-
Postów
9 152 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Treść opublikowana przez Oxyvia
-
No wiesz... ;) W ocenie wierszy nie powinno być złośliwości. Miniaturka ma wspaniły, malowniczy potencjał. Tylko spróbuj zapisać ją bez porównań: bociany - kwiaty, nogi - łodygi. Mnie po przeczytaniu przyszło takie coś do głowy ;) [indent][indent][indent][indent] sierpniowy klekot -- ostatni zgodny sejmik w Rzeczpospolitej http://www.fmix.pl/zdjecie/1140525/sejmik-bociani [/indent][/indent][/indent][/indent] Ale tu nie ma porównań... Tu bociany są kwiatami na czerwonych łodygach. A Twoja miniaturka dowcipna. ;)
-
Bardzo mi się podoba Twój wiersz, Sylwestrze. Piękny. Wzruszający. Dla mnie nic ująć, nic dodać.
-
Nie można powiedzieć, że jest to wiersz piękny. Nie pasuje takie określenie. Nie wiem, jakie pasuje, a chciałabym wyrazić, jak bardzo mi się on podoba. Wstrząsnął mną. Poruszyl do głębi. Przypomniała mi się moja ukochana Babcia, kiedy po wylewie leżała w szpitalu i było wiadomo, że nie odzyska już przytomności. Płakałam nad Babcią, dotknęłam jej czoła, powtórzyłam kilka razy: "Babciu... Babciu... Babuniu..." A Babcia z wielkim wysiłkiem na twarzy lekko odwróciła głowę w moją stronę. Ale nie miała siły otworzyć oczu. To była nasza ostatnia rozmowa.
-
Oxyvio, tytuł jest bardzo jednoznaczny i troszkę dziwi mnie drugie pytanie... poza tym, gdyby to było o internacie, na pewno nie dałabym tytułu "dom" i raczej nie byłoby najmłodszych. Internat, to głównie gimnazjaliści, szkoły średnie, czy zawodowe.... Niekoniecznie. Są też na przykład tygodniowe przedszkola, skąd rodzice zabierają dzieci tylko na weekend, a przez pozostałe noce maluchy mieszkają w internacie. Są szkoły podstawowe z internatami dla dzieci, które mieszkają gdzieś w zabitych wsiach i nie mają żadnej możliwości codziennego dojazdu do szkół. Są zespoły szkół prowadzonych przez zakony, gdzie dzieci od podstawówki po koniec gimnazjum mieszkają w zakonnych internatach, chyba też nawet jeszcze w szkole średniej. Ale z Twojej odpowiedzi wynika, że chodzi o dom dziecka. Znam mnóstwo dzieci z różnych domów dziecka, uczyłam je w dwóch szkołach, jeździłam z nimi na kolonie (jako kolonistka, nie jako wychowawczyni). Od wychowawców i psychologa wiem, że jedną z zasad wychowawczych w takiej placówce jest nieprzywiązywanie do siebie wychowanków - brak zaangażowania osobistego, zarówno z jednej strony, jak i z drugiej. Bo wychowawcy czasem zmieniają pracę, mają poza tym własne rodziny i nie mogą łudzić wychowanków, że są zastępczymi mamami-ciociami-wujkami itd. W ten sposób mogliby bardzo skrzywdzić te dzieci. Kiedyś jedna z wychowawczyń powiedziała do mnie: "Więcej tam jest niedorozwiniętych jak normalnych dzieci." Opowiadała też, jak kiedyś jeden z chłopców nie chciał iść do szkoły, więc jesienią wyszedł w nocy na taras w piżamie, a ona udając, że go nie zauważyła, zamknęła drzwi tarasu na klucz i trzymała go tam kilka godzin; powiedziała mi potem: "Wkurzył mnie! Jak taki głupi, to niech se choruje, niech nawet się i przekręci na zaplenie płuc, na własne życzenie!" Nie wiem, co się dalej stało z tym dzieckiem, mam nadzieję, że przeżyło tę noc i ten "dom". Bardzo trudno jest wyśrodkować uczucia tak, żeby nie przywiązywać do siebie dzieci i nie sprawiać wrażenia, że się jest ich przyszywaną rodziną, a jednocześnie lubić dzieci i rozumieć je, i być opiekuńczymi wychowawcami dla nich. Ale taką samą umiejętność muszą posiąść wszyscy psychiatrzy i psychoterapeuci. Jest to niezmiernie trudne.
-
Czy to dom dziecka? Czy może internat? W sumie podobne placówki.
-
Alu, bardzo miłe jest to, co mi napisałaś. Wiem, że trochę żartem. Nie mniej dziękuję za zaufanie, ale ja nie miałabym odwagi nikogo "leczyć", nawet na odległość. Wrażliwa psychika to nader delikatna koronka, którą niesłychanie łatwo rozedrzeć i skaleczyć. W każdym razie wiedz, że Twoje stany emocjonalne, które do tej pory wyrażałaś w wierszach, nie są mi obce, dobrze je rozumiem. :)
-
No tak, ale Ty mówisz o haiku - o formie zminimalizowanej do granic możliwości, a moje wiersze nie są minimalistyczne, ja jestem wyznawczynią nastrojowości, melodyjności, wielu skojarzeń, którym służą między innymi porównania... U mnie instrumenty cygańskie są nadal instrumentami, a nie narwanymi końmi, które nie występują w tym akurat wierszu, bo to sala weselna. Natomiast w innym wierszu na pewno można by było użyć takiego środka poetyckiego, w którym dwie różne rzeczy (lub więcej) zlewają się w jedną - i ja tak czasem robię. O, na przykład tutaj: strefy gehenna jest tam gdzie śmierć nie nadąża zwłaszcza w miejscoczasach gdy tłok do niej i gęściej morderstw niż zdolna pomieścić niebieska komnata nie przyjmuje zbawiennie młodości zostawia przy życiu dzieci w ogniu na oczach matek miażdżonych wpół gruzem wpół wrzaskiem powolnie bardzo powolnie cichnącym w ranach po dłoni stopie sercu ciał przywalonych cegłami nieba we wszelkich strefach Grozy ziem świętych i obiecanych A jeśli chodzi o haiku, nie jestem tu specjalistką i moje haiku nigdy Ci się nie podobało, ale ja też czasami je piszę - i tu łączę czasem dwie rzeczy w jedną, np.: bocianów kwiaty biało-czarne z czerwoną łodygą w trawie Wiem, że skrytykujesz, podłożyłam się świadomie. :)))
-
Alicjo, odbieram ten wiersz jako wyraz goryczy, że proza życia i konieczność gonienia za pieniądzem jako środkiem do życia, którego ciągle brakuje na rzeczy podstawowe - że to wszystko zabija wrażliwość i wenę, nie daje czasu na pisanie, nie starcza spokoju i serca do tego. A kiedy milczymy i nie wylewamy z siebie tego, co najgłębsze i najczulsze, wtedy rodzi się smutek, coś rośnie w środku, coś próbuje nas jakby rozsadzić... Tak odczytuję, chociaż nie wiem, czy zgodnie z tym, co chciała wyrazić jedna z moich najulubieńszych Autorek. :) A skrzydła masz, jak najbardziej, nawet, jeśli ciężej się nimi fruwa w tym zatrutym, gęstym powietrzu...
-
Kłócić???... O czym Ty mówisz? Ja nie zauważyłam tu żadnej kłótni... Nie wszystkie przytoczone przez Ciebie metafory są dopełniaczowe - w dwóch spośród nich (czyli w połowie) nie ma ani jednego dopełniacza, Marku. :) Ale jakie to ma znaczenie właściwie? Nie bardzo rozumiem, dlaczego je przytoczyłeś i czy zamierzasz jednak skrytykować jakoś mój wiersz? Proszę bardzo, tylko nie rozumiem, o co chodzi i co jest nie tak z tymi metaforami? Co do określania obrazu, ja też nie zawsze go dookreślam. W jednym wierszu wyrażam własne poglądy (jak w Cyganeczce, jak i Ty w swoim "cygańskim" wierszu), a w innym pozostawiam ocenę sytuacji lirycznej Czytelnikom (jak np. w wierszu "Na ratunek" - o tej matce, której odebrano córeczkę, bo nie wypuszczała jej z domu) - nie daję żadnego odautorskiego komentarza do sytuacji. Wiem, że i Ty pisujesz takie wiersze, w których nie wyrażasz siebie, a tylko opisujesz sytuację liryczną. Ale i w takim przypadku nie są to wiersze "realistyczne", bo nie jest to naukowy czy dziennikarski opis sytuacji czy zdarzenia, a wyłącznie poetyckie, dość symboliczne i metaforyczne zasygnalizowanie tego, co się wydarzyło. (Tak naprawdę wiersz zawsze jest wyrazem jakichś emocji, nie da się pisać wierszy inaczej, tylko czasem jest to otwarte wyrażanie siebie przez autora lub otwarte wyrażanie uczuć konkretnego podmiotu, a czasami jest to mniej lub bardziej zawoalowane). Czy zgadzasz się ze mną?
-
Realizm to kierunek w sztuce, polegający na odzwierciedlaniu rzeczywistości, czyli pokazywaniu jej możliwie najbardziej podobnej do świata obiektywnego, jaki widzą WSZYSCY. Realizm to nie jest to, co widzimy WŁASNYMI OCZAMI. Realizm to jest to, co pokazujemy jak na zdjęciach. Obrazy podobne do zdjęć, wiersze podobne do artykułów prasowych - to jest realizm. Poeci nie są realistami. Poezja nie jest realizmem. W poezji nie pokazujemy rzeczywistości swoimi własnymi oczami, tylko pokazujemy swoje własne uczucia i nastroje. Oczywiście za pomocą pewnego obrazowania związanego mniej lub bardziej z rzeczywistością, ale nie ona jest tu tematem, tylko odczuwanie podmiotu, jego wewnętrzne przeżycia.
-
Marku, wiersz jest pisany dla ludzi "białych", Cyganie raczej go nie będą czytać, i jest on jednak nieco z przymrużeniem oka, jeśli chodzi o obrazki cygańskie (to okradanie aniołów, wróżenie na serio, rzekoma "prawdziwość" słów cygańskich - to są takie trochę żarty z tego plemienia, które mimo wszystko bardzo lubię). :) A Ty też wcale nie jesteś realistą w swoim obrazowaniu, raczej powiedziałabym, że surrealistą. Na przykład w tutejszym Twoim wierszu z motywami cygańskimi - czy akurat do Cyganki najbardziej pasuje to, że pójdzie Najpierwsza za Jezusem, oczyszczona z grzechów takim samym cierpieniem jak On, bo samotna przy mężu? Hmmm... (Przepraszam za uproszczenie, ale i wiersz jest uproszczeniem, a mnie teraz chodzi głównie o realia obrazka, nie o głębię przesłania - podobnie jak Tobie o realia obrazka w moim wierszu). Poeci nie są realistami, Marek, bo wcale nie o to chodzi w poezji. Toteż bardzo dobrze, że przynajmniej przy niektórych kobitach bywasz "rozkojarzony". Wiem, że potrzebujesz Muz do natchnienia. :)))
-
Przepraszam, jeśli tak to odebrałaś. Nie było mnie tu tak dawno i nie orientowałem się o co chodzi z tymi "Skrawkami nieba" Zbyszko i Twoją "Cyganeczką". Myślałem nawet, że niechcący popełniłem jakiś plagiat :) i dlatego tłumaczyłem się z użycia zwrotu "muzyka cygańska," choć to akurat nie jest aż takie istotne. Muzyka od nieba do ziemi, która przenika dusze jak wiara. A Cyganie potrafią tak zagrać, że człowiekowi łzy lecą same... Zajrzałem właśnie do Zbyszko http://tinyurl.com/bd43qao i teraz lepiej rozumiem nie tylko sytuację ale i Twoj wiersz o Cyganeczce. Dziękuję i pozdrawiam. Ależ nie ma za co. Jak napisałam, fajnie się z Tobą rozmawia. :)
-
Body Language
Oxyvia odpowiedział(a) na cezary_dacyszyn utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Fajne! Podoba mi się. Czy rzeczywiście mężczyzna może się zachwycić kobietą, którą przelotnie widzi na ulicy? Tak, że mu się robi gorąco? (Nie poddaję w wątpliwość, tylko pytam). :) -
Marku, bardzo Ci dziekuję za pochwalenie mojej ballady, miło mi niezmiernie. Ale panna młoda musi pozostać Cyganeczką. Z kilku względów. A dlaczego? - to wyjaśnia chyba mój komentarz-odpowiedź, który zostawiłam właśnie pod Twoim wierszem (ale jest on odpowiedzią na Twój komentarz do mojego wiersza). :))) Nawiasem, Cyganie jak najbardziej wróżą sobie nawzajem, zwłaszcza przy ważnych okazjach, jak np. narodziny, chrzciny, zaręczyny, ślub, ciąża itp. Co prawda wróżeniem zajmują sie u nich głównei kobiety, mężczyźni rzadko są szamanami (przeciwnie niż w większości kultur), ale to nie szkodzi, obrazek nie musi być jakoś strasznie realistyczny, bo nie w tym rzecz, i tak zresztą jest baśniowy dzięki metaforyce przepowiedni i prezentów ślubnych.
-
A po co Ty to wszystko chcesz udowodnić? Uważasz, że odpowiedź wierszem na czyjś wiersz - to zarzut? Myślałam, że mi odpowiedziałeś i bylo to bardzo sympatyczne dla mnie. Napisałeś, że nie - i OK, nie dyskutuję na ten temat, przyjęłam do wiadomości. A Ty do tego wracasz i bronisz się przed tym, jakby to było jakieś oskarżenie... Ostatnio napisałam, że tak samo u Ciebie, jak i u mnie, motywy cygańskie i weselne zostały użyte po to, żeby pokazać jakieś głębsze, bardziej uniwersalne sprawy. Tak samo mój, jak i Twój wiersz, nie jest tylko takim sobie obrazkiem z życia Cyganów. Natomiast teraz nie rozumiem, po co wyliczyłeś kolejno wszystkie elementy mojego obrazowania? W dodatku piszesz, że trudno było tego wszystkiego nie użyć pisząc o weselu? Czyli np. twarze omszałe, srebro na włosach, śmierć, szorstkość dłoni, śnieg, strzępy nieba/marzeń - to wszystko odnosi się do opisania ślubu akurat? I trudno tego akurat nie użyć w tym temacie? Eee!... ;))) Mój wiersz jest o życiu, o tym, że mimo najszczerszych chęci nie może ono być rajem, a cierpienie jest nie tylko nieodłączną jego cechą, ale i warunkiem przeżywania szczęścia - bo szczęściem jest samo budowanie go, samo gonienie za nim, nie zaś stały raj, który oznacza absolutną stagnację i bezruch (i w ogóle jest niemożliwy, ale to już inny temat). Do wyrażenia tego poglądu użyłam obrazów z wesela cygańskiego. Dlaczego z wesela? Bo potrzebna mi była panna młoda z naiwymi, dziewczęcymi marzeniami i wiarą, iż skoro bardzo kocha swojego mężczyznę, to na pewno ich życie będzie tonęło w szczęściu. Świetnie do tego nadaje się Cygneczka, bo one bardzo młodo są wydawane za mąż. Motyw prezentów ślubnych posłużył mi do wyrażenia tego, co życie daje w darze dorosłym ludziom: ciężar pracy, łzy, niespełnione marzenia itp. Do tego jeszcze wróżby - domena głównie cygańska - przydały mi się również do metaforycznego wyrażenia tego, co czeka małżeństwo w dorosłym życiu: ciągłe borykanie się z nieszczęściami i ciągłe odbudowywanie niszczonego nieba. Ale możliwość ciągłego robienia tego dla najbliższych - to właśnie jest szczęście, o czym mówi na końcu wróż-szaman cygański. Poza tym przysłowiowe już kradnięcie wszystkiego, co się da przez Cyganów, posłużylo mi do metafory skradzionego aniołom nieba - różnie to można czytać, np. że niebo w czystej postaci nie należy się ludziom, jest domeną aniołów, czyli istot z innej rzecywistości, i nie da się im tego nieba ukraść w całości - nie jest możliwe absolutne szczęście w naszym świecie, musimy ciągle je budować na nowo i ciągle go strzec przed całkowitą ruiną. Tak więc użyłam cygańskiego wesela dla pokazania czegoś głębszego w wierszu, nie zaś szeregu rekwizytów dla szczegółowego opisania cygańskeigo wesela. :) Mój wiersz jest odpowiedzią na piękny wiersz Zbyszka o budowaniu szczęścia - skrawka własnego nieba przez dwoje bliskich osób dla siebie nawzajem. Wspomniałam o tym zaraz po tytule. Normalnie nie tłumaczę swoich wierszy, zresztą myślę, że piszę zrozumiale. Ale skoro Ty tumaczysz mi zawsze swoje, to ja Tobie wyjaśniłam mój, bo zdaje się, że widziałeś w nim tylko obrazek z cygańskiego wesela z "typowymi" rekwizytami dla tej scenki. :))) Z Tobą się też ciekawie rozmawia. I nie mogę się doczekać, aż pogadamy znowu przy tradycyjnym pifffku. ;)
-
Może, ale ile by to czasu zajęło? Wiesz, co to jest katalizator? W tym przypadku miał na imię Hania :) Jeszcze raz dziękuję - Twoja interpretacja o Cyganach zmusiła mnie do zastanowienia się, dlaczego właśnie tak odbierasz przekaz? Myślę, że przyczyną była piękna ballada o Cyganach Joanny :) W moim tekście ten motyw nie jest istotny, a jak się okazało - mącił przesłanie. Dokładnie tak samo jak w moim tekście. Widzisz jakąś różnicę pod tym względem? Przecież piszemy o tym samym, używając podobnych motywów i rekwizytów. :) Aha, no tak, tylko że u mnie nie ma echa. Ale za to jest złoto, są wróżby i wróżbici. ;) A co do Twojej dedykacji - dziękuję serdecznie, Marku. Bardzo mi się Twój wiersz podoba, chociaż jeszcze smutniejszy niż mój. Ale smutek jest warunkiem odczuwania radości, a życie nie jest złe, tylko różnorodne. O tym mówi mój wiersz. Pozostałe dwa wiersze tutaj też są świetne. Wszystkie trzy zabieram, oczywiście. Mogę je wziąć na sobotnie warsztaty? Nie musisz ich czytać głośno, ja przeczytam. Dobrze? Pozdrawiam serdecznie.
-
Haniu, Ty się strasznie przejmujesz krytyką... Dlaczego? Dużo Twoich wierszy wszystkim się tu podoba (może prawie wszystkim, ale to i tak bardzo wiele). Ten akurat nie, bo jest niezrozumiały. No i co z tego? Tym razem akurat coś nie wyszło. No to napiszesz jeszcze niejeden lepszy od tego. I czym się tu przejmować? Uściski. I uśmiechnij się. :)
-
Życzę powodzenia, Haniu. Mam nadzieję, że jeszcze poczytam Twoje dzieło (dzieła?) pisane prozą.
-
Sympatyczne. :) Trochę smutne. Ale nie bardzo w moim odczuciu. Koty i psy bywają zaborcze dla swoich ludzi, podobniejak bardzo kochający ludzie - dla bliskich. :)
-
Czyli, że żadna inspiracja? Że taki zbieg okoliczności, że i ten sam temat, i podobny rytm, i smutna wymowa wiersza o nieszczęśliwej pannie młodej, i te same motywy (śnieg, niebo od panny dla pana młodego, cygańska orkiestra weselna) - że to wszystko przypadek? W takim razie musi, że telepatia! No to rzeczywiście ta sama w nas gra muzyka, jak kiedyś napisałeś! (Co prawda nie dla mnie). :)
-
Witaj! Cieszę się, że Cię tu znowu widzę! :) Piękny wiersz, od razu czuje się w nim cygańską nutę, brzmi jak flemenco w moich uszach, czy właściwie wewnątrz czaszki, bo czytam po cichu. Brzmi też jak odpowiedź na mój wiersz, jak dialog z moim wierszem. Czy się nie mylę? Jeśli nie, to bardzo mi miło. :) W takim razie odpowiem czy dopowiem, że chyba obydwa nasze wiersze ilustrują jedną z najstarsych prawd: nie ma róży bez kolców, nie ma miłości bez cierpienia, nie ma szczęścia bez ceny. Ale to niekoniecznie jest smutne i tragiczne. A piosenki na razie nie mogę wysłuchać, bo jestem w pracy. Ale wieczorem tu zajrzę i posłucham.
-
Ponieważ jest śnieżna zima, utoczenie kojarzy mi się z kulami śniegowymi i lepieniem bałwana. Oczekiwanie na olbrzymi... co? - efekt? Na wielkiego bałwana? Ale to nie pasuje do marzeń, zbyt "bałwaniaste" i zabawne. Poza tym toczenie marzeń ze śniegu to jak stawianie domków z kart. Niestety, Alunko, dzisiaj nic z tego nie rozumiem. :( Życzę Ci miłych, kolorowych snów.
-
Haniu, bardzo się cieszę, że czytając moją balladę byłaś wyobraźnią w dużej powieści (dużej w porównaniu z wierszem). Jest mi naprawdę ogromnie miło! A może napiszesz tę powieść? Nawiasem, ballada to gatunek pośredni między liryką a epiką, nawet niektórzy zaliczają balladę do epiki. Uściski najserdeczniejsze. :)
-
Ano, czasami trudne, wiem o tym. Ale - jak piszesz - trzeba się tego uczyć. Inaczej narastają wzajemne wrogości między grupami ludzi i zawsze są niewinnie pokrzywdzeni po obu stronach.
-
OoMCW - Mały Czarny Wojownik
Oxyvia odpowiedział(a) na Roklin utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Rzeczywiście, pewną inspirację stanowiły dla mnie jego przygody i podobne, trącące nieco awanturą. Ale traktuję go [ten cykl] jako drogę ujścia dla mojej - może za bardzo - wybujałej fantazji i chęci stwarzania własnych światów towarzyszących mi od dzieciństwa. A co myślisz o samym utworze, że tak nieśmiało zapytam? Zgrabnie napisana -juz nie ballada, bo za długa - powiastka poetycka. Przywracasz dawno porzuconą formę, która kwitła w 1 połowie XIX wieku. Bardzo dobrze! Spróbuj do tej formy dodać coś swojego, zupełnie nowego i współczesnego, czego nie było nigdy dotąd - a może stworzysz nowoczesną odmianę powieści poetyckiej? Życzę powodzenia! Masz naprawdę szansę!