-
Postów
4 866 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
Odpoczynek przy kominku
Arsis odpowiedział(a) na violetta utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@violetta kraken to jeden z podwariantów koronawirusa SARS-Cov-2, to nie oddzielny wirus, Pani Wioletto. A ja się pytam o, którego wirusa pani chodzi -
@Somalija masz, Aga... żeby nie było, że piękne to komuś innemu...
-
Odpoczynek przy kominku
Arsis odpowiedział(a) na violetta utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@violetta ale który koronawirus? Bo jest ich cała rodzina: 229E, HCoV OC43, SARS-CoV-1, SARS-CoV-2, NL63, HKU1, czy MERS-CoV? -
-
@Somalija Powiadasz?
-
@Somalija cześć, Aga, chcesz piosenkę?
-
@violetta ten pan jest przystojniejszy i ma piękniejsza brodę
-
@Somalija jakiego znowu kosza? chyba, że wiklinowego @violetta zgolę brodę, i co, nie będę bliżej serca? @violetta masz piosenkę, bo dawno nie było @Somalija
-
@Somalija masz piosenkę, bo dawno nie było
-
@violetta masz piosenkę, bo dawno nie było
-
@violetta ale, że co, że leżę? odezwała się nieleżąca
-
@violetta to było pod moim adresem?
-
@Somalija same tylko zaskocz, przeskocz, wyskocz, zeskocz...brakuje tylko skoku w dal, o tyczce i wzwyż. jakaś to olimpiada, tak?
-
@violetta nie bajka, tylko tragifarsa, tragikomedia, dramat...
-
@Somalija nie pozwolę, albowiem tam jest ćma Teresa, która puszyściała w przelocie jak to ćma, jest tam, gdzieś tam... @violetta bajkowe? gdzie?
-
@Somalija tak sobie dumam, ulepić bałwana, pójść do parku w nocy, do mojego, schizoidalnego... nie, zostanę z moimi przyjaciółmi z pustego domu, będziemy liczyć przy pomocy rozmaitych znaków, symboli i gestów martwe, uschnięte ćmy, co ugrzęzły w fałdach zasłon, w kątach pełnych pajęczyn i mroku... a potem wypiję z mistrzem ceremonii wznoszącym toast w lustrze... aa potem sobie pójdę, dokąd? nie wiem, nie pamiętam... ale wiem, że gdzieś daleko, bez powrotu...
-
@Somalija ma to coś... @violetta kropelki rosy
-
listopadowy wieczór
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija w jakim komisie? Morloki żyły w podziemiach w Wehikule czasu, Wellsa -
@violetta jaki ogień? to niebezpieczne, bo może się skończyć wyciąganiem zwęglonego ciała
-
listopadowy wieczór
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija ja nie jestem do rozkochania, Morloków nie da się rozkochać... -
listopadowy wieczór
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@violetta do wzięcia, za co? -
listopadowy wieczór
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@violetta zaraz, zaraz, jaki Chorwat, jakie oczy i jaki znowu seks? -
Oto ołtarz. Ten oto ołtarz z zimnego kamienia, z pajęczyną pęknięć. Po jego obu stronach wsącza się światło z księżyca przez szpary wąskich witraży. Światło lodowatej jak grób nocy. Jakieś stukania i szepty z pogłosem echa. Jakieś roje nie wiadomo czego. Rozmyte cienie w niekończącym się korowodzie sennej maligny. Gdzieś tutaj… Gdzieś tam i nigdzie. Zatopione w ekstazie smutku… Trwające przygotowania do nocnego misterium. W półmroku, w sennym widzeniu. W dobywających się z otchłani gongach stojącego zegara… Ktoś tu kiedyś umarł, nie umierając wcale… Ty żyjesz, prawda? Żyjąc raz jeszcze po śmierci. Żyjąc w pamięci, bądź na jawie tuż po przebudzeniu, kiedy jeszcze, kiedy wciąż jeszcze… Srebrzą się krawędzie przedmiotów w świetle schodzącym z wysoka. Ono zstępuje, gdzieś spod łukowego sklepienia. Gdzieś znad regału zakurzonych książek? Prezbiterium? Albo księgozbioru, które stało się prezbiterium? Zstępuje za plecami długowłosej, tworząc nad jej głową coś w rodzaju aureoli. W blasku stworzenia podczas milisekundowej ekspansji rodzącego się wszechświata. Idzie wolno. Bardzo wolno, a raczej spływa, jakby z Raju (z piekła?) Pani w sukni do samej ziemi czarnej i w czarnej na głowie zdobionej dziwnymi znakami infule… Biskupie, to? Nie-biskupie? Co to takiego? Jakby nie z tego świata mędrca jakiegoś przybycie. Albo tak się przynajmniej wydaje skołatanemu, choremu umysłowi. To trwa od wieków, od wieczności całej. Ta maestria smutku i melancholii była już zapowiedzią podczas moich narodzin. Przyszła wtedy pierwszy raz majowym deszczem. W białej i opuszczonej od zawsze sali pustego szpitala. Wybacz, wszystko mi się miesza. Nachodzi na siebie falami szumiącego oceanu. Pamiętasz, jak ci o tym mówiłem? Wtedy, w sennym widzeniu rzeczy. Byłaś tam i nie byłaś, zarazem. Ale czułem twoją obecność w tym jarzeniu z wnętrza przedmiotów. Pełza po plątaninie żeliwnych rur moje zdegradowane jestestwo, ukrywając się w falujących płachtach pajęczyn pełnych przeznaczenia dla martwych motyli i ciem. Kochanie. Tak, kochanie. Ale, czy to na pewno ty, kochanie? Albowiem twoje milczenie miażdży mnie, jakby betonową płytą. Zaciska się wokół głowy stalową obręczą niemówienia. Nie wiem. Nic nie wiem… Ale widzę, jak w jakieś coraz donioślejszej muzyce rozkłada ramiona ta postać, ta zjawa kobiety w mżącej gwiazdami sukni z bardzo szerokimi mankietami… Odchyla głowę, ukazując w półmroku nocy piękność swojej twarzy. Odchyla ją jak w orgazmie, w pełnej melancholii ekstazie. To trwa od milionów lat. W tym pozbawionym czasu miejscu. W tej świątyni skruchy… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-11-03)