zimnem, tak rzeknę. Gdy za zimno, to za→ciepłem:)↔Pozdrawiam:))
  15. @Dagmara Gądek ↔Dzięki:)↔Bunga bunga ma wiele znaczeń i wiele kwestii w mózgu kołacze:) Stabilnie oraz inaczej:)↔Pozdrawiam🤢😉)
  16. Źródło inspiracji zamierzone śniegu tyś białość srebrzysta z ciebie iskrząca zaspa ile godzi się łopatą namachać gdy zmęczenie wzrasta ten dopiero powie gdy wśród bolących kości i przekleństw się dowie którą stracił dziś twoją biel opisać muszę nawet gdy twarz zmęczoną widokiem twym wzruszę migotaniem tej jednej jedynej kałuży aż mi z nosa pociekło gdy zapłakałem na tobą śnieżynko co mnie mrozem pieściłaś wtedy światło ciepłe w tobie ujrzałem chociaż przez łopatę w nerwach uniesienie gdy cię odwalałem roztopiłaś sumienie
  17. błądzę w ciemności upadam nawet oświetlam drogę własnym przykładem
  18. @poezja.tanczy ↔Dzięki:)↔Ano właśnie, jak rzekłeś. To takie nawiązanie do sytuacji, gdy pewne podobieństwo zachowań, może wytworzyć dany odruch decyzyjny. Lepiej "żabie" bociana" ominąć:)↔Pozdrawiam też miło:~)
  19. @Dagmara Gądek ↔Dzięki za intrygujące spostrzeżenia. Przynajmniej wiem, o czym tekst lub o czym mógłby być(:😄:) Faktycznie. Czasami tak jest, że coś napiszę→ciągiem podświadomych myśli, a później czytam i mam nadzieję, że ma to jakiś sens. Różnie to bywa↔Pozdrawiam(:🍀:)
  20. W krainie struktur niewyjaśnionych, miód zlepia brzęczenie pasikoników, w żółto czarne paski karmelowych uciech. Z okrągłej łąki drzewa podłużnymi sękami, wykrawają kwadraturę koła, uplecioną z trysekcji kwitnących podziałów, w rzece niesionej szeptem płynnej ciszy, na początku teraz, gdzie dojrzewa czas. Zaprosi owocem do tańca i już nie puści, do czasu gdy sam obumrze. Użyźni godziny, minuty, sekundy. Wtedy to, w prześwitującej kołysce, dziecko zaistnieje powtórnie, w drugim płaczu świadomości, by kiedyś, na odgłosach pękania lodu, powędrować poza każdy możliwy horyzont. *** Przecież tort jest cały, oczekuje noża, po zdmuchnięciu świeczek. A kiedy zgasną lśnienia na turkusowym świecie, jest szansa że szczęście mu dopisze, tekst o dalszych śladach, zwykłego ciasteczka, które spadło ze stołu.
  21. @Dagmara Gądek ↔Nie ma sprawy😳:)↔Widocznie mieliśmy podobne myśli twórcze. Przy miliardach ludzi, jakieś prawdopodobieństwo tego typu zjawisk, jednak istnieje🙄 Emotki splagiatowałem, przyznaję↔🍀
  22. w staniu na jednej nodze mijała mu kolejna chwila aż żaby zaczęły go omijać
  23. @Dagmara Gądek ↔Dzięki:)↔To jest wiersz powtórkowy, będący już na tym portalu. Wrzuciłem→12.7.2022.→Nie czytałem Twojego wiersza↔Pozdrawiam serdecznie:))
  24. Milknie przesypywanie okiennic, w zamkach wyśpiewanych z milionów ziarenek. Na plaży zasypiają strudzone okruchy dnia. Zrobione na szaro zmierzchem, śnią o wirującej klepsydrze, spowalnianej czasem. A jeszcze tyle w nich niedokończoności. Niewielkie łódki wyrzeźbione w pomarańczowym lśnieniu, migoczą na utopionym niebie, swoje zbłąkane dna. Wpatrzone w skrzyżowany horyzont, poprzez przezroczyste zwierciadła, cicho pluskają modlitwy niemych ryb, pośród pływających otwartych brzytew. Może ktoś niebawem, zaciśnie w dłoni, okrwawioną ostatnią chwilę. Wyrzeźbi bruzdy, poprzez miękką płytkość pytań, gdzie umarły odpowiedzi. A jeśli przywoła świt, co opatrzy ranę pierwszym wypłynięciem. Brzeg opustoszał. Zniknęły pozostawione ślady. Lecz na falach serfuje niezatapialność.
  25. @Manek ↔Dzięki:)↔Też nie ogarniam wszystkiego do końca:))↔Pozdrawiam:) *** @Dagmara Gądek ↔Dzięki:)↔Im szukanie bardziej niełatwe, tym lico radośniejsze, gdy znajdzie↔Pozdrawiam😅;))
×
×
  • Dodaj nową pozycję...