Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.03.2022 w Odpowiedzi
-
Przyleciały ptaszęta... okupują drzewa, kluczami jak bombowce w karmniki i nazad. Czasami w nos podskubią słomianego dziada, a plejada gatunków kontrastem olśniewa. Gdzie żeście zimowały, gdzie druga ojczyzna, jak podróż przeleciała, czy stado w komplecie? Chyba wiem, nie liczycie, ćwierknij że nie wiecie, bo z okien nie rzucają - mówią że drożyzna. Bociany się rozparły na dachach słomianych, żaby uciekły głębiej aby bronić skóry. Nie posiedzisz tam długo, rechot w ciszy umilkł, głodne boćki dziś rządzą, klekoczą dziobami. Czy skowronki najwcześniej w tym roku przyfruną, zwiastują ciepłe lato, niosą wczesną wiosnę. Zanucą z raniuszkami - etiudę rozkosznie, a człowieka obdarzą przeżycia fortuną. Zięby biednych partnerów w gniazdach zostawiły, przylecą na gotowe.... małżeńskie spryciule. Będziemy oczekiwać, ile się wykluje, zapełnicie od nowa znane wam rewiry. Lecą żurawie, szpaki, trznadle i potrzeszcze, myszołowy z łozówką, jaskółki i żołny. Cudownie zaśpiewają, przyozdobią bory, chciało by się wykrzyknąć... prosimy kto jeszcze? Jak ptaszęta ze wschodu, fruną Ukraińcy, z podciętymi skrzydłami... niezdolni do lotu. Z przyszywanym uśmiechem, kręgosłup wyprostuj, przecież Polak Słowianin, jak najbardziej bliski. "Natura nie łamie swych PRAW". - Leonardo da Vinci.11 punktów
-
jeszcze założę sukienkę w kwiaty i bosą stopą zatańczę w zieleni będę oddychać błękitnym powietrzem gdy wreszcie zima w wiosnę się zmieni niech tylko słońce ogrzeje duszę która złamana i ociemniała a ptak swym śpiewem zagłuszy burzę która tej zimy się rozszalała niech tylko zima w wiosnę się zmieni niech tylko świat kolorów nabierze deszcz ciepły zmyje z twarzy cierpienie strach i demony spod gruzów zabierze niech tylko zima minie a wiosna nadzieją niech wrośnie w moje serce niech kwiatem białym wyrośnie na zgliszczach bym mogła znowu zatańczyć w sukience9 punktów
-
nie boży palec naciska pstryczek i znów kolejna pali się lampa po niej zapłoną już tylko znicze a my lecimy jak ćmy do światła chociaż po oczach kolor czerwony bije z daleka znakiem przestrogi lecz my olśnieni i zaślepieni jak ćmy lecimy znów prosto w ogień5 punktów
-
piękny jest świat wokół nas co jeszcze wydarzyć może się nam jakie szykuje niespodzianki cudowny wieczór z radosnym porankiem czy jeszcze zdarzy się coś innego zupełnie dla nas niepojętego zło trawi miłość obojętność odsuwa od człowieka cóż dobrego jutro nas czeka nie dajmy się zwariować zbudujmy razem od nowa coś co przyniesie Nam szczęście niech ono po świecie się niesie4 punkty
-
Dzwonek wciąż dzwoni krzyczy pomóż możecie przecież zrobić więcej mieszkacie z dala od powodzi pomóżcie nam rozdartym sercom od trzech tygodni ciągle dzwoni ale niewielu to obchodzi dzwonek wciąż dzwoni krzyczy pomóż Europa dalej daje dupy wciąż najważniejsze ciepłe domy tania benzyna i zakupy nieważne że tam giną dzieci nie prowokować - najważniejsze a jak przestanie dzwonek dzwonić zostaną tylko same zgliszcza to znicz zapalmy raz do roku chcieliśmy pomóc znów nam nie wyszło4 punkty
-
szybko się nudzę odczuwam niedosyt a potem ziewam lub przerzucam stronę zbyt długi opis za mało dialogów książkę odkładam by do niej powrócić kiedyś lub nigdy to kwestia wyborów (a czas zapiernicza jak mrówki w mrowisku nim się obejrzę pozjadały wszystko) Lukrecja Borgia w sukni koloru morello nagle kichnęła wzbudzając niepokój służba nadbiegła czując w nozdrzach odór -znowu obsrała się ta nasza księżna3 punkty
-
wpadł między nas, wypił czarę goryczy? błędny wzrok zawył - gorzki smak tłum zmąconych głów znak zakaz nakaz: Nigdy nie milcz. Mów! krzycz odejdą na trampolinę spokoju3 punkty
-
- Panie... - przerwał ciszę brat dowódcy, gdy cała czwórka znalazła się w zbrojowni. Nawiasem mówiąc, jednej z wielu. O czym Jezus wiedział doskonale, jego zaś towarzysze mogli się domyślać. I sądząc z wielkości statku-matki, który przemierzali - domyślali się. - Panie - powtórzył legionista, wkładając in vebum, w wyraz, odrobinę więcej zdecydowania. Nijako było mu, jego zdaniem, użyć słowa "Magister", Mistrzu. Chociaż myśli kusiły go. Lub może raczej namawiały. Po chwili milczenia kontynuował. - A ten jeszcze dziwniejszy niż... jak mu tam... Thor? Ten długowłosy o dziwnej skórze. Przecież to vir, mężczyzna. Miał maskę, prawda? Dlatego wyglądał tak dziwnie? I ten jego strój. I dziwne miecze. - Ciekawość powodowała, że mówił coraz bardziej swobodnie. Jezus, uśmiechając się, przyglądał mu się w milczeniu. Widział biegnący coraz szybciej ciąg myśli żołnierza. Napędzany ciekawością. Dlatego nie odzywał się, oczekując wygaśnięcia wątku in mente, w umyśle rozmówcy. - A tych ośmiu, idących za nim w pewnej odległości? Dlaczego szli parami? Mieli miecze podobne do naszych - legionista odruchowo zerknął na rękojeść swojej spatham. - I też byli w maskach, prawda? - Podejdźcie bliżej - Czytający Myśli przywołał dziesiętnika i drugiego z żołnierzy. - Dobrze, że tylko przyglądaliście się ich broni, bez dotykania. Dlaczego, pytasz - zwrócił się do dowódcy. - Pamiętasz pole ochronne wokół lotoplanów*? - Bo chcę odpowiedzieć na questio, pytanie, waszego towarzysza. A najłatwiej i najwygodniej będzie mi to facere, uczynić, znów sięgając do mapy. Ale, tym razem, pokaże ją pytający o idących za istotą, zwaną Thorem. Albo za bogiem, jeśli wolicie trzymać się uprzedniego określenia. Moc** położył bratu dziesiętnika dłoń na ramieniu. Ten drgnął, nieco zaskoczony. - Spokojnie - uśmiechowi na twarzy Jezusa towarzyszył przypływ spokoju, a zaraz po nim uśmiech in capite, w głowie legionisty. - Jesteś gotów? Zapytany zawahał się króciuteńką chwilę, nim przytaknął. - Ergo audi, zatem słuchaj moich myśli - uśmiech, równie naturalny jak swobodny, trwał na twarzy Stwórcy Pierwszego Słowa. - A raczej je czytaj. Bo będziesz je widział wśród twoich własnych. Będą się wyróżniać. - WszystkoMogący zamilkł, po czym uśmiechnął się ponownie. - Skoro jesteś gotów - ledwie wyczuwalnie wzmocnił uścisk na ramieniu żołnierza - to zaczynajmy. Cdn. Voorhout, 16 marca 2022 ____________ * Pojęcie "lotoplan" zaczerpnąłem z komiksu Bogusława Polcha o wyprawie Ais, Ruba, Chata i Zana z planety Des na Ziemię, wydanego w Polsce w pierwszej połowie lat 80. ubiegłego wieku. ** Chyba każdy czytelnik skojarzy, do jakiego filmu tu nawiązuję...3 punkty
-
Wzięty fryzjer z Poronina się zamartwia i chłopina klientów się wstydzi bowiem co dzień widzi jak powiększa się łysina.2 punkty
-
Kopta zagadnął mąż w Zakopanem - Coś się kopciło dziwnie nad ranem? Choć tęgi chłop z cię, dosięgnie kop cię; dym szedł, gdyś Jagnę smyrał kolanem.2 punkty
-
Niemiec, Rusek i Francuz siedli na stołu krańcu. Francuz w ślimakach grzebie, kluchy zajada Niemiec, a Ruski - się wie, o zakład z Węgrem poszedł, Holendrem oraz z Włochem - kto pierwszy włoży łańcuch.2 punkty
-
Shin taki jeden kurdupel z Korei postanowił że się w końcu ożeni założył się z kumplami że dziewicę omami Chon go wyśmiała-twój mały dziwnie sepleni2 punkty
-
Kąsasz żył twarde brzegi, krew struta wchłonie już dreszcze, widzieli nas w tafli wody, z wosku twarze w krople brzydkie. Igły płoną Ci pod skórą, spiętrzona jest moc w niemocy, jednym specyfkiem brzydki, uciekać w wielkie brzydoty, wstań, bo możesz, odpocznij.2 punkty
-
Powiedz mi… tak, wiem – nie wypowiesz słowa… Twoje usta, kamienne usta… Noc mnie miażdży, czy to rozumiesz? Powiedz… ― milczenie, świdrujący szmer rozsadza uszy… Jestem w bezkresie czasu, w przestrzeni milczenia… … cienie wokół, bezwład melancholii… Światło obskurnej żarówki roztacza mdławą poświatę… … płachty pajęczyn falują od czyjegoś oddechu… czyjego? Jestem tutaj, gdzie nie ma nikogo i nigdy nie będzie… Książki… ― wezmę sobie jakąś z regału… Nie, nie dam rady wspiąć się po drabinie… Za oknem śnieg, stalowe niebo… Gdzieś sobie pójdę, w siny mrok, szklisty… … do pustej przystani zmrożonej cierpieniem i ciszą… jeszcze, tylko przewertuję zakurzone bruliony, kołonotatniki… Mieszają mi się słowa, zapętlone myśli… Wszystko się kołysze… … upada z chrzęstem butelek… Ach, to ― ty… Jesteś przez chwilę ― i zaraz znikasz… Musisz już kończyć, ciągle to słyszę… Słońce wpada do środka, oświetla oszklone gabloty z porcelanową zastawą… Zakurzona serwantka zwieńczona martwym zegarem… Klucz spoczywa obok, powyginany, zapomniany przedmiot… Ojciec nakręcał nim, kiedyś mechanizm… Ustawiał czujnie wskazówki… Kogo to teraz ― obchodzi? Nikogo… Wiem, że nikogo… Czas zatrzymał się w chwili śmierci, która wzdycha wciąż lodowatym chłodem… Słońce wpada do wnętrza… Słońce? Skąd ― słońce? Przecież przed chwilą ― szumiała ― otchłań nocy… ... rozbestwiona samotność melancholii… Zatem, świeci żarówka w gazetowym kloszu… Pusty stół i krzesła, wersalka… Trzydrzwiowa szafa ze słojami czasu, z modelem japońskiego pancernika na górze… Siadam na podłodze… … wśród stosu fotografii i listów… Skąd? Od kogo? Od nikogo… … od siebie samego… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-03-17)2 punkty
-
takie jest życie z francuska brzmi to c'est la vie po nocach czasem mi się śnisz zapalam świeczki kiedy mam chęć nie w wyznaczony dzień przez kler tradycjonalistą więc nie jestem zapalam znicze kiedy zechcę a ciebie nie ma i nie będzie już mnie nie dręczy durna myśl że cię nie spotkam w parku dziś2 punkty
-
Jestem człowiekiem w pudle Pogrzebanym we własnym gównie Nie przyjdziesz i nie uratujesz mnie, nie uratujesz Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,alice_in_chains,man_in_the_box_1.html2 punkty
-
2 punkty
-
I piknik z kin kipi. CO, NA TRAWNIKU KIN WARTA NOC? Trawnik i kin wart. - Madam upiła? - Dał. I puma? - Dam. A da raw drapieżcom w moc, że i pardwa pada. Na pikniku koce...- Co, kuk? - Inki pan. A LORA; KANAPKA, JAK PANA KAROLA. I napa... Masz ar wandala dna? Wraz sama pani. Ma, spowiada; by łuk, a rakiety te i karakuły bada i WOP sam. Rad, że tu kurka? - Gamy Wanda ładna wymaga. Kruk tez dar. O ILE TO KUR KRUK, OTELIO?1 punkt
-
1 punkt
-
@Henryk_Jakowiec Gdy łysy fryzjer spod miasta Łodzi stwierdził, że licho mu się powodzi, przywdział tupecik, a na to berecik. Nie może szewc bez butów chodzić!1 punkt
-
1 punkt
-
Sztuczne światło cholernie razi. Ale bywa, że nie widać innego (ciepłego, otulającego, rozjaśniającego) a strach przed ciemnością robi swoje.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@[email protected] bardo dobrze, szkoda tylko, że to już niestety niemożliwe, natomiast Niemcy, Holandia, Francja, Włochy i Węgry nadal sponsorują wojnę. Bez konsekwencji. Co na to najbardziej skłonni do nakładania sankcji: pani Ula von der Leyen, Frans Timmermans, Guy Vernhofstadt i wielu wielu innych tak chętnie karcących Polskę za brak "współpracy", która nie przynosi satysfakcjonujących korzyści i mająca oddać (prawem kaduka) we władanie polską suwerenność. Dzięki Grzegorz.1 punkt
-
1 punkt
-
@[email protected] @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za komentarz. Próbowali 100 lat temu i nie wyszło. Może teraz. Pozdrawiam.1 punkt
-
@jan_komułzykant "Georgi Markow czy też Litwinienko, najdłuższa ręka przeohydnej zbrodni. Wyniszczą sprytem, jak szakale łowni, dziurką od klucza skutecznie się wemkną." Pozdrawiam Janku, dobrze odpowiedziałem?1 punkt
-
czy ktoś za nim tęskni pośród ludzkiej dobroci nadlatującej z góry leży na ulicy pluszowy miś poczerniały bo zgubił ręce chroniące od wybuchów otaczających ruin plam krwi patrzy z uśmiechem bo płakać nie potrafi w szklanych oczach przechodnie widzą utracone dzieci chciałby w łóżeczku pod kołdrą przytulony kołysać beztroski sen1 punkt
-
Świetny wiersz Grzegorz. Spokojnie, nostalgicznie i miarowo przesuwasz obrazy przemycając esencję wiersza w znanym nam już od pewnego czasu kierunku. Pamiętam z dzieciństwa ten czarno-biały film, a najbardziej właśnie muzykę. A może to telewizor był czarno-biały? Rubina nie mieliśmy, ani gaśnicy do niego. ;) I taka mi się konkluzja wykluła. Straszną krzywdę zrobił ten bandyta swojemu narodowi. Zresztą nie tylko on, poprzedni rzeźnicy również dołożyli swoje w postrzeganiu Rosji. Nie zmażą tego dziesięciolecia. Najgorsze, że to jeszcze nie koniec i może wydarzyć się wszystko. W rytm kompozycji Szostakiewicza, Prokofiewa, Rachmaninowa dziś w grobie znowu przewracają się Dostojewski z Bułhakowem. Naprawdę żal. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
O, CAR! GURU MA NA SZARAKA HAKA - RAZ SAN, AMUR. UGRA CO? KAJA: - ŁAWO, PA! - KARALI - I LARA KAPOWAŁA. - JAK?1 punkt
-
1 punkt
-
O, TA KARA Z SZARAKA RAZ SZARAKA TO. ONA RANI. MA NA ZAJĄCE? LECĄ (JA) ZA NAMI NA RANO.1 punkt
-
Marek zranił uczucia swej kobiety, Sylwii, Nie po raz pierwszy obszedł się tak szorstko, Podczas kłótni między kochankami, Naskoczył na nią jak na burą sukę. Potem założył na siebie swą kurtkę, Starą, wytartą, sprzed kilku sezonów, Poszedł się napić do pobliskiego pubu, Żubrówka z tonikiem - oto, czego mu trzeba. Wlał w siebie w sumie siedem drinków tego typu, Przekąsił sobie flaczków jeszcze ciepłych, Wyżalił się barmance - Beata jej na imię, Że ma kobietę-zołzę, co go trzyma krótko. A Beata kiwała ze zrozumieniem głową, W międzyczasie myjąc naczynia i je wycierając, Potem podeszła do Marka i się przytuliła, Jak gdyby chcąc mu rzec: nie bój się! Speszony, Marek odtrącił kobietę, Odeszła, obrażona, w ciemny kąt za ladą, Marek zapłacił, po czym wyszedł chwiejnym krokiem, Udał się do pobliskiego parku. Usiadł na ławce i rwał włosy z głowy, Alkohol krążył coraz żywiej w jego żyłach, Żółta żaba żarła żur, Poczuł, że jest mu ciepło i błogo. Chciał wstać i wracać do domu, Lecz nie mógł się ruszyć, tyle miał już wódki W sobie, siedział więc i czuł, że ból Rozsadzi mu czaszkę na milion kawałków. Warszawa, 11 III 20221 punkt
-
1 punkt
-
Zatrzymam się na skrzyżowaniu chwil: zerknięć i łypnięć, tanga z lumbago, gwiaździstych "eureka" i rozkoszy - tej fakirce z okaryną z tiulu ... Po co tu jestem? Po co tu stoję? Po co nastrajam kontrabasy sprzeczności? Aż po ostatni wschód słońca. I po pierwszą północ przecinaną blaskiem modlitwy. Modlitwa - nie prosi o usta. O szept - także nie. Bo mówi życiem, bywa nawet, że - jego brakiem. Nienarodzoność i umarłość to dwa radykalne pomysły na to, by zająć się życiem, by docenić je - biorąc wszelkie przewrotności za dobrą monetę. Bez oczekiwania na stumilionowy banknot - bez wodnego znaku. Zapamiętaj wszystkie życiowe mądrości! - wykute na przyzbie i tuż nad świetlikiem. Pokoleń już jutro nie będzie. Będą? Nowe konstelacje ... śpiewu, tańca i okruchów gradu: wszystkie - narodzą się na ciasnym poddaszu - twojej przepastnej głowy. Stwórz się zatem na nowo Bo tego... "ty"... już jutro nie będzie. Fałszujesz? Nie szkodzi. Nieobecność lubi się wsłuchiwać w chór. Może być nawet solo.1 punkt
-
1 punkt
-
Choć urodzony w Polsce Tom sercem u stóp Araratu Tęsknię, pykając fajeczkę Do moich kaukaskich braci. Miałem szczęście zamieszkać W Warszawie, przy ulicy... Kaukaskiej, Potem się przeniosłem Aż hen, na ulicę Ormiańską. Wystarczy, że oczy zamknę I nagle, wtem! się przenoszę Zaczarowanym dywanem W górzyste rejony mych przodków. Warszawa, 14 III 20221 punkt
-
1 punkt
-
W przydomowym ogródku, w cieniu rozkładu pokrzywionych gałęzi obumarłej jabłonki, pewna dziewczynka ma swoje ulubione miejsce. Spoczywa tam przytulny cmentarz, na którym z lalkami bawi się w chowanego. Trochę ją rączki bolą od kopania dalszych dołków, plastikową, nadłamaną łopatką, ale pragnie rezolutnie na zapas, bo przecież zdaje sobie sprawę, że będą potrzebne nowe, gdyż wiele już farszem lalecznym wypełnionych. Wypracowała też pewną tradycję, jak najbardziej pasującą do zaistniałych okoliczności. Po pewnym czasie, te które leżą już kilka dni i robią się nieładne, zakopuje niżej, a na wierzch misternie układa suche gałązki upaprane w błocie, które odgrywają rolę kości z resztkami ciał, co z lalek pozostały. Po jeszcze dłuższym leżeniu, wciska zawartość niżej, zakrywa ziemią i sypie na wierzch kakao, wykradzione uprzednio z kuchennej szafki. Ono z kolei symbolizuje zasłyszaną maksymę: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” Rodzice nie chcą jej w tym pomagać, tylko pytają do znudzenia zdziwieni, w co ty się bawisz. Ona odpowiada, że jest panią grabarz cmentarną. Babcia jednak więcej rozumie, tłumacząc córce i zięciowi, że mają dać dziecku święty spokój, bo jak się od małego obezna ze śmiercią, to jak dorośnie, będzie jej o wiele snadniej, gdyby co. Dlatego na brak lalek narzekać nie może. Ma też inne ustalone zasady, w ślicznej loczkowanej główce. Przecież nie uchodzi zakopywać niewinnych, do rany przyłóż lalek. Muszą sobie na to zasłużyć, niestosownym zachowaniem. Lecz niektóre są do bólu, rozkoszne, pocieszne i na wszystko przytakują. Dlatego, a to jedną podszczypnie, to drugiej paluszek zdusi, lub jeszcze innej rozszarpie sukienkę. Wtedy się nagle fajnie złoszczą i są bardzo nieznośne, a za to należy się kara, zrazu niewielka, na przykład wydłubanie oczka, a zaś, trochę większa, chociażby dziabnięcie nożyczkami w brzuszek. Taki prolog tego, co ma nastąpić później, czyli kara ze skutkiem dogłębnym. – Chodź dziecko do domku. Później skończysz zasypywać – mówi mamusia, do córeczki. – Twoja ciocia do mnie dzwoniła, że mam natychmiast wracać, gdyż jest w naszym domku i chce nam pokazać jakąś niespodziankę. – A jak weszła – pyta dziewczynka, pomiędzy jednym rzutem ziemi, a drugim, na niewielkie zawiniątko w dołku. – No przecież wiesz, że ma klucz. – Wiem, bo już byłam u cioci. Pokazałam moje lalki. Dołożyła swoją, żebym się z nią pobawiła. Ciocia teraz szykuje wiele pysznych jedzonek w kuchni, więc wyniosłam niegrzeczną lalkę za tamten krzaczek, ale tam już jej nie ma, tylko tu w grobkach, bo wiesz mamusiu, ja tak lubię części chować. Najpierw rączkę odcinam i do dołka, później drugą i do dołka. – Dziecko. Jak ty wyglądasz. Dopiero teraz widzę. O Boże... – Tak samo z nóżkami. Na końcu główkę odrywam. Chociaż z lalką od cioci, to miałam nie lada problem. Spociłam się jak mysz. Musiałam siekierką tatusia odrąbywać. Jak dorosnę, to będę mieć więcej sił. Mówię ci, pysznie to wygląda, gdy wiele dołków zajętych przez jedną trupkę… mamo, co robisz, psujesz mi zabawę, a tak się namęczyłam… ostrzegam, biegnę za krzaczek, a ty masz przestać… wróciłam, nie przestałaś... jesteś bardzo niegrzeczna, jak zły piesek, co na czterech rozkopuję mój ukochany cmentarz… stoję przy tobie, lekko zgięta w jedną stronę... słyszysz, masz w tej chwili przestać…1 punkt
-
- Marsa? - strach w głosie dowódcy był wyraźnie słyszalny. Tak samo, jak widoczny w jego oculis, oczach. I w szybkości ruchu, kiedy dłoń odruchowo sięgnęła po miecz. - Zostaw - Znający Wszystkie Myśli zareagował jeszcze szybciej. - Zostaw, bo w walce i tak nie dałbyś rady. A przede wszystkim uspokój swój mens, umysł. - Dlaczego? - nawykły bardziej do działania niż myślenia żołnierz zadał, nawet o tym nie wiedząc, standardowe pytanie filozofów. - Dlatego - Jezus wyakcentował odpowiedź dobitniej niż dotychczas - że Mars wyczuwa wszystkie negatywne myśli. Jako twórca agresji zasiewa ją i słyszy, gdzie znajduje odzew. Rozumiesz? To jak odpowiedź na hasło. Chodzi o to, by was nie wyczuł. - Ale - zaoponował jego brat, podchodząc wraz z drugim legionistą. - Domine, et noster circulus magicus, a nasz magiczny krąg? Przecież miał nas chronić... - l chroni, bo przemieszcza się razem z wami, nawet gdy się rozdzielicie. Ale ochrony przed tym, aby Mars słyszał wasze negatywne myśli albo wyczuł niepokój, krąg nie zapewnia. Est protectionem, jest ochroną przed zagrożeniem z zewnątrz. Przed wewnętrznym musicie defendere, bronić się sami. Dłuższą chwilę potrwało, nim dowódca znów się odezwał. - A jednak chcę zobaczyć Marsa. Mimo strachu. Uparciuch i ryzykant, pomyślał Jezus. No ale. A głośno powiedział: - Jeśli go nie opanujesz, zobaczysz go szybciej niż myślisz. Ale ponieważ masz przeżyć, powstrzymam ten bieg możliwości w niestandardowy sposób. A poza tym, twoi podwładni też czekają na spełnienie ich życzeń. Co rzekłszy, przesunął dłonią przed oczami dziesiętnika. Szybko. - Teraz już Mars cię nie usłyszy. Co da ci czas na podziwianie technologii. Zatem cóż jeszcze chciałbyś zobaczyć? Cdn. Voorhout, 06.03.30221 punkt
-
1 punkt
-
- Ciągnie Cię zobaczyć i dotknąć technologii - przypomniało się dziesiętnikowi zdanie Jezusa, gdy podróżowali tunelem czasoprzestrzennym, otwartym przez tego ostatniego. - Nie dziwię się, mnie swego czasu też kusiło - myśli żołnierza biegły torem Wiecznych Myśli. - Ale pamiętaj dobrze: z technologią trzeba ostrożnie. Najpierw znać, potem używać. Przypomnij sobie swoje pierwsze ćwiczenia ze spatha. Wydawała Ci się zbyt ciężka, prawda? - Ano - w uszach legionistów zabrzmiał głos Władcy Przestrzeni - jesteśmy na miejscu - dopowiedział, gdy poczuli pod obutymi w caligae stopami twardą powierzchnię. - Możecie bezpiecznie otworzyć oczy. Rozglądnęli się z zaciekawieniem. Miejsce, w którym się znaleźli, pod względem wielkości przypominało hipodrom*. Wielka przestrzeń zamknięta wysokimi, jak ocenił dziesiętnik, na co najmniej actus** ścianami. Długość jej uznał na przynajmniej dwa stadia***. Podszedł zaciekawiony, oddalając się od towarzyszy, w kierunku stojących w pewnej odległości, identycznie wyglądających obiektów. - Tylko ich nie dotykaj - Wszechwiedzący przeteleportował się ku niemu i powstrzymał gestem dłoni. - Są zabezpieczone polem siłowym. - Czym, Domine? - w oczywisty sposób nie zrozumiał żołnierz. - Pokażę Ci - Jezus nadal trzymał dłoń na jego ramieniu. - Wyciągnij swój miecz. Ma drewnianą rękojeść, prawda? - Veritas, prawda - potwierdził legionista. - A dokładnie drewnianą okładzinę rękojeści. - To w zupełności wystarczy - zaczął odpowiadać Jezus - by ochronić cię przed skutkami jego działania. - Jakimi skutkami? - z kolei żołnierz zaczął okazywać zainteresowanie. - Długo by wyjaśniać, lepiej więc będzie ci pokazać - odparł Wladca Przestrzeni. - Podejdź bliżej, na decempeda****, i zamachnij się mieczem. Broń przecinająca powietrze tuż koło pierwszego w szeregu dwuosobowych statków latających, uaktywniła pole, przed którym ostrzegał Wszystkowiedzący. Dziesiętnik nie zdołał powstrzymać okrzyku przestrachu, gdy przestrzeń wokół obiektu momentalnie przekształciła się w pobłyskującą małymi błyskawicami sferę, w której miecz utknął. Musiał użyć całej siły, by obracające się szybko pole nie wyrwało mu go z dłoni. Widział wyraźnie, jak ostrze pozostawia w nim rysę, która jednakże szybko się zasklepiała. W końcu zdołał wyciągnąć spatha. - Ostrzegałem - Jezus poparł lekki uśmiech odwróceniem ku górze otwartej dłoni. - Dobrze, że posłuchałeś. - Skąd wiesz, że posłuchałem? - dowódca odruchowo uczynił myślowo-slowny unik. - Przecież widzę twoje myśli tak samo jak ciebie - Stwórca Umysłów uśmiechnął się ponownie. Cdn. Voorhout, 01.03.2022 ______ * Rzymski hipodrom, odnaleziony w Konstantynopolu, miał 480 metrów długości i 117 metrów szerokości. ** Actus - rzymska miara długości, wynosząca 35,5 metra. *** Stadium (liczba mnoga stadia) wynosił 185 metrów. **** Decempeda lub pertica - ta rzymska miara długości wynosiła 2,96 metra.1 punkt
-
Kolisty skrawek łąki, na której legioniści stali wraz z końmi, otaczał teraz złocistożółtoczerwony strumień lawy. Nie czuli wszak gorąca, a i dym dziwnym trafem omijał zajmowaną przez nich przestrzeń. Tylko jednemu z nich nie wydawało się to dziwne, podczas gdy dziesiętnik z bratem modlili się i klęli na przemian. - Scio, wiem: już napatrzyliście się. Zwłaszcza wy dwaj - pojawiający się znikąd i zewsząd zarazem Jezus uśmiechnął się do żołnierzy. - Veritas, prawda, że - tu zwrócił się do dowódcy - nie da się tego porównać z wrażeniami z żadnej bitwy, którą przeżyłeś? - Sic, veritas - przytaknął legionista. - Dawno tak się nie bałem - przyznał z niejakim wstydem. - Istotnie było czego - Wszechobecny przyznał mu rację. - Po udziale w tylu bitwach scis, wiesz, że ważniejsza od śmierci bywa jej qualitas, jakość. Czy umierasz szybko od jednego ciosu lub od strzały, czy długo po tym, jak... - Jezus przerwał sam sobie widząc, że w wyobraźni żołnierza przesuwa się ciąg obrazów śmierci wrogów. Przyjaciół z legionu. I podwładnych. - Czy... - jednoznacznym gestem wskazał strumień lawy. - No właśnie. - Co zatem teraz? - tym razem Wieczny zwrócił się do wpatrzonego w plujący płynnym ogniem szczyt Aetnae. - Wciąż nie masz dosyć widoku. Ale twoi towarzysze tak. No i oni też chcieliby coś videre, zobaczyć. I wasze konie też. - Konie? - zadał pytanie słuchający czasami mniej uważnie brat dowodcy. - Tak, one też - Jezus skinął głową, bynajmniej nie zdziwiony. - Przecież mówiłem wam wcześniej, że animae, dusze, mają wszystkie zwierzęta i wszystkie rośliny. Tylko na niższym stopniu rozwoju. Wasze wierzchowce są blisko pierwszej ludzkiej incarnationem. Też chciałyby zobaczyć to i owo. Głównie ze swojej przyszłości - Słyszący Wszystko chwilę wcześniej połączył się z ich podświadomościami. - Bądźcie spokojni: videbitis id, zobaczycie to, co chcecie zobaczyć. - Cóż więc teraz? - Stwórca Czasu skierował swoje pytanie do dziesiętnika. Żołnierz wahał się dobrych kilka chwil, zanim odpowiedział. - Chciałbym zobaczyć Marsa, Domine. Mówiłeś, że jest on istotą materialną z innego świata i że przyleciał tu... na swoim statku - dicens, mówiący, niepewnie dobierał słowa. Chociaż pewności w wypowiadaniu się - i pewności siebie - zazwyczaj mu nie brakowało. - Więc i ten statek chcę zobaczyć. Od wewnątrz. - Ze słowa na słowo jego zdecydowanie wracało. - Zobaczyć, jak żyje. Jak mieszka. Co robi. I... - tu znów się zawahał, dziwiąc się samemu sobie. - Świetnie, że akurat tu masz wątpliwość - Wszystkowidzący podjął wątek, uśmiechnąwszy się lekko. Tego spotkania nie przeżyłbyś. Creatura, istota, którą nazywasz Marsem, wśród swoich na swoim statku bywa mniej czujna. Sed, lecz i tak jest przeważnie uzbrojona. Czyli periculosa. Niebezpieczna. Twoja zbroja i miecze w walce z nim niewiele ci pomogą. Ani siła czy wyszkolenie. Zatem, jeśli chcesz dopełnić swych losów tak, jak wybrałeś - porzuć pomysł. Zrozumiałeś? - Jezus położył na pytaniu ostrzegawczy nacisk. - No dobrze - zgodził się dowódca. Nie do końca przekonany. - Wierzysz mi, ale nie do końca - Słyszący Myśli czuł energię jego umysłu. - Udamy się więc tam dłuższą drogą. Gdy zobaczysz, jakimi sposobami Mars walczy i jak zabija, zmienisz zdanie. - Ale przecież - zaoponował jego brat, zbliżony doń poziomem pewności siebie, a jeszcze bardziej lekkomyślności. - Przecież chroni nos, nas, circulum magicus, magiczny krąg. Jakże więc...? - Poruszamy się w osłonie, to prawda - zaczął wyjaśniać Jezus. - Ale to niewielka przestrzeń. Do walki zaś, która marzy się twojemu bratu, konieczna byłaby swoboda poruszania się. O ile potrwałaby ona dostatecznie długo - dodał wiedząc, że byłoby inaczej. - Ale twój brat to ryzykant. Doskonale wiesz. - Czas nam w drogę - Spełniający Życzenia przyzwał uwagę i myśli żołnierzy. - Pamiętajcie jednak - dodał z większym niż poprzednio ostrzegawczym naciskiem - uważajcie na swoje myśli.* Szczególnie negatywne. Mars i inne istoty, zwane przez was bogami, mogą je usłyszeć. Im bliżej nich jesteście, tym łatwiej. Raz jeszcze popatrzył po twarzach napomnianych. Bardziej świadom ryzyka niż oni sami. - Szczególnie ty uważaj! - ostrzegł dziesiętnika po raz ostatni. I po raz drugi spytał: - Gotowi? Cdn. Voorhout, 26.02.2022 ____ * Wyróżnione zdanie jest niewiele zmienionym upomnieniem, wypowiedzianym przez Obi Wana Kenobiego do Anakina Skywalkera.1 punkt
-
Prolog W mrocznej piwnicy pewnej cukierni, słychać zgryźliwy, wredny śmiech, Ciemnej Strony Tłustego Czwartku. Potwór przeciąga się rozkosznie, po długim, także wrednym śnie. Ma tylko jedno w głowie. Pościg. Skubany agresor faktycznie wie, co nastąpi, lecz nie wie wszystkiego. O! o o o o o o o o o o Dziesięć, świeżo wypieczonych pączków, mających w sobie zwiększoną percepcję pojmowania świata i tak zwany: szósty zmysł w nadzieniu, wyczuwa nagle społem, niebezpieczeństwo. Z uwagi na to, że akurat los chciał, by drzwi do zewnętrza były otwarte, pragną uciec przed wrogiem, by odnaleźć podobne zbuntowane, zjednoczyć wytężone siły i zniszczyć mroczną wersję, nieznośnej istoty. Zatem wyrastają im po cztery nóżki, małe sznupki do okrzyków wolnościowych oraz ogonek z tyłu, dla zrównoważenia emocji. Tworzą tłum dziesięciu wnerwionych jednostek i wybiegają z cukierni tylnymi drzwiami, prosto na łąkę w stronę lasu. Wierzą, że inne dziesiątki, pomyślały o tym samym miejscu zgrupowania sił. Mrotłuczwar wyczuwa drgania sklepienia nad sobą. Uśmiecha się pod nosem, jakkolwiek to zwać. Po chwili słyszy tupot, przeraźliwie małych, cholernych nóżek. Jeszcze bardziej ciemnieje jego moc. Dyszy podniecony, tym co ma nastąpić, aż wszystkie myszy wokół zdychają, od mrocznego powiewu. Też mu szczęście dopisuję. Drzwi też są otwarte. Wybiega z cukierni, gdy pączki są już kawał drogi, przed nim. Specjalnie poczekał. Dał paskudom fory. Więcej uciesznej radochy z pościgu. Wreszcie cała łąka, będzie należeć do niego. Już za długo, co roku, te kurduple po niej biegają. Dzisiaj będzie zdecydowanie inaczej. Widzi, że jeden z uciekinierów, zatrzymuje się na chwile, odwraca i pokazuje środkowy palec, ukształtowany z wyciśniętej marmolady. Fajny gościu – mruczy mimowolnie, sam do siebie – ma pączek jaja! Nie tylko on! Cała reszta pączków, ma należycie bojowo nastawione jaja, gdyż biegną zdyszane w jasną cholerę, pełne nie tylko nadzienia, lecz także wiary w sens uciekania, co tak naprawdę uciekaniem nie jest, jeno wprowadzeniem wroga z zasadzkę, zjednoczonych sił. Nagle, ni stąd ni zowąd, zaczyna rosnąć, a właściwie już wyrosła, wysoka trwa. Ścigający widzi tylko falującą, zieloną połać, z której co chwila, wyłania się na kilka sekund, pączek, niczym wykukujący świstak z norki. Z tą różnicą, że nie świszczy, tylko sapie krągłością. Na domiar dobrego, niektóre sprzymierzone ptaszki, są wielce pomocne. Chwytają pączki i tyle ile zdołają, przenoszą chwilę nad łąką, w stronę rozłożystych drzew. Większych skrzydeł nie widać. Może i dobrze. Mogły by mieć niezdrowe instynkty, z racji swej wielkości i potrzeb pokarmowych. Mrotłuczwar mimo warunków sprzyjających uciekinierom, z racji dodatkowych sił transportowych, wie na pewno, że przed rozpoczęciem lasu, pączkostado dopadnie, rozszarpie i pożre, by być jeszcze bardziej tłustym i wrednym. Gdyż zło przemienione z dobra, jeszcze większym złem trąci. O! Niestety, wysoka zieloność nie sprzyjają pościgowi, gdyż spowalnia nienawistny, imperialny bieg, łechcąc podbrzusze z resztek środy upleciony, więc musi co chwila przystawać, by rechotać w kułak. A jednak ma i tak pewność, że już za chwilę, durne pączki złapie w swoje szponiaste szpony. Faktycznie. Pieprzone brązowe kulki, są coraz większe i jeszcze większe, bo on coraz bliżej. Widzi ich krągłe, drgające z lewa na prawa, wysmażone dupki. Aż w końcu, wiewające ogonki, które także służą za ster, zaczynają majtać po jego koślawym, imperialnym nosie. Psika jak głupi, lecz i tak nie ma chusteczki haftowanej, więc nawet za jedn róg z czterech złapać nie może, by nochal wysmarkać. Mówi się trudno. Ściga dalej niewypsikany. Ważne, że ogonków czuje na sobie coraz więcej. Nie więcej, niż dziesięć, ale i tak odczuwa radochę. Za chwilę, ostanie – jak to się mówi – cięcie. I nagle… … gdzieś z boku wyskakuje Środa Popielcowa i sypie Mrotłuczwara po tych jego wrednych, tłustych oczkach. Biedny nic nie widzi, gdyż popiół rypie źrenice, albowiem jest grubo ziarnisty, a jeszcze trochę ostrych odłamków kości zostało. Tańczący z oślepieniem, biegnie jeszcze kawałek i uderza egzystencją w rozłożysty dąb. Żołędzie bombardują nieznośne ladaco, a wiewiórki wygryzają, co się da. A on czuję, że zamienia się w szary proch. Pączki stoją zdyszane wokół, niby wdzięczne, lecz z lekka wnerwione, bo to one chciały się przyczynić, do zniszczenia wroga, a środa popsuła im szyki, a tym samym nie mogą być za bardzo dumne ze swego czynu, bo została jeno ucieczka do opowiadania wnukom pączusiom. Co prawda inne nie przybyły w ogóle w miejsce mobilizacji, co nie zmienia faktu, że wstyd pozostaje wstydem. Wtem dostrzegają, że z kupy szarości, kształtuje się Jasna Strona Tłustego Czwartku. Tak jasna i gorąca, że niektóre nadzienia, zaczynają wrzeć w słodkich wnętrzach. Pączki nie bardzo wiedzą, co to oznacza, gdyż nie czują aż tak palącego bólu, lecz mimo wszystko, jest im jakoś nieswojo – oglądnie mówiąc – lecz na pociechę, mogą w obecnej sytuacji i w pewnych ramach, zdecydować o swoim dalszym losie. A to zupełnie co innego, niż być zmuszonym. Zatem po długich negocjacjach wewnątrz stadnych, szóstym zmysłem postanawiają w proporcjach sześć głosów za i pięć przeciw, że powrócą z własnej woli, by zostać sprzedane i zjedzone, tak jak wszystkie, gdyż ktoś tradycyjnie wysmażył na tłuszczu, właśnie taki, pyszny obraz do spożycia. Lecz droga powrotna daleka przed nimi. Na horyzoncie majaczy cukiernia. * Epilog. –– Tato, spójrz tam! –– Gdzie moje słonko? –– No tam. Kawałek trawiastej ścieżki, strasznie pomazana czymś. Co to może być? Wiesz? –– A wiesz, że nie wiem. –– Chyba ktoś podeptał coś, no mówię ci. –– Może jakieś zwierzątko nie zauważyło. –– Lub zauważyło za bardzo. –– A to już człowiek, raczej. –– Taki jak ja i ty, tato?1 punkt
-
*. *. * Trzej żołnierze stali na łące, rozciągającej się u podnóża Etny. A właściwie rozprawiali żywo, najbardziej zaś* emocjonował się dziesiętnik. Łatwo domyśleć się, dlaczego. - Ubi, gdzie on się podział? - zapytał gniewnie po raz kolejny. - Co teraz zrobimy?! Wszystko przez ciebie! - podniósł głos jeszcze bardziej, naskakując swoim zwyczajem na legionistę, któremu czasem musiał powtarzać rozkaz. - Po co to słuchanie złych emocji? - usłyszał w głowie vox Wszechobecnego. - I gadanie głupot? Bo przecież dobrze wiesz, że pleciesz. Powiedziałem, że jestem wszędzie. Zatem non possum, nie mogę "gdzieś się podziać", jak to określiłeś. Upomniany chciał odpowiedzieć, ale zawahał się. Nie był bowiem pewien, czy udzielić odpowiedzi winien w myślach, czy mówiąc normalnie. - Tu potes, możesz odpowiedzieć mi normalnie - Jezus zmaterializował się spośród atomów powietrza tuż obok niego. - Et ecce ego, i oto ja.** W samą porę, oczywiście - żartem pochwalił sam siebie dla rozładowania międzyżołnierskiej atmosfery. - Trzymaj konie, żołnierzu! - zwrócił się nieco głośniej do zachwyconego widokiem pasjonata wulkanów. - Co... - zapatrzony nie zrozumiał w pierwszej chwili. - Trzymaj konie, bo wam uciekną - powtórzył Mogący Domyśleć Się Wszystkiego, kładąc dłoń na ramieniu żołnierza, a gestem drugiej wskazując wulkan. - Zaczyna się. Dzierżący wodze pojął w ostatniej chwili zarówno, quod facere debet, co powinien uczynić, jak i to, że widzi - i jednocześnie słyszy i czuje - to, co ich wierzchowcom nie dawało spokoju od dobrych kilku chwil. Narastający pomruk, który dobiegał jakby zewsząd. I drżenie ziemi, na której stali. - Połóż każdemu z nich dłoń na szyi - Jezus wsparł polecenie klepnięciem żołnierza w ramię. - Szybko. - Domine... - legionista po raz następny zdawał się być zaskoczonym. - Jak to... zrobiłem? - Ano tak to - zagadnięty roześmiał się w odpowiedzi. - Przecież mówiłem wam wszystkim. Tobie też. Mówiłem i pokazałem - Jezus udał, że wzdycha z rozczarowaniem. - Habent aures, sed non audiunt. Habent oculi, sed non vident.*** Ponownie zaśmiał się. Równie swobodnie, jak przedtem. - To twoje marzenie. Syć oczy i ciesz się nim - dodał, odchodząc kilka kroków. - Do zobaczenia wkrótce. Zauroczony tym, co widzi i pewien o własne bezpieczeństwo legionista nawet nie zauważył, kiedy Jezus rozpłynął się w powietrzu... Cdn. Voorhout, 24.02.2022 _____ * Te dwa słowa są cytatem z "Bajki robotów" Stanisława Lema, zatytułowanej "Uranowe uszy". ** To zdanie jest przekładem słów Wolanda z "Mistrza i Małgorzaty" Michaiła Bułhakowa ("Wot i ja") oraz nawiązaniem w oczywisty sposób do wiadomej Sceny. *** "Mają uszy, lecz nie słyszą. Mają oczy, lecz nie widzą." - cytat z Księgi Psalmów tak zwanego Starego Testamentu, patrz Psalm 115, wersy 5b-6a.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne