Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mimo iż mijały właśnie ostatnie dni kwietnia i maj zaglądał już przez szyby do naszych domów, co logicznie implikowało by ciepłe dni i jasne noce, nic takiego nie mogło jednak mieć miejsca, ponieważ od dawna zakończona pora roku jaką była już zima odżyła z pośmiertnego zesztywnienia, i obdarzyła nas swymi jak zawsze ciepłym, mimo zimnej ich natury, objęciami. Co się stało, spytam i ja bo coś stać się musiało iż bynajmniej nie będący Łazarzem trup zmartwychwstał? Przez szyby okienne do naszych ścian wnętrz, wbija się ciche westchnienie zimnej damy czy też kawalera. Widzę jak śnieżyca bierze gwałtem w swe władanie zimne już i tak miasto. Niby kwietny pył unoszący się na wiosennej łące, płatki wiadomo czego tańczą i radują się w swym martwym, niczego nieświadomym tańcu lodowatych kryształów niby to na poły słodkich i z cukru zeszklony poły z wody brudnej i przy bliższym kontakcie pozbawionej jakich kol wiek walorów, prócz chyba tylko chropowatej rąk skóry od niej powstałej. Na poły... Ogolone wszak nasze ulice nie płoną pustkami, lecz pełnością czegoś co trzeba czymś nazwać mimo sunowszej się na usta nazwy pustki.
Ja, w swym ciepło- zimnym wnętrzu stoję czy te ż leże by mimo pozy mej dowolnej patrzeć na euforyczny spektakl zimowej wróżki. O próżny ja! O pusty, ja! Me myśli niepoukładane leżakują jak skarbonkowe flaki bezu użytecznie i –silnie, i tylko oczyma nieczęsto przypadającej refleksji, zdają sobie sprawę z ich beztreściwego bycia. Kwietniowy to śnieg co nasze serca mimio rozgrzewa i mimoi wszystkiemu się zafrapować. Mimoii, dziwne słowo z zatęchłego umysłu zaczerpnięte, kołysze ten wywód ku wewnętrznej wyspie szczęśliwości. Mimo wszystko tak. Mimoi wszystko...
Teraz z kolei, Zadobrze ukrwione oczy nieszczęśliwego człowieka spoglądającego na wiosnę na ptaków lot, śledzą dla odmiany błękit nieba między zimą i wiosną, co swym byciem zawiesza czas na drewnianym, osikowym kołku w naszej suchej celi, a właściwie w jej przedcelowiu. Śniegowy pył unoszący się zewsząd pokrewnego mej świadomości środowiska, odbija nie tylko nieład ulicznego zgiełku w swych wnętrzach i zewnętrzach, lecz również czystość słonecznego dnia; nieustającego przeto na słońcu. Dziwny to widok gdy w tym słonecznym spojrzeniu lawirujące miedzy sobą kształtnie śnieżynki nabijają się z nas i bawią się z naszymi uczuciami, tych co jeszcze nie do końca zamarzli w swym kaszmirowym wnętrzu. Rzadko albowiem się zdarza by w słonecznym dniu, spojrzeniu słonecznym śnieg z głębi żółci się w takich ilościach dobywał; by wygładzał nasze ulice i ich niskopodłogowe dom. Śnieżna akoma jednych usypia by innych tym samym byciem w inwencje wpędzić. Śnieg po porze ciepłej przed chwila cholernie słoneczną, dla niektórych.
Widziałem wieczorem jak szwędasz się po ulicznych żyłach- bezsęsu i ładu; zadżumiony i zaspany. Gdzieś tak szybko nabierając pędu umykał, do jakich cię to przygód tak gnało żeś old Guya pominą w swym roztargnionym tańcu wytaniczonej kukiełki? Suchym a leciwym krokiem sunąłeś niemrawo i, od celu się oddalając, zataczającym się krokiem. Czy byłby to wielki dla mnie zaszczyt zbyt może gdybyś to na chwile przystaną, przycupną też może albo koło mnie lub kwadrat? Wytarty już mój prochowiec nabrał śniegu szybko w swe pazuchy i wziął mnie w tułaczkę bez celu, z Nienacka.
Och straszna ta pora zimowa co matkom synów zabiera, co żonom mężów ubywa! Och straszna, och! Pędzą oni szybkim tułaczym krokiem z dala od ludzkich, wszelkich spojrzeń. O, zapici my i nieszczęśliwi co w porze zamarzniętego deszczu utonęliśmy w portowym mieście, w jego hamakach i metaforach, przy łyski i koffi hewenach co jak grzybki wypuściły swe kolce głęboko w ziemi i jej suche, męskie objęcie. Zatraciłem się w tobie, w tym co nie określone i czego nazwać imieniem niepodobna. Przy barowym blacie. Jedna myśl tylko spać mi nie daje i dobywając się na święta z głębi czerwoności, budzi mnie przeraźliwym hukiem.
"Źle z moimi nerwami tej nocy. Źle. Ach, zostań ze mną.
Mów do mnie. Czemu nigdy nic nie mówisz. Mów.
0 czym ty myślisz? Co ty myślisz? Co?
Ja nigdy nie wiem, o czym myślisz. Pomyśl."

Myślę - jesteśmy w szczurzym zaułku
Gdzie zmarli ludzie pogubili kości.

"Co to za hałas?"
Wiatr pod drzwiami.
"Co to za hałas znowu? Co ten wiatr wyrabia?"
Nic, znowu nic.
"Czy
Ty nic nie wiesz? Nic nie widzisz? Nie pamiętasz
Nic?"
Pamiętam
Perły lśnią - kiedyś to były oczy.
"Czy jesteś żywy, czy umarły? Nic nie ma w twej głowie?"
Tylko
0 0 0 ten szekspirowski szlagier
Taki elegancki
Tak inteligencki
"I co mam teraz robić? Co mam robić? Co?
Wyjść tak jak stoję i iść po ulicy
Z włosami rozwianymi, tak. A co zrobimy jutro?
I co w ogóle mamy robić?"

I tyle koło mnie kogoś tyle nikogo, zarazem, i ty gdzieś tam w nieodgadnionym tańcu. Co tam porabiasz, co słychać u ciebie? O O O szekspirowski rag dobywa się z głośnikowych krat.
Dziś teraz słońce widzę co przed chwilą się jeszcze skryło, a teraz samo do naszych bram dzwoni wznosząc wołanie. I te chmury widzę i drzewne gałęzie na ich tle. I pytam samego sie, co się ze mną dzieje żem taki jak cebrzana latarenka pęknięty czuje? Coś we mnie puściło i jołem się sypać. Może to przez cholerny śnieg? Zima swą urodę znów pokazuje by ją jak można osadzić tak. Celofan chrzęści pomiędzy moimi zębami gdy jem i wylewam z siebie słowa do ciebie, zawsze do ciebie bo do siebie mówić nie musze. Bo mimo tego iż sam się w sobie dusze to w głowie mam to co chciałem przekazać a to najwierniejszy obraz tego co chciałem powiedzieć ci wiedzieć.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena  Dobry wiersz. Pozdrawiam.    
    • @KOBIETA  Wieża Eiffela to matematyczna ekspresja miłości, wygrywa siłą ducha, toczy się pomiędzy kochankami, jak błyskawica. Pozdrawiam serdecznie :)
    • Tam gdzie milczące aniołów posągi, Obejmują spojrzeniem swym dumnym, Rozległe panoramy miast średniowiecznych, Spoglądając wymownie ku horyzontowi,   Tam gdzie przecudne aniołów twarze, Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze, Niekiedy szczerym złotem pokryte, Niekiedy miejscami nadkruszone…   Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, Niosą się niesłyszalne szepty anielskie, Rozbudzając nasze uśpione emocje, Czule dotykając naszych serc,   A każdy taki anielski szept, Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem, Przez niezliczone hufce niebiańskie, Z nabożnością złożonym ufnie…   Gdy w samym sercu Europy, Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici, Składając wieczorami ręce do modlitwy, Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni   W czterech krajów zacisznych zakątkach, Gdzie z każdego kąta spogląda historia, Da się posłyszeć i szept anioła, Mówiący o tym co zatarł czas.   W sercu Europy cztery dumne narody, Wierne pozostając swych ojców tradycji, Dla świata całego przykładem są wymownym, Szacunku do ojczystych korzeni,   Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Dumni, szlachetni, niezłomni, Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli, Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…   Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea, Niczym z jednego złoconego świecznika Czterech świec płomieni jasny blask,   Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, W cieniu wielowiekowej pobożności, Z niebios błogosławią dziś anioły…   I od piaszczystych plaż Pomorza, Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr, Przez zabytkowe rynki czeskich miast, Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,   W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, Pośród zwyczajnej codzienności szarej, Szepty anielskie da się posłyszeć, Wlewające w serca otuchę…   Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca, Wyszeptując cicho modlitw swych słowa, Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,   Bacznie przysłuchujące im się anioły, Gdy mrok ziemię otuli, Zanoszą je wszystkie przed tron Boży, By wysłuchania i spełnienia doczekały…   Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, Gdzie od lat wciąż niezmiennie Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione, Wyznaczają kolejnych dni bieg,   Stare pobożne gospodynie, Swych prababek zwyczajem, Starannie naostrzonym nożem, Czynią znak Krzyża na chlebie,   Także identyczny Krzyża znak, W blasku jasnego poranka, Kreśli niewidzialna dłoń anioła, Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,   By codzienny prosty posiłek, Okraszony anielskim błogosławieństwem, Smakował niczym dania najwyszukańsze, Na niejednym królewskim dworze…   Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, Wymieniają między sobą uprzejmości, Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,   Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę, Da się czasem słyszeć anielski śmiech, Strun naszej wrażliwości dotykający czule.   A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, Pośród gwaru Starego Miasta, Ku wszystkim czterem stronom świata, Hejnału Mariackiego niesie się melodia,   Czasem i podniebne anioły, Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy, W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki, Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…   Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie, Z pieczołowitością reperują zegary stare, Od lat niezmiennie całe swe serce, Wkładając z czcią w codzienną pracę,   Niekiedy niewidzialne anioły, Uważnie przypatrując się ich pracy, Zamyślone oddają się refleksji, Nad dziejami całej ludzkości.   Gdy czasem stary siwowłosy Czech, Przytykając do ust złocistego piwa kufel Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie, Wspominając lata swe młode,   Niekiedy niewidzialny anioł, Kładąc na ramieniu jego swą dłoń, Poruszony jego tęsknotą, Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…   Gdy w cieniu słowackich Tatr, Na wiejskich zacisznych plebaniach, Przy drewnianych kościołach i cerkwiach, Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,   Oddani Bogu słowaccy księża, Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, Składając wieczorami ręce do pacierza,   O pomyślność narodu słowackiego, Przodków swych powierzone im dziedzictwo, W ciszy i w skupieniu się modlą, Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,   Zasłuchane w nie za oknami anioły, Gorące z oczu ich łzy, Nanizują na złote swe nici, Niczym kryształowych różańców paciorki,   By na szczycie Krywania, Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask, Przed obliczem samego Boga, Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…   Gdy wraz z złotego słońca wschodem, Starzy słowaccy górale, Wypasając bladym świtem liczne stada owiec, Snują gawędy swe barwne,   Niekiedy anioł świetlisty, Choć ludzkim okiem niewidzialny, Na porośniętym mchem głazie polnym, Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…   Gdy węgierscy uliczni muzycy, Przytykając do ust złote saksofony, Delikatnymi ruchami dłoni, Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,   Niekiedy zasłuchane w nie anioły, Przystanąwszy na rogach ulic, Pięknem ich poruszone do głębi Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.   Gdy dostojne węgierskie damy, Gotyckich katedr przekraczają progi, By do mosiężnych skarbon kościelnych Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,   Czasem wsłuchując się w siebie, Przed bogato zdobionym ołtarzem, Posłyszą jakby anioła szept, Chwalący dobre ich serce…   Wypraszajcie anioły niebiańskie, Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej, By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem, Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,   By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo, Cenniejszym im było niż całego świata złoto, Zawsze więcej dla nich znaczyło, Niż złudna pogoń za nowoczesnością,   By w godzinie próby nieubłaganej, Gdy wicher historii zawieje, Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść, Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.   By w milionów ludzi sercach, Ten sam płonął nieugaszony żar Co na dawnych bitew polach, Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,   By na współczesności bezdrożach Także i dziś drogowskazem im była Prastara odwieczna ta prawda, Niegdyś na kartach kronik spisana,   Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, Wierne Bogu narody wciąż trwają, Gdy inne stopniowo wymierając, Z biegiem wieków obracają się w proch,   By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, Jak bracia pozostali sobie wierni, Co w jednym domu byli wychowani…   Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.     Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...       Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.      

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Anioł Stróż autorstwa Romana Stańczaka w Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie.     Anioł na kandelabrze przed frontem audytorium muzycznego Rudolfinum w Pradze.     Rzeźba św. Michała Archanioła w niszy barokowego mostu przy Bramie Michała Archanioła w Bratysławie.     Posąg Archanioła Gabriela na Placu Bohaterów w Budapeszcie.
    • @Berenika97 Dziękuję Ci z całego serca!...  Pozdrawiam Najserdeczniej!!!
    • Meta, leżeli ileże latem?    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...