Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Hulaj dusza, piekła nie ma",
Bierz wsze dobro, w dłoń- obiema.
Póki śmierć się nie przytuli,
Złość swym jadem nie zamuli.


Polska ludzi radosnych, jak tradycja każe,
Zabaw nie przedkładano nad Boże Ołtarze,
Lecz cieszono się życiem, powszechnie bawiono,
I dla onej zabawy też sztukę tworzono.
Ta o szarej godzinie, była codziennością,
I nad wyraz obfita darowana gościom.

Kontakty towarzyskie jak woda, powietrze,
Niosły naukę, rozrywkę, informację jeszcze,
Były nośnikiem wiedzy, stąd gość był ceniony,
Jak dzisiaj w świecie media, w wiedzy nie ścigniony.
Wypatrywano gości z sąsiedztwa, daleka,
Każdy swoją innością miejscowych urzekał.
Zapraszany bez skutku, wtenczas go zwabiano,
A nawet z gościńca gwałtem porywano.
Polak starodawny bywał towarzyski,
W samotności szczególnie do załamań bliski,
Gwar i ruch lubił, zmianę wokół siebie,
Tą rozkoszną potrzebę życia, a czuł się jak w niebie.

Gdy rodziny nie miał,krewnych, to obcych zapraszał,
Dał gościnę dozgonną, serdecznie ugaszczał.
Gościł starych przyjaciół lub powinowatych.
Przygodnym znajomym nie odmawiał chaty,
Przypadkiem gdy gość zjechał, czuł się znakomicie,
Dawał utrzymanie, dach do końca życia,
Gdy nie miewał u siebie nawet rezydentów.
Spraszał wówczas sąsiadów, duchownych, innych prominentów,
Których mało ugaszczał, obdarzał sowicie,
Kochał szczodrość, gościnę, ponad swoje życie.
Polak sam jeść nie lubił więc spraszał do domu,
By się zbytkiem podzielić, nie jeść po kryjomu,
Sobkostwo uznawano, że wymysł nie polski,
Nie zrozumiały dla nas, niemiecki, angielski.
Domy nasze otwarte były nawet wrogom,
Azyl obowiązywał gdy wszedł naszym progom,
Protektorat włodarza narzucał przymierze,
Wpisaną w gościnność, postrzegane w wierze.

Monotonię codzienności gnębi do przesady,
Odwiedza rodzinę, nieznanych, sąsiady.
Osobowością, talentem nadrabiano w skutku,
Samotności smak gorzki, monotonię smutku.
Pozostawiał po sobie w dalsze pokolenia,
Frapującą opowieść, pieśnią świat odmieniał,
Przede wszystkim w poczuciu braterskiej wspólnoty,
Gdyż zmyślone koneksje kładły mury, płoty,
Pokrewieństwa szukając od Rzymian po Piastą,
W konkluzji szedł do wniosku, że w wielką urasta,
Rodzinę, stąd nigdy nie ponosił w nagłym najściu, sromu,
Iż czuł się w każdym dworze jak we własnym domu.
Każdy odjazd gościa niemal jak tragedie,
Stąd środki zaradne imają , powszednie,
Upijając stangreta, zdjęcie kół z kolasy,
Pito strzemiennego, różne wygibasy.
Strzemienny skuteczny, trwał aż do obiadu,
Od obiadu w kolacje ,tu zmuszał sąsiadów,
Na noc znowu pozostać. Obfite śniadanie,
Było dnia poprzedniego także powtarzaniem.
W dzień go zmogła gościnność, został na dni kilka,
Gdy dni kilka minęło, strzemienny do nocy,
Nocą bał się wilka,szczególnie w karocy.
Nieraz sąsiad, mieszkał kroków kilkanaście,
A kilometr do domu, wracał dni szesnaście,
Po drodze znowu dwory, od nowa gościna,
I poprzednie powtórki od nowa zaczynał.
Mógł tak wracać do domu aż kilka miesięcy,
Byli również mistrzowie, dużo, dużo więcej,
Gość w domu dawał pretekst do picia, jedzenia,
Obfitszego niż co dzień, dał możność tworzenia,
Nowych zabaw, rozrywek, nie brakło inwencji,
Nade wszystko z obu stron, zawsze twórczej chęci.
Gość był darem dla domu, stąd zachodu ogrom.
Stare polskie przysłowie: " Gość w dom i Bóg w dom".

W większych polskich majątkach, a w części
przemiennie,
Urządzano bale, w niektórych codziennie.
Bal zwykły, kostiumowy, sztuki wystawiano,
W pantomimach, operetkach, szaradach ,
się rozkochiwano,
Nie mówiąc o siurpryzie lub lubianej fecie,
Która w sukurs stawiała osobie przyjęcie,
Jej fotel ustrajano kwiatem girlandami,
Uczestnicy schodzili z powinszowaniami,
Składały się one często z recytacji,
Nierzadko w ważnej chwili, inscenizacji,
Patriotyczne mają w czasie niewoli ,
szczególne znaczenie.
Budząc ducha polskiego,niwecząc zwątpienie,
Fety bywały wstępem, w balu całonocnym,
U jednych codziennie, w innych jednorocznym,
Szczególnie gdy na wydaniu były młode panny,
Sprawowano dopóki świt powitał ranny.
Na dzień solenizanta gości nie spraszano,
Zjeżdżali się sami, od lat już wiedziano,
Iż stawić się mają godnie, sąsiedzi, rodzina,
Że w dniu takim i takim, w godzinie zaczynał,
Każdy miejsce przy stole miewał też te same,
Już od wejścia prowadził żonę, inną damę,
Choć bal bywał liczny i po pięćset osób,
Bywał często, pomylić nie było się sposób.
Wydawano więc bale, byle się zabawić,
Znajomym, domownikom przyjemności sprawić.
Wiele trzeba zachodu było wcześniej włożyć,
Miejsce balu i wystrój, pracę z sercem tworzyć.
Tam gdzie mieli pałace, twórcze piękne sale,
Pochłaniały też prace każde nowe bale,
Ozdobione malarstwem, różnych sztukatorów,
Girladem kwietnym ubrane, i festonów.
Lubiano przyozdabiać w draperie z muślinu,
perkalu,
Pod sufitem sprytnie upięte, dając nastrój balu,
Podtrzymane u dołu wiecznymi włóczniami,
Strzałami lub w kołczanem, samymi tarczami.
Na nich emblematy, stosowane sentencje,
Patriotyczne, osobiste, wpisane intencje.

Na dworach zachodnich zmyślano intrygi,
U nas zabawą miłą bywały kuligi.
Wypełniały długie i senne, wieczory zimowe,
I gościnną rozrzutność, zwyczaje piastowe,
Były formą zajazdu, barwny, hałaśliwy.
W zabawowej intencji, szczery i uczciwy,
Rozpoczynał wyjazd ,zwykle do sąsiada,
Ugoszczeni przez niego, z nim większa gromada,
Weseląc się, udaje na następne dwory,
A wąż sań się wydłużał, młodzież dla przekory,
Konno wokół sań pędzi.
Tak wędrował kulig przez cały karnawał,
Już wszystkie siły ludzkie wyczerpać wydawał.
Ochoty jednak brakło w przededniu Popielca,
Kiedy ryba zawisła na końcu widelca.

Kuligi możnowładców przepychem kipiały,
I tej zabawie klimat właściwie dawały.
Trębacze dają sygnał, kulig rusza rzędem,
Zrazu kłusem, to stępa, galopem lub pędem,
W przodzie kilku Tatarów, sanie w cztery konie,
Oddział drabantów zamykał, paradę w ogonie.
Kilka lub kilkadziesiąt, na każdym muzyka,
Z początku swe kawałki wygrywają z cicha.
Żydzi w kapel cymbałów, trębacze, fajfry,
Ukraińcy z teorbanami i z dworów janczary,
Sanie perskim kobiercem kryte, lampartami,
Sobolowe, różnymi drogimi futrami.
Koni u sań po cugu, strojne w czuby, pióra,
Kokardy i kutasy, szarpie wiatr, wichura,
W każdych saniach państwo zatopione w
w futrach,
Płci obojga, bez obaw, że zmarzną do jutra,
Konno młodzież dworska, setka ekwipażów,
W liberii hajducy siedzą dla kurażu,
Dobór koni, sani, i futer kosztowny,
Był nade wszystko pański i wielce wymowny.
Gdzie kulig tylko przybył, hojność gospodarza,
Klucz z spiżarni od pani, pan z piwnic obdarza,
Mogą brać podług woli, wszędzie gra kapela,
Chwilę tańczą, orszak w drogę, na nutkach wesela.
Nocą orszak gdy wracał, płonąca pochodnia,
Daje światło, jakby było wszystko za dnia.

U przywódcy kuligu młodzież się zbierała,
Na saneczkach wygodnie parami siadała.
I jak kazał obyczaj, przy świetle kagańców,
Ruszano w dom pierwszy, w strojach przebierańców,
A muzyka na każde była zawołanie,
Niosła razem z sanną, granie, granie, granie,
Wpierw do domu gdzie panien godne było grono,
W pełnych parach do tańca ,po izbach wiedziano.
Las nastrzępiony śniegiem, skrzył się brylantami,
Skrzypiąc cicho po śniegu, przemyka saniami.
Z dala tętent słychać, jak gdyby szwadrony,
Dźwięk dzwonków różnogłośnych, rozbrzmiewają dzwony,
Odgłos skocznej muzyki, z trzaskiem bicza wiedzie,
A na każdym woźiciel, powozi na przedzie,
Krzyki młode, wesołe, słyszano z daleka,
To i kmiotków wyległych przy drodze urzekał.
W otwartą wpadał bramę, pan też z naprzeciwka,
Z okna chyłkiem spogląda, utęskniona dziewka,
Jedna, piąta i szósta, będzie, będzie żniwo,
Wpadnij w oko, a wezmę ,z urodą o dziwo.
Przystrojone do tańca, po wstępnych grzecznościach,
Nić sympatii zawiązał w gospodarzach, gościach,
I zaczęły się tańce.
Często też przybywali goście przebierańce,
I z takimi ochoczo szły panienki w tańce.

Józef Bieniecki

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Szary pokój   Nie chciałam tego pisać, bo nie chcę żebyście wiedzieli, że mnie to obchodzi, że są rzeczy o których myśle przed snem, zanim ucieknę do świata marzeń, że mam serce.     A może nie mam, sama nie wiem, ale czasem czuję ból, więc może jestem jeszcze człowiekiem, a nie już tylko wrakiem, nie tylko duchem przeszłości.     Chciałabym być czymś więcej, niż tylko waszym marnym wspomnieniem, ale nie ma już we mnie nic, co by was zatrzymało, co by was utrzymało w moim szarym pokoju pełnym smutku.     Dla blondynki którą kiedyś byłam, chciałabym się uratować, bo ona była jak promyk słońca, jak wiatr we włosach, w twoich oczach była sama słodycz, niewinna jeszcze, zanim świat zdążył cię zranić, byłaś jak wiosna, która nie znała zimna, ciepła i przyjemna, a serce pełne miłości i troski, zamartwiałaś się o innych, lecz ludzie pokazali ci że można mieć więcej, niestety to nigdy nie znaczyło lepiej, zagubiona byłaś, a pomocy nie otrzymałaś, ale ja gdybym mogła to bym ci podała dłoń, bo wiem że tak naprawdę nie chciałaś stać się latem, gorącym i bezlitosnym, burzliwym i zmiennym. Chciałabym cie lepiej zapamiętać, bo wiem że miałaś w sobie dużo więcej. Szary pokój to widział i ja też wiem.     Dla brunetki którą kiedyś byłam, chciałabym się uratować, bo byłaś pełna bólu, ale miałaś siłę której ja nie mam, miałaś śmiech którego ja nie mam, byłaś warta wszystko, lecz nie zostałaś nigdy doceniona, ale wiedz że ja cię doceniam, bo byłaś jak wczesna jesień, czasem chłodna, ale w niektóre dni radosna jak piękne zachody słońca, twoje nadzieje stały się jak deszczowe poranki, myśl że może jednak w południe wyjdzie słońce, lecz nigdy nie wyszło, czasem tylko przebijało się przez chmury twojej nostalgii, nostalgii za wiosną, mimo to odnajdowałaś w szarych dniach, kolorowe liście, i za to ci dziękuję, bo byłaś pewna, że ty w tym szarym świecie jesteś właśnie tym kolorowym liściem, jednak spadł on na brudną ziemię i zderzył się z ponurym światem, tak samo jak ty. Szary pokój to widział i ja też wiem.     A teraz jestem tylko ja w czarnych włosach, dla której nie chce się już uratować, w swoim smutnym szarym pokoju, i nie mam już was, tylko ja i moje żałosne smutki, teraz zostały mi już tylko szare ściany, które słyszą mój płacz, czują mój ból, i może też staną się czarne, jak moja poddająca się dusza i kosmyki na głowie, stałam się jak zima, bo nie mam już w sobie słońca, nie mam już w sobie ciepła dla innych, ale wiedzcie, że chciałabym mieć, znów radość na twarzy, i te iskierki w oczach, ale może jest jeszcze dla mnie nadzieja, bo po zimie jest wiosna, ale czy ja chcę czekać tak długo, i tak nigdy już nie będę jak tamta wiosna, ani jak tamta jesień i lato, ale bardzo nie chce pozostać na zawsze zimą, bo czuję się jak zagubiony płatek śniegu na wietrze w chłodną noc, sam bez celu błąkający się, zimny lecz też mały, bo nikt nie widzi jego piękna i wyjątkowości, nikt się nie zastanawia nad jego żywotem, oprócz niego samego, jestem taka sama jak on. Szary pokój to widzi i ja też wiem.     Ale napewno nie chciałabym się uratować dla was, bo nikt nigdy mi nie pokazał, że byłabym warta rano wstawania, że byłabym kolorowym liściem wśród ponurej codzienności, że byłabym promykiem słońca, że byłabym jak ulubiona melodia, że byłabym jak plaster na rany, dlatego zostanę sama w szarym pokoju, i tylko to po mnie pozostanie, te smutne i mokre od łez ściany, a poza nimi wspomnienia ze mną, mam nadzieję że będą was prześladować w najgorszych koszmarach o mnie, a jak uronicie po mnie łezkę, to pomyślcie o szarych ścianach, które codziennie widziały moje troski i moje bóle, a żadnego z was tam ze mną nie było, żaden z was nie pomyślał o wiośnie, lecie, jesieni i zimie.  A szary pokój widział to wszystko i ja też wiem.        
    • cisza w pokoju zegar tyka głośniej śpisz już spokojniej
    • @Berenika97 Przepiękny wiersz, płynący. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Pijani od życia  Jedzą śniadanie    Na słodko gorzko    I nie ma nic  Poza oddechem    I szeptem    A prawda przechodzi  Z ust do ust    I gdy ktoś  Naciska na spust    Ten sen zaczyna się  Na nowo! 
    • dzięki za bogactwo dane mi każdego dnia dzięki za miłość która mnie dobrze teraz zna dzięki za wszystkie możliwości życia i za chleb który mam do spożycia dzięki za moje zuchwałe poczynania dzięki za wielkości w tworzeniu zdania dzięki za wszystko co dobre i złe słońce które rozpromienia mnie dzięki za kawałek żyta dzięki za miłość która jest codziennie upita dzięki za wszelkie dobro nic mnie przez to w życiu nie bodło dziękuję za rozkoszne chwile dziękuję za cudne motyle dziękuję za to, że mam co zjeść i za ubranie i że mogę godne życie wieść
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...