Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    5 038
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. Arsis

    Ambientalnie

  2. Mój głos idzie poprzez mury, podłogi, szyby. Wsiąka w nicość. Rozprasza się wraz z biciem mojego serca… Słońce oślepia moje oczy. Niemiłosiernie parzy, wyciskając łzy. Słońce na liściach drzew, na korze, na asfalcie drogi… Nie chcę, abyś była historią, albowiem pada tam wczorajszy deszcz i skapuje poprzez palce prosto na twarz… Wróć. Proszę… Wiem, to wszystko moja wina. Moja… Moja cholerna wina… Nie musicie mi tego ciągle powtarzać. Idźcie stąd, wy wstrętne demony cynizmu… Idźcie precz! Wiem, jak ją bardzo zraniłem. Wiem… Zostawcie mnie. Ja, muszę sam… Widzę swój na ścianie przechylony cień. Powoli się rozpada. Zaprzepaszcza w czasie… Nie pozwól. Wróć. Jestem tu i czekam. Na tym naszym przystanku. Tym, właśnie… Wiem, mój romantyzm jest zbyt nadmierny i może zniechęcać, ale — kocham cię, miłością najszczerszą. Mój sentymentalizm. Mój płacz… Trzymam w dłoniach twoje zdjęcie.. Ten twój uśmiech. Całą ciebie. Wróć i pozwól spróbować jeszcze raz. Choć, jedyny raz. Wróć i bądź. Ja, będę. W majowej rosie łąk, w kwiatach… W bujnym ogrodzie… Wiesz, idę teraz sam a ptaki zrywają się do lotu, spłoszone nagłym westchnieniem. Lecą, gdzieś, nie wiadomo, gdzie. Idę, wśród wyblakłych kolorów. Wśród czerni i bieli. Wśród szmerów ulicznego ruchu… Nie pozwól… (Włodzimier Zastawniak, 2023-04-28)
  3. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  4. Biegniemy w słońcu. Biegniemy razem w pół drogi, między ziemią a niebem. Nad nami chmury rozkładają skrzydła i okrywają cieniem nasze uśmiechnięte twarze. Jesteśmy tutaj, będąc jeszcze. Na tej ścieżce w ogrodzie, w którym byliśmy. Zagubieni w gąszczu, w wielozielu bez woni. W korzeniach, łodygach, płatkach… W eksplozji wonnych kwiatów, w malwach, anemonach. W kosmosie podwójnie pierzastym… Kiedyś dzieliło nas dużo światła, które spadało z wysokich, smutnych otchłani. Lecz teraz trwa w nas, otaczając aureolą łagodnego blasku. Coś zaszeptało do cienia spoza gęstwiny purpurowego bzu. Zaszeleściło, zagwizdało. Zaiskrzyła źrenica w nagłym przelocie spłoszonego ptaka. Ściekają po nas pierwsze krople majowego deszczu. W jasnym snopie, tym właśnie. Takie pierwsze i ciepłe. Łzy wielkiego szczęścia. Płyną, płyną nisko nad łąką… Płyną za las flotylle brzuchatych obłoków … Po wierzchu twojej dłoni idzie ci biedronka. Mówisz coś cicho do jej nikłych uszu, odsłaniając w uśmiechu zęby. Niedosłyszę, albowiem to jest jak sen, którego nie sposób dosłyszeć. I który zaraz po przebudzeniu rozprasza się, znika. Odfruwa. Wodzisz oczami… W nagłym rozbłysku słońca porywam cię w ramiona. Przywierasz ustami do moich ust. I spijasz chciwie… Spijamy miłość, która jest w nas… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-27)
  5. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  6. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  7. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  8. Burza przetacza się nad okolicą. Spękane mury, odłupane cegły w piwnicy świadczą o potędze nawały. W plątaninie żeliwnych rur bulgotanie i żałosne jęki potępionych. Nie ma zmiłowania, jest za to rechot świętych i głównego wisielca z rogami na łbie. Żabi rechot odbija się od ścian i dudni w pulsujących uszach. Walają się wokół mnie jakieś zęby, ścięgna i kości… Zastygłe w swoim skowycie rozsypujące się truchła. Wyłażą z mogił, odsuwając nagrobne płyty, których stosy piętrzą się aż pod łukowate sklepienie z cegieł, kurzu, płacht z falujących pajęczyn, pleśni… Coś się kolebie za grubą ścianą, więc musi się mocno kolebać. Coś stuka, gdzieś w odmętach ciemnego korytarza… Zatarasował drzwi swoim cielskiem jakiś olbrzym. Jego kontur porusza się raz w lewo, raz w prawo w nikłym świetle małego okienka i recytuje pod nosem jakieś bliżej niezrozumiałe frazy, wypowiada kwestie gardłowym tonem. Chucha mi prosto w twarz zjełczałym piwem i szepcze, skrobiąc czymś po tynkowej zaprawie: „Przedstawiona wyżej formuła nadal obowiązuje, jak sądzę. Już nawet nie posiadanie, ale liczy się przede wszystkim odcień limuzyny, objętość w pasie i rozpiętość skrzydeł. Wszyscy chcą dobrze. Kiedyś przyjdzie otrzeźwienie w tych wielkich maskaradach”. Gdzieś szczeka basem bezpański pies. Szczeka… Szczeka… Coraz bliżej szczeka, coraz donośniej… SZCZEEEKAAA… Rozchodzi się echem wronie, krucze krakanie w aureoli cmentarnego chłodu… Zrywam się z łóżka z gwałtownym krzykiem przerażenia, jakby od uderzenia kowalskim młotem. Pot ścieka ze mnie strugami. Serce rozrywa się na miliony iskier. W uszach wezbrany szum górskiego strumienia. I kołysanie. Kołysanie… Kołysanie… — jedno wielkie kołysanie. Statek widmo przechyla się na burty. Woda wlewa się przez bulaje i zalewa kajuty, mesę, opuszczony kapitański mostek… Na pokładzie wielka trumna, kamienna mogiła z wyrzeźbioną twarzą. Na rufie skamieniały, rozkraczony upiór, odsuwający poły czarnej sutanny. Na dziobie galion rozpruwa wzburzone fale piersiami nagiej, wygiętej w łuk młodej kobiety. I palce. Wszędzie rozczapierzone palce, niezliczone dłonie. Ściskające się ze sobą. Ściskające się na sobie i w sobie. Dłonie widziane pod różnymi kątami. Dłonie. Sine, trupie. Martwe… Coś tu idzie, coś wrogiego. Rozpościera ogromne skrzydła z czarnych piór. Nadciąga polami z otchłani mroku, niosąc płonącą pochodnię, której czerwony, drżący blask odbija się od pękatych brzuchów płynących nisko skłębionych, deszczowych chmur… Coś się zbliża w chórze szeptów, szmerów i warkotów… Czekam, aż nadejdzie w tej rozpadlinie śmierci. Czekam pogodzony z losem. Coś, co towarzyszy mi od samego początku, zwyciężyło. To coś, co przyszło w deszczowy, majowy dzień moich narodzin, kiedy przychodziłem o poranku z krzykiem na świat a za szpitalnymi oknami szumiały topole i szumiały liście kasztanów. Deszcz stukał o blaszane parapety, ściekał po szybach zamkniętych okien. Wiedziałem już, że jestem sam, mimo bliskości nieżyjącej już matki. Ale byłem sam, zatopiony w nostalgii i melancholii opuszczenia. Raziła mnie biel ścian i chromowane listwy wykończenia. Byłem sam. Wyszedłem przez otwarte szeroko drzwi. Wyszedłem na korytarz. Odrapane ściany. Plamy zacieków. Gruz i pył… I kilometry splątanych, rdzawych, żeliwnych rur, stękających, jęczących, bulgoczących… — ciągnących się znikąd, donikąd… Zamknięte, otwarte okna. Popękane, powybijane szyby… A za nimi deszczowy maj. Ten jedyny… Ten właśnie… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-23)
  9. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  10. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  11. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  12. @violetta bo mnie przyciągają i lubię je...
  13. @violetta to nie dom, to trupiarnia pełna rozsypujących się trucheł, jak w obrazach Beksińskiego
  14. Światło wiszącej lampy spada na dno moich źrenic. Ładnie mi w tej mdławej aureoli żółtawej poświaty. Kiedy za oknami noc. Kiedy deszcz… Kiedy… Coś zaszeleściło w pokoju za ścianą. Za ścianą pełną rdzawych smug i wilgoci. Za ścianą z pajęczyn i pęknięć. Matka tam śpi na łożu śmierci, wpatrzona w sufit, sina i zimna jak bryła lodu. Wśród rozrzuconych zdjęć, starych fotografii, albumów… Coś zaszeleściło, jakby poruszona niczyją ręką płachta gazety. Gdzieś, coś zaskrzypiało. Drżę od chłodu i samotności. W dziwnej zawiesinie czasu. W wirze otchłani bez początku ani końca… … pomiędzy czymś a czymś… Kto tu jest? Czy jest tu kto? Milczenie. Matka leży martwa niczym głaz. Śpi, nie-śpi… Szepcze jak w gorączce. Sprzecza się z kimś. Jednak, ktoś tu jest. Kto taki? Przechadza się w tę i z powrotem. Słychać wyraźnie trzeszczenie podłogowej klepki. To znowu uginają się stropowe deski. Wiruje kurz. Nade mną noc. Nic. Nade mną śmiertelny mrok rozpadliny. Z sufitu zwisają zwielokrotnione ręce. Kołyszą się. Próbują dosięgnąć za wszelka cenę. Chwycić… Rozczapierzają palce. Zaciskają je aż po biel kosteczek. Nieruchomieją… Zamykam oczy. Pod powiekami rój świecących kropek. Taniec pikseli jak w kalejdoskopie. Otwieram. Zamieniają się miejscami plamy zacieków. Szarpie za włosy zimny skądś wiatr… W drugim pokoju śmierć rozgościła się na dobre. Jeszcze nasłuchuję… Lecz nic… Przystawiam do pulsujących skroni dłonie.. Padam na kolana, otwierając usta w niemym krzyku. W uszach piskliwy szum. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-18)
  15. @violetta aha, czyli takie pantofle...
  16. @violetta skoro z kochankiem, to pościel nie jest potrzebna
  17. Znów stałem się niewidzialny. Noc. Ściany przytłaczają i miażdżą. Szepczą… Ze ścian wyciągają się ręce. Rozchodzi się szmer rozbudzonych widziadeł, chcących mnie dosięgnąć. Poruszają żywo kościstymi palcami. Rozwierają je. Ściskają w pięści. Rozkurcz. Skurcz. I niczym tętniące serce. Niczym drgająca bryła mięsa. Puls i krew. Zegar bije w jakiejś dziwnej sentencji odwrócony czas. Bomm… Bomm… Chrzęst zegarowego mechanizmu… — i znowu gong… Jeszcze jeden raz. Jeszcze… — tym razem śmierć… Wychodzę chyłkiem, tylnymi drzwiami, próbując się opędzić od nagromadzonych gestów, symboli i mar. (mojego odejścia nikt nie zauważy) Krążą wokół mojej rozpalonej głowy. Brzęczą, jak zgon pszczół w koniczynie, w trawie, w czerwonych różach, które płoną… Które miały być dla ciebie, jedyna… I znowu śmierć mnie dopadła znienacka i chciwie. W bełkocie i wrzawie napastliwych ścian. W pęknięciach tynku, w rdzawych nalotach skorodowanych rur, zaciekach, pajęczynach. Nade mną trzeszczenie stropowych desek. Ktoś tam chodzi w tę i z powrotem. Ktoś umarł. I przedziera się przez zimne obszary ciszy nagle zbudzonej. Za oknem szum. Deszcz skapuje z liści drzew. Za oknem szmer. Noc jest chłodna i tkliwa. Noc. Przejmująca otchłań bezkresnej pustki, która idzie przez pola, przez łąki, przez step. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-16)
  18. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  19. Arsis

    Progresywnie

  20. Coś mi dzwoni, coś szepcze, gdzieś w zanadrzu mroku. W otchłani nocy rozprysk blasku, co oślepia, drży i migocze. Skąd ta cała jaskrawość o przelśnionym wnętrzu? Jesteś tutaj. Nie ma cię. Jesteś moją kochanką. Ale, czy wiesz? Nie wiesz, bo i cóż miałabyś z tego wiedzenia. Ja, kocham. Tak po prostu. Po prostu… Pozostało spojrzenie pustych oczu, które naznaczają sobą labirynt opuszczonego domu. Otwarte drzwi. Zamknięte… W drgającym płomieniu świecy wyłaniają się jakieś niejasne symbole i znaki. Resztki dawnego życia. W potędze nocy przytłacza mnie oddech pustych pokoi. Pęcznieją i zapadają się w sobie. I znowu… Porozrzucane papiery, sterty zakurzonych gazet, wyblakłych fotografii, plakatów,… Uśmiechnięte twarze obserwują każdy mój krok, każde poruszenie. Atomowe grzyby wznoszą się do nieba wśród okrzyków i braw neonowego Las Vegas. Wśród pozdrowień machającego ręką palacza Marlboro. Rozpraszają się białe obłoczki na tle błękitnego nieba. Młoda tancerka obejmuje czule nuklearny kwiat. Reszta jest zbyt niewyraźna… * Otrząsam się ze wspomnień. Coś się chwieje w lustrze stojącego trema. Coś się kolebie w łachmanach poszarpanych przez wiatr. Przez ten wiatr, co szeleści, co się droczy. Przez ten wiatr, co nagle olbrzymieje i wznosi się pod sklepienia podparte gałęziami żeliwnych rur. I opada, i cichnie. Lecz znowu czają się cienie. Następują z tyłu, z przodu… I szorują po podłodze. Zawadzają o sęki dębowych słojów. Rozpływają się w czeluściach zapomnienia. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-16)
  21. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  22. @Somalija chciałoby się powiedzieć: "To jest mały krok dla człowieka (Włodzimierza), ale wielki skok dla ludzkości", czyli słowa, które wypowiedział, Neil Armstrong, w 1969 roku, postawiwszy stopę na Srebrnym Globie, w ramach misji Apollo 11. chcesz powiedzieć, że jestem jak ten lądownik księżycowy "Orzeł"?
  23. haha, jasne... ukrywam się, ponieważ nie lubię tłumów, których i tak nie ma...
  24. @Somalija jakiego znowu aktora? czy ja wyglądam jak aktor? ja nawdychałem się pyłów po tej wymianie inst wodno-kanalizacyjnej etc...
  25. @Somalija wykład? daj spokój, żaden tam wykład. choćta dosadność jest co nieco zbyt dosadna, aale to moje zdanie. ps. nie mogę spać, jakiś diabeł we mnie wstąpił...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...