Dokładnie to samo mógłbym powiedzieć o sobie.
Najgorsze była ta bezradność.
Nie umiałem im pomóc, a tym bardziej bolało iż pochodzę z rodziny, gdzie 3 osoby były psychoterapeutami, w tym jeden młodzieżowy.
Zatem już wtedy miałem pewien zasób wiedzy o mechanizmach rządzących takimi zachowaniami. Jednak do nich nic nie docierało.
Byli jednak i tacy, którym udało mi się podać dłoń. Miałem autorskie "metody" stawiania do pionu. Myślę, że w tym wszystkim najważniejsze było wytrwałe zainteresowanie cierpiącą osobą.
Dokładnie tak.