-
Postów
4 527 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
22
Treść opublikowana przez Tectosmith
-
@Nata_KrukDziękuję Ci bardzo i pozdrawiam serdecznie.
-
@Annna2Ditto.
-
@Wiesław J.K. @Annna2 Rzecz w tym, że to ja wspomniałem o Inkwizycji i drogach krzyżowych. Pan Wiesław natomiast polubił Twój wiersz, ja nie. Twoje wyjaśnienia o Inkwizycji są wyssane z palca, bo ta nie oszczędzała nikogo a najczęściej celowała w młode, ładne kobiety.
-
@Annna2Nie jestem po Twojej stronie a mój ostatni tekst "rozważania nad religią" nie jest wierszem. Szkoda, że nie miałaś odwagi się tam wypowiedzieć. @Wiesław J.K. Wiesław J.K. w żaden sposób Cię nie uraził ani Twojej religii. Nie rozumiem więc skąd w Tobie takie negatywne nastawienie? Próbujesz jakoś usprawiedliwić na przykład inkwizycję czy drogi krzyżowe?
-
To wszystko wyjaśnia. Nie mam pojęcia co Ty wyczytałaś w moim ostatnim a może nie ostatnim wierszu, ale zapewniam Cie, że nie szukam publiki na siłę.
-
@Annna2 Ja tylko zwróciłem uwagę na zjawisko: że w tej dyskusji miesza się osobistą wiarę z historią i instytucją. Nie oceniałem Twojej wiary, ani kierunku wiersza. Jeśli mój ton został odebrany inaczej — to nie było moją intencją.
-
Poezja która nie boi się północy
Tectosmith odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Waldemar_Talar_Talar Lubię tutaj to, że unikasz eufemizmów.Że nie próbujesz rozjaśniać śmierci sztucznym światłem. ‘Północ’ działa tu mocniej niż milion pocieszeń. Bo prawdziwa śmierć nie jest snem, ale bezruchem. To jest wiersz, który nie przykrywa prawdy metaforą. Pozdrawiam serdecznie. -
@Annna2 @Wiesław J.K. Wtrącę tylko jedno spostrzeżenie. W naszej kulturze często mylimy obraz religii, jaki wynieśliśmy z tradycji, z faktyczną historią Kościoła i jego wpływem na świat. Fakty historyczne są niestety dużo bardziej brutalne — i właśnie dlatego wiele osób nie chce o tym rozmawiać. W tym sensie dobrze rozumiem decyzję o przerwaniu tematu — bo kiedy mieszamy emocje, osobistą wiarę i historię, bardzo łatwo zaczyna się konflikt zamiast rozmowy. Natomiast jeśli idzie o sam wiersz to pozwolę sobie dorzucić jedną refleksję: jeśli zło jest potrzebne, żeby miłość „istniała” – to znaczy, że miłość nie jest absolutem, tylko mechanizmem reakcji. A to już nie jest obraz Boga – tylko obraz świata, który my tłumaczymy po swojemu. Nie deprecjonuję Twojej wiary. Tylko zauważam paradoks logiki w tym wersie. Pozdrawiam.
-
@Annna2 Emocjonalny obraz nie jest odpowiedzią na pytanie o sens cierpienia. Pozdrawiam.
-
Kord: Arena Popiołu
Tectosmith odpowiedział(a) na Tectosmith utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@EwelinaNie mam pojęcia. Pracuję nad całym światem Korda i wymyślam epizody. Może w tym roku uda mi się napisać pierwszy rozdział? -
Zadręczasz Frankensteina uśmiechem
Tectosmith odpowiedział(a) na Amber utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Amber Ten tekst ma bardzo filmową plastykę — jakby światło przetaczało się po twarzy postaci, a cisza była osobnym bohaterem. Podoba mi się, że tutaj melancholia nie jest bierna, tylko wiruje i kształtuje przestrzeń emocji. Pozdrawiam serdecznie. -
@Amber Bardzo podoba mi się ta obrazowość — jak jedno ‘dojrzenie’ staje się definicją całości. Jakby pełnia siebie była chwilą, a nie stanem. Pozdrawiam serdecznie.
-
@Ewelina Ta zmiana w ostatniej linijce jest jak nagłe cofnięcie powietrza — bardzo mocny kontrast. Lekkość nie prowadzi do bliskości, tylko do ucieczki. Pozdrawiam serdecznie.
-
@Ewelina Podoba mi się jak tutaj cisza nie jest spokojem — tylko schronem. Wolność nie jako ekspansja, ale jako wycofanie do siebie. To bardzo prawdziwe. Pozdrawiam serdecznie.
-
Kord: Arena Popiołu
Tectosmith odpowiedział(a) na Tectosmith utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@AmberTo bardzo możliwe. Dziękuję za czytanie i serdecznie pozdrawiam. -
Kord: Arena Popiołu
Tectosmith odpowiedział(a) na Tectosmith utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@EwelinaTo tylko kawałek większej opowieści. Dziękuję Ci bardzo i cieszę się, że tekst się spodobał. Pozdrawiam serdecznie. -
@Ewelina To ‚rozdzieranie promyka’ jest mocnym obrazem — jakby nadzieja była czymś tak kruchym, że trzeba ją złapać zanim zgaśnie. Pozdrawiam serdecznie.
-
@Berenika97 Najbardziej poruszyło mnie to jedno zdanie o ojcu, który wyjechał i nie napisał listu — tam cała modlitwa nagle staje się rozmową z nieobecnością. Pozdrawiam serdecznie.
-
zdeptana dusza
Tectosmith odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Najmocniej zatrzymał mnie ten drżący obrys wody — jakby strach przenosił się na rzeczy. To jest porażająco prawdziwy obraz. Bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam serdecznie. -
Kord: Arena Popiołu
Tectosmith odpowiedział(a) na Tectosmith utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97Bardzo Ci dziękuję, cieszę się, że tekst się spodobał. Nie znam się na szermierce, ale się uczę i szukam. „Fendente dritto” jest świadomym wyborem, to z włoskiej nomenklatury historycznej szermierki. Takie nazwy nawet jeśli nie zrozumiałe potrafią wpływać na wyobraźnię. Tak mi się wydaje. I tak, masz rację. W świecie Korda nie ma miejsca na walkę dobra ze złem, jest jedynie przetrwanie i konieczne wybory. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. -
@Nata_Kruk Fajne, jak ta gra figur i kształtów nakłada się na jesienny obraz — czuć tu zabawę słowem i kolorem. Pozdrawiam serdecznie.
-
@Nata_Kruk Czuć tu ciszę i obecność — jakby pamięć była światłem, które wraca po zmroku. Pozdrawiam serdecznie.
-
@Nata_KrukDziękuję Ci bardzo. Cieszę się, że wiersz zasłużył na serduszko od Ciebie. Twoje propozycje jednak są chybione, wolę obecną formę. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.
-
"Gdybym miał wybierać to zarżnąłbym ich wszystkich i to bez wyjątku. Kobiety, dzieci i starców, te parszywe gnidy. Nie mam jednak tego luksusu, nie teraz ale wciąż pamiętam!" Pierwszy dźwięk był metaliczny, nie ludzki. .Jakby ktoś przeciągnął zardzewiałym żelazem po kości i wtedy dopiero zdał sobie sprawę, że to on, że to jego własny oddech tak brzmiał, głęboki, pusty, jakby w środku klatki piersiowej było tylko echo po człowieku. Piach na arenie był szary, nie piaskowy ale szary od popiołu, zabarwiony kawałkami cegieł i betonu, wyczuwalny przez podeszwy. Tłum zawył. Kord przeciągnął wzrokiem po trybunach zapełnionych niemalże do końca i zatrzymał się nad balkonem zwieńczonym baldachimem. Niebo było gęste, jak zawsze. Skłębione ciemne chmury nie wróżyły pogody a jedynie kwaśny deszcz. Kord ścisnął rękojeść miecza, chwycił pewnie, ramię zadrżało. To był miecz jednoręczny, stary, zabrany z muzeum — nie dla ozdoby, ale po to żeby zabijać, bo prawdziwa stal przetrwa dłużej niż ludzie i nadal może uśmiercać. Porządnie naostrzony. Trzymali Korda dla rozrywki. Karmili i myli a to tylko po to, żeby wyszedł na arenę i zabijał. Nie widział jednak na razie przeciwnika. Wzrok skierował na drugą stronę areny. Tłum nadal wył. W powietrze wystrzeliły kamienie i kawałki cegieł jakby na zawołanie. Arena jednak była duża i nie dosięgły Korda. Brama otworzyła się z jękiem rysowanej stali. Powietrze zatrzymało się na chwilę. I zobaczył go. Nie wiedział czy to człowiek czy mutant, czy jedno i drugie bo skóra tamtego była jakby szarozielona, jakby pęknięta od środka. Ręce zwieńczały zakrzywione szpony a grzbiet zdawał się pokryty łuskami, jak u jaszczura. Mutant rozglądał się jak on po trybunach i w tej chwili Kord dostrzegł w nim coś bardzo ludzkiego i ten bardzo ludzki strach. "On też się boi" Stworzenie ruszyło, ale nie jak zwierz, jak ktoś, kto pamięta jeszcze bycie człowiekiem. Stąpając pewnie na dwóch nogach pomagało sobie długimi ramionami. Szpony wzbijały mnóstwo kurzu i tak właśnie poczuł się Kord w tej chwili, jakby zabity pyłem i wyssany do ostatniej kropli krwi. Mutant nie rzucił się od razu, nie szarżował. Szedł teraz powoli oceniając odległość. Widział miecz i rozumiał co to jest. Patrzył Kordowi prosto w oczy. Ruchy miał nienaturalnie płynne, zbyt płynne jak na coś, co miało zrogowaciałą skórę i pęknięcia na policzkach jak glina po suszy. Kord zrobił krok w bok, w lewą stronę okrążając mutanta. Ostre kawałki szkła zazgrzytały pod podeszwami. Mutant nie spuszczał go z wzroku. Pochylony skierował się w prawą stronę i na chwilę zatrzymali się w tym ruchu jak tancerze oceniając swoje możliwości. Kord domyślał się, że to nie była pierwsza walka potwora, że nie będzie łatwo i na chwilę zwątpił. Tłum jednak zawył i skandował: "Zabij, zabij, zabij..." I tak bez końca a Kord otrzymał porządny zastrzyk adrenaliny. Nie myślał jak człowiek, nie myślał jak zwierzę ani potwór. Stawał się maszyną śmierci. Mutant pierwszy skrócił dystans. Ramię poszło w bok Hakujący ruch, nie cios. To tylko skrobanie, jakby chciał rozerwać Kordowi gardło nie siłą ale tarciem. Kord uniósł ostrze mając nadzieję, że metal wystarczy. Ostrze poszło w dół, klasyczny "fendente dritto", iskra przeszła po stali, uderzenie było cięższe niż powinno. Mutant odskoczył pół kroku, jakby badał reakcję. Przygotował się do ataku. Czas nie zwolnił, ale Kord zwolnił w środku swoich myśli, niezauważalnie. Mutant drgnął. Zamachnął się prawą ręką szykując atak i zasłaniając się szponami lewej ręki przed cięciem miecza. Jednak to Kord pierwszy poruszył się świadomie. Nie szeroki zamach, nie desperacja, ale milimetr przesunięcia stóp w lewo żeby otworzyć linię do kolejnego ataku i ciąć od dołu. Stal nie musi iść daleko, czasami wystarczy obrócić ją o pół palca i mutant to poczuł bo w jego oczach pojawił się cień niepewności. Nie zdążył odskoczyć. Wypolerowana stal zazgrzytała na jego szponach nie czyniąc mu jednak krzywdy. Kord oddychał szybciej, oddech nie zwalniał, serce łomotało, adrenalina wypełniała każdy kątek jego ciała. Mutant rzucił się wreszcie do przodu rozchylając ramiona, szykując się do łatwego zatopienia szponów w ciele przeciwnika. Kord jednak nie odsunął się. Zrobił coś bardziej brutalnego i bardziej ludzkiego. Wsunął ostrze pod kątem tak, żeby przeciwnik wpadł na nie sam. Stal nie atakowała, jedynie czekała. Uderzenie było tłuste i miękkie, nie metaliczne. Rozpaćkało się pośród wrzasków tłumu, weszło w tkankę jak w mokrą rozgrzaną roślinę. Przez sekundę mutant bezgłośnie zamarł, kurz jakby opadł, powietrze zgęstniało jeszcze bardziej. Kord stał w bezruchu z dłonią wciąż zaciśniętą na rękojeści i z tą jedną, zimną myślą: "To nie ja dzisiaj zginę!" Ostrze zostało w ciele ale mutant nie cofnął się ani o krok. Jego ciało nie poruszyło się tak, jak powinno, jakby stal była obojętna i stawała się jego ciałem. Gwałtownym ruchem ciała wyszarpnął wbity miecz z rąk Korda i zamachnął się do kolejnego uderzenia. Kord jednak wypuścił rękojeść uginając się pod masą cięższego przeciwnika. Miecz został w środku a Kord stał się bezbronny. Odskoczył gwałtownie nie pozwalając się zranić. Teraz już nie patrzył w oczy mutanta, ale na rękojeść miecza. Mutant ruszył szybciej niż mogłoby się wydawać i już nie bacząc na nic zaatakował. Kord cofnął się o dwa kroki ale nie z paniką, z wyborem, bo nagle zauważył coś: kiedy mutant ruszał jego lewa strona pękała jak wyschnięty asfalt po mrozie Tam była słabość ale żeby tam trafić potrzebował broni a broń ugrzęzła. Kord zrobił rzecz pozornie szaloną, rzecz, której nie robi ofiara. Chwycił mutantowi nadgarstek gołymi dłońmi tuż przed pazurami i siłą własnego ciężaru pociągnął go w bok tak, żeby przeciwnik sam wyrwał ostrze z własnego ciała. Pazury przecięły mu plecy jakby to była jedynie cerata, płytko — ale długo i przez sekundę Kord poczuł ból i ciemność w płucach. Mutant wbił mu pazury pod łopatkę jakby chciał się zahaczyć, jakby chciał go zatrzymać blisko żeby rozszarpać gardło z dystansu jednego oddechu. Kord wysyczał powietrze przez zaciśnięte zęby i zamiast odsunąć twarz przybliżył ją, i wgryzł się w bark mutanta przecinając tkankę na obojczyku. Mutant zawył ale nie jak zwierzę, jak coś, co pamiętało ból sprzed przemiany. Ten jeden dźwięk był jak impuls nerwowy który przetoczył się przez ciało Korda i wtedy — w tym jednym momencie w tym zwarciu, mięso do mięsa, Kord wyczuł rękojeść w dłoni. Zaparł się oburącz wyszarpując ostrze z szaro zielonego ciała mutanta. Pazury bestii wbiły się jeszcze głębiej. Kord stracił grunt pod nogami i zawisł na szponach, na ułamek sekundy. Miecz jednak tańczył już swoim rytmem i wykonując puntę ponownie rozszarpał trzewia mutanta. Kord nie czekał na łaskę. Pchnięcie było szybkie, dokładne — mutant padł na bok, jak odcięty od własnego ciała. Chwilę trwało, nim piach wchłonął ciszę. Potem zabrzmiało to pierwsze, niechlujne „Ha!” — pojedynczy okrzyk, jak iskra. Po sekundzie eksplodowało: głosy wyrwały się z trybun, pełne prostej radości i prymitywnej ulgi. — Kor-gen! Kor-gen! — krzyczeli na początku niskim growlem, a potem dodały się piski i gwizdy. — Kor-gen! Kor-gen! Kor-gen! — i nagle imię, którego nikt mu nie dawał, przyjęło kształt. Publiczność uderzała pięściami w metalowe bariery, śmiejąc się i krzycząc, odkładając na bok litość. Dla nich to był spektakl. Dla nich to była krótka przerwa od głodu i myśli. Dla Korda dziwne było to, że poczuł się spełniony. Uświadomił sobie, że właśnie stał się gladiatorem i to właśnie było jego siłą. Wyczerpany karmił się skandowaniem tłumu. Spojrzał na balkon. Zobaczył wyciągniętą rękę, ale nie widział dłoni i kciuka. Jak na zwołanie wyszarpnął miecz i wbił w pierś mutanta, tam gdzie powinno być serce. Mutant zadrżał, wypuścił powietrze i to już był koniec. "Kor-gen, Kor-gen, Kor-gen!" Tym razem nie poleciały kamienie, tym razem ktoś rzucił bochenek chleba, ktoś inny kiść marchwi a ktoś inny dynię. Ludzie krzyczeli widząc Korda jako bohatera, jakby zbawcę ich wszystkich trosk. Kord niewiele myśląc zbierał podarunki. Głód był naprawdę dotkliwy I w tym momencie otwarła się brama, jego brama. Szybko wybiegli z niej ludzie uzbrojeni w karabiny i pistolety. Nie było szans. Pozwolili mu zachować trofea, ale wpędzili z powrotem do klatki. — Ten ma rękę — warknął jeden z nich. — Nada się do kolejnej walki. Trzeba go tylko wyczyścić. I wtedy Kord po raz pierwszy od długiego czasu poczuł, że decyzja nie jest już tylko jego — że jest częścią czegoś większego: mechanizmu, który żywił się przetrwaniem. Jego imię, rzucone przez tłum, było biletem na jutro.
-
@KOBIETA Delikatne, jasne uniesienie. „Smak bieli” i „kruchość światła” mocno zostają w wyobraźni. Pozdrawiam serdecznie.