Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Oxyvia

Użytkownicy
  • Postów

    9 152
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    18

Treść opublikowana przez Oxyvia

  1. Ładny wiersz i ciekawy metaforycznie, pełen rytmu i wyraźnej melodii. Dobrze się czyta. Ale czy nie byłoby jeszcze lepiej, gdyby był cały rymowany? Byłby wtedy jak piosenka, jak prawdziwa dumka, mażna by go było śpiewać. Pozdrawiam.
  2. Językowo niepowtarzalne, jak zwykle. Ale czy to nie błędy w dwóch miejscach? - "nie sądź, dopóty w czynie się okarze" - czy nie powinno być: "dopóki" oraz "okaże"? I w ostatnim wersie trochę łamie się rytm; czy nie lepiej byłoby: "nie uwierzył"? Pozdrawiam.
  3. Przeczytałam wszystkie trzy części powiastki. Fajne, śmieszne; dziewczyny mają tu męskie role i zachowania, w dodatku nie potrzebują do niczego facetów, którzy prawie w ogóle się nie pojawiają w utworze (poza Heroldem, bo Ziom to taki zniewieściały wymoczek). Jest to nowość w literaturze! Do tej pory bywało wyłącznie odwrotnie: to kobiety czasem nie występowały w utworze literackim lub występowały tylko w tle i bardzo niewyraźnie, pozbawione osobowości. Jak widać, rzeczywiście nadchodzi matriarchat (bo na równouprawnienie nie dano nam szans). Wyłapałam kilka błędów. Gdzieś tam jest napisane: "kilak" zamiast kilka; chyba że chodziło tu o wyprysk, spowodowany pewną "wstydliwą" chorobą... Jest też wyraz: "boby", który nie istnieje w języku polskim - po naszemu są to dwa wyrazy: bo by (bo by wtedy zdarzyło się coś tam); no, chyba że chodziło tu o kozie czy zajęcze odchody... A przymiotniki pochodzące od imion i nazw ludzi, jak: "Gosiowe" i "Gosielcowe", pisze się wielką literą, jeżeli są użyte w znaczeniu: własność lub wytwór Gosi (Gosielca), np.: Gosiowe wrzaski, Gosielcowe ubranie. Pozdrowienia.
  4. A co to jest "typowa poezja kobieca"? :-) Bardzo mi się podoba ten wiersz. Odbieram go podobnie jak Rhiannon. Metamorfozy to wszakże przemiany, przeradzanie się czegoś w coś... Każda kobieta przekazuje dalej geny szystkich kobiet (czy w ogóle istot), jakie żyły od początku świata. Każda kobieta uosabia też cechy jakiejś bogini lub wielu bogiń. A każda bogini jest ekstraktem jakiegoś aspektu życia. Czyż nie tak? Pozdrowienia.
  5. Bardzo dobre. Tatuaż na twoim - czym? - życiu? czy rzyci(u)?... ;-))) I cóż, że rys blednie, skoro w dotyku on ciągle ten sam? Jasne, że uroda nie najważniejsza! Ale teraz świat jakby o tym zapomina, więc dobrze, że przypominasz, Stefanie, i to w taki niebanalny, niekonwencjonalny sposób. :-))) Pozdrawiam.
  6. Tak, również według mnie wulgaryzmy są tu całkiem niepotrzebne i psują urok tego wiersza. Szkoda, bo byłby naprawdę niezły.
  7. Szczerze mówiąc, nic takiego w tym wierszu nie widzę... Ale ta metafora jest rzeczywiście dobra. Ja widzę w tym wierszu inne przesłanie: ciemne postacie są coraz cięższe - są coraz niżej - odwiedzają coraz więcej bliskich i znajomych na cmentarzu - starość jest coraz cięższa; ulica Cmentarna pnie się do góry - do nieba - czyli śmierć przynosi ulgę starym ludziom... Smutne, ale prawdziwe. Oprócz tytułu jest jeszcze jedna literówka: "swiatła" (4-ty wers od dołu). Pozdrawiam.
  8. Ładna piosenka. Pewnie, że nic wielkiego, ale po prostu ładne, melodyjne i nastrojowe. Wystarczy, sądzę. Pozdrawiam.
  9. Ładny język, metaforyka, melodia, nastrojowość, smutek (chyba)... Ale wiersz nie klei mi się w spójną całość. Nie rozumiem go. Co ma jesień do snów erotycznych o Bondzie, a Bond do sklepów i gazet? Nie kojarzę. Pozdrowienia.
  10. Hmmm... Prawdę powiedziawszy, nie zastanowiłam się nad tym dokładnie. Ale chodziło mi o to, żeby tytuł bardziej oddawał humorystyczny charakter wiersza, jego nastrój "przedwyjazdowego" rozgardiaszu i śmiesznej nerwowości, a także zawartą w nim grę słów... Ale to trudne. Nie wiem, może: "Sestyną za miasto"? Ale to też nie całkiem to. "Sestynowa turystyka Mokotowa"? (Nawiasem, ja z tej samej mafii, choć teraz przeniosłam się bliżej "Pałacu Kulturego", jak mówiła moja córeczka w wieku 3 lat). A może: "Sestyna, Sestynina, mokotowska mot-Anina"?... Nie, nie wychodzi. Sorry, wiem, że tytuły to często najtrudniejszy odcinek utworu. Oj tam, dobra jest, poddaję się. Najważniejsze, że wiersz fajowski i rozbawił mnie. Dobry na rozjaśnianie jesieni. Pozdrawiam. :-)
  11. No właśnie nie jest! Przecie napisałam, że to sztuka! :-)
  12. Znam to, znam! Ja też opiekuję się taką szatanicą nakrapianą, wzięłam ją z dworca, wyglądało to-to jak siedem nieszczęść, a teraz jest przekonana, że ja żyję na tym świecie specjalnie po to, żeby się nią opiekować. Eeech...
  13. O miłości? Czy o barierach, które ją uniemożliwiają? No bo to "zarzyganie", to chyba nie miłość, tylko niemożność jej spełnienia? Tak czy siak, wiersz dobry.
  14. Na pewno ciekawy wiersz. Metafora pociągu, szyn, wagonu - stara jak świat, to prawda, ale tu użyta jakby w nowym znaczeniu. Ludzie z tego pociągu stracili nadzieję na dotarcie do wymarzonego celu (do raju?), są zmęczeni podróżą, ale nie chcą wysiadać... To, co otacza ich wagonik (pędzące życie?), jest bardzo niepewne. Nie ma już starej, niezbitej wiary. Pomysł bardzo dobry i ciekawy. Tylko według mnie trochę brak wprawy wychodzi w samych sformułowaniach i wersyfikacji. Ale może to po prostu taki styl pisania, nie wiem, może nie mam racji. Pozdrawiam.
  15. Tak, tylko tytuł bym zmieniła i troszeczkę, troszeczkę rytm w niektórych miejscach. I nic poza tym. Kapitalne! Ubawiłam się! :-))) Pozdrawiam.
  16. Podoba mi się. Nasza zmysłowość i cielesność zaciera prawdę - tę ponadmaterialną, absolutną - powoduje, że żyjemy złudzeniami i sami siebie okłamujemy. I nawet nie jest możliwe "prawdziwsze" życie. Czy dobrze Cię rozumiem? W każdym razie tak to odebrałam i tak mi się podoba ten wiersz.
  17. Głębiny może i młodziuchne, ale sama woda jest starsza niż wszystkie lądy. A i kojarzenie wody z tym, co przed i po życiu - ze wspólną duszą, macierzą wszystkich istot i tworów - też bardzo stare, wielokulturowe, archetypiczne. Nawet wyrazy: morze (more=mare=mere), śmierć (mortis), martwy, mór, pomór, morzyć, mara itd. - mają wspólny rdzeń i ten sam źródłosłów; czyli w prajęzku śmierć, duch i morze były określane jednym i tym samym mianem. Niezły wiersz. Archetypiczny, że tak powiem.
  18. Proszę, oto przykład innego podobnie napisanego sonetu, gdzie JESTEM zwykłym wieśniakiem, wieśniaczką, dlatego w prosty sposób opisuję to co widzę: (...) Jest to obraz pewnej chwili. Prawdziwej ale przez swoją sielskość i prostotę stający się metaforą tego co odeszło, lub prawie odeszło. Pozdrawiam. no i ten wierszyk bardzo, a bardzo mi się podoba, bo jest i malarski, mięsny - by się rzekło, i ma humor w obrazie i sposobie widzenia obrazu; obraz przaśny - ale nie sentymentalny! czytałem urzeczony! masz takich więcej? J.S No właśnie. Otóż to. W pełni podzielam oba zdania Jacka Sojana. A sonet "chłopski" biorę sobie do mojego prywatnego foldera wierszy "mimochodnych" Sokratexa (to są te wiersze, które nie pojawiły się w tabeli debiutów za mojej "kadencji", a zapisane zostały w dyskusjach i komentarzach pod innymi wierszami, jakby mimochodem). I naprawdę nikomu nie chciałam zrobić przykrości tym niewczesnym, spontanicznym wyrażeniem własnych odczuć związanych z "portretowym" sonetem. Raz się pisze lepiej, raz gorzej; raz mnie poeta urzeka, raz mniej, a innym razem wcale (tak też jest i z wielkimi, znanymi, ulubionymi przeze mnie poetami - nie inaczej). Pozdrawiam serdecznie.
  19. Nastrojowość mi się podoba, jest dobrze wytworzona. Ale rzeczywiście chyba trza by popracować nad rytmem, nad zestrojeniami akcentowymi, nad - krótko mówiąc - melodyką wiersza. Niechby ten utwór był jak taniec, jak powtarzające się segmenty dźwięków i akcentów, jak upiorny walc lub tango, dokoła i dokoła - bo przecież to JEST taniec. Bardzo dobrze wplotłaś romantyczne treści i modne w XIX w. niesamowitości we współczesną poetykę, tzn. język (nieprzesadnie patetyczny), prosta metaforyka, rymy niedokładne lub ich brak, przerzutnie. Niełatwo zrobić taki utwór, żeby nie stał się on niezamierzenie śmieszny - to jest sztuka! Pozdrawiam.
  20. Bardzo dobry wiersz. Aż mnie ciarki przechodzą. Tak, właśnie tak wygląda tłumna ulica: ociosane, pasujące do siebie, jednakowe kamienie brukowe, do których nic nie dociera i które nie chcą pamiętać, kim są. Horror naszych czasów. Są tylko drobne literówki: 2-gi wers powinien się zaczynać małą literą, bo to środek zdania; 2-ga strofa 1-szy wers na końcu: powinno być "z matką", nie "z matka". Prawda? Pozdrawiam serdecznie.
  21. Dzięki, że wpadłeś, Messalinie. Dzięki też za miły koment i zrozumienie. (Się pruje według mnie). Pozdrowionko.
  22. Oba wiersze są o malarskich portretach kobiet. I nie ja pierwsza je zestawiłam ze sobą... Porównywać można wszelkie wiersze, choćby z tej racji, że należą do tego samego rodzaju literackiego. Dlaczego zwraca się Pan/i do mnie z małej litery? Błąd ortograficzny czy chęć okazania lekceważenia? Pozdrawiam.
  23. Nie martwi mnie brak egzaltacji dla samej Mony Lisy na rzecz egzaltacji jej portretem jako "nieśmietelnym" arcydziełem. Nie jestem próżna. I nie z tego wynika fakt, że wspomniany wiersz Leszka ciągle podoba mi się bardziej. Niestety. Ale naprawdę nie chciałam nikogo urazić. I jeszcze raz p[odkreślam: wiem, ze to tylko rzecz gustu, a nie obiektywna ocena wartości wierszy. Pozdrawiam i proszę się nie denerwować. :-)
  24. Wiem, z czego się składa sonet i jaka jest jego poetyka. Wiem, że ten sonet mówi o Monie Lisie. Znam ten obraz, nie tylko z reprodukcji. Obraz mi się podoba, więc być może należę do wybrańców... Nie chciałam urazić. Ale w dalszym ciągu wolę wiersz Leszka.
  25. No właśnie. Mnie też bardziej boli bezdomność psia niż ludzka. Dlatego, że psy są uzależnione od ludzi, a nie odwrotnie. I nawet nie mogą zrozumieć, dlaczego wylądowały na ulicy, dlaczego żadna rodzina ich nie chce. A ludzie maja nieporównanie bardziej rozwinięte mózgi, mają znacznie większy wpływ na własny los, no i - są między ludźmi, między współplemieńcami, we własnym stadzie, jedni odpowiedzialni za drugich i vice versa. To nie znaczy, że jestem nieczuła na bezdomność ludzką. Owszem, współczuję bezdomnym bardzo, szczególnie jeśli są to ludzie niepełnosprawni. Takich osób bardzo mi żal. Ale też nie aż tak, jak tych biednych psów, dla których nasz ludzki świat jest całkowicie niezrozumiały i obcy, a przecież to z naszego powodu one włóczą się niechciane po wrogich ulicach i kończą pod tramwajami. I nawet nie rozumieją, że to nasza wina.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...