Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Polman

Użytkownicy
  • Postów

    1 385
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Polman

  1. Janina (Janka) Hescheles Altman - 12 letnia dziewczynka "DO MAMUSI" Tak źle mi, ciężko Lecz cóż, Ty jesteś daleko Już piasek twe oczy kryje To drogie serce nie bije, Ach, czemuś mię tak skrzywdziła I samą zostawiła? Śród tylu obcych ludzi Mam się sama trudzić? Lecz chyba z nieba mnie widzisz I całkiem już nie skrzywdzisz I gdy noc będzie w obozie I cisza już wkoło Z nieba zejdziesz do mnie Siądziesz na moją pryczę I jak dawniej pocałujesz mnie w czoło. Godziny, minuty liczę Na takie cudowne spotkanie Radosne powitanie I utonę na twem łonie I tak mi będzie cudownie, Na duszy lekko, błogo. Lecz cóż taka krótka chwila Nacieszyć się tobą nie mogę Zaraz ode mnie odchodzisz Ja wiem, świata się boisz Złego, ludzkiego wejrzenia Chowam się pod koc Szukając ukojenia Wszak taka cudna noc Wznieca bardziej ból Lecz myślę, że przyjdziesz znów, Że to wszystko na jawie Ach przyjdź mamo, przyjdź Moje kochanie urodziła się we Lwowie w 1931 r. Jej ojciec Henryk Hescheles (1886–1941) był współzałożycielem, a następnie redaktorem naczelnym dziennika „ Chwila” — popularnej gazety żydowskiej ukazującej się we Lwowie w okresie międzywojennym. Zginął w lipcu 1941 r., zamordowany w pierwszych dniach niemieckiej okupacji Lwowa, w czasie pogromu zwanego „akcją więzienną”. Matka Janki, Amalia z d. Blumenthal (1903–1943) przed 1939 r. pracowała jako nauczycielka hebrajskiego, a także w redakcji „Chwili”. Już po zniesieniu getta i wywiezieniu części ludzi na śmierć popełniła w obozie janowskim samobójstwo wraz z grupą innych pracowników szpitala. Janka po nieudanych próbach znalezienia schronienia wśród ludności nieżydowskiej przedostała się do obozu janowskiego. Wiersze, które układała i recytowała współwięźniom, stały się jej przepustką na konspiracyjne zebrania literackie organizowane przez Michała Borwicza. Przyjaciele Borwicza z PPS, którzy pomogli mu w ucieczce z obozu, niedługo później, w październiku 1943 r., wydostali ze Lwowa także Jankę. Po ucieczce znalazła się w Krakowie, gdzie kilkakrotnie zmieniała adresy. Ostatecznie trafiła do sierocińca prowadzonego przez Jadwigę Strzałecką i tam pozostała — najpierw w Poroninie, później aż do matury w Sopocie. W 1950 r. wyjechała do Izraela. Studiowała tam chemię w Izraelskim Instytucie Technologii Technion w Hajfie. Pod koniec studiów założyła rodzinę. W Instytucie Technion, w Instytucie Weizmanna w Rechowot i na Uniwersytecie w Monachium uczestniczyła w licznych pracach naukowych. Jest autorką wydanych po hebrajsku książek „Oni jeszcze żyją” (1967) i „Co będzie jutro?” (1972), „Złoto — z wnętrza ziemi w przestrzeń międzyplanetarną” (1977); „Złotowłosa” (1991), „Biała Róża — studenci i intelektualiści w Niemczech przed dojściem Hitlera do władzy i później” (2007). Mieszka z mężem w Hajfie.
  2. Zuzanna Ginczanka "SŁONECZNA DROGA" Naprawdę nazywała się Sanka Ginzburg. Ta młoda żydowska dziewczyna była wielbiona za urodę i talent. Lubiła spędzać czas z Julianem Tuwimem i Skamandrytami. A Witold Gombrowicz wypił z nią bruderszaft. W czasie wojny ukrywała się w różnych miejscach, jednak wciąż ktoś "życzliwy" na nią donosił. W końcu trafiła na ulicę Mikołajską w Krakowie, gdzie również ją wydali. Została rozstrzelana w wieku 27 lat. Tablica na kamienicy przy ul. Mikołajskiej 26 w Krakowie, upamiętniająca Zuzannę Ginczankę, wmurowana w miejscu, gdzie się ukrywała w latach 1943-1944, w 100-lecie jej urodzin w marcu 2017.
  3. Abram Cytryn "ŚNIEŻNY DZIEŃ" - 13 letni chłopiec Nazywam się Lucie Bialer i jestem siostrą Abrama Cytryna. Jako jedyna z całej naszej rodziny wróciłam z piekła. Mama i Abramek zostali zagazowani w Auschwitz. Ojciec nasz, Jakub Cytryn, zmarł z głodu w getcie. Jego grób znajduje się na cmentarzu żydowskim w Łodzi. Po wojnie wróciłam do Łodzi, sądząc, że spotkam kogoś z rodziny. Pobiegłam szybko na ulicę Starosikawską, ostatnie nasze miejsce zamieszkania w getcie. Cudem uratowałam utwory Abramka, te które zostawił w naszym mieszkaniu. Było tam dużo wierszy i dużo utworów prozą. Najlepsze utwory mój brat zabrał ze sobą… Po powrocie do Łodzi poznałam Zygmunta Bialera i wyszłam za niego za mąż. Urodziłam córkę Nelly. Wyrosła na znanego adwokata. Niestety zmarła w wieku 40 lat w roku 1988. Kilka lat po śmierci mojego dziecka zmarł także mój mąż, Zygmunt Bialer. Zostałam sama. Pisanie o mojej rodzinie to mój obowiązek. Chciałabym, żeby Abramek − kiedy umrę − pozostał w pamięci przyszłych pokoleń, przede wszystkim młodych ludzi. Kiedy pisał te wiersze, był w ich wieku. Pisać, to znaczyło dla niego − żyć. Mówił często, że jeśli zabraknie mu pióra, będzie pisał własną krwią. Chciałam zadedykować tę książkę wszystkim dzieciom świata. Jestem bardzo wdzięczna wszystkim, którzy pamiętają w Łodzi o moim bracie. Dziękuję z całego serca władzom miasta, szczególnie Panu Prezydentowi Kropiwnickiemu, że jest w Łodzi ulica imienia Abrama Cytryna. Dziękuję Pani Krystynie Radziszewskiej, że podjęła inicjatywę wydania utworów mojego brata oraz Pani Ewie Wiatr i Panu Dariuszowi Leśnikowskiemu za trud włożony w opracowanie tej publikacji. Bardzo dziękuję firmie Amcor Rentsch Polska za sfinansowanie wydania tej książki. Paryż, luty 2009 Lucie Cytryn-Bialer
  4. Janina (Janka) Hescheles Altman "DO MAMUSI" - 12 letnia dziewczynka urodziła się we Lwowie w 1931 r. Jej ojciec Henryk Hescheles (1886–1941) był współzałożycielem, a następnie redaktorem naczelnym dziennika „ Chwila” — popularnej gazety żydowskiej ukazującej się we Lwowie w okresie międzywojennym. Zginął w lipcu 1941 r., zamordowany w pierwszych dniach niemieckiej okupacji Lwowa, w czasie pogromu zwanego „akcją więzienną”. Matka Janki, Amalia z d. Blumenthal (1903–1943) przed 1939 r. pracowała jako nauczycielka hebrajskiego, a także w redakcji „Chwili”. Już po zniesieniu getta i wywiezieniu części ludzi na śmierć popełniła w obozie janowskim samobójstwo wraz z grupą innych pracowników szpitala. Janka po nieudanych próbach znalezienia schronienia wśród ludności nieżydowskiej przedostała się do obozu janowskiego. Wiersze, które układała i recytowała współwięźniom, stały się jej przepustką na konspiracyjne zebrania literackie organizowane przez Michała Borwicza. Przyjaciele Borwicza z PPS, którzy pomogli mu w ucieczce z obozu, niedługo później, w październiku 1943 r., wydostali ze Lwowa także Jankę. Po ucieczce znalazła się w Krakowie, gdzie kilkakrotnie zmieniała adresy. Ostatecznie trafiła do sierocińca prowadzonego przez Jadwigę Strzałecką i tam pozostała — najpierw w Poroninie, później aż do matury w Sopocie. W 1950 r. wyjechała do Izraela. Studiowała tam chemię w Izraelskim Instytucie Technologii Technion w Hajfie. Pod koniec studiów założyła rodzinę. W Instytucie Technion, w Instytucie Weizmanna w Rechowot i na Uniwersytecie w Monachium uczestniczyła w licznych pracach naukowych. Jest autorką wydanych po hebrajsku książek „Oni jeszcze żyją” (1967) i „Co będzie jutro?” (1972), „Złoto — z wnętrza ziemi w przestrzeń międzyplanetarną” (1977); „Złotowłosa” (1991), „Biała Róża — studenci i intelektualiści w Niemczech przed dojściem Hitlera do władzy i później” (2007). Mieszka z mężem w Hajfie.
  5. Wadim Tyszkiewicz - niezależny senator RP "Pośle Kaczyński, wraz ze swoją świtą, bądźcie przeklęci, za to, że tak bardzo skłóciliście i podzieliliście naród na dwa wrogie rozpalone, zwalczające się obozy, gotowe skoczyć sobie do gardeł przy pierwszej iskrze. Za to, że wczorajsi przyjaciele, są dzisiaj zaciętymi wrogami. Za to, że wykrzesaliście z Polaków ogromne pokłady wzajemnej nienawiści. Za to, że brat staje przeciw bratu. W końcu do krwi" https://gazetalubuska.pl/wadim-tyszkiewicz-przeklal-pis-jest-gotow-oddac-mandat-senatora-honor-jest-dla-mnie-drozszy-od-pieniedzy-funkcji-czy-stanowisk/ar/c1-14720164
  6. Ktoś obok przechodzi. Nawet mnie nie zauważył. Idzie następny. Staje niedaleko na kilka sekund. I już sobie poszedł. Nie wiem, po co się zatrzymał. Nadchodzi kolejny. Pyta która godzina. Ledwo wyciągnę zegarek a już sobie poszedł. Czemu tak jest, dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, może jestem tylko chwilowo ukazującą się zjawą. Tekst całkiem OK. Pozdrawiam ?
  7. @Marek.zak1 o kurczę ;-)
  8. Spełnia ostatniej zwrotki. I wszystkiego co dla Was piękne i ważne.
  9. Pamiętaj, że przed nami zawsze są jakieś święta ;-)
  10. Moim zdaniem te trzy słowa kilka lat temu miały zupełnie inne znaczenia. I do tego znaczenia chciał bym powrotu. Pozdrawiam ?
  11. Polman słucha ;-) Serdecznie pozdrawiam ?
  12. @Marek.zak1 prawda niestety nie jest dla nas miła. A za gratulacje dziękuję :-) Pozdrawiam :-)
  13. Do kraju tego, gdzie wzgardy kamienie Rzucą w bliźniego przez znienawidzenie Niemym ich sumienie! Wiodą nas, Panie. Do kraju tego, gdzie słowo fałszywe Które niweczy wszelkie ich staranie Nie jest obrzydliwe! Wiodą nas, Panie Do kraju tego, gdzie władzą się stają Ci którzy posiądą tu to uznanie Kradną ale dają! Wiodą nas, Panie Do kraju tego, gdzie nie jest obrazą Inności wszelkiej piętnem stemplowanie Tu jest nam zarazą! Wiodą nas, Panie Do kraju tego, gdzie krwią okupiona Wolność wolą ludu tego zostanie Za grosze sprzedana! Wiodą nas, Panie Do kraju mego, gdzie naród zbratany trzech słów odnowi dawne ich znaczenie: Bóg honor ojczyzna Wrócić daj, Panie
  14. Polman

    Życzenia świąteczne

    Niech narodzi się Dobro w nas i dla nas. Wesołych Świąt.
  15. @Dekaos Dondi gdy czytałem Twój tekst, czułem jakbym czytał własne myśli. Zgodność co do nawet pojedynczego atomu :-) Przyznam, to nadzwyczajne odczucie. Dzięki i pozdrawiam :-)
  16. Polman

    pytanko?

    Wiec Janie żyjemy nadzieją:-) Pozdrawiam. Tylko czy ludzie jeszcze rozróżniają to co się mówi od tego co jest w rzeczywistości?
  17. Polman

    pytanko?

    Ale to były piękne czasy... Mieszałek mówił ludzkim głosem... Żart był żartem.... Było to to uszczypliwe, ale nie chamskie. Czy my możemy jeszcze być tacy?
  18. Andrzej Koraszewski 2018-07-15 „Modlitwa” obraz namalowany przez Abramka Koplowicza w 1943 roku. Abramek miał trzynaście lat, kiedy znalazł się w transporcie z łódzkiego getta do Auschwitz. Cudem ocalał zeszyt z jego wierszami. Odnalazł go po śmierci ojca Abramka syn jego drugiej żony, Eliezer “Lolek” Grynfeld i niestrudzenie próbuje te wiersze ocalić od zapomnienia. Kiedy papież Franciszek odwiedził stolicę Izraela, czytano mu jeden z tych wierszy w Jad Waszem, chociaż byłoby po stokroć lepiej, gdyby te wiersze czytały dzisiejsze nastolatki. Tak często zachęcamy młodych ludzi do marzeń, tak bardzo chcielibyśmy, żeby nie tylko znali historyczne fakty, ale również rozumieli ich ludzki wymiar. Abramek Koplowicz miał marzenie, że kiedyś obejrzy świat, w swoim wierszu tak to opisywał: Jak ja mieć będę dwadzieścia lat, Zacznę oglądać nasz piękny świat. Usiądę w wielkim ptaku motorze I wzniosę się w wszechświata przestworze. Popłynę, pofrunę w świat piękny, daleki, Popłynę, pofrunę przez morza i rzeki. Chmura siostrzycą, wiatr będzie mi bratem. Się będę zdumiewał nad Nilem, Eufratem, Zobaczę sfinksy i piramidy W prastarym kraju boskiej Izydy. Przepłynę nad ogrom wody Niagary Kąpać się będę w słońcu Sahary. Przez szczyty Tybetu, co w obłokach giną, Nad cudną, tajemną magów krainą. A wydostawszy się spod skwarów mocy Będę szybował nad lodem Północy. Przefrunę nad wielką wyspą kangurów I nad szczątkami Pompei murów. I nad świętą Ziemią Zakonu Starego I nad ojczyzną Homera słynnego. Się będę zdumiewał nad pięknym światem - Chmura siostrzycą, wiatr będzie mi bratem. Abramek nie miał żadnych szans na to, żeby to jego marzenie się ziściło. Kiedy pisał te wiersze, był w łódzkim getcie, zarabiając na miskę zupy w warsztacie szewskim. Czasem opisywał to życie żartobliwie, chociaż z innych jego zapisów wiemy jak dobrze rozumiał powagę sytuacji i koszmar otaczającej go rzeczywistości. W wierszu „Hej, w resorcie” pisał: Hej w resorcie tam wesoło, Siedzą sobie szewcy w koło, Biją prosto, biją krzywo, a robota wre aż żywo. Jeden gwiżdże, drugi śpiewa, A pan majster się nie gniewa, Bo jak śpiewa się foxtrota, Prędzej idzie gwóźdź spod młota. Nasz pan majster człek morowy, Filozof on sobie zdrowy, Jak słówko jakieś powiada, Głęboko w serce zapada. Biją młotki z patosem, Obcęgi klekocą, Leżą trepy stosem, A szewcy się pocą, Za zupę co w resorcie mają. Te jego wiersze dotarły do polskiego czytelnika po raz pierwszy dopiero w 1993 roku. Wydała je w małym nakładzie „Oficyna Bibliofilów” i dotarły do nielicznych. Były już wtedy znane nie tylko w Izraelu, ale i we Francji. Dowiedzieliśmy się o Abramku z artykułu zaprzyjaźnionej publicystki „Jerusalem Post”, Sary Honig i zdumieni, że nigdy o nim nie słyszeliśmy, skontaktowaliśmy się z Eliezerem “Lolkiem” Grynfeldem i dostaliśmy od niego zbiorek wierszy Abramka. Małgorzata, wspólnie z Sarą Lawson przełożyły kilka z nich na angielski (wcześniejsze tłumaczenia na angielski były z hebrajskiego, a nie z polskiego oryginału.) Te tłumaczenia wierszy Abramka opublikował na swojej stronie Jerry Coyne, a tam znalazła je amerykańska artystka plastyczka, Kelly Houle, która robi bibliofilskie wydania książek niezwykłych. Poruszona tymi wierszami Kelly postanowiła wydać wybrane wiersze Abramka w tłumaczeniu na angielski, najpierw w 60 egzemplarzach na czerpanym papierze, z jej ilustracjami i ręcznie drukowane na starej, klasztornej prasie drukarskiej (potem książka ma ukazać się w normalnym nakładzie). Dostaliśmy już próbny egzemplarz, oprawiony w płótno i zdumiewająco pięknie zrobiony. Kelly zamieściła na swoim Facebooku kilka zdjęć zrobionych podczas pracy z tą książką Tu akurat drukowany jest wiersz „Zegar” Wisi zegar na ścianie, Powoli godziny mierzy, Po kątach słychać cykanie, Co kwadrans głośniej uderzy. Się obracają wskazówki, Po białej tarczy zegara, Coś wewnątrz burczy jak mrówki, I płynie melodja stara. Bez słuchu się luźni sprężyna, Kółeczka się obracają. Już późna wybiła godzina, A one nie ustawają. Czasem się dłuży minuta, Zdaje się być wiecznością, A gdy jej potrzeba, Ucieka z zawrotną szybkością. I wisi zegar na ścianie, Powoli godziny mierzy. Po kątach słychać cykanie, Co kwadrans głośniej uderzy. O historii tych wierszy Lolek Grynfeld pisze: „Dopiero po śmierci (ojczyma) Mendla Koplowicza (a więc w roku 1983 – A.K.) dowiedziałem się o dziejach jego syna Abramka. Po wojnie Mendel odnalazł na strychu ich mieszkania w getcie zeszyt z wierszami pisanymi przez synka, fotografię rodzinną oraz rysunek Żyda owiniętego w tałes, modlącego się przy arce w ubogim pokoju. Mendel oprawił ten rysunek w ramkę i powiesił go w pokoju, ale o zeszyciku Abramka nikomu nie powiedział. Gdy zająłem się badaniem czasu Zagłady, wśród rzeczy pozostałych po Matce i Mendlu znalazłem zeszycik Abramka, a w nim pisane po polsku wiersze. […] Pierwszymi, którzy uznali genialne, wszechstronne zdolności chłopca, unicestwione przez Zagładę, byli właśnie Polacy. Polski dziennikarz Zbigniew Nowak, który mnie odwiedził z grupą polskich pisarzy, zareagował z entuzjazmem i postanowił opublikować te wiersze w Łodzi. Znany poeta i krytyk literacki, Zbigniew Dominiak napisał w przedmowie: ‘Piećdziesiąt lat po śmierci Abramka stajemy oszołomieni wobec ogromnej straty zadanej naszej kulturze’. […] Gdy opowieść o znalezionym zeszycie Abramka zyskała rozgłos w miejscowej prasie, zgłosiła się znana poetka i tłumaczka, Irit Amiel i przełożyła wszystkie wiersze na hebrajski.” To hebrajskie tłumaczenie wierszy Abramka wydane zostało przez Jad Waszem, a pierwszy egzemplarz przekazany został prezydentowi Ezerowi Weizmanowi. W Łodzi jest ulica Abramka, jest tam również jego symboliczny grób, słyszałem o planach budowy jego pomnika. Czy bibliofilska książka Kelly Houle z wierszami Abramka Koplowicza i jej ilustracjami dotrze kiedyś do polskich szkół? Mało prawdopodobne, chociaż nie można wykluczyć, że jakieś wydawnictwo zdecyduje się na wydanie jej po polsku.
  19. Ja chciałbym, chciałbym, chciałbym być poetą, Bo dobrze, dobrze być poetą, Bo u poety nowy sweter Zamszowe buty piesek seter I dobrze żyć na świecie Ja chciałbym, chciałbym, chciałbym być poetą, Bo byczo, byczo u poety... Piszesz co było na początku. A jakie było zakończenie? :-) Serdecznie pozdrawiam. Jestem pod wielkim wrażeniem:-)
  20. @TakitamWpis zgadzam się z Tobą całkowicie. Ale obejrzyj ten film jeszcze raz, gdy znasz jego finał. Przy drugim oglądaniu dociera do nas ten przekaz, który był mało zauważalny przy pierwszym oglądaniu. Mam na myśli te dziwne hałasy docierające do szwalni. Gdy znamy już finał i oglądamy drugi raz i widzimy reakcje na te odgłosy szwaczki z tylnej ławki, to przyznam, ze ja byłem tym sparaliżowany.
  21. To rozważania w ramach dynamicznie rozwijającej się w dzisiejszych czasach nowej dziedziny wiedzy - gramatyki szamba :-)
  22. Rok to strasznie długo. Proponuję Wam inną jednostkę czasu: mija dzień, gdy byłem z Tobą a we mnie tylko to jest żalem że nam o ten jeden mniej zostało z dni kiedy los tu dał być razem Serdecznie Was pozdrawiam :-)
  23. Żeby coś o tym powiedzieć... Potrzebne są puzzle, ciemny pokój... I chwila refleksji...
  24. Ta piosenka to utwór przede wszystkim Marka Grechuty !!! :-) Pozdrawiam.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...