Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    4 863
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. Arsis

    Progresywnie

  2. Coś mi dzwoni, coś szepcze, gdzieś w zanadrzu mroku. W otchłani nocy rozprysk blasku, co oślepia, drży i migocze. Skąd ta cała jaskrawość o przelśnionym wnętrzu? Jesteś tutaj. Nie ma cię. Jesteś moją kochanką. Ale, czy wiesz? Nie wiesz, bo i cóż miałabyś z tego wiedzenia. Ja, kocham. Tak po prostu. Po prostu… Pozostało spojrzenie pustych oczu, które naznaczają sobą labirynt opuszczonego domu. Otwarte drzwi. Zamknięte… W drgającym płomieniu świecy wyłaniają się jakieś niejasne symbole i znaki. Resztki dawnego życia. W potędze nocy przytłacza mnie oddech pustych pokoi. Pęcznieją i zapadają się w sobie. I znowu… Porozrzucane papiery, sterty zakurzonych gazet, wyblakłych fotografii, plakatów,… Uśmiechnięte twarze obserwują każdy mój krok, każde poruszenie. Atomowe grzyby wznoszą się do nieba wśród okrzyków i braw neonowego Las Vegas. Wśród pozdrowień machającego ręką palacza Marlboro. Rozpraszają się białe obłoczki na tle błękitnego nieba. Młoda tancerka obejmuje czule nuklearny kwiat. Reszta jest zbyt niewyraźna… * Otrząsam się ze wspomnień. Coś się chwieje w lustrze stojącego trema. Coś się kolebie w łachmanach poszarpanych przez wiatr. Przez ten wiatr, co szeleści, co się droczy. Przez ten wiatr, co nagle olbrzymieje i wznosi się pod sklepienia podparte gałęziami żeliwnych rur. I opada, i cichnie. Lecz znowu czają się cienie. Następują z tyłu, z przodu… I szorują po podłodze. Zawadzają o sęki dębowych słojów. Rozpływają się w czeluściach zapomnienia. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-16)
  3. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  4. @Somalija chciałoby się powiedzieć: "To jest mały krok dla człowieka (Włodzimierza), ale wielki skok dla ludzkości", czyli słowa, które wypowiedział, Neil Armstrong, w 1969 roku, postawiwszy stopę na Srebrnym Globie, w ramach misji Apollo 11. chcesz powiedzieć, że jestem jak ten lądownik księżycowy "Orzeł"?
  5. haha, jasne... ukrywam się, ponieważ nie lubię tłumów, których i tak nie ma...
  6. @Somalija jakiego znowu aktora? czy ja wyglądam jak aktor? ja nawdychałem się pyłów po tej wymianie inst wodno-kanalizacyjnej etc...
  7. @Somalija wykład? daj spokój, żaden tam wykład. choćta dosadność jest co nieco zbyt dosadna, aale to moje zdanie. ps. nie mogę spać, jakiś diabeł we mnie wstąpił...
  8. @Somalija co mięknące?? dzisiaj ciężkie bombowce, to raczej latają na wysokim pułapie, np takie: amerykańskie B-1, B-52,B-2, czy rosyjskie TU-95 czy TU-160. One wystrzeliwują raczej pociski kierowane (manewrujące) z dużych odległości, rzadziej klasyczne bomby jak w czasie II wojny św.
  9. Chodź. Pójdźmy brzegiem skrzącej się plaży. Pobiegnijmy w ślad za słońcem, co eksploduje czerwienią zachodu. Pobiegnijmy przed siebie po prostu tak…I bądźmy znów, i bądźmy tacy… Spójrz, w ciemniejącym niebie biała smuga po odrzutowcu, który zniknął już dawno w powolnym prologu pędu. W obłokach mewi gwar płynie opierzony krzykiem, za horyzont, gdzie ryby opadają w toń srebrzystą płetwą. Mijamy w haustach słonego powietrza przechylone w piasku rybackie kutry. Na masztach trzepoczące chorągiewki barw. Chwytasz mnie za poły rozwianej na piersi koszuli. Przyciągasz usta moje do swoich gorących ust. I znów. Po wielokroć, po nieskończoność snów… Zdejmujesz ze mnie w pośpiechu. Zrywasz w szaleństwie pożądania… Padając w miękki piach, przywieramy do siebie wilgotną skórą. A z rozchylonych ramion wymyka się słońce. Dysząc w udręce pragnienia spijamy chciwie krople ze swoich ust. Obmywani językami białej piany. .. Która to już fala, który sztorm? Spleceni ze sobą i w sobie. W uścisku, w szepcie słów. W poszukiwaniu rozkoszy błądzimy wzdłuż i wszerz po zagłębieniach i wzgórzach nagich, lśniących ciał. Który to już raz jesteśmy w raju, przekraczając bramy szeroko rozwartych, bezwstydnych ud? W zgięciu twoich błyszczących kolan szumi rozkołysane morze. Pamiętasz blogi dotyk swoich piersi na moim kędzierzawym torsie? Szeptaj, pieść… Mów i nie odrywaj zmyślnych ust. Mów tak jak wczoraj i przedwczoraj. Mów tak na ile starczy sił, na ile starczy życia. Mów i całuj. Obejmuj, kiedy jestem w tobie… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-10)
  10. W aureoli blasku, tego blasku, co rozkwita o świcie. W smudze słońca, co pełznie po ścianie i drży w kącikach twoich ust. Jeszcze nie widzisz światła, co łka, kiedy dotyka twojej wrażliwej skóry. Jeszcze tkwisz zatopiona w morzu snu. Jeszcze oddech twój głęboki… Uśmiecham się do ciebie, zanurzając twarz w rozrzuconych na poduszce czarnych włosach. Uśmiecham się, całując twoje usta i zamknięte oczy. Całuję i słucham twojego szeptu. Coś mówisz przez sen, który rozprasza się, gdzieś w miękkich wargach powietrza. Całuję i śnię, śniąc jeszcze razem z tobą. I zanurzam się raz po raz w blasku twojej skóry … i znowu, szepcząc — „kochanie”… Tak oto wodzę palcami po profilu twojej twarzy, obrysowując kształt twojego ucha. Ten zapamiętany, cudowny, jedyny… Choć jeszcze śpisz, choć jeszcze błąkasz się w odmętach marzeń, już wiesz. Już wypływasz w brzask, co świta, migocze i rośnie… Tu jest cudownie. Chodź. Chodź do mnie… Kochanie. Przyjdź i wyszeptaj, i otul ramionami, i łkaj. Załkaj w szczęściu ukojenia. Chodź. Przyjdź. Nie zwlekaj. Tak długo przecież na ciebie czekałem. Przyjdź i pocałuj, i nie odrywaj już zmyślnych ust… Otwierasz oczy, jeszcze zlepione resztkami snu. Jesteś. Kochanie… Wyginasz się w łuk, kiedy całuję twoją szyję. Tak powoli i czule. — Wiesz? Czekałem na ciebie. — Wiem, kochanie — odpowiadasz z westchnieniami rozkoszy i błagań o jeszcze… Okryci nagością nie potrzebujemy już słów. Przekraczamy bramy raju, nim jeszcze można. Nim jeszcze czas… I dzieją się we wnętrzu, takie dziwne rzeczy, nim — spełnia się — cokolwiek. . I jeszcze puls i krew. Drżymy oboje w pustce lotu, przywierając do siebie na trwałe. Twoje ramiona i piersi. Wodzę językiem wokół tych, jakże wrażliwych różowych otoczek. Jesteś w raju? Poczekaj na mnie, kochanie… Pójdźmy razem. Pobiegnijmy, przekroczmy bramy błogości. Przedmioty jarzą się jakimś czerwonawym blaskiem i wszystko jest, jakby za mgłą… Skąd ten blask, kiedy słońca już prawie nie ma? Ale my jesteśmy i lśnimy wciąż odbitym światłem Całując twój brzuch, coś mnie oślepia, coś się wznosi, płonąc oparzeliną rwącego potoku. Gdzieś tam, głęboko, rodzi się wilgotny kwiat. Widzę, jak rozchylasz palcami płatki zroszone kroplami rosy, pomiędzy szeroko rozwartymi podwojami ud. Wśród wielokrotnych powtórzeń błagasz o jeszcze. Próbuje zerwać się do lotu ptak, trzepocząc skrzydłami, jakby w spazmie agonii. Uwięziony, opleciony ciasno. Tkwi i odradza się znowu. W raju. Kochanie, jesteśmy w raju. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-09)
  11. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  12. Klęczę na podłogowej klepce, wśród słojów i sęków, wśród nawarstwionych przez lata kroków i szurań. Jestem tutaj… i jestem w udręce nocy. Ujarzmiony stalowymi szponami deszczowego chłodu. Klęczę, dłonie składając jak do modlitwy. Ojcze nasz… Przeżarty na wskroś potęgą śmierci. Ojcze mój… Ukrzyżowany , wisisz pod sufitem z opuszczoną głową. Z ramionami szeroko rozwartymi jak grób. Cały w rdzawych smugach stężałej krwi. Wodzisz z mną pustką czarnych oczodołów, jakby odbiciem z sinego ekranu wyłączonego telewizora. Odwieczna istoto z ostrych jak brzytwa sennych koszmarów. Kim ty jesteś? Albo raczej, czym? Bo na pewno nie człowiekiem. Raczej czymś, pomiędzy insektem a istotą z innego wymiaru. Prześladująca mnie od początku życia, kreaturo. Ty mnie nie kochasz, tylko obserwujesz, czekając na dogodny moment, czego? Aby zabrać? Dokąd? Upiłem się. Lecz, cóż to za upicie, kiedy nadal widzę i śnię. Wiesz, upadłem kiedyś, oślepiony słońcem, na ulicy w Nowosybirsku. Albo w deszczu, nie pamiętam. Pamiętam za to, że szumiało nade mną rozłożyste drzewo, tak, jak tylko może szumieć wielkie rozłożyste drzewo. I kołysało, i pieściło liśćmi. I szumiało melancholią. A ty, patrzyłaś na mnie, schowana w jego ogromnym cieniu. * Walają się wokół jakieś truchła, zapomniane przez czas szkielety, które spróchniały, rozsypały się w pył. Jesteś tutaj? Kto tu jest? Ja jestem cały w swoim jestestwie. Słyszę czyjś oddech. Oddychające ściany pęcznieją zapadają się, i znowu… Coś tutaj miało być, lecz rozpłynęło się w źrenicy pamięci. Ale przetaczają się wciąż echa zatrzaskiwanych i otwieranych drzwi bez klucza. Ktoś miał przyjść. Nie przyjdzie nikt… W ogromnym przeciągu. W spiekocie bólu. W odmętach grobowej ciszy, w której słychać jedynie szmer padającego deszczu. Oblewa mnie mdławy blask sufitowej lampy, kiedy klęczę szepcząc do samego siebie. Kiedy łkam. W drugim pokoju mrok opuszczenia. Rozbestwiona śmierć . Sine ciało mojej umarłej matki. Matka wpatruje się w sufit z wielkim zdziwieniem w oczach. Jest już, gdzieś, nie wiadomo, gdzie. Stare gazety wokół, fotografie w kolorze sepii. Szary pył… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-09)
  13. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  14. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  15. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  16. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  17. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  18. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  19. Arsis

    Przeczytane, polubione...

  20. @Tectosmith witam @corival witam... @Somalija cześć, Aga...
  21. Dotykam palcami zimnej, popękanej ściany. Przytulam się do niej. Dokąd prowadzi? W mdławej poświacie wiszącej lampy, w pustce opuszczonego domu… Donikąd. W labiryncie czasu, w którym sam jeden, sam ze sobą… W którym sam… Ktoś, lub coś się ze mną spoufala, wykonując zagadkowe gesty, dziwne miny. W pajęczynowych księstwach, w których zamieszkał… Ojcze nasz, ojcze mój, matko moja jedyna… Jestem tutaj. Stworzony na podobieństwo… — czego? Coś mnie złożyło, pospajało, poskładało… W nuklearnej poświacie boskości, w piekielnym ryku Lucyfera. W spazmie agonii… W tej dolinie, u podnóża góry tłum nieruchomych zjaw o jednakowych twarzach. Wszędzie wokół biją po oczach czyhające szczegóły. Olbrzymieją. Nikną. Pojawiają się nowe. Bezczelne. Groźniejsze co dzień. Z przodu, z tyłu. Nieoczekiwanie. Mówią do mnie słoje podłogowych klepek, pośród chrzęstu pustych butelek po alkoholu. Szepczą. Nucą do snu kołysankę… Pokołyszesz mnie? Nie? Nic nie szkodzi. Wiem… Tam, tttam, taaam… Jakieś stukania ciągną się w czeluściach żeliwnych rur. W tym skorodowanym krwiobiegu rozsypującego się truchła przekleństwa i jęki. Splątania. Chaotyczna plątanina ciągnąca się znikąd-donikąd… Tak jak moje introwertyczne teksty, zdeformowanej do potworności autystycznej istoty. Tak sobie rozmawiam sam ze sobą, w bezgranicznej martwocie falujących schodów, podłóg, piwnic… Falują w słońcu jaskrawym, bądź w mroku oczekiwania, w którym ktoś ma zejść wśród okrzyków, wiwatów, salw… Kto taki? Mistrz ceremonii. O! Już idzie. Wskazuje z daleka palcem i stwierdza w oskarżycielskiej mowie, że wszystkie okoliczności są przeciwko mnie. Tu nie ma już absolutnie nic. Tu jest, tylko śmierć. Choć jeszcze raz obejrzeć się za siebie. Na ostatnie dni zeszłego lata… Czekałem wtedy na ciebie wśród pomarańczy zachodzącego słońca, wiesz? Nie wiesz nic, bo i cóż mogłabyś wiedzieć? Rzucona w wir innego świata. Niekompatybilnego z moim. Nie mam już na co czekać. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-03)
  22. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  23. Wiesz, wracałem późno do domu. Szedłem przez park ciemny, deszczowy, mglisty… Szedłem przez tę kwintesencję samotności i smutku, mijając ogołocone z liści drzewa, jakieś opuszczone, zdewastowane między krzakami parterowe domy. Daleki dzwon wybijał północ. Płynął między powykręcanymi dziwnie gałęziami. Zawadzał o nie, wieszał się na nich i niknął echem, jakby to było bijące, umierające serce. Tymczasem — w czarnych kwadratach okien — czaił się Inny. Skradał się do nich w ciszy i podglądał z ukrycia tajemniczy świat wilgotnych od deszczu drzew.. Inny, sponiewierany przez życie. Tak, jak się wyrzuca skorodowany złom albo podarte na śmietnik łachmany. Inny, który narodził się bladym świtem podczas zimnego majowego deszczu. Tak, pamiętam… Pusta, porodowa sala. Ciągnące się donikąd korytarze… I poprzez podłogi, ściany szyby, szły jęki poplątanych, bulgoczących rur. Jakieś nawoływania i płacze… Teraz wieje nocny wiatr. A między oddechami cisza tak wielka jak grób mojej umarłej matki, w którym sine ciało zdążyło już się rozsypać w proch. * To miał być nasz ostatni taniec. Wybacz mi, lecz nie będę w stanie. To już się nigdy nie wydarzy. Wybacz po stokroć pijanemu. Mój krok jest chwiejny. W półmroku pokoju tulę się z drżeniem do zimnych kaskad powietrza. Tylko to mi zostało. Więcej nic. Zbyt wiele wypiłem do dna, zbyt wiele tłumiłem w sobie goryczy. Nie jestem w stanie, a miała to być po prostu nasza noc. Pamiętasz? Za oknami mgły płyną nad polami, nad łąką… Nisko płyną… … za las… Resztki babiego lata rozsnuwają się w potędze srebrnych pajęczyn, wśród dymów, które jak wtedy, idą wolno z kominów. Tak oto umieram jesienią, późnym listopadowym wieczorem. Lecz, skąd jesień, skoro przed chwilą rodził się z krzykiem szkarłat wiosennego słońca? Zmieszały się epoki i lata. W jakiejś odmiennej rzeczywistości wznosi się kula oślepiającego blasku. I przeciska się pomiędzy drzewami, gałęziami, liśćmi kasztanów smugami światła… … pomiędzy palcami dłoni, co przesłania twarz… Pomiędzy sztachetami malw, krzakami dzikiej róży… Uderza boleśnie w szybę okna, w źrenicę, w pamięć… W rozrzucone na stole smętne widokówki dawnej przeszłości, idąc przez puste, piaszczyste drogi znad dalekich łowisk. Tutaj, gdzie — byliśmy razem. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-02)
  24. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

×
×
  • Dodaj nową pozycję...