Paweł Luis Opublikowano 18 Stycznia 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Stycznia 2007 Noc już prawie minęła i świt pukał do jej wrót. Za oknem było słychać jedynie szumiące oddechy miasta pomieszane z lekkim, ale chłodnym, jesiennym wiatrem. W pokoju było cicho i spokojnie, co jest zrozumiałe o tak dziwnej porze między nocą a dniem. Siedział skulony w bujanym fotelu przy starym regale z książkami ćmiąc wcale już nie młodą fajkę, z której dym rozchodził się na całe pomieszczenie. Na niewielkim, okrągłym stoliku paliła się czerwona, średniej wielkości świeczka, która być może pochłaniała część fajkowego dymu, lecz nade wszystko nadawała wspaniały nastrój czterem ścianom pokoju. Zapalona świeczka sprawiała, że pokój miał swoją duszę i z pewnością zrobiłby ogromne wrażenie na każdej żywej istocie, która by się tam wówczas znalazła. Należy przyznać, że ten niezwykły pokój był już właściwie reliktem przeszłości. Dziś nie spotykamy tak urządzonych wnętrz, które odzwierciedlałyby osobowość swoich użytkowników. Dzisiaj wszystko jest zimne, surowe i sztuczne. A średniej wielkości pokój był jakby cząstką człowieka, który zamieszkiwał jego połacie. Tutaj spędzał najwięcej swojego czasu. Pracował, marzył, jadał i spał. Obrazy i fotografie w pomieszaniu ze starymi meblami, książkami i niezwykłymi pamiątkami z podróży stwarzały specyficzny efekt tajemniczości. Ale takiej, która przenika przez ciało i wnika aż do wnętrza człowieka i właściwie przestaje być tajemnicza. Każdy, kto miał przyjemność tam przebywać, czuł się za każdym razem inaczej, ale zawsze równie dobrze i swobodnie, co gospodarz. Zresztą on sam traktował pokój jak człowieka, z którym się rozmawia, pije, którego się pociesza, dopieszcza, a czasem wyzywa i razem z nim płacze. Czasem zamykał się tam na kilka dni i spędzał cały swój czas na przeglądaniu pamiątek, słuchaniu ulubionych płyt. Nie odbierał wówczas telefonów, nie otwierał nikomu drzwi. Potrzebował tego, aby znów poczuć, że żyje. Był przez to uważany za dziwaka i ekscentryka, ale tym się nie przejmował. Szedł dalej przez życie zbierając doświadczenia jak owa „tabula rasa” i tak trwał z dnia na dzień, z roku na rok. Tobiasz otworzył oczy i spostrzegł, że świeczka dawno już zgasła, a przez maleńkie otwory w żaluzjach docierały coraz jaśniejsze promienie światła. Noc dobiegała końca. Musiała udać się na spoczynek powierzając posterunek swojemu koledze po fachu, na którego wszyscy zgodnie mówimy – dzień. *** Na dworze było już całkiem widno, a z otwartego okna dochodziły hałaśliwe dźwięki przejeżdżających samochodów. Czasem dało się posłyszeć fragment rozmowy lub szczekanie psa. Tobiasz ogarnąwszy pokój z porozrzucanych zdjęć i płyt z trudem włożył wysłużone spodnie i starą marynarkę. Wyszedł. Za chwilę jednak wrócił. Zamknął okno i wyciągnął z kieszeni płaszcza wiszącego w szafie skórzany portfel z gotówką. Kiedy wyszedł na ulicę, początkowo onieśmielił go promień słońca rażący niemiłosiernie w oczy. W końcu jednak trafił do niewielkiego osiedlowego sklepiku. Sięgnął wzrokiem na półki, wreszcie zrobił zakupy, zapłacił i wyszedł. A ciekawski sprzedawca toczył wzrokiem za nim aż do wyjścia, po czym obsługiwał kolejnych klientów. Tymczasem Tobiasz dokonał pozostałych zakupów i wrócił do swego ciasnego mieszkania. Po wielu zabiegach w niewielkiej kuchni, udało mu się wydobyć mały garnek. Wlał do niego odrobinę wody, a następnie około pół litra mleka. Podczas gotowania mleka, zdążył przynieść z pokoju fajkę i okulary. Potem wyciągnął z szafy głęboki talerz i wsypał do niego sporą ilość płatków kukurydzianych, a następnie zalał to gorącym, jeszcze parującym mlekiem. Zaparzył jeszcze filiżankę kawy i rozpoczął śniadanie. Najpierw sączył mleko z talerza i przegryzał to suchą bułką, a potem zjadał nasiąknięte mlekiem i posklejane w gęstą maź płatki. Całość popił dwiema filiżankami mocnej, czarnej kawy. Po chwili był już w pokoju. Pośród gąszczu książek znalazł stary, zniszczony notatnik i począł czytać w myślach słowa, jakie zapisał tam prawie pół wieku temu: Wszystko zjawiło się tak nagle i niespodziewanie Nawet nie zdążyłem o tym pomyśleć To wszystko tak bardzo mnie pochłonęło Że całe swoje piękno straciło Dwie skrajności – wczoraj i dziś Jakże różne dwie osoby – my Nasze marzenia i poglądy W których się ciągle gubimy Czy to jest przeznaczenie? Fatum, lub coś w tym rodzaju? Wielka różnorodność Wspólnych pięknych chwil Jakże dzika była wtedy A jak smutna jest dziś Wszyscy pojawiliście się tak nagle Niespodzianie was pokochałem Zdobyłem waszą sympatię Choć czasem was nienawidzę Wszystko tak nagle odchodzi Nasz cały świat wali się w gruz Pozostaje tylko smutek A biedny człowiek cierpi, płacze i szlocha znów A może nie wszystko odejdzie Może zostanie choć cząstka teraźniejszości Gdzieś w sercu albo w umyśle Niezwykłej jednostki Tylko po co? Przecież tak być nie może Po co rozpamiętywać przeszłość Która pozostaje tylko wspomnieniem Bo wszystko jest ulotne Ma swój początek i koniec I choć dudnią grzmoty i burza jest w pełni To nikt porządku świata nie zmieni To wszystko już było Już dawno odeszło w niepamięć Więc co mnie czeka jutro? Czy to będzie normalny dzień? Może będzie to kolejny dzień Za którym kiedyś zatęsknię A może spotkam ciebie I powiem – „nienawidzę cię” Wszystko przede mną Co było – za mną Co jest teraz – ze mną Może kiedyś świat będzie należał do nas Czyli do mnie i do ciebie Kimkolwiek jesteś Może osiągniemy porozumienie Stworzymy własną legendę Zrealizujemy marzenia A może kiedyś obudzę się z głębokiego snu I nic nie będę wiedział o życiu Wtedy zaczną wszystko od nowa Może nauczę się was kochać. Tak, tyle żalu, tęsknoty i lęku – pomyślał.. I tyle prawdy, wyrzekł sam do siebie. Uświadomił sobie, że całe życie chodził własnymi ścieżkami. Jego życie to rzeczywistość ciągle przenikająca się z przeszłością. Zawsze lubił marzyć. Częstokroć wyobrażał sobie siebie jako bohatera z filmu, czy książki. Miewał czasem wrażenie, że jego życie to bardzo długi film i każdy jego ruch jest zaplanowany i obserwowany przez innych jakby na ekranie. Początkowo sądził, że to Bóg jest tym obserwatorem jego żywota, jednak z czasem odszedł od tego sądu.
Judyt Opublikowano 20 Stycznia 2007 Zgłoś Opublikowano 20 Stycznia 2007 hmm..więc kim bohater był sam dla siebie? pozdrawiam ciepło
Paweł Luis Opublikowano 20 Stycznia 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 20 Stycznia 2007 będzie więcej... dziękuję za przeczytanie
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się