Przez cały dzień czekał, aż wyśle
tę wiadomość o umówionej porze,
gdy sylwestrowy wieczór już otrząśnie się
z toastów i fajerwerków.
I wysłał tak, jak się krzyczy
z radości.
Później wracał ochoczo
przez gęsty śnieg.
Zdawało mu się,
że do domu.
Próbował chwytać na język
białe płatki śniegu dla ochłody
niczym za szczenięcych lat.
To nie była zwykła
grzecznościowa formułka,
nadgorliwość w kurtuazji.
Pierwszy raz odważył się
ją pocałować przez dzielące ich
czasoprzestrzenie.
Powiedziała mu następnego ranka
że w jej śnie to nie był on.