Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.01.2026 w Odpowiedzi

  1. Twoje słowa - jak tłuczone szkło. Rzucasz je pod nogi, a ja idę boso. Każdy krok otwiera nowe cięcie. Krew nie nadąża za bólem. Twoje obietnice - gęste jak miód. Wlewasz je w moje rany - duszna słodycz udaje ratunek. I tak stoję - lepka od "miłości", pocięta twoją prawdą. Nie krzyczę - miód skleja mi usta, a szkło tkwi zbyt głęboko. *inspiracja - tekst Marka Żaka "Pytać, czy nie?" i komentarz do niego Michała Leszczyńskiego.
    16 punktów
  2. Po trudzie zostało tylko czarne serce i brudny palec, kreślący krzyż po języku na pożegnanie. Niechciane dzieci postępu w zgliszczach fabryk, dźwigających kiedyś świat ku zbawieniu, umierają na suchoty w widmie dymu, tak gęstego jak słowa troski bez pokrycia. Dziś nawet cegieł z rozbiórki nie chce nikt kupić - wypalone w szczerym ogniu są za twarde, a technologia istnienia stawia dziś na tworzywa plastyczne.
    12 punktów
  3. czytałam chyba taki wiersz było w nim o tym że siedzieli na ławeczce o takiej porze w której jedno z nich nie wie jeszcze czy to już czy tylko się zdaje obok niej leżał bukiecik nieśmiałych fiołków a latarnia rzucała cienie które tuliły się do siebie wcześniej niż oni czy to możliwe nie napisałam tego i może dlatego wciąż tam siedzę
    11 punktów
  4. spójrz na Lucynę tyle w niej seksu mówili chłopcy od Jaśka młynarza gwizdali kiedy na brukowej drodze próbowała utrzymać pion sukienka niedbale narzucona na ciało kompulsywnie zacierała granice między nagością a wstydem wdzierający się marszczeniem na wysokości biustu nieraz zaglądali w oczy jak w studnię po pas po szyję zanurzając się w mętnych tęczówkach niczym żebracy sięgający poresztki jej myśli płodne robactwo czasami ulatywały jak papierosowy dym jednym ruchem zdzierała próżność na próżno
    11 punktów
  5. nie napiszę o tym wiersza w kilku wersach nie ma miejsca by pomieścić tyle serca
    10 punktów
  6. Miałem kiedyś przyjaciela. Miałem kiedyś przyjaciela, który znaczył dla mnie wiele, wielki na mnie wpływ wywierał, bo tak mają przyjaciele. Byliśmy małymi dziećmi. Świat dziecięcych spraw nas łączył, czas zabawy i radości, który się niestety skończył na przedprożu dorosłości. Tak byliśmy sobie bliscy jak dwa liście w jednym krzaku, co się dobrze nie poznały. Mój przyjaciel z biegiem czasu jakby nieco się oddalił. Przyszło w końcu to rozstanie co wstrząsnęło małym światem. Choć go za nie nie winiłem, nie był więcej moim bratem, z którym tak się przyjaźniłem. Wszystko potem się zmieniało. Coraz bardziej się oddalał, aż się stał zupełnie obcy. Każdy tonął w swoich sprawach, Już dorośli, już nie chłopcy. Jednak wczoraj informacja, że na zawsze nagle odszedł jak zapewne innych wielu, ten odległy teraz człowiek. Żegnaj pierwszy Przyjacielu!
    9 punktów
  7. obserwuję cię wiecznie zielonego jałowca z niebieskimi ziarenkami w zimowej wędrówce pozuję ciepłą modelką z wełny i futra
    8 punktów
  8. Trudne jest życie rodzinne naprawdę niełatwe zagmatwane i tajemnicze każdy stanowi jakąś zagadkę myślałeś sobie babcia i dziadek mili weseli aż tu komuś naraz się wypsnie że dziadek babcię niejeden raz zdzielił po pijaku albo pamiętasz tamtych razem z nami bawili się na trzepaku potem się zakochali i pobrali szli razem ręka w rękę a potem odszedł do innej po prostu ją zostawił to co ? przedtem ją kochał czy tylko w miłość się bawił? niejedną taką historię można by opowiedzieć o wujku cioci o bracie a może i o sąsiedzie pośmiać się trochę dodać nieco pikantnych szczegółów czasem poważnie pokręcić głową i palnąć gadkę dla dobra ogółu lecz nie bądźmy nazbyt surowi w swoich ocenach pochopni bowiem byliśmy i jesteśmy wszyscy do siebie bardzo podobni
    8 punktów
  9. Rozległe, równinne stepy rozwiane wiatrem pożądania wilgotnych ust. Czekasz na mnie gotowy. Dosiadam konia pasją jazdy, unosząc włosy pieszczotą falujących piersi w galopie. Przenikające ziarno pustyni w twoich oczach przyciągasz mnie całując tak, że gnam na oślep.! ;)))) pamiętam.
    7 punktów
  10. Widzę dziś tylko bezkresne morze muśnięte błękitem samotnych łez. Związane ręce bolą niezmiernie w odcieniu żagli i pisku mew... Wiatr ciągle muska blade policzki w rytmie odbitych od brzegu fal. Na pustej scenie już bez oklasków objąć chcę jeszcze wczorajszy świat. Wiersz inspirowany obrazem Edwarda Muncha " Młoda kobieta na plaży" (1896) Autor fotografii: M. Lewandowska
    7 punktów
  11. pokusa jest groźniejsza od... pochłania pomalutku nie zauważamy tego aż ... aż jest za późno potrafi dyskretnie otworzyć paczkę wafelków czekoladę odłożone na ...kiedyś nie nie żeby oglądnąć poczuć zapach to jej nie zadowala ona zachęca...posmakuj nie będę opowiadał dalej jestem na nią zły właśnie to zrobiła udało się jej bez trudu nie ma na nią siły znacie to pewnie 1.2026 andrew Sobota, już weekend
    6 punktów
  12. gdzie znajduje się zatarta piaskiem z klepsydry granica między beztroskim snem na jawie a tym kim jestem naprawdę może już czas się wybudzić a jeśli to tylko złudzenie dorosła głowa i dziecięca naiwność która wciąż trzyma mnie w pędzie gdzie stawiam nietrwałe przystanki chwilę na wszystko czekam może ja to tylko tutaj w małym zamkniętym świecie niespełnionych wyobrażeń nieodegranych scenariuszy czy wciąż mogę czekać czy przekroczyłam granicę wyczerpałam limit znaków na ostatni przystanek nadziei
    6 punktów
  13. (...) a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju I zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz ks. J. Twardowski. Odtąd jesteś cały dla niej. Albo bądź pomalutku, jeśli wciąż nie umiesz. Niczym kawa w kubku stawiana codziennie przed wschodem, na kuchennym stole, przy zaśnieżonych oknach. Czujesz, jak ją budzi, ogrzewa. I już cię nie ma. Tylko pusty kubek pragnie na nowo aromatu i ciepła, drży jeszcze od dotyku jej dłoni. A ona zmienia się w pierwszy pieszczotliwy promień nad miastem. Wystarczy ciebie dla niej na wszystkie poranki? Gdy mówisz, że kochasz, pozwól i zaufaj, niech teraz ona nie zapomni, że jesteś.
    5 punktów
  14. przeszłość to ściana murowana z chwil przyszłość parawanem za nim nadzieja przeszłość to wygrana wiatr uśmiech łzy przyszłość zaś bramą za nią malują sny przeszłość to potęga nieznanych liczb przyszłość wyzwaniem pachnący losem przeszłość nie musi dokuczać może być przyszłością w której róże kaliny bzy przeszłość umie cieszyć może być lekiem przyszłość zaś czasem który umie śnić
    5 punktów
  15. tu czad położył matkę pousypiał dzieci tam wybuch powyrywał drzwi i okiennice tego z nożem znaleźli wbitym prosto w plecy tamtego nikt nie widział gdy biegł przez ulicę pewnej z okna zabrakło wiary lub miłości gdy na męża wieczorem czekała po pracy jedna wyszła na moment z mieszkania ze złości druga sczezła samotna z nadzieją w rozpaczy inny trafił na swego wypiwszy łyk trunku coś do łba mu strzeliło i wziął się powiesił a ten – składa poemat o śmierci gatunku słuchając jak zawodzą syreny syreny –
    5 punktów
  16. Tam Gwiazda srebrem tchnie — pod stopami mgli się biel sina. Tam z chmurami pod rękę chodziłem, to z nimi skakałem na skakance. I nigdy nie brakło tam białej herbaty. Czy nadal ciepła — w tej porcelanowej filiżance? Fot. Pinterest
    5 punktów
  17. Za oknem miasto rozdrabnia czas. Szum jałowy, nie ma treści - to elektryczny puls. Karetka w oddali - czerwona kreska na wykresie nocy. Dźwięki nie układają się w słowa, są niczym echo cudzego pośpiechu. Słucham oddzielona warstwą chłodnego szkła.
    4 punkty
  18. kiedyś pytał ojca dziś pyta siebie czy mogę ją pocałować? odkąd kobieta przestała być obiektem negocjacji i stała się podmiotem decyzji jej zgoda nie mieści się w domysłach często ukrytych w milczeniu nie został bez siły stracił tylko iluzję swobody chronioną luksusem domniemanej niewiedzy dawniej szarmanckie rozłożenie parasolki nad kobietą wystarczało aby zostać zaprzysiężonym dzisiaj kiedy poda jej rękę może zostać podejrzany słowo stało się bezpieczniejsze niż wymagający dotyk muślinowej podwiązki a on sam już nie wie czy inicjatywa jest odwagą czy naruszeniem czy milczenie jest szacunkiem czy brakiem zainteresowania nie ma prawa do działania bez sprawdzenia skutków niebezpiecznej drogi na skróty nie ma odwagi do powieszenia własnych majtek na płocie został bez roli bez scenariusza z pętlą na szyi stał się płcią zagrożoną przez konieczność bycia uważnym na swój manicure
    4 punkty
  19. za oknem biało zima w całej krasie cieszą się dzieci
    4 punkty
  20. kilka godzin przed świtem mijaliśmy rozmazane jezioro ciemność dławiła się zorzą ptaki stroszyły wieczne pióra czasem aż chciałoby się dotknąć nieba a potem utonąć w marzeniach bose brzegi sprawiają wrażenie introwertycznych
    4 punkty
  21. Tak się cieszę że żyję że śnić mogę noc kocham jak dziewczynę dnia nienawidzę uśmiecham się przez sen aż się obudzę dniami cierpię nocą kocham się ze snem noc kocham jak dziewczynę dnia nienawidzę tylko we śnie całować mogę trzymać za rękę dniami cierpię nocą kocham się ze snem tęsknię za miłością w zwyczajny dzień tylko we śnie całować mogę trzymać za rękę śpiąc czuję że żyję tam kocham siebie tęsknię za miłością w zwyczajny dzień gdzie burze nie krzyczą gromami śpiąc czuję że żyję tam kocham siebie tak się cieszę że żyję że śnić mogę gdzie burze nie krzyczą gromami uśmiecham się przez sen aż się obudzę
    4 punkty
  22. @Amber Bardzo dziękuję! Świetne porównanie do muzyki! Pozdrawiam. :))) @KOBIETA @Christine @Rafael Marius @MIROSŁAW C. Serdecznie dziękuję i pozdrawiam.:)
    4 punkty
  23. Nawet ona jest potrzebna. W ciszy można pozbierać myśli, otrzepać je z kurzu. Poukładać na nowo na półeczkach umysłu. Jednocześnie nadając im nowy sens. Większość myśli w ciszy dostaje nowe życie, zupełnie inne niż sprzed stanu zakurzenia. To wszystko jest potrzebne, ale... Po zbyt długim czasie przebywania w samotności, kiedy wszystko już jest na "swoim miejscu", rozpaczliwie próbujemy podzielić się z kimś, tym wszystkim co wymyśliliśmy podczas ciszy. Potrzeba jest tak wielka, że zaczynamy rozmawiać z psem, kotkiem, rybkami, a nawet i kwiatkiem na parapecie. - Chce ci się pić? Masz chyba delikatnie podwiędnięte liście. - O, tak! Wody, wody! - wykrzykuje kwiatek swoim po prostu istnieniem w brązowej doniczce. Pędzimy wtedy z butelką pod kran, żeby tylko zaspokoić pragnienie małej, zielonej istotki. Co prawda niezbyt rozmownej, ale zawsze skorej do wysłuchania, kiedy nie ma w pobliżu nikogo innego. Z czasem to również przestaje wystarczać. Dlatego, że w życiu, tak jak w dobrym opowiadaniu, potrzebne są dialogi. Bez nich nawet najpiękniejsze opisy w końcu się nudzą. Bez nich wszystko staje się trochę bezemocjonalne. Jak długo można zachwycać się tym samym zachodem słońca, nie wymieniając spostrzeżeń z drugą osobą? Podczas dialogu każda z takich chwil nabiera zupełnie innego znaczenia. Staje się niezwykła. A kiedy nakarmimy duszę rozmową, wtedy można znów zaszyć się w ciszy. Poukładać myśli na nowo. Opowiedzieć o wszystkim roślince z parapetu i czekać na kolejny zachód słońca. @Corleone 11 Dziękuję ☺️
    3 punkty
  24. Chciałbym i ja kiedyś dostać nagrodę, ale najchętniej za to co już napisałem, a nie za to co chcieliby i pragnęliby wręcz żebym nigdy nie napisał. Ot, sytuacja taka. Warszawa – Stegny, 03.01.2026r.
    3 punkty
  25. wczoraj wystarczyło posiąść sztukę mieszania herbaty używania zwykłych narzędzi jak okno i lustro niespiesznie znajdując przyjemność w każdym oddechu dzisiaj znajomy głos w obcych ustach na nowo uczy znaczenia słów jak dziecko dorosłe by zapomnieć szuka nazwy dla drzewa kwiatu nieba zaciśniętego w nazbyt czułej dłoni jutro na chodniku wybudzony do snu pójdzie mrużąc oczy lekko polerować ciszę żeby za bardzo nie kwiliła żeby psy trzymane na łańcuchach nie ujadały nad niedolą swoją
    3 punkty
  26. 15. Za blisko ognia (narrator: hypaspista) 1. Układam włócznie. Jakby każda pytała, czy jestem jej panem. 2. Miejsce przy królu — tak blisko ognia, że parzy. 3. Aleksander za lekko stawia stopy na kamieniach pełnych krwi. 4. Chce prowadzić, a przecież dopiero poznaje wojnę. 5. Zakładam zbroję — ona uczy mnie jak nie czuć. 6. Tyle lat w służbie, a wciąż pytam, czy jestem gotów. 7. Dzień wstaje powoli, jakby sprawdzał, kto odważy się oddychać. 8. Idę jak zawsze, choć wiem, że każda droga coś zabiera. cdn.
    3 punkty
  27. Ogród emanował zapachem tysiąca odmian kwiatów, ziół i bylin. Dbałem o jego spokojny wzrost i kwitnienie, na tyle na ile mogła to robić męska, twarda dłoń. Starałem się nie zmieniać w nim zbyt wiele. Zatrudnieni do pomocy ogrodnicy, również mieli pełnić rolę raczej adoratorów, niż aranżerów. Ilekroć mogłem rozmawiać z którymkolwiek z nich to zawsze powtarzali oni pewną zależność której wpływu i ja doświadczałem w całej pełni. Mówili o ogrodzie jak o habitacie duszy, która była w nim zaklęta. Cudownym, magicznym ogrodzie postaci, zaklętej w jego szerokich alejach, ukwieconych rabatach czy przyciętych żywopłotach. Istota owa, jak twierdzili i zaklinali się przy tym, mówiła czasem do nich a czasami do ptaków przysiadłych w krzewach i koronach owocujących drzew. Jej słowa pluskały się w tafli ogrodowych fontann, wędrowały z delikatnym wiatrem po wypełnionych życiodajnymi sokami liściach, szeptały do równo przyciętych traw. Istota głaskała chropowate pnie, zginała rozkwitłe pąki kwiatów. A czasami zostawiała ślady bosych, kobiecych stóp na świeżo przekopanej ziemi. Powtarzała, że to jej raj. Miejsce, które stworzyła i z którego już nigdy nie odejdzie. Zapuściła tu korzenie z białych kości a to co niegdyś nazywała ciałem, użyźniło glebę ogrodu i dało mu prawdziwe serce. W pełni lata, gdy miałem w zwyczaju czytać w bujanym fotelu usytuowanym na środku ganku, nieraz dochodził mnie znajomy śpiew tej istoty. Wiedziałem, że jest zarazem blisko i daleko. Za zakrętem życia. Lecz i za zasłoną śmierci. Minęło tak wiele lat. Za każdym razem gdy tylko zbliżała się żałobna rocznica, miałem nadzieję, że tym razem dobry Bóg zlituje się nade mną i pozwoli mi odejść do jej świata. Lecz dawał mi tylko kolejne próby i zmartwienia doczesne. Kolejne zakręty. Tak wiele, że wyrysowały wreszcie koło. Błędne koło życia. Osnute oparem pragnienia śmierci a zarazem niemożności odejścia. Szedłem ustaloną ścieżką. Jedyną, która mogła mnie zaprowadzić do celu. Spośród tysiąca łęchcących zmysły zapachów, ja rozpoznawałem najlepiej ten jeden, niepowtarzalny. Przyjemny, głęboki i uwodzący, zapach fiołków. Były tak bardzo sobie tożsame. Ukochana matka i jedyna córka. Cel tej ścieżki był wiadomy i zdziwiłbym się gdybym nie zastał swej córki u jej końca. Zbawcza rześkość poranka gasła, pod silnymi i gorącymi promieniami letniego słońca. Muchy, ważki i pszczoły, harcowały w gonitwach i polowaniach. Pachniało jeszcze zroszoną w cieniu ziemią. Rosa perliła się łezkami wilgoci na co większych liściach i wodnych szuwarach. Ptaki wesoło pogwizdywały. W uwitych gniazdach, na sękatych gałęziach jesionów i topoli. Nagrzane powietrze poczynało delikatnie drgać. Jak i Ty miałaś w zwyczaju, gdy rozpalony obłędem pożądania badałem nieśmiało krągłości Twego ciała. Zapomniałem już jak to jest. Gdyby nie nasza córka, to zapomniałbym zupełnie o istnieniu kobiet na tym świecie. Chciano mnie swatać i w swaty do mnie przybywano a jakże. Dla pozycji i majątku ludzie potrafią znieść i zrobić wiele, nawet prosić takiego szaleńca jak ja o uwagę i rozsądek. Cóż mi jednak z rozsądku i majątku, kiedy jedyne bogactwo jakie w życiu miałem musiałem odprowadzić w kondukcie i pochować wbrew swej woli. Mogę dziękować Bogu, że kochałem jeden jedyny raz. Ileż to cierpienia kosztuję. Jeden raz a co gdybym jak inni, kochał po wielokroć? Potem podobno idzie się przyzwyczaić. Kochasz już nie osobę a siebie samego i wygodę. Ludzie są małostkowi. Twierdzili, zapomnisz i będziesz żyć dalej. Minęło tyle lat. Wszystkie jej zdjęcia, portrety i suknie są nadal na swoim miejscu. Pukiel jej czarnych włosów nadal spoczywa w zdobionej złotem szkatułce. Każdy mój wiersz jest hołdem. Żywą pamięcią. A żywym pomnikiem jest przecież też Emily. Jest najpiękniejszym prezentem danym mi przez nią. Mój czas także dobiega już końca. Może Emily o tym wie, bo coraz częściej odwiedza grób matki. Fiołkowa woń, prowadziła mnie w ślad za córką. I znalazłem ją dokładnie u stóp mogiły. Była wręcz jak sobowtór swej matki. Teraz gdy była już pełnoprawną kobietą a nie dziewczynką zdawała się mi czasem duchem, wspomnieniem. Zatrzymaną w przestrzeni czasu projekcją. Starałem się nie popadać w szaleństwo. Lecz gdy patrzyłem na Emily. W kuchni, parku czy na ulicy to nie potrafiłbym ich od siebie odróżnić. A skoro ja jako jej ojciec nie potrafiłem tego uczynić to cóż dopiero miały powiedzieć osoby, które znały mą żonę nieboszczkę i córkę. Jest to sytuacja zupełnie normalna i naturalna, że dziecko a szczególnie córka jest porównywana urodą do swej matki. Emily nie była wyjątkiem. Dostawała olbrzymią ilość komplementów. Za oliwkowo zielone oczęta. Za kruczoczarne, lśniące włosy. Za uśmiech tak słodki i zalotny w swej kobiecości, że aż onieśmielający potencjalnych kandydatów na męża. Moja żona była istną boginią, której zazdrościła mi cała śmietanka towarzyska nie tylko z Bostonu czy Philadelphii ale też Georgii czy Nowego Jorku. Była najpiękniejszym klejnotem, który udało mi się sprowadzić w czasach studenckich z kontynentu. Niderlandzką perłą. Bezcenną, świętą. Emily obróciła się słysząc moje kroki i szybko powstała. Przyniosłam mamie nowy wianek i bukiet. I zaiste na środku mogiły spoczywał świeży wianek utkany z wikliny, fiołków, koniczyny i stokrotek. A w dłoniach Emily ściskała bukiet białych róż. Krzew czerwonych róż oplatał kolczastymi kłączami nagrobek. Niczym korona wieńcząca skronie mojej ukochanej. Ostatnio często zaglądasz tutaj Emily, martwię się czy aby na pewno wszystko z Tobą w porządku? Ależ tato, nie możesz w kółko zaprzeczać oczywistym faktom. Chyba nie chcesz powiedzieć mi, że nie słyszysz jej głosu i nie czujesz jej obecności tak w domu jak i ogrodzie. Każdy wokół słyszy ją. Każdy wie, że to jej duch zamieszkał w ogrodzie. Nie ma nocy, bym po nagłym zbudzeniu się nie widziała kobiecego widma na brzegu stawu. Czasami huśta się na mojej starej huśtawce i śmieje się w głos. Innym razem woła mnie, lewitując u półotwartej okiennicy. To znów czeka na mnie, dosiadając swej widmowej klaczy, która odeszła bez mała dekadę temu. Czasami prosi bym zbudziła i Ciebie. Tęskni za Tobą ojcze. Ja za nią również moje dziecko, lecz nie mów mi tak strasznych i niepotrzebnych dla wątłego umysłu starca rzeczy jak historię o zjawach i duchach. Odeszła, lecz ja nie zapomniałem i nie zapomnę nigdy. Nie na darmo jej pokoje i sypialnia wyglądają tak jakby dopiero co z nich wyszła. A minęło dwadzieścia długich lat. Dwadzieścia lat ciągłej nocy dla mej duszy. Dwadzieścia lat niepowetowanej niczym straty i tęsknoty. Pożegnaj się z matką Emily i chodźmy do domu miej baczenie na to, że zbliża się dzień gdzie będziesz pielęgnować mogiłę w której i ja spocznę. Będziesz szła tą znajomą drogą przez ogród, niosąc w dłoni dwa bukiety. Po jednym dla kochającej matki i ojca. Ludzi którzy nikogo tak nie ukochali na świecie jak Ciebie. Pamiętaj o tym dziecko. Nie byłem osobą dającą wiarę w tak modny świat spirytyzmu, duchów i zjaw. Nie dałem przekonać się trwożnym opowieściom ogrodników ani służby, więc naturalnie nie uwierzyłem zapewnieniom własnego dziecka. Więc jak wielkie było moje zdziwienie, w samym środku najbliższej nocy. Zdać mi się mogło, że ległem na spoczynek dość wcześnie. Zachodni horyzont nie zdążył pogrążyć się w pełni mroku a ostatnie trele ptaków dochodziły znad koron drzew, żaby rozrechotały się wesoło, taplając się w lekko mulistej toni stawu. Wydawało mi się, że minęła prawie cała, krótka, letnia noc. Przebudziłem się nagle bez widocznej, zewnętrznej przyczyny sądząc że za chwilę zacznie świtać. Lecz gdy już trochę oprzytomniałem, uświadomiłem sobie, że wokół jest ciemno jak oko wykol. A zza okna dobiega jedynie srebrno niebieska lekko fosforyzująca poświata księżyca. Lecz nie był to czas pełnii a nowiu. A gwiazdy nigdy nie świecą tak jasno. Zza okna dobiegł mnie szept, który zmroził mnie do kości. To była ona i szeptała moje imię. Przekląłem w duchu brednie mej córki, i nadal nie do końca przekonany do tego co dane mi będzie ujrzeć, wstałem na drżących nogach i delikatnie podszedłem do okna. A niech mnie święci mają w opiece jeśli kłamię. To zaiste była ona. Ubrana w czarną, wiktoriańską suknię i siedzącą po damsku w siodle swej ukochanej klaczy. Zobaczyła mą postać w oknie, Miała na sobie rękawice do jazdy. Podniosła lewą rękę i dała mi sygnał dłonią bym zszedł do niej. Odjęło mi na szczęście rozum a nie nogi. Wychynąłem jak szybko mogłem z sypialni, potem z zamku, na ślepo wręcz wszedłem do cichej stajni. Dotarłem do boksu z moim kremowym ogierem i nie siodłając go nawet wskoczyłem na jego grzbiet, dając mu po bokach ruszyłem ku wyjściu i skierowałem konia nad brzeg stawu. Czekała w siodle i gdy już prawie byłem przy niej, skręciła konia na zadzie i ruszyła galopem ku znajomej ścieżce wgłąb ogrodu. Ruszyłem za nią. Aż do samego końca drogi. Do jej samotnej mogiły. Gdy wychynąłem zza ostatnich drzew, ona już czekała trzymając klacz za uzdę. Zsiadłem i doskoczyłem do niej w transie. Nie pozwoliłem jej na żaden ruch, słowo. Zasmakowałem w jej ciepłych ustach a ona ochoczo oddawała pocałunki. Spuszczone z uzd konie ruszyły na pobliską trawę a my legliśmy w miłosnym uścisku na usypanej mogile. Pragnąć siebie coraz mocniej i mocniej. Marzyłem tylko o tym by posiąść ją w tym ogrodzie, w mroku bezdennej, letniej nocy, na naszej wspólnej mogile. Nikt mnie więcej nie widział żywego. Emily zaalarmował sługa z samego rana gdy odkryto błąkającego się po ogrodzie konia. Stajenny zaklinał się, że zwierzę nie mogło wyjść samopas i ktoś musiał wyprowadzić konia a dostęp do niego miałem tylko ja i stajenny. Szybko zorientowano się, że w pośpiechu opuściłem sypialnię i zamek. Przeszukano pobliskie wzgórza, pola i lasy. Całe błonia zamku, podziemia i korytarze piwniczne. Wreszcie ogród i brzegi stawu. Gdy nic nie przyniosło efektu. Emily rozkazała służbie rozkopać mogiłę matki. Niechętnie i opornie lecz wykonano jej rozkaz. Nie zajęło to zbyt wiele czasu by odkryć straszną prawdę. Nikt nie potrafił sensownie wytłumaczyć tego co odkryto pod stertą ziemi. Na wieku zamkniętej trumny, spoczywał szkielet mej małżonki a w jego ramionach odkryto moje ciało. Martwe, zimne lecz z tak błogim uśmiechem i radością w oczach, że uznano to za objaw najczarniejszej magii. Pytanie jak znalazłem się pod ziemią a szkielet poza trumną. Kto zakopał mogiłę skoro nikogo ze mną nie było a przecież byłby to absurd, że trup zakopał się sam. Uznano, że ona spędziła mnie do grobu. Wezwała mnie do siebie. Bym już nigdy nie czuł się samotny i pozbawiony miłości. Do dołu wstawiono jeszcze jedną trumnę z mym ciałem i odprawiono pogrzeb. Mogiłę poświęcono i zasypano a Emily cała we łzach ułożyła na niej dwa bukiety białych, cmentarnych róż.
    3 punkty
  28. Czuję się samotna, tak bardzo samotna, jak oddalona gwiazda na niebie, odtrącona od swojego gwiazdozbioru. Jak wilk, odrzucony przez watahę, jak księżyc - niedoceniany. Czy kiedyś poznam swoją iskierkę, która podniesie mnie na duchu, użyczy mi swej empatii, i będzie patrzeć mymi oczami na blask księżyca, na taflę wody w stawie… Powiedz mi, że tak będzie, aby przynieść memu sercu ulgę.
    3 punkty
  29. ta historia ma jeszcze jedną warstwę której nigdy nie poznasz
    3 punkty
  30. @Charismafilos Bardzo dziękuję! Cieszę się, że się spodobał. :) Pozdrawiam. @tie-break Bardzo dziękuję! Twój komentarz bardzo mnie poruszył. Piszesz o tym z taką znajomością tematu, że aż czuć w tym prawdziwe zrozumienie. Dziękuję, że poświęciłaś czas na tak uważną lekturę. Pozdrawiam. :) @Leo Krzyszczyk-Podlaś @infelia @Simon Tracy @beta_b @Lenore Grey Serdecznie dziękuję i pozdrawiam. :)
    3 punkty
  31. Dzięciołek chciałby nie stukać w stołek, Ale potężny wykonać Otworek. Freelance photographer, Czy istnieje? ... Przedmiotem mógłbyś być bez światła ciemności. Bez paradoksu kontrastu czułości Wypluwką z ciebie. Jej sierścią na garbie, Nie-Jasnorzewskiej rysą idealnej. Gdy przyjdzie wojna, umiera pierwsza, a Jednak ty możesz jej nie umniejszać. W cyfrowym świecie obscurą wydarte. Freelance photographer, blask szczęściem Przed prawdą.
    3 punkty
  32. Anna ma szlachetne rysy wygląda jak przedwojenna kobieta na sepiowych fotografiach tylko jej skóra jasna uwydatnia kręte szlaki fioletowych żył to nic że czasami chwyta za widły wątłe ramiona nie taki ciężar dźwigały spójrz wiatr liże skrzydła owadom biedne drobiny raz po raz oblepiają szybę stukot psiego łańcucha niesie echo po wsi ładnie wygląda w tej niedzielnej sukience tam za Zagórzem świat jakiś inny a gdyby tak na przełaj po łące między żółte mlecze i przekwitłe dmuchawce?
    3 punkty
  33. 3 stycznia 2026 roku, godzina 7.00 rano. Człowiek jeszcze nie zdążył wypić pierwszej kawy, a tu już taki komunikat: amerykańscy żołnierze pojmali prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro wraz z żoną podczas próby ucieczki. Pojmali go w Caracas. U siebie. We własnym kraju. To się - cytując klasyka - w pale nie mieści. Ale najwyraźniej mamy nowy rok, więc i nową logikę. Jak można pojmać głowę państwa u niego w domu? Okazuje się, że można. Trzeba tylko mieć odpowiednio silną armię, odpowiednio słabego przeciwnika i odpowiednio elastyczne podejście do prawa międzynarodowego. Reszta to już tylko szczegóły techniczne. Nie ukrywam - nie mam w sobie ani grama sympatii do dyktatury. Maduro życzyłem jak najgorzej. Miliony Wenezuelczyków żyły w kraju, który formalnie był państwem, a faktycznie ruiną. Inflacja jak z podręcznika ekonomicznego horroru, brak podstawowych towarów, represje, emigracja. Około osiem milionów ludzi opuściło kraj. To nie statystyka - to całe miasta w drodze. Więc tak, można powiedzieć, że Wenezuela odetchnęła. Że ktoś wreszcie zrobił porządek. Że dyktator z krwią na rękach został wyeliminowany. Tylko że zrobił to… inny człowiek sprawujący władzę w sposób, który delikatnie mówiąc, nie jest wzorem cnót republikańskich. I tu zaczyna się matematyka moralna XXI wieku. Dwa minusy dają plus Zły dyktator został usunięty przez złego wyzwoliciela. Dwa minusy. Czyli - według logiki świata - plus. Brzmi prosto. Wręcz uspokajająco. Jak rachunek w sklepie: było źle, teraz jest lepiej. Ale czy na pewno? Zbawca z pomarańczową gębą i srebrną grzywą ogłasza sukces. Operacja przeprowadzona sprawnie, bez wielotygodniowych bombardowań, bez medialnej jatki. Konkursowo. Tu trzeba oddać sprawiedliwość: tak się robi operacje wojskowe, a nie jak w wykonaniu przyjaciela Putina, który potrafi zamienić „specjalną operację” w kilkuletnią masakrę. Świat patrzy. Jedni klaszczą po cichu, inni głośno oburzają się na naruszenie suwerenności państwa. Zgodnie z prawem międzynarodowym - działanie bezprawne. I tu demokracje mają rację. Tylko że ta racja… jakoś dziwnie selektywna. Bo skoro tak bardzo oburzamy się losem Wenezueli, to dlaczego świat od dekad toleruje dyktatury z Półwyspu Arabskiego? Tam, gdzie praw człowieka nie tyle się nie przestrzega, co wręcz nie zna definicji. Gdzie kobieta bywa dodatkiem do mężczyzny, a mniejszości seksualne - przestępstwem. Gdzie za krytykę władzy można zniknąć szybciej niż Maduro z Caracas. I co? I nic. Wszyscy się tam spotykają. Uśmiechają. Podpisują kontrakty. Robią zdjęcia. Bo ropa. Bo gaz. Bo interesy. Wyzwolenia, które nie wyzwalały Historia uczy nas jednego: każda interwencja zaczyna się od słów „wyzwolenie”, a kończy się zwykle znacznie mniej szlachetnie. Amerykanie chcieli wyzwolić Koreę - skończyło się milionami ofiar, podziałem kraju i reżimem, który straszy świat do dziś. Wietnam - kolejne miliony zabitych, trauma pokoleń. Irak - chaos, terroryzm, rozpad państwa. Afganistan - dwadzieścia lat wojny i powrót do punktu wyjścia. Libia - rozpad i fala migracji. Bilans? Niezbyt imponujący. Chyba że ktoś liczy sukcesy nie w stabilnych państwach, ale w kontraktach, wpływach i strefach oddziaływania. Może więc nigdy nie chodziło o sukces. Może chodziło tylko o interesy, a reszta to narracja dla mediów i wyborców. Świat demokratyczny jest dziś oburzony. I słusznie - bo jeśli dziś można porwać prezydenta jednego państwa, to jutro można każdego. Tyle że ten sam świat od dziesięcioleci wybiórczo stosuje swoje zasady. Prawo międzynarodowe przypomina czasem regulamin siłowni: obowiązuje wszystkich… ale niektórych bardziej. I tak żyjemy w rzeczywistości, w której: - mamy technologie z kosmosu, - prawo ze średniowiecza, - a mózgi… z paleolitu. Wciąż dzielimy świat na plemiona. Na „naszych” i „obcych”. Na dobrych i złych morderców. Na tych, którym wolno, i tych, których trzeba ukarać. Mamy gadzie mózgi , a żyjemy w nowoczesnym świecie. To nie jest nowy problem. To stary problem w nowym opakowaniu. Gadzi mózg nie zna pojęcia uniwersalnej sprawiedliwości. Zna tylko swój interes. Reszta to narracja. Dlatego jeden dyktator jest „zagrożeniem dla świata”, a inny „partnerem strategicznym”. Dlatego jedne zbrodnie są potępiane, a inne przemilczane. Dlatego jednych wyzwala się bombami, a innych chroni kontraktami. Czy Wenezuela na tym zyska? Chciałbym wierzyć, że tak. Naprawdę! Chciałbym, żeby tym razem historia zrobiła wyjątek. Żeby dwa minusy rzeczywiście dały plus. Żeby ludzie mogli wrócić do domu, a kraj zaczął się odbudowywać. Ale doświadczenie uczy mnie ostrożności. Nowy rok przyniósł nową logikę. Ale mechanizmy są stare jak świat. Zmieniły się tylko dekoracje, flagi i technologie. Zamiast mieczy mamy drony. Zamiast listów gończych - tweety. Zamiast imperiów - „koalicje”. I tak dalej dzielimy świat na dobrych i złych. Tylko że coraz trudniej odróżnić jednych od drugich. Niestety
    2 punkty
  34. Mimochodem Kaczmarskiemu i wszystkim uciekinierom skryba winien oddać śpiewakowi parę słów ograniczając to co pomiędzy to też jest wybór żyć lub śpiewać dlatego przesuwamy do gardła kielichy za jedno życie za jedno
    2 punkty
  35. Zajrzała przez okno Musiała być surowa Kochać się nie było jak Niedobra wierność Piekielna potrzeba potrzeba i strach Witaj dobry chłopcze Jesteś pod palcami Nie bój się, delikatnie Napiszę o Tobie wiersz Napiszę i pójdę Popatrzę i pójdę Nie będzie Ci żal Będziesz miał jasną Pociągającą twarz Przyciągnę Ci kobietę Przejrzystym uśmiechem Który ode mnie masz Nie walcz ze mną Dobrą mam rękę Dobrze się znam
    2 punkty
  36. Słyszysz dzięcioł puka do śniadania bramy drugi trzeci czwarty słychać ludzi pies ich prowadzi płóg śnieżny cofa pipipip nie wiem czy dociera szum drogi skrzypię sobą szeleszczę opakowaniem stoję stukam ekranem relacjonując życiem
    2 punkty
  37. Ach, gdybym była rencistką, Miałabym wejście ulgowe na wszystko: Autobus i teatr, Wyciąg kolejkowy, Muzeum, wystawy, Fryzjerski salonik, Tancbudę w spółdzielni*, Pilates i jogę, Naukę angielskiego. Obiadu połowę. *W schowku na narzędzia zabrakło wkrętaka. A bo ze wkrętaka była i hulaka. Balował, bo wkręcił się do towarzystwa, z którym ćwiczył skręty snowboardem i twista.
    2 punkty
  38. w zgasłej czerwieni ciało wydaje się topnieć zachód słońca skowyt psa strzępy porozrzucanych ubrań prywatna zmarzlina zmurszały mur między palcami przestrzeń przekwitły melancholie
    2 punkty
  39. @hollow man dobrze bym przyjęła, na klatę (na szczęście, nieowłosioną, jeszcze;), tak właśnie myślę :P a tak, na poważnie, to gdzie ten facet ma być facetem? za biureczkiem klikając w bezprzewodową myszkę? męski ciało przestało być narzędziem, zostało zasobem do dbania :P ostatnio widziałam parkę z dzieckiem, dzieciątko, gdzieś, na oko 2-letnie, oddaliło się z wózeczkiem, dla lalek, a mamunia krzyczy, maciusiu wracaj, tu jesteśmy :P tak szczerze, to nie rozumiem, dzisiejszego świata, ludzi i on i oni mi się pale nie mieszczą a tzw. feministek, babochłopów nie cierpię:P w sensie odrazy (jakiejś) do ideologii, narzucanej reszcie, która ma paść na kolana i ją wyznawać nie wiem, czy to poza, czy ptasi, sprany móżdżek, czy im za to zapłacili (tym z przedostatnich stron gazet), no wiesz, ja jestem wielką wielbicielką teorii spiskowych i różnych takich, niewyobrażalnych ;) na szczęście, osobiście, znam i przyjaźnię się z normalnymi kobitkami, które w najbliższej przyszłości, pewnie można znaleźć tylko na wykopaliskach archeologicznych :P @KOBIETA a ja lubię wąsy już, choć wąsy nie mają żadnego znaczenia w tzw. całokształcie, ale niektórym mężczyznom, nigdy, nie przeminą, nie wiem czemu;) @Marek.zak1 pisałam komentarz do twojego wierszyka i wyszło mi coś takiego, jak na górze, postanowiłam wkleić oddzielnie, ale to twój wierszyk był inspiracją tego tekściku :) @Alicja_Wysocka no nie wiem, czy jest, jeszcze dla kogo myśleć (mam nadzieję, że jest:), co raz lepiej "sprzedają się" tzw. bzdury pt. "co jadłeś na obiad" :)
    2 punkty
  40. @Tectosmith Tecto, mój wirtualny przyjacielu, lubię ironię :) @bazyl_prost ;)))) @Berenika97 Ja akurat jestem tak wmanewrowany, że coś czuję nigdy się nie wyplączę i myślę, że generalnie moim odczuciom mam prawo ufać :)
    2 punkty
  41. @Berenika97 Najprzyjemniej się rozmawia i czymś nieistotnym :) Tęsknię za takimi rozmowami, ale człowiek to głupieje z wiekiem i robi się kierwa coraz bardziej ideologiczny :// @Rafael Marius Dobrze wiedzieć z kim można sobie porozmawiać, a z kim nie, ale to bardzo kłopotliwe jest zagadnienie :// @Starzec No ba i to jakiego :) Pzdr. M.
    2 punkty
  42. Moje miasto Żyje, oddycha Czaruje swoją przestrzenią I żadni obcy W niej nic nie zmienią Choćby nawet chcieli Próżne ich nadzieje! Tak łatwo rozbiją się o bruk!
    2 punkty
  43. @Berenika97 Przejmujące studium uwięzienia w milczeniu. Metafora miodu zaklejającego usta, jak symbol miłości, która zamiast dawać wolność, powoli dusi i odbiera prawo do krzyku. Bardzo poruszające! Pozdrawiam
    2 punkty
  44. Witam - dzięki za ten ciekawy komentarz - każdy z nas inaczej to widzi i musimy to szanować - Pzdr. @Berenika97 - @hollow man - @huzarc - dzięki -
    2 punkty
  45. @violetta dobra, po jazdy masz przecinek…ale po oczach …? zbuntuję się;)
    1 punkt
  46. @Berenika97Znam temat z autopsji.
    1 punkt
  47. @KOBIETA prawidłowo, oddawaj nam:) @Waldemar_Talar_Talar witam serdecznie:)
    1 punkt
  48. Nie ma cię tu A jesteś ciągle Rozpadało się uczucie Na dwoje Babka wróżyła w stodole Wracacie do siebie od pokoleń Hej pianisto muzyki nastrojeń Przewalcz i ten bajzel Uzdolnień
    1 punkt
  49. nowy roku kolejny raz rozdajesz karty czy patrzysz chociaż kto ile warty czy lekką ręką atu rozdajesz tym co już mają więc tego nawet nie dostrzegają 1.2026 andrew
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...