Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    4 866
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. @violetta a co mam lepić innego? tak sobie lepię, aż do znudzenia
  2. @violetta ja z tymi ciasteczkami nie mam nic wspólnego też sobie lepię, ale ludziki z plasteliny
  3. @Somalija Wiola się nudzi ps. przeczytałem, że "jak sypiać, to z niedźwiedziem", ech chyba wzrok już nie ten
  4. @violetta komuś się, widzę, nudzi. a nudź się, nudź...
  5. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  6. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  7. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  8. Wiesz, tak mi jakoś. Za oknem deszcz stuka o blaszane parapety. Za oknem szumiący wiatr. Kwiaty w wazonie, miłe dla oka barwy. Na stole okruchy chleba raniące do krwi. Rozsypane resztki, porzucone wspomnienia. Krawędź filiżanki nosi ślad twoich ust, z której piłaś jeszcze kawę o poranku. Smutno mi, bo ty… Bo widzę cię teraz zamkniętą w krysztale ciszy, wśród chłodnych płaszczyzn wilgotnych ścian. Wilgotnych od łez, od samotnych, pustych nocy… Gdzieś tam, daleko. Gdzieś tam… Bo ty. Ty… Ty… Kocham cię. Ale chyba już o tym wiesz. Wiesz, prawda? Jedyna, moja. Kocham cię, bo tak, bo tak właśnie jest. Chodź. Przeniesiemy się w czasie, w głęboką otchłań nieistnienia. I będziemy tak. Będziemy zawsze. Powiedz mi… Wiem. Widzę w twoich oczach blask, ten oto blask. Ten blask, co jest jedyny taki. Ten właśnie blask… Nie musisz mi nawet nic mówić. Ja, wiem… Ja, wiem. Ja, wiem. … wiem… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-11-25)
  9. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  10. Arsis

    Neo-Prog

  11. Arsis

    Canterbury Scene

  12. Arsis

    Canterbury Scene

  13. Arsis

    Ambientalnie

  14. Arsis

    Ambientalnie

  15. Arsis

    Progresywnie

  16. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  17. Nuklearne popołudnie. Słoneczny skwar. Na ostatnim piętrze czteropiętrowego bloku przyklejona do szyby moja twarz. Melancholia i smutek. Nieustające odliczanie. Tykający w uszach czas. To koniec. Ten oto koniec. Ten koniec… Tyle tych końców mających nastąpić w krótkim unicestwieniu eksplodującej wodorowej bomby. W ryku budzącego się Lucyfera. Tykanie ściennego zegara. Chrzęst zegarowego mechanizmu. Kapiąca woda do przerdzewiałego zlewu w monotonni przeciągającego się konania. Ktoś tu umarł i umiera po raz wtóry. I umiera wciąż, mimo że już dawno umarł. Rozsypał się w proch. Ale to ciągłe konanie. Umierałem już tyle razy, to i mogę umrzeć po raz kolejny. Jedno więcej czy mniej, co za różnica. A czy to kogoś… A gówno to ich. Niech się bawią i gżą w głupkowatej choreografii niby-szczęścia. Napijesz się ze mną? Masz, pij! Wychyl ten kielich do dna, tę resztkę krwi. Marynarz tak pięknie się uśmiecha, prosi i kusi spod przystrzyżonego krótko wąsika, tego wąsika, ach, tego… Aż chciałoby się zaśpiewać na modłę Sempolińskiego. Wyrecytować te słowa Hemara. Spogląda na mnie zalotnie w nabitej błyszczącymi ćwiekami czarnej skórze. I zrobiło się momentalnie sado-maso, pejczowato… … świsty, batogi, rozkoszne jęki… Odwracam głowę… Kto tu jest? Na podrapanych drzwiach jakieś napisy, bazgroły pięciolatka… Klęczę albo stoję przed wielką planszą z kolorowymi kołami obrazującą spektrum autyzmu, bądź sam tylko Zespół Aspergera… Przed moimi oczami migotanie blasku i barw. Na liściach szeleszczących dębów, kasztanów kładzie się jaskrawa smuga. W lustrze zniszczona twarz od ciągłego otwierania i zamykania zapiaszczonych powiek.. Pod powiekami pulsujące obrazy czegoś, czegoś… Czego? Nacierają na mnie artefakty dawnego, chorego życia, wśród zrywających się do lotu szeleszczących gazet: Ponawiane z uporem maniaka kręcące się jak w starych, czarno-białych filmach noir nagłówki: Autism Spectrum Disorder, Asperger’s Syndrome… Asperger’s Syndrome! Asperger’s Syndrome! Asperger’s Syndrome! Atakują mnie. Napastują jakieś widziadła o stalowych dziobach i ze skrzydłami tnącymi warstwy atmosfer… Jestem tutaj i znowu mnie nie ma. Ale znowu jestem tu i gdzie indziej… To jakaś pracownia pozazmysłowego postrzegania rzeczy, choć w okrutnej scenerii absolutnego osamotnienia. * Jaki znowu wiersz! Czego znowu! * Jakieś nagłe wtrącenie i walenie łbem o betonową ścianę… * Za ścianą, za szafą, za fotelem o podartych oparciach od ciągłego pocierania dłońmi podczas epileptycznego umierania z pianą na ustach. Ktoś umarł. Czy to ja? Ktoś już umarł, ale żyje. Przecież żyje, tak jak w snach o moim ojcu! Ojciec przychodzi i odchodzi. Coś mówi. Porusza sinymi ustami jakie miał, leżąc w przycmentarnej kaplicy, w otwartej jeszcze trumnie. Asperger’s Syndrome — mówią wciąż widma o nieustalonych rysach twarzy. Takie to wszystko pod jedną linijkę, takie pospolite i bez wyrazu… Ha! Przechodzę dalej, przynajmniej staram się iść. W drugim pokoju łózko z pogniecioną pościelą. Tu leżała moja umierająca z kolei matka z utkwionym w suficie wielkim zdziwieniem. Ale zamknęła powieki. Sama, układając się do wiecznego snu. I tak oto śpi, śniąc razem ze mną, kiedy śnię o niej w sen zapadając się potrójny. O czym? Nie wiem. Ale zapewne… Zapewne… Kto tu jest? Dlaczego słyszę ciągłe drapania i szmery za drzwiami, za ścianą? Atak mięsożercy nie musi być nagły. Łasi się do mnie i przymila, udając kwilenie lecącego majestatycznie albatrosa. Ojciec już umarł. Matka też. Przychodzą zatem do mnie. Chodzą. Wchodzą i wychodzą oknem otwartym na przyszłość albo na ciągłe zapomnienie. I tak wylewa się ze mnie strumień świadomości. Wylewa się, przelewa. Brunatne zacieki na suficie, ścianach… Chodzę wkoło, czekając i trzymając się usilnie starych, żeliwnych rur, które ciągną się kilometrami Przezywają wszystko… Końcowe odliczanie na pustyni. Gong wiszącego zegara… Krzyki umierającej matki, umierającego ojca i mnie, kiedy miałem, kiedy mam 3 lata albo i mniej. Raczkuję po parkiecie pustego korytarza… W echach agonii, w kurzu, w apopleksji… Na ścianach jakieś obrazy, portrety przodków, co patrzą obojętnie na każde moje poruszenie. A więc znowu przeskok w czasie. Odrodziłem się na nowo, ale tylko na chwilę. Leżę twarzą do ziemi. Na zewnątrz samotnego domu. Wokół mnie skrzą się drobinki rozpalonego w słońcu kwarcu. Wypadłem z wózka? Widzę ojca jak wychodzi z domu i idzie po twardym piasku pustyni. Idzie, kulejąc na prawą nogę… Oddala się, malejąc na tle widnokresu, w rosnącym coraz bardziej słońcu…Idzie za rękę z matką, idąc powoli, powoli… powoli… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-11-21) https://mickchillage.bandcamp.com/track/pixels-iii-pt-1
  18. Arsis

    Melancholia, smutek, żal...

  19. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  20. Arsis

    Francuska

  21. Arsis

    Francuska

  22. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  23. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  24. Tęsknię za tobą, tak po prostu. Kocham cię. Byłaś tu i jesteś, i jesteś wszędzie. To było wtedy, pod wieczór. W lecie dusznym i parnym. Byliśmy… Wśród kwiatów, wśród płatków nasturcji, w cienistości, w blasku… Pamiętam… Cóż pamiętam? Pamiętam twoje oczy i usta twoje, olśnione blaskiem wieczoru. Drżące w kącikach refleksy… Pamiętam… i pamiętam wiele. A czy ty… Powiedz, czy ty… Budzę się w jakimś starym pogorzelisku pełnym skorodowanego żelastwa. Wokół mnie, nade mną kłębowisko żeliwnych rur, poplątanych kabli… Opuszczona fabryczna hala, cuchnące smarami wypatroszone frezarki, pozacierane tabliczki znamionowe, walający się pod nogami pogięty złom. Co to takiego? Nie mam pojęcia. Od zawsze to nie miało sensu Dokąd one… Dokąd tak… Donikąd tak… Tak jakby zastały krwiobieg kogoś albo czegoś… Jakiegoś pradawnego bytu, zagadkowej egzystencji. Czekałem wtedy na przystanku, jeszcze żyła moja matka, ale wiedziałem, że już wkrótce jej nie będzie. Ona umarła i umiera nadal, umierając w nieskończoność na moich rękach z wielkim zdziwieniem w oczach. Takim niepojęcie wielkim. Tak więc przechodzę przez długie przedpokoje, ciemne pokoje z oknami zaciągniętymi ciężkimi storami. Ranią mnie i oślepiają nitki deszczowego świtu, które przesączają się, które wpadają, które… Tak więc przechodzę powoli, albo raczej płynę wcale nie dotykając ziemi. Więc skąd to skrzypienie podłogi? Ułożonych w jodłę dębowych klepek? Opuszczona otchłań wypełniona potęgą piskliwej w uszach ciszy, mżeniem wirujących cząsteczek kurzu w szarych tu i ówdzie prześwitach… Skąd idą? Dokąd? Spójrz, znowu się zapadłem w bezkresie, tym właśnie bezkresie. Wyszedłem z ziemi, idąc do niej na powrót... włócząc się zatęchłymi piwnicami Ściskam palcami cząsteczki powietrza. Dużo go między tobą a mną, coraz więcej. Oddala nas od siebie rozszerzająca się przestrzeń rozpędzona nieubłaganą entropią. Aż do ostatecznego rozdarcia, unicestwienia wszelkich resztek czasu, wszelkiej pamięci. Spadają zewsząd wzniecane przez wiatr szeleszczące gazety, śmieci, ptasie pióra i powtarzają się w oddali wciąż jakieś westchnienia na zasadzie echa. Czyje? Nie wiem. Twoje? Moje? … niczyje… Nie ma to już żadnego znaczenia, albowiem nie ma… . (Włodzimierz Zastawniak, 2023-11-19)
  25. Arsis

    Soundtracks

×
×
  • Dodaj nową pozycję...