Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

marekg

Użytkownicy
  • Postów

    824
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez marekg

  1. @Nata_Kruk Ukłon z mojej strony za wnikliwe czytanko . Dzięki!
  2. pod parasolem Dzień dobry gramoli się w porwanych chmurach plusk mijam żółte kalosze ulice bez dna wypełniają tykające krople wiatr przesuwa bezludny plac niebo zawisło na iglicy przestało zaczęło się przejaśniać w moim smartfonie wychodzi słońce
  3. zerkam na miasto jest jeszcze noc senne liście pierze deszcz lśnią mokre ulice pierwszy a może ostatni tramwaj mieni się w ciemności symboliczne schody otwierają niebo w drzwiach czeka na mnie Judasz trzymam się blasku gwiazd senne myśli wirują w powietrzu jak ćmy
  4. z gałęzi snu zrzucił nas poranny wiatr w obłokach niedospanej nocy wierciły się nasze myśli owady wędrowały przez las potem spadł purpurowy deszcz zmył ostatnie słowo z suchego języka i zielone metafory świerszcz grał jeszcze przez chwilę
  5. a może morze jesteśmy sami bez uniesień bez fal namiętności noc otula nas rybim ogonem łuszczą się sny rozmaite zimno drapie się za głowę panele podłogowe imitują mokry piach i senną plażę na odludziu chore zatoki dokuczają nieobecnym dryfujące myśli wyrzuciło na brzeg zrywamy się zachłannie każdy w swoją muszlę
  6. zerkamy w gwiazdy potem logujemy się w mętnej ciszy las ma kolor nocy taki nijaki ostatnia przyczajona butelka czeka na polanie na Facebooku bez zmian obserwujemy przez lornetkę sarny i siebie
  7. a potem zgasło światło w ciszy świecy siedzieliśmy w jedynym jasnym oknie w końcu nastała ciemność westchnęła i zasnęła żółty pies ujada z powagą po drugiej stronie księżyca jest kilka ciekawskich osób wiosna drukuje się w 3D replay zielony pies szczeka ale z honorem
  8. a kiedy się tłumaczę mój translator pomija kolejne zwroty spocony siadam na skraju wiersza cień w lustrze odbija się czkawką zmęczonej niedzieli
  9. całą noc las krzyczał drzewami drogi snu rozpłynęły się w błocie myśli przewiał wiatr deszcz nie zmrużył ani jednej kropli grafitowe niebo spadło szumnie na czułe ciało ziemi oddech przybierał na sile a potem milkł za horyzontem zanurzyłem się w kałuży w moim poczuciu pokoju panował niepokój
  10. za blokiem pies szarpie się z chmurami ulewa rozmywa miasto mamy adidasy po kostki i nylonowy parasol nie wydziwiaj dziś szczeka na jutro a wieczorem wyjdziemy na kolejny spacer ugryziemy chwilę przyjemności samotność już nie doskwiera czworonogom
  11. niestety !
  12. a kiedy przechodzę obok matowe morze ścieli się do snu w niekończącej się wędrówce słońce gaśnie kolejny raz dokucza mi jedynie cień przemijania
  13. w ostatnim wersie skulonego wiersza nie mieszczą się krople miastem pachnie deszcz w mokrym parku w szaleństwie zieleni na niby śmietankowe lody na niby motyle siedzą pod parasolem czekam na pierwszy i kolejny tramwaj trochę żółty trochę czerwony na ławce angielski dla zmęczonych
  14. grzechem jest nie widzieć anioła wszystko jest ponieważ nie ma nic na pustej ulicy deszczowe miasto spływa w przestrzeni iluzji w smugach zgaszonych okien kolejne niebo na skamieniałych skrzydłach nagie ciało sposobi się do lotu
  15. na ostatniej stronie albumu ciemna strona księżyca w oknie kilka niewyekspediowanych gwiazd to nie spam wielki wóz odjechał w ciszy smakosze zmroku kołyszą się w hamaku nocy
  16. ta noc jest zupełnie inna lunatycy uganiają się za księżycem w refrenie kołysanki jest nadmierna ilość kotów sen nie może zasnąć koszmarem pomieszkuje w moim łóżku nie nie jestem wybudzony zegar tyka jak bomba i terroryzuje
  17. @APM nie , nie mieszkam i nie są to moje rodzinne strony ......ale uwielbiam to miejsce . Moim zdaniem jest tam najpiękniejsza cerkiew na Podlasiu i nurt rzeki Narew , zjawisko bezcenne ! W Puchłach kręcono zdjęcia do polsko-amerykańskiego filmu My name is Sara .
  18. w bezkresie idyllicznych łąk artysta maluje krzyż to taki drogowskaz dla grzeszników po zgarbionych drzewach przechadza się cień wiosny błękit nieba mruga w cerkiewnych oknach w mgle poranka rozpłyną się głos dzwonów i słów z pierwszej ewangelii sarna przebiegła między wspomnieniami które niesie wiatr pokornie
  19. las wychyla się zza drzew teraz mogę błądzić między cieniem a szeptem słońca pierwszym a ostatnim słowem ktoś spłoszył ptaki gałąź zrywa się do lotu
  20. zawsze siadam na zielonej ławce myśli nie mają kolorów w ciasnym parku jest nadgryziony brzeg mdłej rzeki i ruiny drzew kruki świecą oczami chaos ciągnie się za horyzont wściekłe słowa lepią się do ust które jeszcze mówią wierszem
  21. to tylko przestrzeń barwiona blaskiem słońca nasz cień przedziera się przez codzienność zrozumiałą i niezrozumiałą resztę napisze los w kilku wierszach potem policzy nas na palcach
  22. usiadłem na skraju zapomnianej łąki złakniony oczyszczony zieleń zawija się tuz za rogiem kolejnego żubra dziś wiatr ma odmienne stany świadomości ale to już inna strona Narwi
  23. pierwszy spacer na ulicy szklanka za szklanką w herbacianym poranku stygnie cytrynowy sen w metafizycznej przestrzeni ja na łańcuchu i pies w kagańcu odprowadzamy się pod same drzwi tramwaj skręca w swoją stronę
  24. po drugiej stronie brzegu świat ma kolor wczesnego poranka ze słońcem i kawą ci do twarzy teraz szukamy ciszy na skraju jeziora samotna plaża zanurzamy się w głębiny swoich myśli
  25. senna filiżanka stygnie w dłoni za chwilę nastąpi wieczór nam nadzieję Dobry wieczór herbaciany las gaśnie w melancholii kilka zdjęć zrobię później przecież nie zostawiłaś mi kluczy ptaki wędrowne czekają na wycieraczce
×
×
  • Dodaj nową pozycję...