Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Opis dnia Przykładnego, Wzorowego Obywatela
Marek.zak1 odpowiedział(a) na semafor utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@semafor Ze zmiażdżonym chujem, to i tak wszystko jest przeje..... Klamra przypomina mi "Dzień świstaka", co jest komplementem, jakby co. Pzdr. -
Pełno światła w komnacie. Nie zwróciłem uwagi, na płonące gromnice.
-
Połowa lata
Marek.zak1 odpowiedział(a) na Gra-Budzi-ka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Gra-Budzi-ka Od świętej Anki chłodne wieczory i poranki. Taki mamy klimat, a z doświadczeniem, jedni maja, inni wciąż nabywają:). Pozdrawiam letnio. -
Anioły mówiąc posługują się rymami dokładnymi strzegą człowieka otulając go myślami pozytywnymi oddają miłość do ludzkości przepięknymi słowami zawsze nad nami i z nami nigdy nie jesteśmy sami Archanioły porozumiewają się z rymami niedokładnymi niewidzialnie czuwają nad losem człowiek ich nie widzi kochają karmią delikatnym słowem pocieszając myśli zawsze z nami dotyk co nie rani przytula nas z miłości Serafiny rozmawiają z Bogiem rymami odległymi kochają ludzi lecz nie wchodzą z nimi w interakcję najbliżej Nieba nadzieję niosą na swoich skrzydłach trwają w błękicie latając z Boskim życiem Bóg mówi wszystkimi rymami naraz człowiek go nie rozumie czasami lecz tkwi w tym tajemniczy obraz pamiętajcie anioły mówią rymami
-
Dla ciebie róże stokrotki koniczyny… i barwne wstążki A także likier cukierki czekoladki i piękna piosnka
-
Patrzy na mnie wilczur. Czasem jako piesek: odstające, pocieszne uszy, przykrótki ogon, mokry nosek… Czasem jako wilk: pokazuje zęby, warczy, sterczą z niego kłęby… Może pies jest krzyżówką- zagadką.
-
Opis dnia Przykładnego, Wzorowego Obywatela
semafor opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Za horyzontem znów wschodzi słońce. Szósta rano. Znasz to uczucie aż za dobrze. Otwierasz okno, stajesz przy nim, a lodowaty poranny wiatr wieje ci prosto w zaspane oczy. Myślisz w jakim to wspaniałym kraju, płynącym mlekiem i miodem żyjesz. Ale nie stoisz długo — czas goni. Mówisz tylko: „Trudno” i idziesz się ubrać. Koszula garniturowa leży idealnie, choć gryzie w kark. Spodnie są tak obcisłe, że miażdżą ci chuja. Wspaniały zestaw na wspaniały dzień. Idziesz zjeść śniadanie, lecz… czas goni. Nie zjesz dziś śniadania. No cóż... Pośpiesznie zakładasz pantofle — jeszcze ciaśniejsze niż spodnie — i pędzisz na złamanie karku, i tak już podgryzanego przez kołnierz koszuli, do pracy. Wsiadasz do śmierdzącego i dymiącego bardziej niż smok autobusu linii 500. Siadasz na trzech fotelach z tyłu, zadowolony, że masz aż trzy miejsca dla siebie. Przez trzy przystanki jedziesz szczęśliwy, mimo kilku bezdomnych głośno rozmawiających naprzeciwko. Na czwartym przystanku wsiada osiem starszych pań. Oczywiście — bez mrugnięcia okiem, mimo że są bardzo niemiłe — dopuszczasz je do swoich upragnionych trzech miejsc. Resztę trasy pokonujesz stojąc, kurczowo trzymając się sufitowej poręczy. Próbujesz zasnąć, ale autobus co chwilę podskakuje na dziurach i nijak nie da się wrócić choć na chwilę do krainy snu. Mimo tych trudności dalej się uśmiechasz i bez zniechęcenia wchodzisz do ulubionego biura. Jesteś spóźniony trzy minuty. Z ogromną prędkością przykładasz kartę do drzwi szefa, pukasz, słyszysz znajome „proszę!” i wchodzisz. Po otrzymaniu reprymendy i liścia w twarz — którego oczywiście przyjmujesz z honorem, bez sprzeciwu — wracasz do swojego biura. Rozpoczynasz pracę. Męczysz się nad akcjami i obligacjami jakiegoś Markiewicza, skurwysyna milionera. Twarz jeszcze piecze po karze, ale nie zważasz na to. Z uśmiechem, że możesz pracować w tak wspaniałym miejscu, w tak wspaniałym kraju, pracujesz dalej. Markiewicza kończysz o czternastej trzydzieści. Teraz czas na obrzydliwy obiad w kantynie, rozmawiając o życiu i śmierci ze swoimi ulubionymi, śmierdzącymi współpracownikami. Dziś na obiad resztki z wczoraj: zielony kotlet schabowy z ziemniakami bez surówki. Jasna sprawa, że szef w tym czasie konsumuje u siebie homara z krewetkami. Nie myślisz jednak o tym długo — właściwie w ogóle o tym nie myślisz — bo już zjadłeś i musisz wracać do pracy. Kończysz po osiemnastej, zmęczony, i zbierasz się do wyjścia. Oczy bezwładnie się zamykają, przecierasz je ręką i wychodzisz z pokoju. Robiąc to, wpadasz na szefa. Ten zatrzymuje cię i mówi: „Ty już? Nie, nie… Wysłałem ci jeszcze jedną rzecz do zrobienia”. Tak oto twój dzień pracy kończy się o dwudziestej trzeciej. Szef i inni dawno poszli do domów. Ty również idziesz. Wracasz znów autobusem linii 500. O tej porze nie ma już starowinek. Podróż przebiega spokojnie, próbujesz zasnąć na tylnym siedzeniu, ale boisz się, że przegapisz swój przystanek. Nie przegapiasz, bo nie zasypiasz. Wysiadasz. Wykończony, ale szczęśliwy, że dobrze wykonałeś swoją pracę i przysłużyłeś się komuś, jak zawsze wchodzisz do domu i od razu idziesz spać. Dobranoc. Za horyzontem znów wschodzi słońce. Szósta rano. Znasz to uczucie. Otwierasz okno i stajesz przy nim, a lodowaty poranny wiatr… -
Na gazetę patrzy zły duch. Trzyma dziwną kulę, lustra okruch, ukazuje wolę… Zmienia fałsz w prawdę. Magia zaprawdę! * Wierzę, że w realu dowiodę…
-
W objęciach chwili
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na karenka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Właśnie tak :) -
Recepta na smutek
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_TalarJest potrzebny do życia, (póki co) jak sól do przyprawy. Dzięki niemu doceniamy, widzimy i pamiętamy chwile szczęścia i radości. -
Dotyk i Wichura
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Charismafilos utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Charismafilos Dwa wiersze w jednym - jak prezent w prezencie :) -
To dopiero połowa lata, a ptaki już śpiewać przestały. Wrony kraczą jak na zmierzch świata, jerzyki za morza odleciały. A ptaki już śpiewać przestały, bo ich młodzież szybko dorasta. Jerzyki za morza odleciały. Wakacje, więc ciszej w miastach. No cóż, młodzież szybko dorasta, w sklepach zeszyty reklamują. Wakacje, więc ciszej w miastach, chociaż wszyscy jesień już czują. W sklepach zeszyty reklamują Co dzień jesteśmy trochę starsi, no i wszyscy jesień już czują. Czy jesteśmy w wiedzę bogatsi? Co dzień jesteśmy trochę starsi. Wrony kraczą jak na zmierzch świata. Czy jesteśmy w wiedzę bogatsi? - To dopiero połowa lata.
-
@Posem Jakby nie patrzeć, takich spotkań nie planujemy, bo nie znamy drugiej strony. Więc przeznaczenie lub... inni powiedzą przypadek.
-
Piekielny lot na kacu
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Whisper of loves rain utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Whisper of loves rain Ale mi dzisiaj kawa smakuje! - Dzisiaj
-
bogacTWO I CHwile niebU STrącone libiDO TY Kochasz ukroP ORA ŻArliwie neologiZMY SŁYszę stęsknioNA MIĘT NOŚ CIerpliwie śpieW ICH URAczył szeptaSZ ALE JEdwabiście
-
@MIROSŁAW C. Bardzo Ci dziękuję Pozdrawiam również
-
List z wojny
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Whisper of loves rain utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Wyborny kąsek i w ogóle sens i smak. -
Recepta na smutek
Posem odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar Smutek potrafi nas zamknąć w swoich okowach. Wystarczy kilka deszczowych dni pod rząd, a już człowiek staje się bardziej apatyczny. -
Kłamstwo horyzontu
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Whisper of loves rain utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Whisper of loves rain Dotykasz słowem - serca. -
@andrew A często się słyszy, że "jesteśmy sobie przeznaczeni" w telewizji. Ja czasem im bardziej nad tym myślę, tym bardziej skłaniam się ku temu. Związek to jednak magia.
-
Niedopita herbata
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Whisper of loves rain utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Whisper of loves rain Mnie tutaj jeszcze nie było, ale odnalazłam, "bo kto szuka, ten znajdzie" Lubię pisanie Twoim atramentem, serdeczności :) -
dalej, w to uczucie pełne bezkresu! wszelki ruch tylko udaje, że jest pozorny, sprawia wrażenie wymuszonego. wierzgajmy biegnąc w siebie nawzajem, zachowujmy się tak, by ktoś się w nas mrowił. niech nawet filary i firmamenty pędzą na złamanie. i... siać wiatr, aby wykiełkowała burza? nie, ledwie troszeczkę powietrza trzeba by tu namotać wymachując kończynami, żeby pobyt nie groził przegrzaniem, uduszeniem się z nadmiaru. parzy, przyznaję, ale to uczucie jest dyskoteką, pod którą podjeżdżasz sportowym autem marki Feeria (lakier – wszystkokolorowy, ale ze wszystkich odcieniątek czerwień błyszczy najmocniej). a w prawdziwej statyczności– bryndza, niczym oświadczyny dopiero co napotkanego żula, co latyfundia w Arkansas, pałace Lotaryngii gotów ci oddać w prezencie zaręczynowym, gdyby tylko je miał.
-
Mały szmer. Boba za bobrem zsyłam
-
Wezykatoria
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Dariusz Sokołowski Dziękuję. Nie ustawiam wierszy w tomikach wedle jakichś specjalnych zamsyłów :) -
Ezra kuł po Eli. Mamę mami Leo - płukarze
-
Tematy
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne