Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    781
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. chmury stoją pod ścianą na porannej kromce chleba topi się maślane słońce gdzieś na niebie jej dłoń na mojej dłoni i wiersze wyprane pusta drabina rozpłynęła się we mgle kobiety są jak gwiazdy znikają
  2. idź już spać wiersze nie ponoszą odpowiedzialności za nieprzespaną noc przeczytam jeszcze kilka uliczek potem przeliczę baranki zaczynając od siebie w sennych podróżach łaszę się do czworonogów to bardzo bezpieczne nie gryzą koszmarami jutro obudzimy się na słodko z niczyjej winy
  3. koci wzrok usiadł na parapecie między mną a zachodzącym słońcem zawieszam fotografie dnia czas przechodzi turbulencje jak zwykle jak co dzień za narodziny chwili łyk wódki na agrafce jeszcze jedna sekunda rozmarzona jak wieczorna gwiazda w wielkim wozie samotności
  4. wracam do moich wierszy z koszykiem pustym tu wolno nam wszystko na ścieżkach wybudzonych wiosną zakwitły pierwsze słowa w błękicie nieba otwiera się życie kluczem lecących żurawi
  5. za czerwonym słońcem łowiliśmy ryby czas mrugał jednym okiem na wyspie łotrów zawieszonych głowami w dół dzieliliśmy łuski jakby tego nie było przeszliśmy dalej nie mogąc znaleźć haczyka
  6. wybudziłaś mnie z moich wierszy był kot zwinięty w poranek i spam owinięty kołdrą za ostatnim wersem czytam sen straszny i groteskowy na czczo
  7. północ w deszczu gwiazd mokną puste ulice gdzieś między trzecią a następną rozsypany człowiek w znieczulonej niedzieli przez kolejne warstwy okien oglądam nagie miasto dusimy się wzajemnie ściskam za gardło myśli nasze
  8. między pierwszą a drugą sceną filmu zjadł mnie rekin teraz jestem trawiony nie odnotuję tego na facebooku nie będzie lajków siedzę w swojej czaszce z płetwą na grzbiecie i tylko Bałtyk nie pasuje do mojego wnętrza
  9. z uciułanych chwil niewiele pozostanie w szkicu znad morza potykamy się o nienamalowane fale gdzieś w błękicie nieosiągalnych słów cichuteńki łopot mew brakuje tylko wschodów i zachodów nad sekretnym brzegiem życia
  10. wystarczy zabłądzić reszta odnajdzie się sama w przestworzach myśli między świeżym kolorem lasu a zielonym nadziei w szyderstwie ciszy wykropkowanej przestrzeni przesuwamy się palcem wskazującym o jeden wers za daleko
  11. wprowadziliśmy się tu wczoraj na chwilę w subtelnej tajemnicy przed szyderstwem codzienności w prognozie nie było tylu gwiazd androgenicznych kobiet w dobrze dopasowanym kolorze morza na plaży spowiadały się zakonnice w celach rekreacyjnych
  12. na białym płaszczu mruga czarna rzęsa czekam aż powiesz więcej nie rozumiem wszyscy jesteśmy gdzieś przecież w oddechu wiatru zapach marihuany nie uzależnia składam się z wody i kropli nadziei
  13. wybuchnęłaś wiosną uśmiechem po lewej stronie wiersza musiało się wydarzyć to niedzielne spotkanie zagubiona jaskółka co prawda były dwie nad krawędzią pustej kartki zanim pojawiły się słowa czekałem na końcu zdania padał deszcz a ty recytowałaś swoje niebo
  14. @kwintesencja dziękuję @Rafael Marius niestety temat aktualny @finch Dziękuję za komentarz . Zastanawiam się nad zamianą -rzeką z ciało. Pozdrawiam serdecznie
  15. nie zapisałem tego miała skórę matki i uśmiech ojca wyłowiony z tłumu po tamtej stronie drzewa mają inny kolor szumią zobojętniałym językiem lodowatego wiatru na odnalezionej rzęsie ostatnia łza ciało przykryte rzeką w które ciężko uwierzyć
  16. @Kwiatuszek Dziękuję
  17. kiedy pada deszcz lubię iść ogarnia mnie Warszawa ulice ułożone pod wiatr czarne parasole wychodzą z żabki kiedy szlocha deszcz depczę kałuże na Poniatowskim zgniłe liście lepią się do butów po drugiej stronie Wisły kiedy na ścieżce półmroku pulsuje zielone poeci bazgrzą w podcieniach mokre wiersze przechodzą ulicą
  18. w przestrzeni wieczoru czerwony semafor czeremcha nie zerwana i ostatni Polregio do Hajnówki następny przybędzie jutro według rozkładu wstanie słońce zapłonie pierwszy wers potem zalajkujesz moje wiersze ta sobota ma coś z literatury pięknej czytamy czas jest godzina ta sama i nieobowiązkowa
  19. okaleczone sny płoszą wyszukane kompleksy zagubionej nocy tradycjonaliści śpią w gniazdach kiedy wiosna tapla się w błocie mojego wnętrza błądzę z chmurami w głowie w kruchym pejzażu fotografujesz moje serce
  20. spacerujemy w przestrzeni nie naszej gdzieś na końcu nieba w labiryncie krzyczących gawronów ponad lasem muśniętym sepią dialog szyderczych chmur ostatni wers zawieruszył się w rozsypanych słowach dziś w promocji są cytryny zmiksujemy kwaśne wiersze na kolor zielony
  21. @agie Dziękuję
  22. w światłach lokomotywy kończy się bieg zapomnianej rzeki na pustym moście pod powierzchnią nocy błąkają się bezdomne sny w ciszy pomiędzy ramionami drzew maleńki skrawek horyzontu tyle barw ile myśli wędruję po ścieżkach malowanych dzień wcześniej świt zagląda w oczy
  23. caffee to go obrócona kolejny raz nie stygnie przymglony Berlin mruczy w rytmie another brick in the wall napisałem ci drogę do metra zbiegamy do własnego wnętrza
  24. noc była sztuczna segregowaliśmy nasze biodegradowalne sny do plastikowych worków puszki po piwie to inny temat wprawdzie rano zakwitły kwiaty w skróconej wersji poranka pojawił się prawdziwy kot w niedomalowanych butach ryby świeciły oczami
  25. może mnie skuszą Robin Hooda ścieżki pod liściem mokrego dębu retrospekcja zwiewnego kaptura i wers w napiętej cięciwie w nieistniejącym czasie mała chwila na słowo ugodzone słowem w nawias wplątana ciemność i myśli zranione strzałą zbłąkaną kolejnego wiersza
×
×
  • Dodaj nową pozycję...