Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    4 988
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. @Mitylene
  2. Stańmy obok tego drzewa. Spójrz jak spada na nie milczący krajobraz. Milczące niebo prószące mżącymi kryształkami lodu. To drzewo jedyne. Samotne. Gdzieś w polu nieskończonej pustki. I gdzieś w pół drogi, kiedy idę: Ty. I znowu: Ty. Te skrzące się drobiny osiadają na twoich rzęsach. Na moich. Naszych włosach. Oprószają srebrem skronie. I dłonie, kiedy wyciągamy je do siebie w rozterce i trwodze nieubłaganego czasu. Nie słychać niczego. Nawet wron, które zazwyczaj uświadamiają nam swoją obecność. W dalekich odgłosach grzęznących w gąszczu chropawych, brudnych nawoływań… Chodźmy. Pójdźmy. Gdzieś. … dokądś... Gdzie nie spojrzeć, olśniewająca biel. Tak bardzo lśniąca, że aż oślepia. I rani. I ta biel rozwija przeogromne skrzydła milczących oceanów. Oceanów westchnień idących skądś, dokądś… - znikąd i donikąd… Jakby ze snu wychodziły czyjeś oddechy, niknące w oddali. W jasnej przestrzeni nieskończonego śniegu padającego miękko. Coraz więcej na gałęziach i dłoniach mrozu. Na twarzy mojej i twojej. Na źrenicach naszych… Kiedyś tutaj, latem… Lecz teraz nie ma niczego. I chyba nigdy nie było. Bo gdzie spojrzeć, jedynie biel skrzypiąca pod stopami. Mżąca w spojrzeniach zlęknionych pustką. Wszechpotężną, bo obojętną. Wzgardzającą nami. Otulającą coraz bardziej mrozem. Nic nie mówimy. I chyba nigdy nic nie mówiliśmy. Bowiem zamarzły nam w tej obojętności usta. Szronem okryte. Śmiertelnie blade. I twarde jak kamień. Błyszczące… Lecz cóż mogłoby z nich ulecieć w przestwór? Jedynie ciche, zalęknione metafory. Wytarte jak okładka starej książki. Rzucona w kąt ciemnego pokoju. Już niczyja. Pokryta kurzem i srebrną pajęczyną smutku. Widzisz? Spójrz. Jesteśmy samotnie nadzy w swym jasnowidzeniu. Przejęci chłodem i ciszą. Co przed nami? Kamienna nicość. Dwa kamienie. Skute lodem lśniące obeliski... (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-01)
  3. @Somalija szybka jesteś. jak ta mróweczka płocha...
  4. @Somalija w gawrze też możesz prasować... masz piosenkę, niech stracę
  5. @Somalija śpię w swojej gawrze. przyłączysz się?
  6. @Somalija Oj!!!
  7. @Somalija
  8. @Somalija jesteś filuterna?
  9. @violetta próbowałaś noże hiszpańskie Callos a la Madrileña, szkockie haggis albo indyjskie chlebki naan?
  10. @Somalija ciemna energia rozpycha wszechświat. jesteśmy coraz dalej od siebie...
  11. @violetta nieee, no skąd. podobne to do myszy, szczura...
  12. @violetta praca nie pchła, nie zwieje... jest taki zwierzak skoczek pustynny, ten to dopiero wygląda śmiesznie
  13. @violetta
  14. @violetta jest karnawał! na plaży roztańczone ciała. rozedrgane, lśniące w słońcu ciała...
  15. Arsis

    Płytoteka

    A więc karnawał! Karnawał… Tańczą wszyscy. Tańczą ludzie ptaki. Tańczą. Tańczą. Wiruje świat… Album „Festival”, grupy Santana ukazał się w 1976 roku. I jest to album nieco zapomniany, a szkoda. Rock latynoski (folk) z elementami fusion miesza się tu wciąż z soulem, jazz rockiem, ale... słychać już echa nadchodzącej nowej ery. Sporo tu latynoskiego popu z elementami świata, samby, rumby i flamenco. Dużo, lecz mimo wszystko album traci nieco na wyrazistości w porównaniu do poprzednich dokonań zespołu i staje się przez to amorficzny. Przyczyna? Skład zespołu zmienił się tutaj diametralnie. Poza liderem, ostał się jeszcze tylko klawiszowiec Tom Coster i wirtuoz perkusjonaliów Jose„ '”Chepito” Areas oraz powrócił dawny wokalista Leon Patillo. Grupa zaczyna coraz bardziej ewoluować w stronę prostszego grania, bardziej przebojowego (ze znakomitym Verao Vermelho) Nieustanne tasowania składem, ciągłe poszukiwania nowych kierunków muzycznych itd. Oczywiście, mimo tego Santana to nadal jeden z najbardziej oryginalnych zespołów na świecie, który ma wciąż to coś, co jest nieodłącznym znakiem rozpoznawczym. A płyta Festival, mimo że nie najwybitniejsza, jest nadal bardzo dobrą płytą. O niebo lepszą od całej serii płyt zespołu z lat późniejszych, szczególnie tych z lat 80.i 90., aż do 1999 roku, kiedy to została wydana płyta Supernatural. Ale nie wyprzedzajmy faktów. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-06-10) Skład: Carlos Santana – gitara, perkusja, dalszy wokal, Tom Coster - instr. klawiszowe, dalszy wokal, Pablo Tellez - gitara basowa, perkusja, dalszy wokal, Gaylord Birch - instr. perkusyjne, Raul Rekow – instr. perkusyjne, dalszy wokal, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Leon Patillo – wokal, Francisco Zavala – dalszy wokal, Joel Badie - dalszy wokal, Julia Waters – dalszy wokal, Maxine Waters – dalszy wokal, Orin Waters – dalszy wokal, Paul Jackson – gitara basowa * Festival Nie przerywają gry… Prężą się spalone przez słońce ― spocone męskie torsy ― kobiece uda… … spadająca piłka rozsypuje piasek, wyciska z oczu łzy… Uniesione w geście tryumfu ręce zasłaniają opuszczone głowy przegranych… Oddech oceanu przytłacza zapachem soli… … w szalonej kanonadzie bębnów czas zatacza koło… Cykl… … zaczyna się od początku… * Tańczą na błyszczącej wilgotnej plaży… Rozmywają się w karmazynowej czerwieni gorącego lata, w napływającej fali… … wszędzie wokół uśmiechnięte twarze… Muzyka, latynoskie rytmy… Wesołe ― wołania… Samba, samba, samba! Verão vermelho, Verão vermelho na praia de Ipanema dançando!* … Zachodzące powoli słońce jest takie ogromne… … pociemniałe, rozpłomienione… Kołyszą się na falach oświetlone lampionami żagle… Wirują bez pamięci ― ludzie-ptaki… Muzyka, latynoskie rytmy… Wesołe ― wołania… Samba, samba, samba! Verão vermelho, Verão vermelho na praia de Ipanema dançando! (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-26)
  16. @Somalija hej,Aga.coś na rozgrzanie...
  17. Arsis

    Płytoteka

    Zbliżają się stopniowo do siebie. Roztańczeni. On i ona. Powoli. Krok za krokiem jak dwie neutronowe gwiazdy. Wirują. Wirują… Soul. Salsa. Gorące, latynoskie rytmy… Aż w końcu wpadają w siebie, w ramiona, w usta, w rozgorączkowane, pulsujące, rozedrgnae ciała, powodując niesamowity rozbłysk, całą feerię fal grawitacyjnych. Niemalże -- boski orgazm… W 1975 roku ukazał się album „Amigos”, grupy Santana. Okładka płyty nawiązuje do hindusko-buddyjskich klimatów. Ale nie. Muzyka tutaj nie ma nic wspólnego z Indiami czy tamtymi regionami świata. Choć muzyka to pozytywna, prosto z hippisowskich korzeni z ulic San Francisco z lat 60. i 70. XX wieku. Repertuar jest tutaj typowy dla tego zespołu. A więc zwariowana mieszanka oscylująca pomiędzy latynoskim rockiem, soulem, fusion, jazz-rockiem i odrobiną bluesa, i z wielkim przebojem „Europa (Earth's Cry Heavens Smile) Od rozpalonych klimatów po niezwykle melancholijną aurę jesieni z kroplami deszczu. Album nagrany w nieco innym składzie niż poprzedni. Co zresztą Carlos Santana zdążył nas już do tego tasowania przyzwyczaić. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-06-07) Skład: Carlos Santana – gitara, perkusja, dalszy wokal, Greg Walker – wokal, Tom Coster – instr. klawiszowe, dalszy wokal, David Brown - gitara basowa, Leon "Ndugu" Chancler - instr. perkusyjne, dalszy wokal, Armando Peraza - instr. perkusyjne, dalszy wokal, Ivory Stone – dalszy wokal, Julia Tillman – dalszy wokal, Maxine Willard Waters – dalszy wokal * Amigos ------- Tańcz ze mną! … Omiatają mnie długie, pachnące kwiatami włosy… Pragnę ujrzeć w twoich oczach jaskrawe słońca… … niech wiruje świat… Salsa, latynoski rytm… … gorący oddech na twarzy! Szybciej, mocniej… … och, tak! TAŃCZ! TAŃCZ! TAŃCZ! Zbliżasz usta do mojego ucha… ― słyszę szept… Wiatr szeleści liśćmi wielkiego drzewa… … energetyczny krok, puls złączonych ciał! Salsa, latynoski rytm… … gorący oddech na twarzy! Szybciej, mocniej… … och, tak! TAŃCZ! TAŃCZ! TAŃCZ! * Idę przed siebie… Migoczą słoneczne prześwity w gałęziach ― pełgające blaski u mych stóp… Powracające obrazy… … unoszę twarz… ― Jesienny chłód osusza łzy, rozwiewa zwiędnięte już resztki lata… Błękitne niebo, białe obłoki… Wstrząsa mną ziemista woń umierających kwiatów w bagnistym rozlewisku krzyczącego świata… Idę w pochyleniu… … za mną ― krok za krokiem ― idzie mój cień… … idzie tak ― krok ― w krok… … jesienny wiatr osusza łzy… (Włodzimierz Zastawniak,2018-08-25)
  18. @violetta masz tu coś innego. tylko nie wiem czy lubisz elektronikę sekwencyjną w stylu szkoły berlińskiej
  19. @violetta wczuj się... lepko tu jest i gęsto... duszno i bardzo wilgotno...
  20. Arsis

    Płytoteka

    Powietrze jest tu lepkie i gęste. Przesycone wonią dusznych, wilgotnych ziół. Wszystko paruje po niedawnym deszczu i lśni. Zamknięte gęstwiną gałęzi, otulone skrzydłami motyla... „Borboletta”, to szósty album studyjny grupy Santana, wydany w 1974 roku. I to chyba jest ostatni rozdział nieformalnej jazzowej trylogii zespołu. Tytuł nawiązuje najprawdopodobniej do dość rzadkiego rodzaju motyla z ameryki południowej o przepięknej błękitnej barwie w całej okazałości na tle powiększonej struktury jego skrzydeł. Pełno tu ptaków, mnóstwo powietrza i lekko przymglonych krajobrazów nieskończonej, gorącej i wilgotnej dżungli. Słychać podskórne rytmiczne pulsowanie groove, jakby spadających z liści kropli w tej niemalże kosmicznej emanacji spokoju i wielkiego odprężenia. Jakieś bliżej nieokreślone dźwięki tajemniczych stworzeń, zwierząt, owadów przelatujących obok twarzy… Ale również są i momenty bardziej hardcorowe. Intensywne i gęste. Niczym przeciągająca nad nami burza… Oczywiście nadal tu króluje latynoskie fusion zmieszane z jazz-rockiem oraz acid jazzem. Ten album to przede wszystkim nastrój i klimat. Santana to zespół, który szafuje składem muzyków. Co i trochę mamy do czynienia z nowymi muzykami, którzy zastępują poprzednich. Nadaje to za to różnorodności, nowych szlifów, nowych puntów widzenia… (Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-25) Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, perkusja, Leon Patillo – wokal, instr. klawiszowe, Tom Coster – instr. klawiszowe, Jules Broussard – saksofon, David Brown – gitara basowa, Michael Shrieve – instr. perkusyjne, Leon "Ndugu" Chancler – instr. perkusyjne, Armando Peraza - saksofon, instr. perkusyjne, Jose 'Chepito' Areas – instr. perkusyjne, Stanley Clark – gitara basowa, Flora Purim - wokal, instr. perkusyjne, Airto Moreira - wokal, instr. perkusyjne, Michael Carpenter - efekty * Borboletta ----------- Szelest liści ― perlisty szmer strumienia… Dobiega z oddali głęboki puls rozgrzanej ziemi ― cichy transowy rytm… … ptasi śpiew spoza gęstej otuliny lepkiej mgły… W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów otumaniają dziwaczne zapachy wilgotnych roślin, pachnideł, aptecznych ziół, korzeni… … duszne powietrze spowalnia oddech… Mrugają do mnie porozumiewawczo ― prześwity całkowitego odprężenia ― jakby po intensywnym orgazmie… Błogi, usypiający spokój… Pod powiekami tętnią błękitne plamy nieba… Nie mam siły poruszyć palcem ― a co dopiero ― całym sobą… Bezwład i luz… … a b s o l u t n y r a j! … Jestem nad przepaścią… Rozpadają się moje sny ― obrazy jastrzębiego lotu… … wchłania mnie wir unicestwienia… Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu… Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi soczyste trawy… … wytryskująca krew zamienia się ― momentalnie ― w krzepnące płatki róż… Wiję się w sobie… Konam … umieram… Wchodzę raz jeszcze… … w szaleństwo… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-27-08)
  21. @Somalija wiedziałem od początku, Aga... ale nie afiszowałem się z tą wiedzą...
  22. @Somalija brawo! zuch, dziewczyna!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...