Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Kamil Olszówka

Użytkownicy
  • Postów

    549
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Kamil Olszówka

  1. @Kamil Olszówka Wiersz opublikowany celem poruszenia problemu zbrodniczych podpaleń wielowiekowych dębów w Polsce. https://spidersweb.pl/2021/06/podpalenia-najstarszych-drzew-przeglad.html
  2. Kiedy jeszcze nastolatkiem byłem, Wybrawszy się pewnego pięknego dnia na spacer, Zgorszony przystanąłem za chwilę, Gdyż pewne skandaliczne zdarzenie oburzyło mnie niebywale, Szła chodnikiem o lasce schorowana staruszka, Szedł chodnikiem z naprzeciwka nastoletni zawadiaka, Co ciągle tylko zaczepki szukał, I bez cienia zawahania staruszkę wulgarnie zwyzywał, Kiedy nastolatek nieznajomą staruszkę zwyklinał, Z zażenowania zaniemówiłem… Kiedy szyderczo przy tym się zaśmiał, Omal za głowę się nie złapałem… Wulgaryzmami jakich dawno nikt nie słyszał, I nie oglądając się za siebie, Nie zwalniając kroku prymitywnie się zaśmiał, Zaraz oddalając się pośpiesznie… Może kiedyś należała do Solidarności ? A teraz schorowana w życia jesieni, O drewnianą laskę musząc opierać swe stare kości, Pragnęła jedynie dobrym słowem się pocieszyć… A może nawet kiedyś w młodości, Samym partyzantom pomagała ? Ładnej to wdzięczności, Od młodego pokolenia na starość się doczekała… Boże, co za prymityw! Jak bardzo trzeba być moralnie zgnitym, By nieznajomą staruszkę wulgarnie zwyzywać, Najcięższymi przekleństwami damy siwą głowę sponiewierać… Kiedy wróciwszy do domu telewizor włączyłem, Z niekłamanego przerażenia oczy szeroko otwarłem, Wysłuchawszy uważnie codziennych informacji, W podziw wpadłem jak niezgłębiony jest debilizm ludzki, Oto znowu jakiś nastolatek inny, W wieczornych godzinach najpewniej będąc pijany, W samym sercu puszczy prastary dąb podpalił, Zbrodniczego tego czynu dokonawszy pośpiesznie się oddalił, Wybrzmiała z telewizora policji poszlaka straszna, Ciężarem swym dech w piersiach niemal zapierająca, Iż w mistycznym cieniu rozłożystych gałęzi, W wielkiej dziupli pozostawił kilkunastu papierosów niedopałki… I spłonął cudowny dąb prastary, Ogniem bezlitośnie strawiony niemal cały, Żywe dziedzictwo wieków bezcenne, Padło ofiarą głupoty bezdennej… Boże, co za prymityw! Jak bardzo rozum trzeba mieć przegnity, By pomniki przyrody bezcenne niszczyć, I w duchu z głupoty własnej się cieszyć… Przybity wydarzeniami dnia tego jednego, Powróciłem wspomnieniami do wieku dziecięcego, Czasu zdać by się mogło beztroskiego, Lecz niezrozumieniem otaczającego świata boleśnie naznaczonego, I wspomniałem jak moi krewni, Będący niegdyś zapalonymi wędkarzami, Srodze niegdyś się oburzali, Przeciwko wyrzucaniu w rzek pobliżu worów ze śmieciami, Kiedy sami widzieli jak pod mroku zasłoną, Powodowani zapewne głupotą niezmierzoną, Podli ludzie zostawiali wielkie czarne wory, Na czystym nieskażonym łonie przyrody, Na skrzących zielenią terenach wędkarskich, Wyrzucając bezczelnie wielkie wory śmieci, Profanując tym sacrum matki natury, Niczym rozwydrzeni gówniarze dumę siwowłosej damy … Czy to w relacjach międzyludzkich, czy na przyrody łonie, Kompletnych prymitywów widać nigdy nie brakuje, Nie brakuje w ludziach moralnej zgnilizny, Nie brakuje w ludziach bezdennej głupoty… Lecz pośród powszechnej obojętności, Na niebywałe wandalizmu akty, Brakuje jednakże zwykłej ludzkiej wrażliwości, Na dziedzictwem ludzkości będące cuda przyrody…
  3. @corival Najserdeczniej dziękuję... Ale prawdę mówiąc pisząc ten wiersz fizycznie nie czułem się dobrze... Cały dzień bolała mnie głowa...
  4. Fenomenem jest że Szymon Cyrenejczyk został lepiej zapamiętany przez historię niż niejeden rzymski cesarz! Popraw literówki w pierwszym wersie. Pozdrawiam!
  5. @Rafael Marius Polecam także szczególnej uwadze mój długi wiersz zatytułowany ,,Niemieckie straty z Kampanii Wrześniowej"@Rafael Marius
  6. Żarówki wypełnione kwasem… Butelki napełnione benzyną… Dysponowali jedynie ich ograniczoną liczbą… Gdy pod mury płonącego getta, Podchodziła coraz bliżej niemiecka artyleria, Wypełniona żrącym kwasem krucha żarówka, Zastąpić Im musiała odłamkowy ręczny granat, Gdy z roztrzaskanych żarówek rozpryskujące się krople kwasu, Raniły tak dotkliwie źrenice SS-manów, Z ostrymi grymasami twarzy wijących się z bólu, Przytykających panicznie dłonie do zakrwawionych oczu, Nie mogąc z bólu celować z swych karabinów, Przeklinali zaciekle broniących się powstańców, Przeto kryli się w nadkruszonych murów cieniu, Osłaniani niecelnym ogniem zacinających się rkm-ów, Gdy na nierównym bruku się rozpryskiwały, Pryskało niemieckie poczucie bezkarności, Kształtowane perfidnie przez lata propagandy, Wpajanej w zwiedzionych młodzieńców chłonne umysły, Gdy w zetknięciu z benzyną kwas siarkowy, Rodził moc strzelających w wiosenne niebo płomieni, Obejmujących niemieckie pancerne samochody, Paląc wymalowane na nich swastyki, Zmuszeni byli stopniowo się wycofywać, Mizernie uzbrojonym bojowcom ustępując pola, Upokorzeni przeklinając zemstę poprzysięgać, Pobici, skamląc w ukryciu rany lizać… - Wiersz napisany dla uczczenia osiemdziesiątej rocznicy powstania w getcie warszawskim.
  7. Dopiszę także do tego wiersza kolejnych kilkadziesiąt zwrotek, tak by przypadało po jednej zwrotce na każdy rok życia papieża Jana Pawła II. Będzie to mój osobisty hołd dla Świętego Jana Pawła II. Na to jednak potrzeba czasu…
  8. Gdy meandry światowej geopolityki, Uprawianej w cieniu gabinetów prezydenckich, Wpływają tak straszliwie na losy ludzkości, Rodząc w sercach milionów zarzewia niepewności, Co do rysującej się w czarnych barwach przyszłości, Posłuszni słowom papieża przełomów, Rozczytujemy się w dziełach uznanych w świecie teologów, Dla rozbudzenia swych uśpionych myślowych horyzontów, Zatapiając się w oceanie Wiary i Rozumu… Gdy świat współczesny na złamanie karku pędzi, Zatracając się w swym pędzie do destrukcji zgubnym, Postmodernizmu i nowoczesności ułudą zaślepiony, Widmem mamony od wieków mamiony, Szaleństwom nowoczesnej ludzkości posłuszny, My posłuszni słowom papieża przełomów, Pamiętamy o grobach naszych przodków, W zniczy nikłym, migocącym blasku, Zarysowujących się po zapadnięciu zmroku… Gdy pojawiają się wciąż kolejne próby, Zafałszowywania obrazu polskiej historii, Wymazywania z kart historii Żołnierzy Niezłomnych, Niegdyś pośród burzliwych zakrętów dziejowych, Trudom partyzanckiego życia z uporem się poświęcających, Posłuszni słowom papieża przełomów, Szanujemy mrówczą pracę polskich historyków, Którzy dla zgłębiania ojczystych dziejów, Nigdy nie szczędzili swych mozolnych wysiłków… Gdy wciąż bezideowa medialna papka, Sączy się z ekranu niejednego telewizora, Podprogowo a perfidnie mącąc nam w głowach, A zatapiając swe szpony w naszych duszach, Szydząc niesłyszalnie z wewnętrznego głosu sumienia, Posłuszni słowom papieża przełomów, Gardzimy wygłupami rozwydrzonych celebrytów, Którzy dla zawojowania ekranów telewizorów, Gotowi są wyzbyć się resztek wstydu… Gdy afera wciąż goni aferę, I gnają tak zaprzężone w korupcji rydwanie, Smagane niczym narowiste konie chciwości batem, Potykając się co rusz na nieprawości drodze, I łamiąc nogi w szaleńczym swym pędzie, Posłuszni słowom papieża przełomów, Patrzymy na ręce polskich polityków, Czy pozostając wierni tradycji swych przodków, Nad własne korzyści przedkładają dobro Narodu…
  9. @Marek.zak1 A ja obejrzałem wszystkie jego wykłady co do jednego! Pozdrawiam.
  10. @Marek.zak1 Tytułem polemiki polecam łaskawej uwadze wykład red. Rafała Ziemkiewicza zatytułowany ,,Śmieci, robale i Sprawa Polska". @tmp NIHIL NOVI SUB SOLE! Rzuć także okiem na ten wiersz: https://niepoprawni.pl/blog/kapitan-nemo/tylko-krul-sie-liczy
  11. Wybuchła zatem medialna wrzawa, Iż w diecie robaczanej przodować ma Warszawa, Przenigdy zacofana lecz zawsze postępowa, Szaleństwom C40 usłużnie posłuszna, Że surowo ograniczone mięsa limity, Na zawsze w Polsce mają zagościć, Mięsożerców zapędy skutecznie ukrócić, Do weganizmu opornych czym prędzej przymusić, Że nasze polskie nawyki żywieniowe, Dla bytu całej planety stanowią zagrożenie, Zaś karkóweczki i kiełbaski na grillach skwierczące, Podpalają o zgrozo całą atmosferę! Że apetyczne steki wołowe, Zastąpić mają ohydne zmielone świerszcze, Że pożegnać się mamy na zawsze z nabiałem, Zaś zastąpić go winno mleko sojowe, Lecz posłuchajmy co prawi poezja, O rzeczonych kuriozalnych niedorzecznościach, Zaś odpowiedzi na nurtujące nas pytania, Poszukajmy w starych polskich legendach… Legendarni Wars i Sawa, W życiu do ust tego by nie wzięli, Byłaby to dla nich podła strawa, Której przez gardła by nie przełknęli, Zapewne wolałaby legendarna Sawa, Ta nadobna mazowiecka dziewoja, Zjeść upieczonego przy ognisku rosłego tura, O brzasku dnia upolowanego przez Warsa, Upolowanego pośród rozległych mazowieckich kniei, Upieczonego w żarze wieczornych ognisk, Sycącego z nawiązką wszystkie bez wyjątku brzuchy, Zebranych przy ogniskach Mazowszan średniowiecznych… Zaświtała w mej głowie arcyspiskowa teoria, Iż Warszawa przenigdy by nie powstała, Gdyby to rzeczona niedorzeczna dieta, Zagościła niegdyś na Warsa i Sawy talerzach, Bowiem gdyby to taką oto dietę obrali, Wars i Sawa głęboko zniesmaczeni, Zapewne w młodości z głodu by pomarli, Nim zdążyliby małżeńskie łoże podzielić… Ponoć wegańscy aktywiści mącą dzieciom w głowach, Nie tylko w podstawówkach ale już od przedszkola, By przenigdy nie pić krowiego mleka, Gdyż jest ono własnością małego cielaczka, Zaś rzeczonego cielaczka nie wolno okradać, Bo pogniewa się na nas Matka Natura, I ucierpi na tym cała planeta, A krzywym okiem spojrzy na to wiadoma europosłanka… Dieta naszych przodków, Od pokoleń oparta była na mleku, Przeto nie dajmy wmawiać sobie banialuków, O szkodliwości a nikczemności dojenia krów procederu, Bo choć mleczko jest cielaczka, To niejedna poczciwa krasula, Z pewnością chętnie by się z nami podzieliła, Paroma wiadrami swojego cennego mleka…
  12. Gdy księżyc w pełni wschodzi o północy, Budząc swym szeptem rozliczne zjawy, Snujące się odtąd po wszystkich krańcach ziemi, W poszukiwaniu rozwiązania swego przeklętego istnienia zagadki, Nie omija także i Winnego Wzgórza, W którego zroszonych księżycowym blaskiem zaroślach, Śpi od wieków kamiennym snem winiarka, W nocną zjawę słowami Czasu zaklęta… Gdy skrzący księżyc po kruczoczarnym niebie, Snuje się nocami nad Winnym Wzgórzem, Co noc delikatnym swego blasku muśnięciem, Budzi śpiącą tam od wieków winiarkę. Obudzona delikatnym księżyca dotykiem, Co noc roni łzy swe na ziemię, Choć sama będąc jedynie duchem, Przywołuje rozbudzone z swego ziemskiego życia emocje… Duch winiarki z Winnego Wzgórza, Nocami po ciemnych lasach się błąka, Kędy zakutana w ciemną noc polana, Kędy spowite księżycowym blaskiem rozległe pastwiska, Zawsze gdy nieubłaganie północ wybija, Ona zstępuje z Winnego Wzgórza, Po śladach sennych marzeń co noc podąża, Do snów młodych dziewcząt ciekawsko zagląda, Duch winiarki z Winnego Wzgórza, Snuje się wszędy niczym zjawa, Niekiedy cała w jesienną mgłę otulona, Niekiedy latem w nocne koncerty świerszczy zasłuchana, Choć ludzkim okiem niewidoczna, W źrenicach spłoszonych lisów nocami się odbijająca, Nocnymi podmuchami wiatru nad łąkami niesiona, Przez pajęcze sieci niczym mgła przenikająca… Długimi letnimi księżycowymi nocami, Snując się ciekawsko po zielonogórskiej ziemi, Wędrując tak nieprzerwanie przez długie wieki, Poznała wszystkie jej niemal sekrety, Płoszona nocnym sów pohukiwaniem, Wiedziona skrzącym świętojańskich robaczków blaskiem, Poznała odwiecznych nocy wszelkie tajemnice, Przez zazdrosne gwiazdy zachłannie strzeżone, Najbardziej nieprzystępne leśne zakątki, Odsłoniły swe tajemnice przed duchem winiarki, Niegdyś ciekawej życia młodej dziewczyny, Dziś snującej się smętnie marnej zjawy. Nocami śpiące w leśnych gąszczach sarny, Głaskała swymi niewidzialnymi dziewczęcymi palcami, Które choć powiek swych nie rozwierały, W snach swych obecność jej wyczuwały. Przeszywając groźne wilki zimnym strachu dreszczem, Gładziła długimi nocami ich sierści zmierzwione, A choć nie dostrzegały jej ich oczu źrenice, Wyczuwały jej obecność swym szóstym zmysłem, Choć węsząc nosami tuż przy ziemi, Nie wyczuwały śladu ludzkiej istoty, Strwożone niesionymi leśnym wiatrem jękami zjawy, Szczerzyły warcząc swe białe zęby… Sama od wieków pozostając niewidzialna, Zazdrościła krukom ich smolistego upierzenia, Kiedy te kruczoczarnymi nocami obsiadały okoliczne pola, Przy jaśniejącej pełni księżyca, Nadającego hebanowym piórom skrzącego blasku, Tym tajemniczym posłańcom z zaświatów, By nie dopuścić nocnych zmór i strachów, Do ukrzywdzenia swymi szponami nieodgadnionych tych ptaków… A kiedy pierwszy nikły słońca promyk, Oświetli swym blaskiem zielonogórskie kamienice i domy, Ona znów zaśnie snem swym kamiennym, By obudzić się znowu nocy kolejnej. I tak już do końca świata, Co noc będzie w te same miejsca wracać, Gdzie jej ukochana za życia zielonogórska ziemia, Tam snuć się będzie jako nocna zjawa… I znów duch winiarki z Winnego Wzgórza, Po spowitych mrokiem lasach pocznie się błąkać… - Wiersz zainspirowany rzeźbą Winiarki na Wzgórzu Winnym w Zielonej Górze. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Wiersz zainspirowany rzeźbą Winiarki na Wzgórzu Winnym w Zielonej Górze. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rzeźba_Winiarki_na_Wzgórzu_Winnym_w_Zielonej_Górze
  13. Świat cały utracił swe żywe kolory, Podobnym się stając do martwej natury, Gdy zagubiły się gdzieś całej ludzkości, Pielęgnowane od wieków pokłady wrażliwości, Wszędzie tam gdzie padają puste słowa, Ukazuje nam swe oblicze martwa natura, Tam gdzie puste gesty bez znaczenia, Tam międzyludzkich relacji zanika głębia, Świat cały w swym pędzie codziennym, Sam w sobie się jakby zatracił, Gdy człowiek przeciwko człowiekowi się obrócił, Na zarobek na drugim wyłącznie liczył, Wszyscyśmy jak ta martwa natura, Na tle pędzącego na oślep świata, Gdy zabieganej ludzkości nowoczesna dusza, W codziennym pędzie swą wrażliwość zgubiła, Wszędzie tylko martwa natura, Gdziekolwiek oczami swymi spojrzy moja dusza, Wszędzie tylko martwa natura, Gdziekolwiek tylko moja myśl się błąka, Uosabiają martwą naturę nawet kobiet twarze, Upojonych sukcesem gwiazd z pierwszych stron gazet, Które sukcesu śniąc sen na jawie, Zapomniały z dzieciństwa sny swe prawdziwe, Gdy ciała dam przedwojennych przykryły mogiły, Zapomniały młode dziewczęta swych prababek tradycji, Gdy w pogoni za sławą i pieniędzmi, To co najważniejsze niepostrzeżenie zgubiły, Wszędzie tylko martwa natura, Gdzie kiełkuje postmodernizmu i nowoczesności ułuda, Wszędzie tylko martwa natura, Gdzie błąka się zagubiona ludzkości dusza, Odzyska ludzkość swe dawne szczere emocje, Gdy w sercach swych roznieci czar z dzieciństwa wspomnień, Tlące się w pamięci wspomnienia tak rzewne, Przez lata dorosłości do szczętu zapomniane… Odzyska ludzkość swą dawną życia radość, Gdy w sercach odrodzi się dawna wrażliwość, Gdy na całym świecie prawda i miłość, Wyrzucą w niepamięć pustkę i nicość…
  14. @Marcin Szymański @Marcin Szymański Dziękuję... Polecam także łaskawej uwadze moje teksty zatytułowane: „Bezsennej lutowej nocy nad latopisem Nestora”, ,, Płoną cerkwie na Ukrainie" i ,, Pamięci ofiar eksplozji w Przewodowie w dniu 15.11.2022." Pozdrawiam!
  15. Była mroźna noc lutowa, Gdy zapętliła się Ludzkości Historia, Gdy wybuchła ta straszliwa wojna, Krwawe żniwo długimi miesiącami zbierająca, Ziarna niepokoju w sercach całej ludzkości zasiewająca… Rok już minął… Naznaczony tą wojną straszliwą, Naznaczony milionów ludzi tragedią, Przez więznące w gardłach słowa niewypowiedzianą… Wojną jakiej od lat nie widziała Europa, Od czasu krwawych wojen na Bałkanach, Gdy źle zszyta przemocą Jugosławia, Rozpadała się na oczach całego świata, Pośród niezliczonych łez rozpaczy i cierpienia… Rok już minął… Gdy stary porządek świata runął, Zburzony ambicją wielkomocarstwową, Wskrzeszenia sowieckiego imperium wizją chorą… Gdy spadły nocą rosyjskie bomby, Na głowy ukraińskich dzieci snem otulonych, Burząc dzieciństwa czas beztroski, Zmuszając zarazem do natychmiastowej ucieczki, Z miejsc tak ukochanych dobrze w pamięci wyrytych… Rok już minął… Gdy nadmorski Mariupol ogniem zapłonął, Ostrzeliwany nieprzerwanie rosyjską artylerią, Bombardowany z powietrza dniem i nocą… Gdy bezbronnych uchodźców rzesze, W słynącej z gościnności Polsce znalazły schronienie, Kąt spokojny i ciepłą strawę, Rozszalałych nerwów ukojenie, Bezpieczny z dala od frontu nocleg… Rok już minął… Naznaczony milionów Polaków niepewnością, Galopującą z dnia na dzień inflacją, Ciągłą troską o to co przyniesie jutro…
  16. @staszeko To że urodziliśmy się Polakami nie jest przypadkiem a największym zaszczytem jaki mógł nas spotkać... Zaś historia pradziejów ziem polskich jest tak niezmiernie ciekawą, że mogła by się stać ona inspiracją dla setek zagranicznych powieściopisarzy i reżyserów filmowych! Choć będąc Polakiem, chylę czoła przed starożytną historią całego świata, to jednak prahistorii ziem polskich, jak i historii plemion lechickich, przenigdy nie zamieniłbym na żadną inną na całym świecie! A szczególnie polskich znalezisk archeologicznych, będących fenomenami w skali ogólnoświatowej, nie zamieniłbym na żadne inne, z żadnego zakątka ziemi. Liczę na wywiązanie się między nami ciekawej dyskusji o pradziejach ziem polskich i ich wpływie na naszą współczesną tożsamość...
  17. Wielką niesprawiedliwością byłoby względem historii ziem polskich, gdybyśmy pisząc historyczne opracowania naukowe oraz powieści osadzone w realiach historycznych, skupiali się wyłącznie na okresie po przyjęciu Chrztu przez księcia Mieszka I, pomijając zarazem jakże długą, jakże bogatą i przeogromnie ciekawą zarazem historię osadnictwa na ziemiach polskich. Wcale nie byłoby przesadnym stwierdzenie, że jakże długa historia osadnictwa na ziemiach polskich, jest równie ciekawa, co historia starożytnego Egiptu, czy starożytnej Persji. Kultura jerzmanowicka, jakże tajemnicza i ciekawa zarazem kultura pucharów lejkowatych, kultura pomorska, kultura łużycka, Celtowie na ziemiach polskich, zeslawizowani Sarmaci, czy wreszcie liczne plemiona lechickie, wciąż skrywają wiele tajemnic, przez wieki czekających ich odkrycia. Wszystkie te starożytne i wczesnośredniowieczne kultury, jak i liczne plemiona żyjące niegdyś na ziemiach dzisiejszej Polski, spaja niewidzialną, acz nierozerwalną więzią, nauka zwana „Historią osadnictwa na ziemiach polskich”. Jakże różne od siebie, a zarazem jakże bliskie sobie, były wszystkie te kultury i plemiona, a przede wszystkim… Jakże piękne w swojej historii i w samym swoim jestestwie… Ziemia polska obfitująca w liczne cuda przyrody, w niemniejsze obfituje skarby archeologii. Archeologia ziem polskich szczyci się odkryciami, jakich nie znajdziemy w żadnej innej stronie świata. Jakże nie kochać tej wspaniałej nauki, zwanej historią osadnictwa na ziemiach polskich, a przez nią jakże nie kochać całym sercem całej polskiej historii! Choć jestem tylko prostym pasjonatem historii, ośmielę się w tym miejscu napisać, że ogromnie szanuję Węgrów, za to że szczycą się historią żyjących niegdyś na Ich ziemiach Hunów, jak i szanuję Francuzów, za to że szczycą się historią żyjących kiedyś na terenie obecnej Francji starożytnych Galów. Historia świata w dostojnym swym biegu sprawiła, iż zrządzeniem dziejowych wiatrów w miejsce starożytnych plemion, powstały wieki później nowożytne narody. I tak z biegiem dziejów, zarówno starożytne, jak i średniowieczne plemiona wydawały swoich wielkich wodzów. Starożytni Galowie mieli swego Wercyngetoryksa, średniowieczni Polanie mieli swojego księcia Mieszka I… Wcześniej będące protopaństwem słowackim Księstwo Nitrzańskie miało swojego księcia Pribine, itp. itd. Jednak dla dalszej części niniejszych rozważań kluczowe będzie postawienie w tym miejscu pytania, imiona ilu takich wodzów na zawsze już przepadły w mrokach dziejów… Jakże wspaniale byłoby zebrać w swojej prywatnej kolekcji wszystkie książki, zarówno naukowe jak i publicystyczne, poruszające tematykę polskich, wczesnośredniowiecznych plemion słowiańskich. Zarówno Wiślan, jak i Pomorzan, Lędzian, jak i Dziadoszan. Cudownie byłoby czytając je wszystkie zanurzyć się w zapomnianą historię tych wszystkich polskich plemion, Ich wspaniałe dzieje, Ich wielkie wzloty i upadki. Jednocześnie poznając Ich zapomnianą, wspaniałą historię przybliżyć się nieco do odwiecznej tajemnicy całej Słowiańszczyzny. Tej odwiecznej, skrywanej przez historię świata tajemnicy, dlaczego to akurat narodowi słowiańskiemu została oddana we władanie połowa Europy. Połowa Europy z całymi jej bogactwami. Dlaczego nie starożytnym Grekom, Bałtom czy plemionom germańskim, ale właśnie Słowianom. I dlaczego jednocześnie jest tak jak pisał Ibrahim ibn Jakub, że „…Na ogół biorąc, to Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowności i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile”. Dlaczego to Polanie osiągnęli władzę nad Wiślanami, Pomorzanami, Dziadoszanami, Lędzianami, a nie na przykład Wiślanie czy Pomorzanie nad resztą plemion polskich. Dlaczego to na przykład władcy Lędzian Wyszowi czy tajemniczemu władcy Wiślan (Wisławowi?) nie przypadła taka sama misja dziejowa jak władcy Polan Mieszkowi I. Przeto my Polacy nie mamy najmniejszych powodów, by zazdrościć starożytnej historii ziem Ich Grekom czy Włochom, gdyż cała polska ziemia utkana jest archeologicznymi znaleziskami, niekiedy fenomenalnymi w skali całego świata. Zapewne nasze małe ojczyzny, które każdy z nas nosi w swym sercu, również mogą się poszczycić ciekawymi znaleziskami… Choć będąc Polakiem, chylę czoła przed starożytną historią całego świata, to jednak prahistorii ziem polskich, jak i historii plemion lechickich, przenigdy nie zamieniłbym na żadną inną na całym świecie! A szczególnie polskich znalezisk archeologicznych, będących fenomenami w skali ogólnoświatowej, nie zamieniłbym na żadne inne, z żadnego zakątka ziemi. Śmiem zaryzykować tezę, że potężne, megalityczne grobowce kultury pucharów lejkowatych, czy skarb księcia Wiślan (o historii którego jeszcze jako nastolatek zaczytywałem się z wypiekami na twarzy), są dla historii naszej polskiej ziemi równie ważne jak słynne Drzwi Gnieźnieńskie, czy choćby denary króla Bolesława Chrobrego. Gdyby to ode mnie zależało, bez wahania oddałbym wszystkie polskie hipermarkety i galerie handlowe za jedno nowe muzeum archeologiczne… No dobra, to był tylko sarkazm… Nasza polska ziemia, poprzez ukryte w niej skarby, zdaje się przemawiać do współczesnych zabieganych, pochłoniętych bieżącymi sprawami Polaków. Poprzez ich odwieczny, ponadczasowy urok, poprzez ich ogromną różnorodność, ziemia nasza zdaje się krzyczeć do nas z głębi wieków, byśmy przenigdy nie zapominali o naszych pradziejach! Jakże tajemnicze i intrygujące zarazem są licznie zachowane do naszych czasów urny twarzowe będące dziełem kultury pomorskiej! Jakże wielką tajemnicę skrywają w sobie wspomniane powyżej liczne grzywny siekiero podobne składające się na wielki skarb „silnego wielce” pogańskiego księcia plemienia Wiślan! (Od razu śpieszę dopowiedzieć że denary pierwszych polskich władców z dynastii Piastów, także po dziś dzień skrywają wiele niewyjaśnionych tajemnic…) Jakże wiele tajemnic skrywa po dziś dzień historia Wzgórza Wawelskiego! Jakże, jakże… Można by tak wyliczać godzinami… Ja z kolei, mógłbym chyba godzinami wyliczać, czego to bez mrugnięcia okiem nie oddałbym za jedną nową książkę o tematyce archeologicznej, albo historycznej. Jeszcze na pierwszym roku studiów, w przerwach pomiędzy sesjami egzaminacyjnymi, zawzięcie zaczytywałem się w „Rocznikach czyli kronikach Sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza. Już pierwszą księgę roczników Długosza przeczytałem niemal jednym tchem. A piszę o tym w tym miejscu dlatego, iż jej lektura (która wywarła na mnie ogromne wrażenie) skłoniła mnie w późniejszym okresie do sięgnięcia po Starą Baśń autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego. O moim niegasnącym pomimo upływu lat uwielbieniu, zarówno do tej ponadczasowej powieści, jak i nakręconego na jej motywach filmu w reżyserii Jerzego Hofmana mógłbym pisać godzinami, ale nie to jest teraz moim celem… [[Niniejszy tekst jest zaledwie fragmentem mojej niewydanej nigdy drukiem powieści zatytułowanej „Samotny posąg w sercu puszczy”. Wszystkie prawa zastrzeżone.]]
  18. I. Bezsennej lutowej nocy, Gdy czytałem Nestora ,,Powieść lat minionych”, Z starego radiowego odbiornika dobiegły straszliwe wieści, Iż na prastary Kijów spadły rosyjskie bomby, Gdy przeglądałem nocą stare ruskie latopisy, Celem konfrontacji z zapiskami z średniowiecznych polskich kronik, Nagły obrót współczesnego świata historii, Prostego badacza najnieprzewidywalniej zaskoczył, Gdy „Powieść lat minionych” wertowałem Nestora, Zapętliła się w swym biegu ludzkości historia, Gdy lutowej nocy z ekranu niejednego telewizora, Do szpiku przeszywająca strachem wychynęła groza, Wygaszona przed laty zimna wojna, Płomieniem wielkomocarstwowych ambicji zapłonęła od nowa, Oparami skrywanej nienawiści podsycanym z cicha, Gdy zapuściła w umysłach korzenie propaganda parszywa, Gdy nie wiedzieć kiedy oczy zmrużyłem, Przysypiając nad starym średniowiecznym latopisem, W otchłań snu nieśpiesznie odpłynąłem, I w obrazach sennych się zatopiłem… Ujrzałem w mym śnie siwowłosego starca, Którego oblicze skrywała mnisza peleryna, By nie skrzyżowały się nasze spojrzenia, Na straży wiernie stojąca, O szlachetnych rysach twarzy był to mnich stary, Znający wiele tajemnic średniowiecznej i starożytnej Rusi, Choć mrokami pradziejów od wieków spowitych, Przestrogą z przeszłości dla współczesnych będących… Zapytałem w duchu najstarszego ruskiego kronikarza Nestora, Żyjącego przed wiekami wielce uczonego mnicha, Jak potoczą się dalej losy świata, Jaki obrót przybierze ta nieprzewidywalna wojna, Spojrzały na mnie oczy starca, Skryte w cieniu mniszego kaptura, Z których otuchy przedziwna biła siła, Nadzieję w mą duszę łagodnie sącząca, Białowłosy starzec z długą białą brodą, W minione wieki Rusi Kijowskiej sięgającą, Ku wielkim nieodkrytym średniowiecza tajemnicom, Nie szczędził swego głosu pocieszającym słowom, Z ust starego znającego dzieje kronikarza, Otuchy dodały mi mądre słowa, Być może przed wiekami udzielające rozgrzeszenia, Być może i samych kniaziów kształtujące sumienia, Co wtedy Nestor we śnie mi wyszeptał, Powtórzę w strofach niniejszego prostego wiersza, By każdemu go czytającemu otuchy dodać, Gdy przyszłość rysuje się tak niepewna… II. Bohaterscy ukraińscy żołnierze, Wraz z Wami w swych snach, Nieśmiało niekiedy śniąc na jawie, Naszykowuje na wroga zasadzki cały wolny świat, Bohaterscy ukraińscy cywile, Budowaniu niezdobytych barykad ofiarowujący swe siły, W bezsenne lutowe mroźne noce, By stare rosyjskie czołgi zatrzymały skutecznie… Nie odbierze narodom prawa do samostanowienia, Chora wielkomocarstwowa wizja jednego człowieka, Ni wskrzeszenia Związku Radzieckiego nieziszczalna idea, Zrodzona przed laty w umyśle kremlowskiego dyktatora, Z góry na porażkę skazana, W zderzeniu z godnością i dumą cywilizowanego świata, Póki iskra wolności w nas będzie się tliła, Ku śmiałym bohaterskim czynom na barykady wiodła, Dopóki tli się iskra wolności, W duszach tysięcy ochotników niezłomnych, Nie złamią woli walki najeźdźców hordy, Wykutej w żarze sumień a twardszej od stali, Meandry wielkiej światowej polityki, Nie złamią prostych ludzi poczucia godności, Ni nie odbiorą pięknych snów o przyszłości, Rozniecanych księżycowymi nocami szeptami Świętej Wolności, U szczytów władzy skorumpowani politycy, Utoną w morzu prostych ludzi przyzwoitości, Zasiewanej w dzieciństwie w sercach przestrogami naszych babci, Pielęgnowanej przez lata Świętej Cerkwi nabożeństwami, Złote kopuły moskiewskiego Kremla, Nie zaślepią biegu dziejów świata, Swym złudnym blaskiem skrwawionego złota, Które krew ofiar carów wiekami obficie rosiła, Powróci jeszcze uśmiech na twarzach dzieci, Przez wojnę mroźnej nocy wygnanych z Ukrainy, Bez pożegnań czułych z braćmi i ojcami, Którzy najeźdźcom stawić czoła ofiarnie pozostali, Jeszcze połączą się rozdzielone ukraińskie rodziny, Więzią trwalszą od najnowocześniejszych czołgów pancerzy, Wykutą bowiem w żarze serc niezłomnych, Z kruszca dramatycznych wojennych przeżyć, Jeszcze upokorzoną zostanie tatarska buta, Jak bywało drzewiej w minionych wiekach, Jako straszna dla całej ludzkości przestroga, By z umiłowaniem wolności milionów ludzi nie igrać, Jeszcze triumfalnie powróci Pokój, Na dawne ziemie średniowiecznych ruskich kniaziów, Pośród milionów najserdeczniejszych uśmiechów, I tysięcy szczęśliwych z wojny powrotów…
  19. @staszeko Wiersz ten nie jest przyporządkowny ściśle określonym ramom czasowym... Pomimo oczywistych odniesień do aktualnej wojny jest on raczej zawieszony gdzieś w czasie i przestrzeni, gdzieś pomiędzy rzeczywistością a barwną kresową opowieścią o przeszłości... Bardzo szanuję Polskich Tatarów, ale jak mówi Witold Gadowski... ,,Podrap Rosjanina, a zawyje w nim Tatar". Pamiętajmy także by otoczyć naszą modlitwą wszelkie stareńkie cerkiewki, także i na polskich ziemiach...
  20. @andrew Najserdeczniej Dziękuję... Polecam także łaskawej uwadze mój długi wiersz zatytułowany ,,Pamięci ofiar eksplozji w Przewodowie w dniu 15.11.2022."
  21. Na Rusi dalekiej przed wieloma wiekami, Wyłaniały się z mroków nocy tatarskie zagony, By mordy, zniszczenie i grabieże szerzyć… Przeszywającym błogi spokój tatarskiej strzały grotem, Trawiącym wszystko wokół łaknącym żertwy ogniem, Dorobek wielu pokoleń pożogami spopielić… Gdy bezlitosne szturmy tatarskich zagonów, Odbijały się od murów kasztelańskich zamków, Kierowały się ku odległym drewnianym cerkwiom… Dla palącej wewnętrznie żądzy łupów, Zaklętej w tysiącach nocnych napadów, By otulone nocnym mrokiem okrasić pożogą… Zapłonęły cerkwie na Ukrainie, By dzikich stepowych Tatarów stać się łupem, Z kosztowności wszelkich bezwstydnie ograbione, Na pastwę płomieni niebawem wydane, Gdy srogie tatarskie strzały, Zwieńczone ostrymi żelaznymi grotami, Drewniane ściany starych cerkwi przeszywały, By w poczynionych wyżłobieniach zarzewia ognia pozostawić, Maleńkimi płomykami wielkie pożary rozniecić, By ku gwieździstemu niebu buchając się wzbiły, Gdy w blasku księżyca płomyki maleńkie, Jęły przeradzać się w coraz większe, Z czasem gwiazd skrzących niemal sięgające, Tym straszniejszy nieokiełznany pożar, W wnętrzu niejednej wielowiekowej cerkwi rozgorzał, Pozostawiając z czasem jedynie zgliszcza dogasające… Zapłonęły cerkwie na Ukrainie, Oślepiając jaskrawym swych pożarów blaskiem, Zasnute pomroką dziejów wieki minione, Bólem i cierpieniem dziesiątek tysięcy Rusinów naznaczone, Gdy począł wkrótce trawić bezlitosny ogień, Modrzewiowe ściany cerkwi mchem otulone, Wwiercającym się w nie przeszywającym je żarem, Sięgnęły i zuchwałe ognia języki, Baniastych kopuł kilkusetletnich drewnianych cerkwi, Krytych artystycznie ociosanym gontem, Na drewnianych dachach wielowiekowych cerkwi, Zatańczyły z złowieszczym śmiechem straszliwego ognia płomyki, By w trawiący wszystko pożar się przerodzić, Pośród czarnej mgły ciężkich obłoków, Wijących się przeraźliwie kłębów dymu, Dziedzictwo wielu pokoleń bezlitośnie spopielić… Płoną cerkwie na Ukrainie, Trawione tatarskiej nienawiści ogniem, Krwawej i okrutnej wojny będącym zarzewiem, Zgliszcz i pogorzelisk jasnym zwiastunem, Potoki iskier się rozsypywały, Z artystycznie zdobionych kopuł modrzewiowych cerkwi, Na tle smolistego nieba deszczem złotym, Na rozłożyste dywany traw zielonych, Wieczorną rosą okraszonych, W zapomnieniu w mrokach nocy dogasającym, Walące się z hukiem drewnianych cerkwi stropy, Na liczące wieków wiele sosnowe podłogi, Wśród ognistych kłębów tysięcy iskier złotych, W nadpalonych podłogach wybijały dziury, Sięgające zdać by się mogło piekielnych czeluści, Wzbraniające zarazem dostępu do ikon świętych, Płoną cerkwie na Ukrainie, Strzelającym w nocne niebo czerwonym ogniem, Sypiącym wciąż nieprzebranych iskier zamiecie, Spadających na zroszoną krwią pomordowanych ziemię, Przerażający widok łun na nocnym niebie, Z miejsc gdzie dotąd majaczyły o zmierzchu cerkwie, Przeszywający do szpiku kości dojmującym strachem, Niewinnych i bogobojnych Chrześcijan dusze, Niegdyś w niemowlęctwie Wszechmocnemu Bogu ofiarowane, W płonących dziś cerkwiach prawosławnym Chrztem… Złocone, zabytkowe, misternie zdobione zwiezdice, Poczęły trawić szalejących pożarów bezlitosne płomienie, By stopione wpiły się wrzącym mosiądzem, W z najszlachetniejszego drewna rzeźbione stoły ofiarne, Pozostając z nimi już na zawsze złączone, Mocą ognistych płomieni nierozerwalnie zespolone… Płoną cerkwie na Ukrainie, Trawione wielkich pożóg bezlitosnym żarem, Pozornie tak bezbronne, samotne i opuszczone, Naprawdę zaś Maryi nadprzyrodzoną opieką otoczone, Woskowe, smukłe, cerkiewne świece, Żar wielkich pożarów stopił bezlitośnie, Przy jaśniejącej księżyca pełni, Zmieniając je w lepką bezkształtną masę, Z srebrzonych świeczników bezładnie spływającą na ziemię, By zawrzała niczym ukrop w morzu płomieni, Gdy pierwsze ognia płomienie, Poczęły muskać świętych aureole, Rozmazując barwy wielowiekowych ikon, Wielobarwne farby smugi, Z złoconych ikonostasów spływać poczęły, Tak podobne łzom krwawym pierwszych męczenników… Płoną cerkwie na Ukrainie, Ognistym żarem gorejące bezlitośnie, W morzu ognistych płomieni trawione, By zimne ich popioły wiatr rozwiał o świcie, Zabytkowe, setki lat liczące antymisy, Przeszywały trzaskające z pożarów iskry, Choć niewinnie skrzące ostre niczym brzytwy, Wypalając wyzierające z nich dziury, Otoczone tak licznie czarnymi obwódkami, Niczym świętych lica złoconymi aureolami, Jedynie konsekrowanej Najświętszej Prosfory, Nie ośmieliły się tknąć ognia języki, Choć bezrozumnym żywiołem jedynie będące… W całej swej niszczycielskiej sile, Z wszystkiego wokół czyniącej swą żertwę, Obecności żywego Boga w Najświętszym Sakramencie się lękające… Płoną cerkwie na Ukrainie, Spowite czarnym gryzącym dymem, Będącym zarazem płóciennym katowskim kapturem, Dla bezlitosnego kata jakim jest ogień… Drżą w posadach ukraińskie cerkwie, Od ech niedalekich wojny straszliwej, Zbierającej dnia każdego żniwo krwawe, Pośród mężów i niewiast świętej wiary prawosławnej, Wypełniając Ich mogiłami zbroczoną krwią ziemię, Naznaczonej niegdyś tatarskimi najazdami Rusi średniowiecznej, Jak płonęły cerkwie Ukrainy przed wiekami, Obracane w popiół niezliczonymi tatarskimi najazdami, Tak współcześnie płoną i na oczach naszych, Chwytającym za serca widokiem straszliwym, Grozą swą nieomal rozum odbierającym, Przepełniając nas strachem z ekranów telewizorów plazmowych… Zanieśmy do Boga rzewne pacierze, By nie płonęły już więcej Ukrainy cerkwie, By strawione ogniem zostały niebawem odbudowane, Z pierwowzorów najdrobniejszych detali wiernym odwzorowaniem, By nie płonęły więcej cerkiewki stareńkie, W tajemniczości swojej tak niewysłowienie piękne, Z pieczołowitą starannością przed wiekami wzniesione, Wobec ognia żywiołu tak samotne i bezbronne, By mogły swym pięknem cieszyć, Oczy całego świata ludzi, U wielkich artystów inspirację wciąż budzić, Zbawieniu ludzkich duszy jak przez wieki służyć, By straszliwej wojny koleje, Oszczędziły choć prastare wielowiekowe świątynie, Niekiedy czasy wielkich kniaziów pamiętające, O tajemnicach przeszłości wciąż wiele powiedzieć nam mogące… -------------------------------------------------------------------------------------------- Zanieśmy do Boga rzewne pacierze, By nie płonęły już więcej Ukrainy cerkwie, By strawione ogniem zostały niebawem odbudowane, Z pierwowzorów najdrobniejszych detali wiernym odwzorowaniem... https://wiadomosci.cerkiew.pl/news.php?id_n=4487
  22. @Alicja_Wysocka A ja naiwnie sądziłem że dorównałem Mistrzowi Kazimierzowi Przerwie-Tetmajerowi... https://pl.wikisource.org/wiki/Orzeł_(Przerwa-Tetmajer)
  23. Wiersz opublikowany celem poruszenia problemu ochrony orłów w Polsce . www.koo.org.pl/
  24. Kiedyś letnim popołudniem, Gdy spoglądając w niebo powieki zmrużyłem, A świeżego powietrza głęboki oddech wziąłem, Nie wiedzieć kiedy, niespodziewanie nagle przysnąłem… Gdy w ciele orła się ocknąłem, Szybującym nad ziemią się przebudziłem, Natychmiast orlimi skrzydłami powietrze uderzyłem, Zawzięcie skrzydłami wymachując w powietrze się wzbiłem, Gdy w wyobraźni stałem się najprawdziwszym orłem, Wprost w wysokie niebo pędem pofrunąłem, Wspanialszym się stając od radzieckich odrzutowców, Kosmicznych statków znanych z kart komiksów, Otoczyły mnie wokoło chmury śnieżnobiałe, Ostrym dziobem przeszyłem silny wiatru powiew, Ponad ludzkimi osadami, Majestatycznie unosiłem się z szeroko rozpostartymi skrzydłami, Niesiony powietrznymi prądami, Ogrzewałem swe orle ciało słonecznymi promieniami. A potem rzuciłem dumne spojrzenie matce ziemi, Którą zakryły przed orlim wzrokiem chmury… Pod skrzydłami moimi prądy wznoszące, Pod oczami moimi chmury kłębiące, Majestatycznie po niebie płynące… Niezliczone, śnieżnobiałe… Są moimi poddanymi a ja ich panem! Wtem rzuciłem się z wielkim pędem, Ku ziemi koszącym lotem, Przecinając pod skosem, powietrze orlim dziobem, Niczym spadająca gwiazda, czyste niebo ciąłem. Rozrzedzone powietrze przeszywane orlim wzrokiem, Poczęło się rozmywać z coraz większym pędem, Aż stało się zanikającym wyobraźni tworem. Przez rzeczywistość z świata wyobraźni przywołany zostałem, Gdy twardą ziemię pod stopami poczułem, A niebo na powrót stało się niedosięgłe… Czy ja naprawdę orłem byłem? Czy tylko to wyśniłem? W duszy to pytanie samemu sobie postawiłem… Pies mój pysk na kolanach kładąc, Tęsknym wzrokiem na mnie spoglądając, Ku memu zdziwieniu przeciągle wyjąc, Spojrzał nagle wysoko w niebo… Czy obydwaj ten sam sen wyśniliśmy? Obydwaj we śnie po niebie szybowaliśmy? Chyba nikt nie odkryje tej tajemnicy, Na zawsze ona pozostanie sekretem przestworzy… - Wiersz opublikowany celem poruszenia problemu ochrony orłów w Polsce.
  25. @Alicja_Wysocka Nie ma co ukrywać iż jest to jeden z moich mniej udanych wierszy. Kiedyś napisałem go w jeden tylko dzień przy paskudnej deszczowej pogodzie, po średnio przespanej nocy. Już następnego dnia dostrzegłem jego liczne wady. Po jakimś czasie postanowiłem wykorzystać go przynajmniej do przypomnienia postaci XV-wiecznego zbójnika Fedora Hlavateho i uważam, że przynajmniej na tym polu spełnił swoją rolę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...