mnie zaś śle syn
(okrutny potwór)
szczerząc wciąż kły:
- jusz jestę, rostfuż
;))
Bardzo ładny, prawdziwie matczyny, szczery wiersz. Mogę tylko pozazdrościć,
bo kontakty z synem są trochę inne niż pewnie byłyby z córką. Ale takie małe złośliwostki jak powyżej mamy na co dzień i też jest fajnie. :)
Pozdrawiam.