Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Proszalny

Użytkownicy
  • Postów

    309
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Proszalny

  1. @Berenika97 Wszystko jest metaforą wszystkiego, a wiersz jest estetycznym zachwytem skrzydłami motyla. Dzień dobry Bereniko :)
  2. @Poet Ka Tak, cytat jest oczywisty. Wybacz, ale przez chwilę Cię nie zrozumiałem. Myślałem, że mówisz o liliach. Rzeczywiście, kiedy nie rosną w nas lilie, kontakt jest utrudniony. Tylko ten, kto kocha siebie, potrafi kochać innych. Gdy kwiat wypełnia "pustą butelkę", w ogrodzie pojawia się przestrzeń dla ludzi. Bez drugiego człowieka jesteśmy jak uczeń bez mistrza. Wiara w niebiańską miłość czyni nas ludźmi. Odnajdujemy w sobie pierwiastek Boga – ugryzłem się w język, bo chciałem napisać po prostu "Boga", ale to byłoby bałwochwalcze. Dodałem "pierwiastek", drobinę światła. Pozdrawiam serdecznie. @Poet Ka Jeszcze coś mi wpadło do głowy: Bóg jest miłością, jest także tajemnicą, którą odkrywamy każdego dnia na nowo. Nawet nienawiść jest formą zranionej miłości.
  3. Inspirujesz. Lewa i prawa półkula przypomina dwie strony rzeki. Krajobraz odbity w człowieku. Dziękuję za wiersz.
  4. @Mitylene Wystarczy chcieć usłyszeć. Dobranoc :)
  5. @Mitylene Opowiadanie, jak większość moich tekstów, opiera się interpretacji. Jest próbą opisania mgły nad wybrzeżem. O metaforach mówiłem w komentarzu do Bereniki. Pozwól, że zacytuję: "Przyjmijmy, że latarnia jest metaforą człowieka, latarnik jego duszą. Człowiek umiera, gdy gaśnie w nim światło. Latarnik to wiedział, a jednak nie potrafił się przemóc, by rozniecać je każdego dnia na nowo". Pisząc, próbowałem rozniecić w sobie światło, które zaledwie się tliło, a chciałem płonąć. Dziękuję, że odwiedziłaś skaliste wybrzeże. Jesteś tu bardzo miłym gościem. Mam coś dla Ciebie - milczącą muszlę :)
  6. @Poet Ka "Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich". Kazanie na górze wg ewangelii św Mateusza.
  7. @LessLove Każdy człowiek jest wyjątkowy, niektórzy świecą jaśniej.
  8. @LessLove To nie jest moja żona :) Ale jest czarodziejska. Poznaliśmy się na portalu fantasy.
  9. @Starzec Uczę się mówić w sposób staranny, ciepłym i miłym głosem. Przestając krzyczeć, wypluwać słowa, stałem się innym człowiekiem. Ale "na pewno" tego nie wiem, bo pewność to cecha głupców. Pozdrawiam niezwykle starannie.
  10. @Mitylene Nadal lubię zapach lipowych pni, na których grałem w warcaby. Lubię nadal upiększać. A może widzieć świat, jakim jest naprawdę. Scena bez kotary.
  11. Jest rytm i estetyka. Wiara w minimalizm.
  12. każdego dnia lubi bawić się słowami w powiewach wiosennych wiatrów rozwiesza biel zdań na chmurach błękitem nieba zaznacza pauzy wyprane z ukrytych sensów pachnące ciepłem dłoni przypina w pośpiechu motylom skrzydła jakby się bała zniknięcia światła
  13. @LessLove Proza to życie, a życie jest poezją. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa. Doceniam ich wartość. @Berenika97 Relacja była wynikiem fascynacji. Nie wiem jak Minn, ale Pansy był nią oczarowany. Lubił jej śpiew, a kiedy wchodziła do karczmy, wszystkie spojrzenia skierowane były na nią . Chciał dla niej być lepszym hobbitem, poukładać niedbałość, którą nosił w sercu. Ona była elfką. Dziękuję Bereniko. Księżyc dziś taki jasny...
  14. gdy budzę ze snu to samo zdziwienie jestem człowiekiem z innej planety czasami tego zapominam poruszam ciałem nabiera pędu w obcym kadłubie operator zatruwa ciało zadręcza umysł myślą że jestem tu na stałe w ogrodzie budda siedzi pod krzakiem pusta butelka wina wina i kara przebudzenie igły pod szatą nie moja wina niosę zbyt dużo wystarczą lilie rosnące w polu żeby być blisko człowieka
  15. Mag Kulas, jak to miał w zwyczaju, po zjedzeniu wszystkiego co było do zjedzenia zapadł w drzemkę. Z głową spuszczoną na piersi sapał i pogwizdywał, nosem wypuszczał kolorowe bańki, w których odbijały się jego sny. Pansy tylko czekał na ten stały punkt Kulasowych odwiedzin. Złapał Minnstrelle za rękę i pociągnął za sobą. Biegli w stronę jeziora, a leśne zwierzęta uciekały przed białą sukienką myśląc, że to księżycowa zmora mknie pędem przez las. Razem z przydrożnymi drzewami zanurzali się w rozgrzanej czerwcowej nocy, w zapachu ziół, w szelestach nieznanych stworzeń. Jezioro czekało na nich cierpliwie unosząc nad tonią księżycowe światło, falowało w takt pieśni samotnej południcy, która nie mogła zasnąć - tak się objadła omletami z paproci. Stanęli nad brzegiem jeziora. Opodal, ukryta w tataraku, majaczyła chata utopca Henryka. Do pomostu przycumowana była jego łódź. Utopiec Henryk nie cierpiał wody, dlatego wolał po jeziorze pływać łodzią. - Idź Minku - popchnął ją w stronę chatki z tataraku - zapytaj Henryka czy możemy pożyczyć łódkę. Minstrella kucnęła przed wejściem do chatki, czując, jak wilgotny piasek ziębi jej stopy. Dopiero teraz zauważyła, że pogubiła ciżemki, biegnąc przez las. - Henryś?- zajrzała do środka.- Możemy popływać twoją łódką? - Tak, ale uważajcie na tę okropną, zimną wodę - zaszczękał zębami utopiec z głębi mrocznej chatynki, pokrytej tatarakową strzechą - Jeśli się dostanie do środka łódki, będziecie zgubieni! Henryk cierpiał na aquafobię, rzadka odmianę paranoi fantastycznej. Minstrella zostawiła mu kilka ciasteczek mandragorowych na progu, na szczęście zdążyła je chwycić, nim szaleństwo Pansy'ego pociągnęło ją w leśne ostępy. - Możemy płynąć, Pansiu! Łódka zachybotała lekko, gdy elfka weszła do niej. Pansy już siedział w środku i trzymał wiosło. Księżyc wysunął ciekawski nos zza chmury i przyglądał się srebrnym okiem jak odbijają od brzegu. Tatarak pachniał niczym ogrody wszystkich Semiramid świata, noc nawoływała ich tajemniczym głosem. Minstrella z westchnieniem ulgi wyciągnęła długie nogi i wydobyła z kieszonki sukienki srebrny grzebień. Powoli, jakby był to przedziwny rytuał, zaczęła rozczesywać swoje długie, ciemnobrązowe włosy. Raz po razie migotliwy grzebień przesuwał się w górę i w dół, księżyc zaczął wplatać w świetliste pasma włosów elfki migotliwe runy, a wiosło zanurzało się w ciemną toń głębiej... i głębiej… W zupełnej ciszy sunęli szafirową taflą między łachami wodnych lilii, i kiedy Minstrella skończyła czesać włosy, łódka zatrzymała się delikatnie i cichutko. Od strony chatki Henryka zaczęły dobiegać tony skrzypiec. Minstrella obróciła się do Pansy'ego i położyła palec na usta. Księżyc słysząc dźwięk skrzypiec nabrał koloru starego złota. Ciężko byłoby nazwać go srebrnym globem, był raczej lampą Alladyna. Pansy poczuł jak ogarnia go spokój i tęsknota za słowami najdelikatniejszymi. Palec Minstrelli na jego ustach był słodki niczym cukierek z kolifiantów. Noc pachniała lasem i spokojnymi zatokami. Łódź unosiła ich nad wodą, nad powalonymi pniami, które obrosły dzikim bluszczem i mchem. Płynęli w milczeniu, by dotrzeć do serca jeziora. Pansy zauważył, że coś błyszczy na dnie. Nie namyślając się długo dal nurka i popłynął wśród ramion wodorostów. Na dnie leżała spinka Minstrelli, a tuż obok niczym srebrne muszle leżały księżycowe runy. Kiedy wypłynął na powierzchnię, zza czarnej linii lasu wypełzły fantastyczne stwory, otoczyły łódź kołem i trzymając się za upiorne macki, oraz przylgi, wtórowały skrzypcom Henryka, nucąc Um Mitternacht. Pansy ociekając wodą wpatrywał się z zachwytem w przyjaciółkę. - Minku znalazłem twoją spinkę, ale wiesz pomyślałem, że Jezioro Jodłowe bez niej nie byłoby tak piękne i zostawiłem tam gdzie leżała. Nachyliła się ku niemu, księżyc migotał na jej ciemnych włosach i wtedy Pansy podał jej wodną lilię, którą wsunęła za ucho. Nie zwracała uwagi na stwory, posplatała tylko trochę zaklęć ochronnych, by nie próbowały im się wpakować do łodzi. Jeszcze im stworów brakowało… wystarczy, że mają ghula w drewutni. - Pansiu - pocałowała go w czoło, łódka zakołysała się lekko. - Jak już jesteś mokry, to doholuj łódkę dalej - rzuciła mu sznur cumowniczy, a sama usiadła na ławeczce, końce palców zanurzając w wodzie. Fale łaskotały je przyjemnie i było jej tak dobrze na sercu, jak dzieciom w wigilijny poranek. Lilia za uchem pachniała oszałamiająco, wilgoć szła od jeziora, a księżyc jak złota lampa kołysał się nad czubami jodeł. - To dobrze, że nie brałeś spinki - wyznała, gdy błyszcząca jak mokre złoto głowa Pansy'ego wyłoniła się obok niej z jeziora. - Dałam ją kiedyś w prezencie takiemu miłemu trytonowi, byłoby mu smutno. Dotknęła opuszkami palców policzka hobbita , który już po tym popłynął dalej, po czym objęła ramionami kolana, opierając na nich głowę w oczarowaniu. Stwory płynęły za łódką, patrząc na nią błagalnie. - No dobrze, już dobrze - zgodziła się w końcu z westchnieniem.- Możecie troszkę pomóc Pansy'emu. Macki, płetwy i przylgi popchnęły łódkę do przodu. Minstrella zaczęła śpiewać. tekst: Minstrella i ja (Pansy) grafika: Minstrella
  16. Proszalny

    Haj ku morzu

    ze strychu biegnie łoskot chmura zawisła na kalenicy zmartwiona Tola pod parasolem Bolek roluje lolka leci dym nad sosnami leniwy obłok cukrowej waty szurają po kałużach w kaloszu dziura ujście do morza na plaży Tola i Bolek w promieniach słońca opalony lolek grafika: Nano Banana 2
  17. @Berenika97 To wiersz pt. "Prima Aprilis" :P
  18. @Berenika97 Zazdroszczę krnąbrności. Wiele lat trwało, nim nauczyłem się mówić - nie. Twój ojciec jest wspaniały. Z takiego dziecka wyrasta osoba mająca własne zdanie, otwarta na świat. Nie musi się chować przed innymi. Całe dzieciństwo się ukrywałem, do dziś nie mogę się pozbyć uczucia osamotnienia. Mam dzisiaj dobry humor, bo jeden z moich tekstów zamieszczą w Twórczości - https://tworczosc.com.pl
  19. Nika nie miała wiele, by walczyć ze smokiem – książkę trzymaną w ręku i błyskawicę w oczach. Ludzie mówili, że to za mało. Mędrcy magicznej uczelni parskali śmiechem: "Jak dziecko może pokonać smoka?". Nikt nie widział, że w sercu dziewczynki drzemie wulkan, przy którym smok był drobiną żaru. Nika mocniej ścisnęła książkę i śmiało wkroczyła do jaskini. Plecy smoka pokryte są łuskami. Gdy się odwrócił, opadły łuski i Nika ujrzała twarz taty. Z wrażenia upuściła książkę, a błyskawica ogrzała struchlałe serce. nika i tata w krainie baśni książki są niepotrzebne
  20. @Berenika97 Ha, ha, hai-bum :) Tymczasem mam głupawkę i napisałem poemat haiku.
  21. Czy calowanie nadal boli? Płótno bez makijażu - dobre.
  22. Whatsappek wysyła też wiadomości głosowe, ale trzeba mieć je wyuczone, by język nieprzyzwyczajony do gadania, ogarnął, co kryje się w głowie. Gołych świąd.
  23. @Nata_Kruk Sójki na naszym domu mają dwa gniazda pod dachem – od kilkunastu lat, to pewne. Mówiłem o tym Berenice w komentarzu wyżej. Latają stadami w ciągu roku, mówimy na nie "sójczy gang". To nasz sójczy gang. Są bardzo ciekawymi ptakami. Na przykład, gdy inne chcą żerować na ziemi, jedna z nich frunie w inne miejsce i miauczy jak kot. Zwabia w ten sposób koteczki, by reszta stada mogła spokojnie się paść. "pod domem" miało być nawiązaniem, że sójki na domu, ale ok - zmieniam. Masz rację.
  24. 1. Podoba mi się, że pod świątynią Melkarta, gdy widzi się płonące okręty, pojawia się komentarz: "płoną jak kadzidła". Bardzo obrazowe. 2. Obrazowanie morza – tutaj i w poprzedniej części – nie przypada mi do gustu, bo bezgranicznie kocham morze. Rozumiem jednak, dlaczego tak jest. 3. "Zbyt stara krew, by ktoś pamiętał" – słowa godne mędrca. 4. Świetna obserwacja. Chociaż istnieje psychologia tłumu, pokazujesz, że tłum nadal składa się z ludzi. 5. Doskonałe. Przypuszczam, że w ogólnej panice nawet Melkart chciał uciec z miasta. 6. Przypomniały mi się walki w Stalingradzie, gdzie dzieci przynosiły Niemcom wodę za czekoladę, bo dostęp do rzeki był pilnowany. 7. Dać z siebie wszystko. 8. To jest ulotne, ale sens jest w zasięgu ręki. Niech tak zostanie. Pozdrawiam serdecznie!
  25. @Berenika97 Nie mam nic do dodania. Powiedziałaś wszystko. Dziękuję :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...