-
Postów
350 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Proszalny
-
Czas teraźniejszy przeszły
Proszalny odpowiedział(a) na Proszalny utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Mitylene Nadal lubię zapach lipowych pni, na których grałem w warcaby. Lubię nadal upiększać. A może widzieć świat, jakim jest naprawdę. Scena bez kotary. -
Jest rytm i estetyka. Wiara w minimalizm.
- 4 odpowiedzi
-
2
-
każdego dnia lubi bawić się słowami w powiewach wiosennych wiatrów rozwiesza biel zdań na chmurach błękitem nieba zaznacza pauzy wyprane z ukrytych sensów pachnące ciepłem dłoni przypina w pośpiechu motylom skrzydła jakby się bała zniknięcia światła
-
@LessLove Proza to życie, a życie jest poezją. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa. Doceniam ich wartość. @Berenika97 Relacja była wynikiem fascynacji. Nie wiem jak Minn, ale Pansy był nią oczarowany. Lubił jej śpiew, a kiedy wchodziła do karczmy, wszystkie spojrzenia skierowane były na nią . Chciał dla niej być lepszym hobbitem, poukładać niedbałość, którą nosił w sercu. Ona była elfką. Dziękuję Bereniko. Księżyc dziś taki jasny...
-
gdy budzę ze snu to samo zdziwienie jestem człowiekiem z innej planety czasami tego zapominam poruszam ciałem nabiera pędu w obcym kadłubie operator zatruwa ciało zadręcza umysł myślą że jestem tu na stałe w ogrodzie budda siedzi pod krzakiem pusta butelka wina wina i kara przebudzenie igły pod szatą nie moja wina niosę zbyt dużo wystarczą lilie rosnące w polu żeby być blisko człowieka
-
Mag Kulas, jak to miał w zwyczaju, po zjedzeniu wszystkiego co było do zjedzenia zapadł w drzemkę. Z głową spuszczoną na piersi sapał i pogwizdywał, nosem wypuszczał kolorowe bańki, w których odbijały się jego sny. Pansy tylko czekał na ten stały punkt Kulasowych odwiedzin. Złapał Minnstrelle za rękę i pociągnął za sobą. Biegli w stronę jeziora, a leśne zwierzęta uciekały przed białą sukienką myśląc, że to księżycowa zmora mknie pędem przez las. Razem z przydrożnymi drzewami zanurzali się w rozgrzanej czerwcowej nocy, w zapachu ziół, w szelestach nieznanych stworzeń. Jezioro czekało na nich cierpliwie unosząc nad tonią księżycowe światło, falowało w takt pieśni samotnej południcy, która nie mogła zasnąć - tak się objadła omletami z paproci. Stanęli nad brzegiem jeziora. Opodal, ukryta w tataraku, majaczyła chata utopca Henryka. Do pomostu przycumowana była jego łódź. Utopiec Henryk nie cierpiał wody, dlatego wolał po jeziorze pływać łodzią. - Idź Minku - popchnął ją w stronę chatki z tataraku - zapytaj Henryka czy możemy pożyczyć łódkę. Minstrella kucnęła przed wejściem do chatki, czując, jak wilgotny piasek ziębi jej stopy. Dopiero teraz zauważyła, że pogubiła ciżemki, biegnąc przez las. - Henryś?- zajrzała do środka.- Możemy popływać twoją łódką? - Tak, ale uważajcie na tę okropną, zimną wodę - zaszczękał zębami utopiec z głębi mrocznej chatynki, pokrytej tatarakową strzechą - Jeśli się dostanie do środka łódki, będziecie zgubieni! Henryk cierpiał na aquafobię, rzadka odmianę paranoi fantastycznej. Minstrella zostawiła mu kilka ciasteczek mandragorowych na progu, na szczęście zdążyła je chwycić, nim szaleństwo Pansy'ego pociągnęło ją w leśne ostępy. - Możemy płynąć, Pansiu! Łódka zachybotała lekko, gdy elfka weszła do niej. Pansy już siedział w środku i trzymał wiosło. Księżyc wysunął ciekawski nos zza chmury i przyglądał się srebrnym okiem jak odbijają od brzegu. Tatarak pachniał niczym ogrody wszystkich Semiramid świata, noc nawoływała ich tajemniczym głosem. Minstrella z westchnieniem ulgi wyciągnęła długie nogi i wydobyła z kieszonki sukienki srebrny grzebień. Powoli, jakby był to przedziwny rytuał, zaczęła rozczesywać swoje długie, ciemnobrązowe włosy. Raz po razie migotliwy grzebień przesuwał się w górę i w dół, księżyc zaczął wplatać w świetliste pasma włosów elfki migotliwe runy, a wiosło zanurzało się w ciemną toń głębiej... i głębiej… W zupełnej ciszy sunęli szafirową taflą między łachami wodnych lilii, i kiedy Minstrella skończyła czesać włosy, łódka zatrzymała się delikatnie i cichutko. Od strony chatki Henryka zaczęły dobiegać tony skrzypiec. Minstrella obróciła się do Pansy'ego i położyła palec na usta. Księżyc słysząc dźwięk skrzypiec nabrał koloru starego złota. Ciężko byłoby nazwać go srebrnym globem, był raczej lampą Alladyna. Pansy poczuł jak ogarnia go spokój i tęsknota za słowami najdelikatniejszymi. Palec Minstrelli na jego ustach był słodki niczym cukierek z kolifiantów. Noc pachniała lasem i spokojnymi zatokami. Łódź unosiła ich nad wodą, nad powalonymi pniami, które obrosły dzikim bluszczem i mchem. Płynęli w milczeniu, by dotrzeć do serca jeziora. Pansy zauważył, że coś błyszczy na dnie. Nie namyślając się długo dal nurka i popłynął wśród ramion wodorostów. Na dnie leżała spinka Minstrelli, a tuż obok niczym srebrne muszle leżały księżycowe runy. Kiedy wypłynął na powierzchnię, zza czarnej linii lasu wypełzły fantastyczne stwory, otoczyły łódź kołem i trzymając się za upiorne macki, oraz przylgi, wtórowały skrzypcom Henryka, nucąc Um Mitternacht. Pansy ociekając wodą wpatrywał się z zachwytem w przyjaciółkę. - Minku znalazłem twoją spinkę, ale wiesz pomyślałem, że Jezioro Jodłowe bez niej nie byłoby tak piękne i zostawiłem tam gdzie leżała. Nachyliła się ku niemu, księżyc migotał na jej ciemnych włosach i wtedy Pansy podał jej wodną lilię, którą wsunęła za ucho. Nie zwracała uwagi na stwory, posplatała tylko trochę zaklęć ochronnych, by nie próbowały im się wpakować do łodzi. Jeszcze im stworów brakowało… wystarczy, że mają ghula w drewutni. - Pansiu - pocałowała go w czoło, łódka zakołysała się lekko. - Jak już jesteś mokry, to doholuj łódkę dalej - rzuciła mu sznur cumowniczy, a sama usiadła na ławeczce, końce palców zanurzając w wodzie. Fale łaskotały je przyjemnie i było jej tak dobrze na sercu, jak dzieciom w wigilijny poranek. Lilia za uchem pachniała oszałamiająco, wilgoć szła od jeziora, a księżyc jak złota lampa kołysał się nad czubami jodeł. - To dobrze, że nie brałeś spinki - wyznała, gdy błyszcząca jak mokre złoto głowa Pansy'ego wyłoniła się obok niej z jeziora. - Dałam ją kiedyś w prezencie takiemu miłemu trytonowi, byłoby mu smutno. Dotknęła opuszkami palców policzka hobbita , który już po tym popłynął dalej, po czym objęła ramionami kolana, opierając na nich głowę w oczarowaniu. Stwory płynęły za łódką, patrząc na nią błagalnie. - No dobrze, już dobrze - zgodziła się w końcu z westchnieniem.- Możecie troszkę pomóc Pansy'emu. Macki, płetwy i przylgi popchnęły łódkę do przodu. Minstrella zaczęła śpiewać. tekst: Minstrella i ja (Pansy) grafika: Minstrella
-
ze strychu biegnie łoskot chmura zawisła na kalenicy zmartwiona Tola pod parasolem Bolek roluje lolka leci dym nad sosnami leniwy obłok cukrowej waty szurają po kałużach w kaloszu dziura ujście do morza na plaży Tola i Bolek w promieniach słońca opalony lolek grafika: Nano Banana 2
-
Wielka walka małej Niki cz. 3 (ostatnia)
Proszalny odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 To wiersz pt. "Prima Aprilis" :P -
Wielka walka małej Niki cz. 3 (ostatnia)
Proszalny odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 Zazdroszczę krnąbrności. Wiele lat trwało, nim nauczyłem się mówić - nie. Twój ojciec jest wspaniały. Z takiego dziecka wyrasta osoba mająca własne zdanie, otwarta na świat. Nie musi się chować przed innymi. Całe dzieciństwo się ukrywałem, do dziś nie mogę się pozbyć uczucia osamotnienia. Mam dzisiaj dobry humor, bo jeden z moich tekstów zamieszczą w Twórczości - https://tworczosc.com.pl -
Wielka walka małej Niki cz. 3 (ostatnia)
Proszalny odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Nika nie miała wiele, by walczyć ze smokiem – książkę trzymaną w ręku i błyskawicę w oczach. Ludzie mówili, że to za mało. Mędrcy magicznej uczelni parskali śmiechem: "Jak dziecko może pokonać smoka?". Nikt nie widział, że w sercu dziewczynki drzemie wulkan, przy którym smok był drobiną żaru. Nika mocniej ścisnęła książkę i śmiało wkroczyła do jaskini. Plecy smoka pokryte są łuskami. Gdy się odwrócił, opadły łuski i Nika ujrzała twarz taty. Z wrażenia upuściła książkę, a błyskawica ogrzała struchlałe serce. nika i tata w krainie baśni książki są niepotrzebne -
@Berenika97 Ha, ha, hai-bum :) Tymczasem mam głupawkę i napisałem poemat haiku.
-
Czy calowanie nadal boli? Płótno bez makijażu - dobre.
-
Whatsappek wysyła też wiadomości głosowe, ale trzeba mieć je wyuczone, by język nieprzyzwyczajony do gadania, ogarnął, co kryje się w głowie. Gołych świąd.
-
@Nata_Kruk Sójki na naszym domu mają dwa gniazda pod dachem – od kilkunastu lat, to pewne. Mówiłem o tym Berenice w komentarzu wyżej. Latają stadami w ciągu roku, mówimy na nie "sójczy gang". To nasz sójczy gang. Są bardzo ciekawymi ptakami. Na przykład, gdy inne chcą żerować na ziemi, jedna z nich frunie w inne miejsce i miauczy jak kot. Zwabia w ten sposób koteczki, by reszta stada mogła spokojnie się paść. "pod domem" miało być nawiązaniem, że sójki na domu, ale ok - zmieniam. Masz rację.
-
Gdzie rdzewieją miecze: 58. Pod świątynią Melkarta
Proszalny odpowiedział(a) na Łukasz Jurczyk utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
1. Podoba mi się, że pod świątynią Melkarta, gdy widzi się płonące okręty, pojawia się komentarz: "płoną jak kadzidła". Bardzo obrazowe. 2. Obrazowanie morza – tutaj i w poprzedniej części – nie przypada mi do gustu, bo bezgranicznie kocham morze. Rozumiem jednak, dlaczego tak jest. 3. "Zbyt stara krew, by ktoś pamiętał" – słowa godne mędrca. 4. Świetna obserwacja. Chociaż istnieje psychologia tłumu, pokazujesz, że tłum nadal składa się z ludzi. 5. Doskonałe. Przypuszczam, że w ogólnej panice nawet Melkart chciał uciec z miasta. 6. Przypomniały mi się walki w Stalingradzie, gdzie dzieci przynosiły Niemcom wodę za czekoladę, bo dostęp do rzeki był pilnowany. 7. Dać z siebie wszystko. 8. To jest ulotne, ale sens jest w zasięgu ręki. Niech tak zostanie. Pozdrawiam serdecznie! -
@Berenika97 Nie mam nic do dodania. Powiedziałaś wszystko. Dziękuję :)
-
Liryczna linia 64
Proszalny odpowiedział(a) na Proszalny utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Łukasz Jurczyk palec wskazuje na księżyc nie ma księżyca jest tylko palec Spokojnego wieczoru -
@Berenika97 Kupiliśmy dwie japońskie wiśnie ozdobne. Stoją na tarasie w doniczkach i czekają na zasadzenie. Są obsypane kwiatami, więc zleciały się do nich pszczoły. Siedząc na ławce, słyszę, jak brzęczą. Pojawiły się też dwa bąki, są ogromne. Mistrz mówi, że to królowe. Obudziły się po zimie i są głodne, będą zakładać kolonię. Sójki co roku budują gniazdo pod dachem domu. Usuwają stare patyki i poprawiają konstrukcję. Sterta gałązek leży na tarasie. Kiedy młode opuszczają gniazdo, zaczyna się cyrk, bo nie potrafią jeszcze latać, a okoliczne koty... Mistrz bierze je w dłonie, chroni i przenosi w bezpieczne miejsca. Coś jeszcze? Siedząc na tarasie i widząc te cuda, stałem się niewidzialny. Natchnęłaś mnie i myślę o napisaniu haibuna. Jeśli "Sójki" Ci się podobają, to jestem szczęśliwy :)
-
@Berenika97 unikam szeptów ciszy firanek rzęs wiszących w oknie gdy cisza prosi - szepczę
-
Tylko westchnienie
Proszalny odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Waldemar_Talar_Talar pozostało po nich tylko westchnienie - "tylko - po nich" to zbędne dopowiedzenie którym oddaje hołd temu co było co - "którym": staram się unikać zaimków co, co, co - jest rytmiczne, ale trochę dziwnie które staje się coraz trudniejsze - ta sama historia "które" jest zbędne z powodu przemijania tego - "tego" kolejne dowiedzenie co w nim najpiękniejsze - zmieniłbym podsumowując: kolejny dzień i noc minęły bezpowrotnie pozostało westchnienie oddaje hołd temu co było przeminęło pozostawiło po sobie tło proszące spełnienia staje się coraz trudniejsze z powodu przemijania tego co najpiękniejsze Ale to tylko propozycja. Mój punkt widzenia. Pozdrawiam. -
wiosna zbudziła kwiaty zakwita taras wiśniami szum skrzydeł pierwszej pszczoły sójki na domu budują gniazdo co rok ta sama historia wzrusza od nowa być może jedną z nich trzymałeś w rękach ratując młodość przed kotem lecą z nieba patyki na belce pod okapem krząta się życie ławka tuż obok dwa trzmiele głodne królowe
-
Strych to arka przymierza, łączy z przeszłością. Nie powinien być sprzątany, chyba że na potrzeby wiersza. Wiersz jest niezwykły, wspaniały – Ferdynand lecący w windzie. Porwał, poderwał i mnie – zobaczyłem nieistniejące zorze, jak oświetlają ogród w doniczce. Mamę z konewką... i znowu poczułem jej bliskość. Wiersz inny od tych, które u Ciebie czytałem. Powiedziałbym "piękny", ale byłoby to za mało. Jesteśmy zachwyceni: kot, ja i mama.
-
Liryczna linia 64
Proszalny odpowiedział(a) na Proszalny utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@andrew gdy gubię się z oczu staję się numerem autobus jedzie bez celu Cudownego dnia Andrew :) Ku światłu! -
@Magdalena mięsem są istoty mnie równe powiedział kanibal
-
@Magdalena zboże na chleb rośnie w Ukrainie pomimo ciemności