w tym domu nikomu nie brakło
ni kromki chleba ni wina
miejsca było dla wszystkich
każdy miał swój kawałek nieba
przyszedł dzień co wszystko zmienił
dom opustoszał w piecu wygasł ogień
dzbany z winem wkopano w ziemię
bliscy odeszli zamknięto wrota
westchnienie z wiatrem odeszło daleko
jak wędrowiec co dyszy strudzony
przed domem stoją dwa stare drzewa
szumu ich już nikt nie usłyszy
może przyjdzie dzień jesienny
ciepłymi palcami domkniesz
moje oczy by przejrzeć
nadejdzie martwa godzina
dłonie położysz na moich kamiennych
i przypomnisz o istnieniu
opadłe liście wiatr zmiecie w ogień
którego nie zdoła zgasić ulewa