Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    4 866
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. @violetta kraken to jeden z podwariantów koronawirusa SARS-Cov-2, to nie oddzielny wirus, Pani Wioletto. A ja się pytam o, którego wirusa pani chodzi
  2. @Somalija masz, Aga... żeby nie było, że piękne to komuś innemu...
  3. @violetta ale który koronawirus? Bo jest ich cała rodzina: 229E, HCoV OC43, SARS-CoV-1, SARS-CoV-2, NL63, HKU1, czy MERS-CoV?
  4. @Somalija Powiadasz?
  5. @Somalija cześć, Aga, chcesz piosenkę?
  6. @violetta ten pan jest przystojniejszy i ma piękniejsza brodę
  7. @Somalija jakiego znowu kosza? chyba, że wiklinowego @violetta zgolę brodę, i co, nie będę bliżej serca? @violetta masz piosenkę, bo dawno nie było @Somalija
  8. @Somalija masz piosenkę, bo dawno nie było
  9. @violetta masz piosenkę, bo dawno nie było
  10. @violetta ale, że co, że leżę? odezwała się nieleżąca
  11. @violetta to było pod moim adresem?
  12. @Somalija same tylko zaskocz, przeskocz, wyskocz, zeskocz...brakuje tylko skoku w dal, o tyczce i wzwyż. jakaś to olimpiada, tak?
  13. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  14. @violetta nie bajka, tylko tragifarsa, tragikomedia, dramat...
  15. Arsis

    Progresywnie

  16. @Somalija nie pozwolę, albowiem tam jest ćma Teresa, która puszyściała w przelocie jak to ćma, jest tam, gdzieś tam... @violetta bajkowe? gdzie?
  17. @Somalija tak sobie dumam, ulepić bałwana, pójść do parku w nocy, do mojego, schizoidalnego... nie, zostanę z moimi przyjaciółmi z pustego domu, będziemy liczyć przy pomocy rozmaitych znaków, symboli i gestów martwe, uschnięte ćmy, co ugrzęzły w fałdach zasłon, w kątach pełnych pajęczyn i mroku... a potem wypiję z mistrzem ceremonii wznoszącym toast w lustrze... aa potem sobie pójdę, dokąd? nie wiem, nie pamiętam... ale wiem, że gdzieś daleko, bez powrotu...
  18. @Somalija ma to coś... @violetta kropelki rosy
  19. @Somalija w jakim komisie? Morloki żyły w podziemiach w Wehikule czasu, Wellsa
  20. @violetta jaki ogień? to niebezpieczne, bo może się skończyć wyciąganiem zwęglonego ciała
  21. @Somalija ja nie jestem do rozkochania, Morloków nie da się rozkochać...
  22. @violetta do wzięcia, za co?
  23. @violetta zaraz, zaraz, jaki Chorwat, jakie oczy i jaki znowu seks?
  24. Oto ołtarz. Ten oto ołtarz z zimnego kamienia, z pajęczyną pęknięć. Po jego obu stronach wsącza się światło z księżyca przez szpary wąskich witraży. Światło lodowatej jak grób nocy. Jakieś stukania i szepty z pogłosem echa. Jakieś roje nie wiadomo czego. Rozmyte cienie w niekończącym się korowodzie sennej maligny. Gdzieś tutaj… Gdzieś tam i nigdzie. Zatopione w ekstazie smutku… Trwające przygotowania do nocnego misterium. W półmroku, w sennym widzeniu. W dobywających się z otchłani gongach stojącego zegara… Ktoś tu kiedyś umarł, nie umierając wcale… Ty żyjesz, prawda? Żyjąc raz jeszcze po śmierci. Żyjąc w pamięci, bądź na jawie tuż po przebudzeniu, kiedy jeszcze, kiedy wciąż jeszcze… Srebrzą się krawędzie przedmiotów w świetle schodzącym z wysoka. Ono zstępuje, gdzieś spod łukowego sklepienia. Gdzieś znad regału zakurzonych książek? Prezbiterium? Albo księgozbioru, które stało się prezbiterium? Zstępuje za plecami długowłosej, tworząc nad jej głową coś w rodzaju aureoli. W blasku stworzenia podczas milisekundowej ekspansji rodzącego się wszechświata. Idzie wolno. Bardzo wolno, a raczej spływa, jakby z Raju (z piekła?) Pani w sukni do samej ziemi czarnej i w czarnej na głowie zdobionej dziwnymi znakami infule… Biskupie, to? Nie-biskupie? Co to takiego? Jakby nie z tego świata mędrca jakiegoś przybycie. Albo tak się przynajmniej wydaje skołatanemu, choremu umysłowi. To trwa od wieków, od wieczności całej. Ta maestria smutku i melancholii była już zapowiedzią podczas moich narodzin. Przyszła wtedy pierwszy raz majowym deszczem. W białej i opuszczonej od zawsze sali pustego szpitala. Wybacz, wszystko mi się miesza. Nachodzi na siebie falami szumiącego oceanu. Pamiętasz, jak ci o tym mówiłem? Wtedy, w sennym widzeniu rzeczy. Byłaś tam i nie byłaś, zarazem. Ale czułem twoją obecność w tym jarzeniu z wnętrza przedmiotów. Pełza po plątaninie żeliwnych rur moje zdegradowane jestestwo, ukrywając się w falujących płachtach pajęczyn pełnych przeznaczenia dla martwych motyli i ciem. Kochanie. Tak, kochanie. Ale, czy to na pewno ty, kochanie? Albowiem twoje milczenie miażdży mnie, jakby betonową płytą. Zaciska się wokół głowy stalową obręczą niemówienia. Nie wiem. Nic nie wiem… Ale widzę, jak w jakieś coraz donioślejszej muzyce rozkłada ramiona ta postać, ta zjawa kobiety w mżącej gwiazdami sukni z bardzo szerokimi mankietami… Odchyla głowę, ukazując w półmroku nocy piękność swojej twarzy. Odchyla ją jak w orgazmie, w pełnej melancholii ekstazie. To trwa od milionów lat. W tym pozbawionym czasu miejscu. W tej świątyni skruchy… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-11-03)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...