Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdy dotarliśmy na skałki natychmiast założyliśmy okularki słoneczne, by nasze noktowizory mogły w spokoju wypatrywać ponętnej golizny oszałamiających ciał. Chodziliśmy, kręciliśmy się w kółko, aż znaleźliśmy odpowiednie miejsce. Nie chodziło nam oczywiście o kąt padania promieni słonecznych czy odległość od wody. Lecz było to miejsce pomiędzy [z tyłu liceum z przodu muzeum] a [delikatną niewinnością w której jest tyle bezbronności]. Dzień zapowiadał się wyśmienicie rozpalone ciała, słońce, orzeźwiająca woda i ta cała rzesza wylegujących się dziewczyn. Po prostu raj na ziemi, albo niech to zabrzmi bardziej wykwintnie raj w raju. A my jako dwaj bogowie pośród afrodyt i nimf. W pewnym momencie podeszła do nas....

Ona......
Wymarzona.....
Monika......
Bez stanika.....

[ Oj... muszę powstrzymać swoje pióro przed nie pohamowaną rządzą] Oczywiście miała stanik, ale w kolorze błękitu który zlewał się z błękitem nieba i dlatego moje pierwsze wrażenie było takie oszałamiające. Oraz te cieniutkie bialutkie majteczki wyglądały jakby ona zamiast tych stringów miała malutką chmurkę przepasaną na biodrach. O tak!! boska piękność ubrana w szaty niebios
-Poznaj mojego kolegę- Dawid spojrzał na mnie i skierował rękę w kierunku Moniki
-Mathatjah- Monika- ona zrobiła krok w moja stronę i..... Byłem tak oszołomiony, że kompletnie zatraciłem się w rzeczywistości. Chwyciła moja dłoń, Gdy ją puściła wtedy się dopiero ocknąłem, ale było już za późno. Dawid z Moniką skręcali się ze śmiechu.
Monika była jedną z najseksownijszych dziewczyn w naszej szkole. Chodziła do starszej klasy. Dawid poznał ją na ostatniej imprezie w „Mecie”*
-Może chłopaki dosiądziecie się do nas- i Monika skierowała palcem w kierunku gdzie siedziały kolejne cztery aniołki.
-Tak zrobimy to z chęcią, ale właśnie szliśmy sobie poskakać ze skałek. Dawid niezauważalnie kopną mnie w kostkę abym przytaknął, tak też zrobiłem
- Idziecie skakać ze skał, a właśnie mam pytanie do was bo pewnie się lepiej orientujecie niż ja. Czy ktoś kiedykolwiek skakał z Goliata. Anka mówi, że widziała kiedyś jednego śmiałka, ale reszta dziewczyn w to nie chce uwierzyć, są nawet zdolne założyć się o to[ powiedziały że dla śmiałka który pokona Goliata mogą zatańczyć, oczywiście będzie to taniec bardzo ponętny].
Dawid spojrzał na Monikę i dodał z nonszalancją- wiesz, Anka musiała widzieć wtedy mnie bo właśnie idziemy z stamtąd skakać
-Rzeczywiście- Monice opadła szczęka -to powiem koleżanką, żeby otworzyły szeroko oczy i przygotowały się na .......
Goliat tak tutaj wszyscy nazywają najwyższą skałę ma ponad dwadzieścia metrów wysokości i jest jak „Pałac kultury” wznoszący się ponad wszystkie inne drapacze chmur.
-Dawid czyś ty oszalał, przecież wiesz, że to jest w zasadzie nie wykonalne
-A co jej miałem odpowiedzieć, przecież ty nie musisz skakać, ale potraktuj to jako wyzwanie, jako kolejny pojedynek. Myk myk myk i po wszystkim, a później wyobraź sobie podziw wszystkich lasek, Monika zmięknie dla mnie
Gdy tak Dawid opowiadał o tym wszystkim ja wyobrażałem sobie namiętnie tańczące dziewczyny powtarzające po cichutku moje imię Mathatjah.... Mathatjah.....
Zbliżając się do goliata z każdym krokiem czułem jak ta skała powiększa się, rośnie w mych oczach dotykając chmur. Zdenerwowanie i podekscytowanie wzrastało wprost proporcjonalnie do rosnącej skały. Sama myśl o skoku przyprawiała mnie o tą przyjemną gęsią skórkę. Ale racjonalne myślenie co jakiś czas odzywało się i pukało mnie po główce wprowadzając w stan niepewności. -ale czy to na pewno jest dobry pomysł, zagadnąłem
. Dawid spojrzał na mnie z pod byka i odezwał się z drwiną
-Jak się cykasz to się jeszcze możesz wycofać, pamiętaj z góry nie będzie już odwrotu
Wspinaczka na górę okazała się niewiarygodnie prosta i razem bez większych problemów pokonaliśmy ten 20 metrowy kawałek pionowej ściany w niecały kwadrans. Cały czas się asekurując. Z góry widzieliśmy wszystko jak z lotu ptaka, ludzie stali się nagle tacy malutcy-Spójrz jaki stąd jest piękny widok Rzeczywiście przed nami rozpościerał się niesamowity obraz Miasta, wystającej ponad wszystko wieży Kościoła, dalej, szarość blokowisk, a na końcu w oddali horyzont łączący majestatycznie błękitne niebo z zielenią lasów .
-Dobra ostatni podeścik- jedynym miejscem z którego można było wykonać skok. Była wystająca wąska pułka skalna długa zaledwie na trzy kroki. Położyłem się na niej i spojrzałem w dół- Dawid nie ma szans, spójrz tam w dole, ten uskok za bardzo wystaje, nie da rady go przeskoczyć
-Pokaż ja to ocenię okiem zawodowca. Zamieniliśmy się miejscami
-No trochę za bardzo wystaje, no wiesz, zawsze w połowie lotu będziesz się mógł jeszcze rozmyślić, lub jak się zmęczysz to na tej wystającej półce skalnej sobie odpoczniesz
-Tak i rozpłaszczę się na niej jak ser na zapiekance
-Ale Mathatjah weź pod uwagę, sprzyjający wiatr, kąt spadania, uskrzydlające spojrzenia dziewczyn, dodając do tego odrobinę farta, myślę że jest to wykonalne
-Dobra skacz pierwszy- ze stoickim spokojem skierowałem rękę w kierunku miejsca skoku.
-Jak to skacz pierwszy. odparł Dawid zbulwersowany- Jak chyba dobrze pamiętam to wyścig na rowerach wygrałem, więc moja godność, moja duma nie pozwalają mi tak ciebie poniżać. Muszę ci dać szansę wykazania się. A później to pokaże ci jak szybują myśliwce. I jakby nigdy nic Dawid wyłożył się na szczycie skałki wspierając się na łokciach. Po chwili jeszcze dodał- Jak cię znam to już pewnie masz duszę na ramieniu i zanim oddasz skok to ja się pewnie nieźle opalę, tutaj na górze słońce jakoś tak mocniej praży. Po tych słowach Dawid zamknął oczy i zamieniając się w posąg zamarł w bezruchu poddając się terapii brązującej
Kolejny raz spojrzałem w dół –Dawid to będzie trzeba skakać z rozbiegu
-hm...... Dawid skręcił lekko głowę spojrzał na mnie zmrużonymi oczkami, po czym westchną nie wzruszony i znów ułożył się wygodnie
Jeden długi krok, drugi skrócony, na trzy odbicie lewa prawa, zamach rękami do wysokości czoła, lekkie wychylenie barków klatki piersiowej wraz z głową do przodu i ....... Przymiarka którą powtórzyłem chyba z dziesięć razy opanowana.-dobra skacze. Klepnąłem się dłońmi po policzkach
-Ssskaczesz- czar prysł Dawid ukazał prawdziwą twarz, był strasznie podenerwowany. Już nie opierał się wygodnie na łokciach, lecz gdy ja robiłem przymiarki, on raz za razem. Patrzył to na mnie, to w dół, oceniał, wyliczał ,kalkulował. W jego oczach był strach taki jak u małego dziecka, które boi się powiedzieć Tacie o negatywnej ocenie z klasówki i wie, że skończy to się laniem paskiem po tyłku.
Stałem i patrzyłem przed siebie, kolana mi drgały, serce łomotało tak głośno, że pewnie Dawid też to słyszał. Zacząłem sobie odliczać 3....2......1.......i.......
Pamiętam gdy pierwszy raz skakałem na gumowej linie[bungy] z 55m z dźwigu. Identycznie wyglądała ceremonia skoku, tylko wtedy miałem jakąś tam pewność, że jestem bezpieczny, [przymocowany klamrami do liny] i jeszcze ta pomocna dłoń pana instruktora który położył mi ją na plecach i powiedział
-Spokojnie chłopcze, nie patrz w dół. Ja teraz odliczę od trzech jak usłyszysz i...skaczesz, ja ciebie pokieruję. Pamiętam gdy usłyszałem 3.....[nie ma szans nie skacze to jest za wysoko] 2......[pan chyba zwariował, jak się panu wydaje że skoczę] 1.....[Musiał by mnie pan popchnąć, ponieważ moje racjonalne myślenie wygrało, i już jestem przekonany o słuszności wycofania się]Gdy usłyszałem i.... leciałem, to było wspaniałe. Ludzie byli tacy malutcy, a po sekundzie mogłem im strącać czapki z głów. Siejąc spustoszenie, tak samo jak to robi mrówkojad, który za pomocą swojej długiej nazwijmy to trąby atakuje mrowisko z góry.
Dobra....Dobra.....Dobra..... koniec z owijaniem w bawełnę 3.. 2...1....i... szybkie trzy kroki, odbicie...........

* była nazwa klubu przy AWF-ie krakowskim

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...