Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Jan Paweł D. (Krakelura)

Użytkownicy
  • Postów

    1 624
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Treść opublikowana przez Jan Paweł D. (Krakelura)

  1. @Pia Zmienia, ale nadal dużo biedy. No i wszechobecna mafia.
  2. @Pia Dzięki, przemyślę to gdy. A bunkier pod Tiraną widziałaś? Robi ogromne wrażenie, ale bardzo przygnębiające.
  3. Z najwyższego punktu Korfu widać górzyste wybrzeże Albanii - kamieniste plaże, mafijne kurorty; nie widać betonowych schronów niczym grzyby przed deszczem, i największego obok Tirany, jak schizofreniczny labirynt, w którym wieje przeciwatomowym cieniem i chłodem, ścinającym krew, chwytającym za krtań jak zima której jeszcze nie było, tym bardziej mrożącym im bardziej się starał zachować pozory normalnego życia: kino, sklep, gimnastyczna sala, szkoła, przedszkole, i dla prominentnych dzieci - kącik zabaw. Nie widać także zagłodzonego nieomalże na śmierć białego konia stojącego przy bocznej drodze, którą nazwać można drogą tylko przy sporej dozie życzliwości. – Nie widać tego wszystkiego z najwyższego punktu na Korfu, lecz widać wolno zanikającą górzystą krainę, pogrążającą się w jeszcze żarzącym zmierzchu, widać niemal teflonowe morze łagodnie wmywające się w cień, przed którym z mozołem, chcąc zdążyć, niby mrówka w wytrwałym pośpiechu, ucieka brnąc biały stateczek, i nietrwałą szramę w teflonie tnie.
  4. @Gosława Dziękuję bardzo :) @beta_b Dziękuję bardzo :)
  5. @Gosława Dziękuję Gosławo :) @calluna Tak, to był mój, to jest drugi na ten temat. Bardzo mi miło :)
  6. @Nata_Kruk Myślę, że tego dźwięku nie da się zapomnieć.
  7. Wentylatory i kwiaty dawały nikły odpór szturmowym upałom, w których spoczęło na marach ciało babci Zofii Czaplickiej, otoczone ścianami rodzinnego domu, z politurowanym kredensem, zegarem ściennym, kaflową kuchnią, z której gadał do mnie ogień, w drżąco rozżarzone pejzaże mnie zapraszał, kiedy dziadek Julian na moment uchylał drzwiczki żelazne, a potem zamykał i przez szczeliny przezierał rudawy blask, wzmagając ciekawość tego co się za nimi kryje, gdy ciemny orzech w szyby zaglądał z ogrodu, a babcia grzała dziadkowi mleko na sen. Czułem strach przed spaniem w tym domu, pełnym opowieści o tym, co ludzie nazywają duchami, chociaż ja sam widziałem jedynie białego kota, istnieniu którego zaprzeczali przerażeni dziadkowie, twierdząc, że przewidziało mi się tylko. - W tym domu już bardziej spektakularnych zjawisk w doświadczeniu bezpośrednim nie dano mi; i nawet po śmierci babci Zofii Czaplickiej niczego tam nie doświadczyłem, poza woskowym chłodem jej martwej dłoni, której z ciekawości dotknąłem, gdy nikt nie patrzył, i słodkawym dotykiem ciężkiej woni, którą czułem znów potem w mieszkaniu, zbudzony w środku nocy.
  8. @Lahaj Ja też czasem grzybię, a nawet odbywam szamańskie podróże, ale nigdy sam, zawsze pod opieką rdzennego szamana i z szacunkiem do jego kultury i zasad, których on poleca się trzymać, ale to inna para kaloszy, od 7 lat. Po imprezowe substancje nie sięgam, trawy nie palę, nie dlatego żebym miał coś przeciwko, po prostu na mnie działa źle, jak kiedyś była naturalna gańdźa to co innego, teraz to nie wiem czego do niej dodają, raz od wielkiego dzwonu zapalę, ale wtedy kiedy jestem pewny źródła z którego to pochodzi. Ja nie twierdzę, że Twój wiersz jest o narkotykach, po prostu tak MI się skojarzył, i mógłby być o narkotykach, ale nie musi. To chyba na plus jak można interpretować po swojemu.
  9. @Lahaj Ale to się tyczy każdego uzależnienia. Ja raz byłem, przez całą noc wciągnąłem chyba 7 kresek, żeby poczuć to co czułem za pierwszym razem, i już mi się nie udawało, dlatego poczułem jaki diabeł w tym tkwi i od tamtej pory nie próbuję. Wystarczą mi obserwacje kolegów.
  10. @Lahaj Bałwanek dominuje... a kto w takiej narkomańskiej relacji dominuje? Bałwanek właśnie.
  11. @Lahaj No właśnie o to chodzi, że bałwanek ucieka, ślimakonos go goni, raz spróbował i teraz goni pierwszy śnieg, a on ucieka.
  12. Lubię groteskowe pomysły, to może być nos kokainowy, prędzej czy później opuszcza człowieka, albo człowiek redukuje się do nosa. Namalowałem kiedyś taki obraz i napisałem do niego wierszyk: tam był właśnie człowiek zredukowany do nosa (ze ślimaczą muszlą na grzbiecie) i gonił śniegowego bałwanka :)
  13. @Nata_Kruk Tak, pierwsza wersja była wyraźniej ironiczna, ale potem trochę to wysubtelniłem. Zastanawiałem się jak reaguje na huk petardy człowiek, który przeżył powstanie i walczył, i z czym mu się ten dźwięk kojarzy. Pozdrawiam.
  14. @Pia Tak, jest coś w tym, że ramy pomagają, często znajduje się ciekawe rozwiązania dzięki nim. Tutaj trochę chciałem eksperymentować z wyciągniętą frazą i maksymalnie dużą ilością sylab, może dlatego rymy nie rzucają się w oczy, niemniej jest to utwór rymowany. Pozdrawiam. :)
  15. @Konrad Koper Dobrze, będę ;)
  16. @Pia Bo to nie jest tylko dla dzieci, ale myślę że klimatem może działać na wyobraźnię dziecka. Dzięki.
  17. @Pia Może rymy nie rzucają się w oczy bo to jest 29 - sylabowiec:)
  18. @Pia Ale... on ma rymy, to jest wiersz rymowany :) @light_2019 Dzięki.
  19. Ok, może winienem wyjaśnienia, bo być może kontekst wiersza się przedawnił. Chodziło mi o głośną w swoim czasie sprawę morderstwa, kiedy to poetka Zuzanna M. wraz ze swoim chłopakiem zamordowali jego rodziców, którzy sprzeciwiali się ich związkowi. W zasadzie wiersz jest o tej Kosmicznej Martynie, czyli fance Zuzanny M.
  20. @Konrad Koper Suchar, zgadza się.
  21. W kwestii życia wiecznego, teorii wiecznego powrotu i podróży przez niezliczoną ilość wcieleń, chwieję się niczym na desce, którą ktoś położył na ruchomym walcu, niepewność jest środkiem ciężkości, ponieważ nie sądzę, ażeby coś człowieka upoważniało do wygłaszania radykalnych stwierdzeń, stawania pewnie na gruncie niedźwiedziej skóry, gdy nikt z żywych, jak dotąd, niedźwiedzia nie widział na oczy. To tyle filozofii. A tak zwyczajnie, chciałbym by ktoś stamtąd wrócił jednoznacznie, i powiedział: tak. Bo nawet moje zderzenia z tajemnicą: te dziwnie realne sny, o randze nieomalże spotkania; odgłos otwieranych drzwi po śmierci dziadka; tajemnicze dzwonki - a za drzwiami nikogo, gdy ojca rak mózgu już toczył i artretyzm prawie nie pozwalał mu wstać, to jego mrożące krew w żyłach pytanie: -Paweł, kto stoi w przedpokoju? – Nikogo tam nie ma, tato. – No przecież widzę, że jest, stoi i patrzy; tajemniczy cień powoli przesuwający się po ścianie; człowiek, z którym, dałbym sobie rękę uciąć, rozmawiałem, a którego nikt poza mną nie widział; rzadkie momenty uniesień, gdy podobny twarzy pełnej miłości wydaje mi się wszechświat; twórcze okresy, kiedy spisuję wiersze, jak gdybym ucho przytknięte miał do papierowej ściany, a za nią ktoś mi dyktował szeptem, i drabinę czarnych liter zsuwał mi przez otwór w dachu żebym się wspiął, wystawił głowę i przez chwilę rozejrzał, wtedy jak święty Franciszek chodzę po łące, rozmawiać chcę ze zwierzętami; ten dziwny, może śmieszny moment, gdy byłem niemal pewny, że z moim psem wymieniałem się rolami od zawsze – to wszystko wątpliwe argumenty i niczego nie dowodzą ostatecznie. Lecz gdybym jak niewierny Tomasz dotknął oparcia fotela, na którym nikt i nigdy nie siedział – zachowałbym dla siebie, bo nic mnie nie uprawnia do zadawania takiego bólu, choćby mojej wierzącej matce, albo Joli, która, kiedy leżeliśmy na plecach po ciemku patrząc w sufit, powiedziała: Jak umrę, chciałabym zostać wiewiórką i skakać po gałęziach. Nawet jeżeli to mrzonki, to niezupełnie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego kogoś może cieszyć fakt, że skazani jesteśmy na pastwę utraty wszystkiego, i że się tylko zbiegamy niczym ziarna. Więc gdybym mógł stać się bogiem, wziąłbym tę szczyptę atomów i utoczył w palcach rudy okruszek, żeby mogła w nim znowu na chwilę zamieszkać, i, z gałęzi na gałąź, podróżować w niezliczonych przebraniach.
  22. Tak z ciekawości pytam, bo niektórzy czytają to jako wiersz o Powstaniu, inni widzą tu ironię... Moją intencją była ironia, ale nie wiem czy jest dostatecznie czytelna... To raczej wiersz o obchodach rocznicy powstania, a raczej o pewnych jego aspektach.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...