Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.06.2021 w Odpowiedzi
-
W terrarium Jestem żyjątkiem mam wygodne terrarium czasem z niego wychodzę zawsze wracam wchodzę po schodach na górę schodzę po schodach w dół coś czytam coś zapisuję patrzę w świecące okienko polewam się wodą spożywam pokarmy leżę trawię pokarmy uprawiam miłość śpię wydalam wychodzę wracam filmuję pierwsze kroki coś mówię coś do mnie mówią krzyczę coś do mnie krzyczą nie słyszę gonię myśli łapię myśli tracę myśli zacinam się nożem w palec śnię częściej nie śnię ale oddaję się snom wstaję patrzę w okno starzeję się i drżę by było mi dane tu umrzeć5 punktów
-
uroiła mi się miłość taka na trzy czwarte pa wczesną wiosną uroiłeś mi się ty potem ja późnym latem piłam wino a jesienią zamroziłam się tak zaburzył się rytm boże ciało w szortach kusi 2106035 punktów
-
gdzieś daleko dalej niż noc uśmiech ze smutkiem kłócą się o to kto racje ma uśmiech się uśmiecha mówi bracie to ja mam klucz do bram gdzie nie ma łez smutek zaś się chwali to ja cierpieniem i bólem szpecę twarze ty tak nie umiesz podsłuchało to stare drzewo powiedziało nie kłóćcie sie każde z was ma racje kto jak kto ale ja to wiem życie bez was to pusty sens to wiecznie zimny wiatr warkocz bez splotu trudny wiersz3 punkty
-
Na białych równinach skowyczących wiatrempółnocnym, bo północ tu tylko wybija,czas – polarny zegar, kiedy się z nim mijaszw zamieciodpływaskostniały w zimowym teatrze.W szale śnieżnych płaszczy skrywających myślizmarzniętych jak ustabez krwi – bladosine.W lodowym oddechu, gorącej maligniejesteśi będzieszi znów mi się wyśnisz.A przecież w tej białej krainie,tylko białe wiersze powinny się rodzić.Jak ty – bez rymu – rozgrzewasz i chłodziszgłupie serca ciąglezamroczone winą.Puch śnieżny jak makijaż posrebrzył ci rzęsyjuż mokreod łez czy od śniegu?Czy skrapla się obłok twojego oddechu?Czy to wszystko gdzieś obok?na zewnątrz – pomiędzy...?...namizaległo coś w zaspie i mości posłaniez alki skrzydeł, szadzi oraz biało-mrozuWięc dryfuję bez celu po iskrzącym morzu,wiosłuję,odpływam w nieznane. *Jestemw wielkim mieścieodchodzęnajlepiej - kochając i we śnie.3 punkty
-
na koniec dnia jestem kolejną stroną księgi pisanej meandrą zapalam świecę wpatruję się w płomień niezachwiany pod moim spojrzeniem zależny od tlenu a jednak gotów zapalić tysiące innych świec bez ubytku dla swego istnienia zasypiam spokojna o jutro2 punkty
-
Układanka Mimo że słońce na podwórku świeci Ja się czuję jak bym z serca Wyrzucała ciągle swoje śmieci Ciągłe przepychanki i walka o swoje Sprawia że niszczę się powoli Ale jedno wiem na pewno Ten kto krzywdzi dostanie Karma wróci do niego W samotności jak prawdziwa poetka Układam wiersz w układankę Brakuje mi miłości Brakuje mi czułości Lecz wiem że sobie jakoś poradzę Aby do przodu nigdy w dół Brakuje mi jednego serca do tej układanki Czy ktoś mi pomoże go znaleźć? I ułożyć w całość? Iwa2 punkty
-
zabieram jedynie w srebrzyste morze szumem i falą raz po raz tak szybko się bawisz w słonych ustach jestem białym hibiskusem2 punkty
-
Ona codziennie do pracy uniform władzy zakłada, A sztucznym uśmiechem na twarzy każdą fałdę wygładza. Jest kobietą bez duszy, bez szaleństwa i bez natchnienia. Miłość rozkłada na biurku - wystarczy jej do spełnienia. Zamiast w twarz ukochaną w monitor się wpatruje. Żyje w obowiązkowym biegu. Czy czułość kiedyś poczuje? Czy wpuści wiatr we włosy? Czy odda się rozkoszy? Zapomni o nudnych porankach? Wir stagnacji rozproszy? Nie ma w niej romantyzmu nawet ziarenka małego, które by można zasadzić i przelać na jedynego. Dla niej kochankiem jest władza. Sukienką codzienna praca. Dla której rano wstaje I dla niej do domu wraca. Uprawia miłość z raportem. Szaleństwo wlewa w paragrafy. Pocałunki przesyła skryptom Nigdy się nie zapomina i nie popełnia gafy. I jak co rano, nudno uniform szary zakłada. Wiąże smutną apaszkę na szyję. Ale czy żyje?2 punkty
-
Niezłomny, kto żelazem i twardą skałą skuty, Olimpu ogień święty, w zapale serca skradł. Konając z bólu wiecznie, jak nędzny gad wypluty, Gdy ptak okrutny kłując, wątrobę z boku jadł. Gdy znosił te katusze, bez końca pieśni szeptał, Przeklinał podłych bogów i podstępny los. Bezsilny na Dzeusa, co żywot marny zdeptał, Nie wiedząc wprzódy, czyja zadała ręka cios. Kiedy na ziemię patrzył i plemię ulepione, I na Pandory pięknej, podstępny, srogi dar, Choć zetrzeć chciał nieszczęścia utrapione, Straszliwy zapadł wyrok i łańcuch ciało rwał. Niepomny boskich darów zaś człowiek uciskany, Nieskory do podzięki w hardości swojej tkwił. Ofiarą gardząc w duchu, złożoną przez tytany, Przepychem się otaczał, a w duszy ciągle gnił. Przez kaprys Posejdona spienione fale pędzą, A od wiek wieków wicher, Kaukazu rzeźbi grań. Obsypie kogoś złotem, obdarzy innych nędzą. Złem karmi, zło pożera ten podły, ziemski stan. Chciwością napełniony i żądzą człowiek marny, Na bieg historii ślepy, co swych dobiega końc, Obrócił świat w perzynę i nędzny poległ martwy, Zaś pusta, zimna Ziemia krążyła wokół słońc. YouTube - wersja dla leniuchów (wersja udźwiękowiona)2 punkty
-
Sted twoje nieoswojone stopy z nabożności przymilają się do mojego intymnego oddechu kilka skradzionych haustów uprzejma buńczuczność malowniczych zakątków czyśćca uwiera w węzły światła jesteśmy żeby kilka losów zespoił (bez)bolesny rozum idee sypiące się spomiędzy traw o które nikt już nie dba obolałych od ściskanych pod powiekami obojgu zamarzły wydarte konstelacjom archipelagi przystrzyżone i przecięte na pół najłagodniejsze jest oczekiwanie na ten jeden jedyny przedział przeludniony po ostatni akord postradane naprędce zmysły na złość trotuarom przytłoczonym połaciami kroków i ich mogił2 punkty
-
Przemyślność ludzka pokona pewniki. Dziw pod Megarą nie zostawia złudzeń. Niebezpieczeństwo we krwi płynie po bitewnym polu. Desperacja dzika... Majestatyczne, szare piękno sunie, ogrom łamie serc wiele, lecz nie upadają. Płonący kwik. Chaos proszony w szeregi, mało statecznie pięty pokazuje. Wieść się poniosła, zaradzić złu trzeba, szare drobinki trzymać z kwiczołami. Przyjaźnie widać i wspólne zabawy, efekt wymierny nadzieją napawa.1 punkt
-
Elegia o braku krwi Świat nachodzi ze wszystkich stron zawija się nad głową a wciąż tak mało miejsca żeby się w ten świat wdeptać Słowa jak kurz amorficzne wirują w wersy sypie się jak w grób poprzez palce złoty bezkształtny piasek Gdzie nie ma krwi nie ma serca bez bólu życia nie ma daj nóż otworzę żyły i wiersz napiszę inny1 punkt
-
Nic nie napiszę - nie mam komu, odsunę pióro za nieboskłon. I pójdę za nim jakże prosto, Hadesu dotknę po kryjomu. Serce wykrwawię, łzami tęczy, deszczem posieję ku przestrodze. Na chmurze białej się położę, niech słońce blaskiem krzyż uwieńczy. Literą złotą... słowem wnętrza, podpiszę traumę atramentem. Jak trzeba będzie znów usiądę, na zgliszczach strofy przenajświętszej. Co też podpowie Bóg na ucho, weną wysłuży się jak zawsze? Z litością chciwą nań popatrzę i wieko trzaśnie jakże głucho. Ciemność rozjaśni, doda skrzydeł, odfrunę lotem ku przestworzy. A stwórca rylec mój odłoży, na blacie trumny zanim wyjdę. Zapal mi lampkę... niechaj świeci, rozwidnia łuną, skroń modlitwy. Ja smaku życia jakżem syty, przywróć jak możesz nieba błękit.1 punkt
-
wiatr tworzy cień zdmuchuje słońce i wtedy pod muralem malujesz kalejdoskopowe maski lubię te wieczory o smaku kolejnego piwa terapeutyczny jazz wykrochmalony stolik barman ozdrowieńca sączy szklankę za zdrowie zaszczepionych i niezaszczepionych1 punkt
-
najlepsza była przechódka na łące z ramy niemieckiego opla który być może przejechał bez przeszkód od branderburga do stalingradu aż w końcu utknął w pobliskim lesie w kotle w kleszczach bez szans pozostawiony na pastwę okolicznych gołociał do ramy kreatywność ludowa nie znała granic wojna jak wezbrana rzeka brutalnie zabierała życia i mienie na brzeg wyrzucała trupy przelewała się przez podwórka gdy odpłynęła zostawiła przechódkę która podzieliła łąkę na przed i za nią a była to soczysta piękna łąka ale teraz już nie ma przechódki ani tej łąki pierwszą zżarła rdza drugą zarosły krzaki i drzewa1 punkt
-
szybko żyje nie tracę czasu ani miejsc szybko żyję już szybciej nie da się szybko żyję jak w locie ptak cierpliwie szybko żyję nie zamykam drzwi ciągle jestem szybko żyję bo jutro nie wiem czy będę szybko żyję ma w dupie czas to ja nie on żyję szybko żyję nie szukam kłamstw wygrywam szybko żyję wiem że radę dam nim umrę1 punkt
-
Kto siedzi przy borze, tego głód nie zmorze. Mówili pradziady, co przy lesie trwają. Gąszcz tętni życiem, syci barw pragnienie, poi łzą spragnionych, poszukać wystarczy komu potrzeba, darzy pożywieniem: napełnić kosze, naczynia i garnki. Krople malin sycą wonią tak słoneczną obronny krzew chłoszcze i broni dostępu. Oddając dzieci, nie obdziela zemstą , zdrowiem obdarza wszystkich bez wyjątku. Siostry ma liczne, inny jest aromat, serce podobne, walczą kiedy trzeba, czarny ma owoc jeżyna krzewiasta, chętnie pomaga, gdy leków potrzeba. Barwą krwistą tętniąca w gęściutkim poszyciu, krąg zapachu wokół mateczki truskawek. poszukać wystarczy poziomki pełnej życia, Duch olbrzymi w niej, silny i bogaty nawet. Borówek liczna rodzina, dobrze rozrośnięta, na suchym rośnie i na bagnie wzrasta. Trzy siostry, różna reputacja osiągnięta, od ideału, aż po złe notacje. Czernica wyostrza wzrok w ciemności, karmi głodnych, przypadłości leczy. Inny charakter, bez żadnej zazdrości borówka brusznica od rodziców jednych. Powierzchowność miła i skórka czerwona kusi, mami, w ustach przedsmak nieba... i wstrząs. Cierpki, kwaśny smak - skrzywiona. Odstrasza skutecznie, więcej nie potrzeba. Trzecia siostra bagienna, płodnością zachwyca miano obrażana niesłusznie wnet traci: łochynia, albo zwana także pijanica. Ciężki nosiła zarzut - trucicielka mąci. Nie za swoje winy cierpienia znosiła. Winowajca odkryty z imienia jest znany. Przy błotnistych zbiorach jego pyłków siła, snuje się wokół owoców zbieranych. I to koniec wiersza, choć nie finał jeszcze owocowej rozprawy o leśnych pożytkach.1 punkt
-
Nie żyję, nie czuję nóg. Jestem taka domyta, tutaj woda jest inna, jestem zaróżowiona :)1 punkt
-
1 punkt
-
Kto siedzi przy borze, tego głód nie zmorze. Mówili pradziady, co przy lesie trwają. Barwnych owoców pełne zebrać kosze, ażeby przetrwać nieprzyjazne chwile, jesienne ścieżki wydeptywać w lesie, nie po widoczki i nie po motyle. Po mokradłach pełznie dama nader śliczna, późną wiosną różowo brzęczy i kusi udanie, jesienne paciorki jak kolia dziedziczna, kwaśne i cierpkie żurawiną zwane. Sąsiedztwa nie chce indywidualność, drzewo pełne magii, czaru i wytchnienia. Wiosenną bielą sukni syci oczy jarząb polanek ozdoba, w czerwień gron zamienia. Z drugiej strony polany szumi tajemnicą leśna śliwa: tarnina, dzielnie walczy o teren cierniami w gałęziach. Granatem błyska owoc lekko okrąglutki, mały, cierpki z charakterem. Obok czarny bez rośnie, korzysta z ochrony dla gron pełnych soku nad wyraz cennego. Zakątek dość ponury głóg rozjaśnia duży. Walczącego ducha, pogodny czerwienią. Młodość i piękno zaklęte pod szerokim liściem, nad brzegiem strumienia rozłożyście ściele. Suknia wiosenna bogata, błyska lekkim różem, kalinowy welon powłóczyście wieje. Krwisty owoc zachęca, ptaki podpatrujesz: jedzą. Mądrość pokoleń pamiętaj, tylko przemrożone. Koralowe drzewo idzie często miedzą, mokrą i grząską, dumnie nastroszone. Drugi wiersz skończony. Kosz pełen owoców do domu zaniesiesz. Wróć jednak po jeszcze.1 punkt
-
Co, od czego tego nie wiem nigdy mi nie zależało dowiadywać się, dlaczego gdy śnieg pada to jest biało. Kto ustalił kolor śniegu oraz porę, gdy on sypie i dlaczego za zmarłego zdrowie pije się na stypie. Wszystkich innych zależności, których ponoć jest w nadmiarze nie wymienię, bo być może jeszcze kogoś z was urażę. Jest zależność, co, do której nie mam żadnej wątpliwości, że to, co tu napisane jest wytworem mej twórczości. Jednak bardziej mi zależy chociaż nie wiem czy się stanie bym na temat mej twórczości zawsze miał odrębne zdanie.1 punkt
-
cofając się robię nowe plany w sprawie perspektywy a ty wystarczy że podbiegniesz do mnie i przerośniesz drzewa tam na końcu za obszarem nierozpoznawania ludzi miejsce na majaki i Unię Barw w niebieskiej jednomyślności podejdź jeśli chcesz odzyskać bliskie mi kolory1 punkt
-
Wisiałem na szczycie jak liść drzewa, Me życie wciąż rosło przy słońca promieniach, Wokół mnie inne liście, ich setki tysiące, Wspólne tańce przy wietrze, Bębny dudniły jak padały deszcze, Zaś gdy słońce się pojawiało, Wspólnie po przejściach się wygrzewało, Czas płynął i płynął jak statek na morskim prądzie, A gdy raz wzeszło jesienne słońce, Samotnie już wisiałem, nad stadem suchych liści.1 punkt
-
nie kochasz wiem to na pewno co to by była za miłość bezczuła bezczynna niema nie nie obarczam cię winą co to by była za miłość zimna jak maj tego roku nie nie obarczam cię winą daruję najświętszy spokój zimna jak maj tego roku wychylam czarę goryczy daruję najświętszy spokój niczego nie chcę jak zwykle wychylam czarę goryczy zagryzam słodkim wspomnieniem niczego nie chcę jak zwykle nic nie wiem i nie chcę wiedzieć zagryzam słodkim wspomnieniem żeby złagodzić smak żalu nic nie wiem i nie chcę wiedzieć myślałam że będzie łatwiej żeby złagodzić smak żalu przesypiam piąty dzień z rzędu myślałam że będzie łatwiej zapomnij nie pisz i nie dzwoń przesypiam piąty dzień z rzędu podniosę się może jutro zapomnij nie pisz i nie dzwoń miłość wyleczyć jest trudno podniosę się może jutro bezczuła bezczynna niema miłość wyleczyć jest trudno nie kochasz wiem to na pewno1 punkt
-
Zadziwiające. Akurat ostatniej nocy puściłem sobie do snu dokument o Stedzie, by dziś rano idąc niejako za ciosem natrafić na nieznany mi materiał filmowy, w którym Sted zadaje pytania podczas spotkania z Krishnamurtim1 punkt
-
z krwawego kanionu wyjmujesz ostrze nerwowo kapie czerwienią ból topnieje połać lodu na wrzątku zardzewiała przeszłość wyparta balsamiczne płatki dekorują stabilne dno trampolina nieczynna nie spadasz ale też nie wzlatujesz * wciąż powraca doskwiera dołuje nie chce zniknąć pomimo że na dłoni cień brzytwy tylko1 punkt
-
1 punkt
-
Taki opis, że pasuje do ludzi i zwierząt, co poniekąd słuszne, przynajmniej z punktu widzenia fizjologii. Pozdrawiam.1 punkt
-
Nie zaciskaj oczu Miej je szeroko otwarte Chce wpaść ci w oko i od razu wylecieć Bez płaczu W oka mgnieniu Połknij mnie, wypluj i spuść w toalecie1 punkt
-
Hah, pozazdrościć zatem intensywności śnienia. Od zawsze lubiłem kiedy się śni. Nawet koszmary.1 punkt
-
@Czarek Płatak Jeszcze te sny, pachną innym smakiem, nie chcę się budzić, nie wiem czy chrapię? Pozdrawiam Czarku, nieraz budzę się z obłędnego snu, bo obawiam że przeszkadza to domownikom w śnie, taki powrót ze snu do rzeczywistości.1 punkt
-
@Czarek Płatak Czarku złapałeś sedno - na chwilę... bo za czas jakiś, może być wieczna ciemność, śmierć lub ślepota i co tu jest gorsze? Wszystkiego dobrego, zdrowia ponad wszystko.1 punkt
-
@Annuszka @AnnuszkaJedyne co rzuciło mi się w oczy to asonanse, konsonanse a nawet bym powiedziała :że miejscami brak rymu. W czasach gdy wiersze rymowane, pantum, willanelle , sekstyna itp są spychane na drugi tor taki wiersz jest perełką. Jest klimat, jest piękna emocjonalna treść którą nie łatwo jest wbudować w ograniczenia tego typu poezji.1 punkt
-
@[email protected] jest tak cudnie, nie do wyobrażenia. Jestem w Alcudii, trochę się poopalałam, woda ciepła morza. Idę taka niebieska ścieżka, po jednej stronie morze, a po drugiej cisy, palmy i piękne wille nadmorskie. Roślinność jest cudna. Ta miejscowość luksusowa, cichutko, mało ludzi. :)1 punkt
-
@Sylwester_Lasota ok,wywaliłem -zostawiłem ,,tego,, aby podkreślić ,że nie chodzi tu o zwykłe wino dzięki Sylwku1 punkt
-
Łatwiej jest powiedzieć – NIE i wznieść barykady, Niż każdego dnia mówić ciche i sumienne - TAK. I okruch po okruchu, rysując prosty znak zasypywać szczeliny, burzyć ich fasady. Nastał czas, gdy istotą i znaczeniem bycia jest sposób jego bycia i strach przez utratą powierzchowności, która stając się intratą jedyną wartą bytu, określa cel życia. Moje ego - mój kościół, moje w nim przetrwanie skończyło czas tęsknoty za metafizyką. Bunt rozlał się nerwicą i pustą krytyką, I nie wie siła skrzydeł, czym jest już latanie.1 punkt
-
Poruszasz ważny temat. Świat staje się coraz bardziej sztuczny, a ta sztuczność, o zgrozo! Staje się naturalna. Skończyły się tęsknoty za metafizyką, ale też za ideą, jakąś wartością nadrzędną, która oświetlałaby drogę w tych pogmatwanych czasach. Ideą wydaje się być: krótko, bogato, teraz. No i latać rzeczywiście niewielu potrafi, ale jest mnóstwo imitatorów lotu. Pozdrawiam1 punkt
-
Pochylasz się nad prostym słowem Masz umiłowanie do kwiecistej mowy Wiesz, czym wobec życia pokora Z fusów wróżysz na wzór znachora. Znasz wiedzy tajniki, sekretne receptury Spełniony jesteś, unikasz brawury Niezłomny - czy to słońce, czy chłody Nawet podczas deszczu nie tracisz pogody Nie wywyższasz się ponad, nie masz grubej skóry Tylko mężnie i dumnie wciąż pniesz się do góry Odwieczne powinności, jak należy, rozdzielasz Jasno się wyrażasz, błędów nie powielasz... Umysł mędrca i serce przyjaciela Oto cechy dobrego nauczyciela Gdy w sukcesji uczniów nie ma przewodnika Słowo się rozmywa i mądrość zanika... Nawet jeśli nie zdołasz zdobyć szczytu góry Nie podążaj cudzą ścieżką, nie zdradź swej natury1 punkt
-
Tematy ostateczne to coś co zawsze w poezji mocno mnie urzekało. Podobnie jest z Twoim wierszem. Pomijając nienaganną formę jest tu piękno przemijania, odchodzenia. Jest smutne, ale pogodzenie się z losem i tylko, czy da się choć na chwilę przywrócić ten błękit? Pozdrawiam1 punkt
-
Równowaga miedzy aspektami życia daje stabilizację emocjonalna, materialną i fizyczną, więc warto o nią dbać. Są tacy, jak opisana peelka a nawet H. Kissinger napisał, że największym afrodyzjakiem jest władza, jakkolwiek to rozumieć. W korpo rządziłem długo i nigdy to się nie nie przekładało na żadne odjazdy. W temacie "Korponiebo". Pozdrawiam.1 punkt
-
Pozdrawiam z Majorku, obudziłam się, duża wilgotność, to mi pasuje, nie jest aż tak gorąco, hotel ładnie położony. Wszyscy mówią tutaj po hiszpańsku, nauczę się trochę języka, już do docierają do mnie pojedyncze słowa jak si i te ich rozciągania. Bardzo pyszne owoce, zawłaszcza kiwi, melon, aż się rozpływa z jogurtem. Co tutaj jeszcze jest fajnego, pyszne espresso. @[email protected]1 punkt
-
jesteś na szczycie, lecz stoisz tam sam na wysokości zadań, na końcu poczynań nie widzisz dobrze obcych wzniesień i pasm sukcesów pozostałych, gdy mgła je spowija czy dobrym wyborem jest dumnie tam trwać z dala od świata, gdzie został Twój ból by wygrać z nim - ruszaj, wedle starych prawd: trakt na wyższy szczyt wiedzie najpierw w dół wracasz już bez braw, bez planu i map opuszczasz świadomie widoki znad chmur nigdy się nie dowiesz, nie oszacujesz szans czy kolejny szczyt wyższy będzie niż ten tu a jednak schodząc w dół, dodaje skrzydeł tlen wiesz już, że to było więzienie bez krat nie widokiem, a drogą żyje bardziej ten kto nie tkwi w maksimum - wszak lokalnym i tak1 punkt
-
gdy teoria spiskowa o super dłoni się ziści kupisz nią wygodę bez sięgania do kieszeni i bezpieczeństwo przed kieszonkowcami ale słono za to zapłacisz wolnością bo złu nie zależy na twoim portfelu jak tym rządowym marionetkom a na twojej duszy1 punkt
-
@Anna_Sendor 8 Anno, na początek zapytam: czy zgadzasz się z przytoczonym zdaniem Olgi Tokarczuk. W tym odcinku "Naszej Planety" występowała niedźwiedzica polarna z dwojgiem młodych. Starszym i młodszym. Gdy szli, młodsze zostało z tyłu. Pokazano, jak futrzana mama zastanawia się, co robić: wrócić po synka czy ze starszym podążać naprzód. Ten malec nawoływał, ona zatrzymywała się, oglądała za siebie. W końcu go zostawiła. Ze świadomością, że bez niej nie przetrwa. To właśnie niezdecydowanie miałem na myśli, pisząc powyższy wiersz. I mam je teraz. Wraz z obrazami z tego odcinka w oczach i w wyobraźni. Wiesz: chyba najlepiej będzie, gdy sama obejrzysz cały serial. Polecam, gdyż naprawdę warto. ☺ Ciekaw jestem Twoich pomysłów. Podzielisz się nimi? ? Serdeczne pozdrowienia. Dag, i o to mi chodziło. ^(*_*)^ Twoje słowa wzruszają. A opinia o wierszu cieszy. Też bardzo. ? Dziękuję. ? Serdeczne pozdrowienia.1 punkt
-
@corival Fakt jest faktem, że swobody nam za wiele nikt nie daje cieszmy się, więc także z tego że się uszczkną coś udaje Pozdrawiam :)1 punkt
-
Wiersz zrobił mi niespodziankę, bo po słabym początku i trzeciej strofie, która jest dla mnie w ogóle nie do przyjęcia ( chodzi głównie o jej sens), bardzo dobra strofa na zakończenie - z pomysłem, sensem i wykonaniem. Tu Autor pokazał, że ma spore możliwości. Życzę udanej przygody z pisaniem. Pozdrawiam.1 punkt
-
Mars. Marduk. Światowid. już za mną siedem mórz i siedem rzek góry pokonałem morza przepłynąłem wędrówka po Drodze MLecznej - na samotność lek! milion pikseli w zwartej kolorowej tęczy jak łuk fraktalowy jarzy mi się nad głową niebo gwiaździste nade mną a prawo moralne we mnie! czy Zeus gromowładny zgotuje mi los Prometeusza? przyszłość jest nieodgadniona..... niech żyje Wilhelm Tell i jego kusza!1 punkt
-
Twój ślad błądzi wciąż przy mnie. Kolejny już raz pytam niebo o sens. Jeśli możesz to proszę powiedz, gdzie naprawdę jesteś. Chyba nie wątpisz, że są chwile w których próbuję cię odnaleźć. Wiem, to przecież niewykonalne. Tak dosłownie. Gdzie twój świat. Skąd mam to wiedzieć. Wybacz. Ja tylko tak. Chyba mnie znasz na wylot. Czasem pytam za dużo a innym razem olewam co ważne, parodią sensu namiastek. Tak bardzo chciałbym cię zrozumieć nie bacząc na to, czym obdarzył mnie los. Wcale nie gniewam się na ciebie. Nie potrafię nawet, lecz czasami trudno jak cholera, więc proszę powiedz gdzie te twoje niebo, w zwątpieniu chwil. Wiem, że nie dźwigam więcej niż mogę unieść. Chcę wierzyć, że każdy ma swój ciężar, dopasowany do możliwości. Rozumiem to, ale czasami tak po prostu brakuje zwykłych ludzkich sił. Póki co, zdarza się ciemność w środku dnia. Dlaczego każesz mi błądzić. Po omacku natrafiać na to, co rujnuje umysł niczym żelazna kula, ściany samotnego domu. Czy mam życie zostawić, uciec sobie stąd? Tylko dokąd, skoro nawet śmierć tego nie zapewnia. Tak się nie da. Zniknąć zupełnie. Tu i tam. Absolutnie. Jeżeli mnie słyszysz to musisz przyznać, że w tej kwestii nie miałem wolnej woli. Taka niestety prawda. Nie mogłem zdecydować przed swoim narodzeniem, czy chcę zaistnieć na tym świecie. Takim a nie innym. A może jednak podjąłem decyzję w jakiś niepojęty sposób, tylko nie jest mi dane o tym pamiętać. Myślę czasami poprzez pryzmat cierniowych marzeń. W tej krainie mego snu, chcę uwierzyć, że wydarzy się cud. A z drugiej strony widzę w zwierciadle nadziei cień, taki prawdziwy, że aż oczy bolą mnie. Czy bywa tak, że to co zasłania światło, jest ważniejsze od blasku, który może oślepić. Dręczą myśli te, czy to znowu nie sen. A jeśli nie? Czy ujrzę kiedyś świt poza zrozumieniem, lecz mimo wszystko pojmując gdzie jestem, dlaczego i jaki to ma sens? Nie tylko dla mojej świadomej tożsamości. Dla każdej. Jako myślącej odrobiny Universum. Takiej małej jak punkt.1 punkt
-
do 48. równoleżnika dopłynąłem całe dorosłe życie hartując sumienie chociaż czasem nie podobało mi się to, co robiłem, jeszcze śmielej spoglądałem w lustro gdy w przeddzień zdecydowałem skończyć z łamaniem zasad okazało się że wady i gorsze dni mają także najbardziej pozytywni Kingston upon Hull, 11 stycznia 20191 punkt
-
"Nie da się wyśpiewać najpiękniejszej piosenki. […] Najpiękniejsza piosenka jest bez słów.";)1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne