-
Postów
2 810 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Dekaos Dondi
-
tak już jest jak za długo zwlekasz możesz doczekać nie to co chcesz
-
1
-
Poezja.tanczy↔Dzięki:)↔Co racja, to racja:)↔Czasami tak bardzo "pulsują w tańcu wersy" dla każdego inaczej, że trudno wyłapać, właśnie ten "rytm i drganie" Jak w życiu zresztą:)↔Pozdrawiam:)
-
o czym jest ten wiersz że tak nieśmiało zapytam nie wiem to zależy kto czyta
-
Ana↔A zatem dzięki za uśmiech, z odwzajemnionym uśmiechem)↔Pozdrawiam:)
-
Drabble Rysuję kredkami. Ma błękitne włosy i zieloną sukienkę. Od góry pasuje do nieba, a od dołu do łąki. Właśnie kończę chmurki i nagle jestem… wewnątrz obrazka. Za chwilę spojrzy zdziwiona, bo zacząłem szkicować oczy. Nie przerywam tworzenia. Tu na dwóch nogach, biegnę do niej, żeby uwierzyła, że jestem częścią tego świata. Ona stoi na horyzoncie. Z nieba szybuje gumka. Chce mi wymazać ukochaną. Krzyczę wniebogłosy, żeby wymazała mnie, a ją ocaliła. *** –– Ojej Jasio, jaki ładny obrazek narysowałeś… ale dlaczego wymazujesz siebie? –– Chcę uratować ukochaną. *** –– No mówię tobie. Została ocalona z ostatniej chwili. Jakiś przypadkowy człowiek, zgarnął ją sprzed pędzącego samochodu.
-
szary całun nasącza miasto strumień deszczu z rozciętych żył przestworzy niczym gęsta krew z umierającego ciała przygniata ostatnie podrygi liści niczym kupę do podeszwy pomarszczone ostatnim smutkiem pionowy kondukt pogrzebowy na przednich szybach samochodów transportują trupie plamy niedokończonych lotów w porywach kleistych podmuchów kończy życie wiele niewidocznych istot w lepkich sidłach bezlitosnych chwil przemijania chichotów czasu zegarowych klaunów co jakiś czas pękają konary nagie piszczele na szkieletach drzew obgryzione własnym rozkładem spoza wszystkiego spogląda wzrokiem na kształt przeklętej strzałki tylko w jedną cholerną stronę kolejny już raz zakłada ludziom kostiumy każdemu inny szyty na miarę dokładnie dopasowany przedstawienie trwa dopóki sufler ma komu podpowiadać
-
1
-
tak czasem bywa nie zawsze pewność grzyb robaczywy czy krasnal wewnątrz
-
1
-
Nieco inna wersja dawnego testu. -------------------?/_____________ Zachodzę go od tyłu. Pierwsze uderzenie siekiery, kładzie ciało na ziemię. Następnie roztrzaskuję głowę, niczym miękki arbuz. Mózg koloruje trawę na różowo. Zaczynam w nim szukać ciemnej plamy. Przecież wyraźnie widziałem zło w tym podłym człowieku. Aż prześwitywało przez czaszkę. A może w podrobach ją znajdę? Rozcinam brzuch ostrym nożem. Flaki wypływają z mlaśnięciem, zakrywając stokrotki wilgotnym całunem. Tutaj też nie ma. Odcinam ręce i nogi. Może tam gdzieś jest. Nic z tego. Powracam do mózgu. Rozgrzebuję wilgotny budyń. Odrzucam strzępki kości… i nagle ją dostrzegam. Nie za duża, ale jest. Przecież bardzo kocham ludzi. Muszę ich uwolnić od transporterów tego ohydztwa. To misja do spełnienia. Po to przyszedłem na świat, żeby wszystkich pozostałych… słyszę szelest za sobą. Spoglądam w tamtym kierunku. Mała dziewczynka patrzy ciekawie i nagle pyta: –– Dlaczego popsułeś tego pana? Czy go naprawisz? Bo wiesz... teraz wygląda jak misiu, na którego wczoraj nakrzyczałam. Też go... Nie słucham co mówi. Mam inny dylemat do rozwikłania. To w końcu świadek. Co prawda uczynku pełnego miłości, ale zawsze. Policja może nie zrozumieć dobrych intencji. –– … popsułam, ale naprawiłam. Cieszysz się? Podejmuję decyzję pełną ryzyka. Przynajmniej na teraz musi wystarczyć. Trochę ją postraszę. Przecież ona niewinna. To tylko dziecko. Jeszcze nie człowiek, w sensie o którym myślę. Jest czysta. –– Posłuchaj dziecko. To był bardzo zły pan. Musiałem popsuć, żeby… –– Mnie nie popsuł? –– I twoich rodziców. –– Nie mam rodziców. Mieszkam u babci. Jest bardzo fajna. –– No właśnie. Ją też mógł popsuć. –– Rozumiem… ale on brzydki i śmierdzi. –– Przyrzeknij, że nikomu nie powiesz o naszym spotkaniu. Nawet babci. –– Przyrzekam na misia, proszę pana. Nie powiem. –– Mam nadzieję. Bo wiesz co z tobą zrobię, jeżeli zdradzisz naszą tajemnicę. –– Zepsujesz mnie? –– Właśnie. –– Sukienkę też? Babcia mi uszyła. –– Nie… a teraz zmykaj stąd. Mam jeszcze wiele dobra do wykonania. Spotkanie z dzieckiem trochę psuje poukładane plany. Przecież nie mogę mieć pewności, że rzeczywiście będzie milczeć. Fakt, nastraszyłem porządnie, ale ryzyko istnieje. Muszę być jeszcze bardziej ostrożny we wszelkich działaniach. Może przez to, wielu nie spotka nagroda, zostania dobrym po śmierci… ale cóż. Czekam w lesie po zachodzie słońca. Tutaj chodzą na spacer, by podziwiać przyrodę. Może udają przed samym sobą, że chcą zapomnieć o tym, co mają w środku. Mnie mrok nie przeszkadza. I tak dostrzegam, co mam dostrzec. Błyszczą wewnętrzną podłością. Idzie właśnie jeden. Plama aż nadto widoczna. Niczym na odciętej dłoni. Prześwituje tuż nad uchem. Przynajmniej będę wiedział, gdzie szukać. Potrafię chodzić bardzo cicho, niczym kot w bamboszach. Podchodzę jak zwykle od tyłu. Cholera, tego nie przewidziałem. Właśnie jakiś czarny ptak zaskrzeczał. Facet spogląda odruchowo za siebie. Widzę przez chwilę zdziwione oczy. Gaszę wzrok siekierą. Uderzenie mam bardzo silne. Ostrze wchodzi głęboko w jaskinię zła. Ostrze prawie rozpoławia głowę. Dźwięk jest miękki i wilgotny. Na tyle głośny, że płoszy dalsze ptaki. Nie mam dużo czasu. W każdym momencie, ktoś może iść. Zaciągam ciało w krzaki, by spokojnie szukać. Jest prawie ciemno. Mnie to nie przeszkadza, gdyż każda jaśnieje czernią. Rozrywam głowę z głośnym mlaśnięciem. Oczy nadal nieruchomo otwarte. I dobrze. Niech widzą moją wszechobecną dobroć. Na szczęście plamę znajduję bardzo szybko. Okaz bardzo duży, trochę ponad średnią. Zwisa po dwóch stronach dłoni. Miękka, gładka i wilgotna. Kładę do przygotowanej torby. Teraz muszę dotrzeć do mieszkania. Przylepić następne. Upiększyć pokój. Patrzeć i mieć satysfakcję, z dobrze wykonanego zadania. * –– Cholera! Nie uwierzycie w to co powiem. Wreszcie żeśmy go dorwali. –– To chyba sam tak zdecydował? –– A żebyś wiedział. Przedzwonił do nas. Powiedział bardzo spokojnie, że będzie czekał na ścieżce w lesie, a znakiem rozpoznawczym będzie… –– Siekiera? –– Doprawdy! Jestem pod wrażeniem. Skąd wiedziałeś? –– Inteligentny jestem. –– No dobra. Byliśmy na miejscu o ustalonej godzinie. Faktycznie. Czekał. Kazaliśmy rzucić narzędzie w krzaki. Nie stawiał żadnego oporu. Szedł jak baranek na rzeź. –– Hmm… –– Coś nie tak? –– Nie… skąd. *** {Jakiś czas temu} Dzisiaj trzeba było podjąć decyzję na przyszłość. Na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Lepiej być przygotowanym. Zmusić do radykalnej zmiany. Ukształtować. Tym bardziej, gdy w grę wchodzi misja, dla dobra czystych. Poświęcenie jest wtedy mile widziane. Nawet życia. Dla zmyłki. By dalej działać. Inaczej, lecz niszczyć ciemność, co zabija jasność. *** –– Dziewczynko. Jesteś już bezpieczna. Powiesz nam… co widziałaś? –– Przecież ten pan był dobry. Psuł złych ludzi. Nie mogę powiedzieć. Przyrzekłam na misia. –– Ten pan był bardzo zły. Zabijał ludzi. Ciebie też mógł zabić. I twoją babcię. –– Ale mnie nie zabił. Nie wierzę wam. Dupki! –– Dziecko… od kogo znasz takie słowo? –– Od babci. Ona jest fajna, ale gdy wnerwiona… jak ja na was. –– No już dobrze… spójrz na to zdjęcie. Czy to on? –– Przyrzekłam na misia! –– Jeżeli nie powiesz, to my ciebie… –– Popsujecie? Jesteście gorsi od niego. Nie lubię was. –– Kochasz babcię? –– Bardzo. –– On nam powiedział, że chciał ją zabić. Widział w niej… ciemną plamę zła. –– W głowie mojej babci!? Też coś! Dupek! Tak. To on! {Po jakimś czasie} –– No to szefie, sprawa zamknięta. –– Taa… tylko jedno mnie zastanawia. –– To znaczy? –– Byliśmy w jego pokoju. Na ścianach od cholery czarnych kartek. Dużych, małych, o kształtach przypadkowych plam. Oczywiście nie wiemy, czy każda… oznacza ofiarę. –– Kartki? –– Był dokładnym pojebusem. Może faktycznie je widział i czuł, ale gdy przykleił na ścianę, to już nie. Dlatego wieszał kartki… żeby… sam nie wiem, co z nim... –– Szefie, tylko nie zacznij mi tu płakać –– Taa, śmieszne… no wiesz… tak naprawdę nie daje mi spokoju co innego. Niby taki szczegół, ale... –– Ale co? –– Może nic nie znaczy. –– To znaczy? –– Wśród wszystkich czarnych kartek... jedna jest biała.
-
Leszczym↔Dzięki:)↔A niech to. Aż tak? :)↔Pozdrawiam:) * Monia↔Dzięki za "dobre":)↔Pozdrawiam:)
-
z patrzeniem przez dziurkę nie taka znów bieda im bliżej wspomniana tym więcej dostrzegasz *** tak zaplątany w sidła własne że z każdą próbą jest mu ciaśniej
-
rzekło żelazko takie na duszę wygładzić zgniotki niezwłocznie muszę piecyk zepsuty wygasł już płomień dusza jest zimna leży na złomie *** dopóki wieje wiatr nie umierają wiatraki
-
Konrad Koper↔Dzięki:)↔ Może nieco... sprzeczne, ale fakt... jakieś tam jest:)↔Pozdrawiam:) * Poezja.tanczy↔Dzięki:)↔A to ciekawe sformułowanie, rzekłeś:)↔Pozdrawiam:)
-
słuchajcie ludzie radośnie krzyczę o tym jak kocham cudowną ciszę
-
Nagadama straszy
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Jan_komułzykant↔Dobrze, że nie ma więcej takich dozorczyń, typu→"To"↔Pozdrawiam:) -
Konrad Koper↔Dzięki:)↔Ważne, by nie utonąć:)↔Pozdrawiam:) * Poezja.tanczy↔Dzięki:)↔Chyba w każdym murze, są jakieś dylematy:)↔Pozdrawiam:) * Jan_komułzykant↔Dzięki:)↔E tam... spoko... to już problem papieru:)↔Pozdrawiam:)
-
Drabble 👻 Mały biały zamek, błyszczał w słońcu, niczym dupka sarany. Szliśmy obarczeni ciekawością, bo ludzie gadali, że blisko zmierzchu, straszy tam Nagadama. Z duszą na ramieniu weszliśmy do środka. Okna duże, to i widać było trochę. Od razu żeśmy ją zobaczyli. Na piętrze za balustradą. Chodziła, pohukując. Naprawdę można było stracha mieć. Może gdyby była ubrana, to nie. Powiedziano nam później, że to pani sprzątaczka, dorabiająca do emerytury. Od pracy w dzień, była spocona i gorąca, to zaś dla ochłody, w murach, chodziła na golasa, strasząc za dodatkowym wynagrodzeniem. Mężowi to wisiało. W przeciwieństwie do żony, był zimny i strasznie schudł. 👻
-
cegła ma dylemat większy z każdą chwilką jestem częścią muru czy zatkaniem dziury tylko
-
Konrad Koper↔Dzięki:)↔Jednakowoż, głębia ma wiele oblicz:)↔Pozdrawiam
-
Szkicować
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Sylabalgloska↔Dzięki:)↔Jam kontent, przeczytawszy taki komentarz:)↔Pozdrawiam:) -
Pajacyki
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Kaarcik↔Dzięki. No... raczej tak:)↔Pozdrawiam:) -
widziałem stado takie samotne
-
pierwszy pajacyk odgryzł ci nóżki a ty mu na to twój wybór słuszny drugi pajacyk odgryzł ci ręce a ty mu na to odgryźć mi więcej trzeci pajacyk brzuch ci rozszarpał a ty mu na to mielonka fajna czwarty pajacyk odgryzł ci głowę nie rzekłeś kwestii już nie to zdrowie morał tej bajki jest nieco smutny ty pajacykom splątałeś sznurki
-
uwierz w odpływ na plaży koniecznie może morze zabierze co było przedtem
-
3
-
Dawny tekst satyryczny. Jak państwo zdążyli zapewne zauważyć, za chwilę zaczniemy debatę prezydencką, a w zasadzie ustosunkowanie na podany temat, w niezależnej telewizji obiektywnej. Mamy już tyle kasy, że pazerność na więcej, jest nam aktualnie obca i nie musimy w kółko powtarzać: durnych reklam, nazw sponsorów i popierać lub krytykować, określone opcje. A zatem każdy z kandydatów usłyszy to samo pytanie i będzie miał dribbla+ na odpowiedź. To znaczy nieco dłuższego lub krótszego, jeżeli wystąpią uzasadnione okoliczności, które – nie ukrywam – są możliwe Jednakowoż, gdy kandydat zacznie podejrzanie przedłużać do znudzonego drabbla, usłyszy gong i będzie zobowiązany zakończyć wzwód… przepraszam… wywód. Transmisja oczywiście pójdzie na żywo, bez jakichkolwiek sugestii poprzedzających oraz aktualnych, co do właściwego pojęcia meritum wypowiedzi. Niech każdy sam zrozumie – jak mu pasuje – wyłącznie nagie słowa kandydatów, jednakowo ubranych. Kolejność zabierania głosu, zgodna z kolejnością losowania. Pytanie jest tylko jedno, a brzmi ono→”Czemu chcę zostać prezydentem” --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Do jasnej cholery, chcę zostać pierwszą głową, by obiecywać na wybrane pomniki, że dołożę wszelkich starań, by wrogie siły zboczone, nie szarpały obcymi szponami: gospodarki i jakiejśrządności, wypracowanej na ojczystej ziemi, zbezczeszczając, plugawiąc i kradnąc, patriotyczny dorobek prochów naszych ojców. Jak mi tu stoi, przyrzekam solą, chlebem i biało czerwonymi kłosami zbóż złocistych, że takowym łapy poucinam i z dupy powyrywam, gdyż pragnę być prezydentem dbający o dobro, wszystkich polaków (((Bim Bam))) Drodzy siostry i bracia. Mojego przedmówcę nerwy pierdokracji poniosły, na zgniłe manowce pogardy, tyczącej innych narodów, inaczej sąsiadujących. Pragnę prezydentury, gdyż miłuję wszystkich bliźnich tych co miłuję, a nawet o pozostałych raz po raz pomyślę i tylko ja potrafię zapewnić sprawiedliwie dziurawe łódki, na których popłyniemy, rzeką z miodu i mleka płynącą, by z niezatapialnym sterem, którego będę ściskał w dłoni po sam koniuszek, wspólnie pokonać każdy wodospad, lecąc bezpiecznie w dół (((Bim Bam))) Dzień dobry. Poprzednicy zrobili państwu wodę z mózgów. A do racjonalnego, konstruktywnego sprawowania władzy, potrzebny jest nie tylko mózg, ale jeszcze to, co nie każdy posiada, ale ja akurat posiadam, tylko tego nie widać, bo mam głęboko ukryte, w jeszcze nieodkrytym programie. A nie widać dlatego, gdyż nie chcę was rodacy zniechęcić, aż tak znakomitymi pomysłami, bo jeszcze niesłusznie pomyślicie, że jest to niemożliwe. Dlatego pragnę zostać pierwszą głową trójgłowego smoka, co to będzie zionął miłościwym ogniem dobrobytu i uciech wszelakich, więc musicie mi po prostu zaufać. No chyba, że ktoś dureń. (((Bim Bam))) Witam szczególnie ciepło, zgromadzonych przed szklanym ekranem. Kandydaci, którzy wypowiedzieli swoje kwestię, są po prostu niegodni waszego spojrzenia, przesiąknięci zgniłym jadem hipokryzji. Mnie tak naprawdę chodzi o władzę i kasę, bom bogaty w biedę. Dlatego potrzebuje więcej, niż nie mam. Pragnę wreszcie uczciwie kraść, z błogosławieństwem narodu, a czynniki odpowiednio wspomagające ów wymarzony proceder, też na tym zyskają, lecz bez przesady, gdyż potrzebuje więcej, dla bardziej swoich. (((Bim Bam))) Szanowni widzowie. W głowie mi pierwsza głowa, gdyż patrzę szerzej od szanownych przedmówców. Zrównam kobiety z mężczyznami, szarych z kolorowymi, głupich z mądrymi, myślących inaczej, z myślącymi przeciwnie, wierzących z niewierzącymi i wierzącymi w cokolwiek. Oddzielę wszystkie instytucję od pozostałych urzędów, samorządy od władzy, służbę zdrowia od chorób, emerytów od rencistów, strażaków od ognia, policjantów od kryminalistów, lasy od drzew, naturę od człowieka, matki od ciąż, księży od wiary, sztuczne nogi od ciał, zwierzynę od myśliwych, władzę od tęsknoty za nią, rząd od nierządu, góry od dołów, oddychanie od płuc, złodziei od organów (((Bim Bam))) Dzień dobry. Jestem skromnym kandydatem niezależnym. Śnię o Polsce dla wszystkich polaków. Nie podzielonej na pełny alfabet: a,b,c,d,e,f, g, h, i, j, k, l, ł, m, n, o, p, r, s, t, u,w, y, z. Przyrzekam, że będę szczodrze nalewać każdemu, z pustego naczynia, gdyż puste nie ma końca. Proszę o wzajemny stosunek, braterstwo, miłość oraz słowa pojednania: przepraszam, proszę, dziękuję, pies ci mordę lizał. Niech każdy daje żyć innym. Dbajmy o środowisko neutralnie naturalne. Żeby homo sapiens w końcu nie wyginął. A może jakby wyginął, to byłoby lepiej. Pomimo tego, chcę być polakiem wszystkich prezydentów. Póki co dołożę wszelkich starań, by Polska miała dostęp do morza ze wszystkich stron. Na wypadek, gdyby wyszły z niego, stwory mądrzejsze od nas (((Bim Bam))) Mądrzejsze od nas? Bez przesady!
-
O wszystkim, co chciałbym powiedzieć, już zapewne w dużej mierze pomyślałaś. Spieszę tylko dodać, że twoja troska o to, że znowu palnę jakieś głupstwo, jak to miałem w zwyczaju czynić, nie ma teraz żadnego sensu. Tu po prostu nie wypada tego robić. Nawet gdybym chciał. Przecież miałaś świadomość, że jestem drzwiami, które za bardzo walnęły o futrynę. Weszłaś w ciemny tunel bez działającej latarki i byłaś zdziwiona, że nic nie widać. Mogłaś co prawda świecić przykładem, ale taka opcja, nie przyszła ci akurat na myśl. Przecież wiedziałaś wszystko lepiej. Zaczęłaś nagle wierzyć, że cokolwiek nie ma prawa spadać na dno. Aż nagle ujrzałaś, setki, tysiące. Z każdego coś spadało. Prosto na ogrodzenie wyobraźni. Byłem bardziej cwany. Siedziałem wysoko. Zaciekle i wytrwale, ściskałem dłonie na śladach szybowania ptaków. Nagle ujrzałaś wielki błysk. Oznajmił twoją głupotę. Doznałaś olśnienia, które cię przytłoczyło. Zwaliło z nóg, ale wstałaś. Po chwili upadłaś i znowu uzyskałaś pion. Miałaś więcej sił. Ja leżałem jak ten ciul i w duchu dziękowałem, że wpadłem do kupy gnoju, na bocznicę, bez powrotu na pierwotny tor. To mnie jednak uratowało. Ta miękkość zbawienna, pełna symbolicznego zapachu, nie zawsze całkiem świadomych, niekonstruktywnych poczynań, które mogły ranić. Miałem wreszcie czas na myślenie. Nie tylko na bycie. Wtedy doznałem wizji płonącego wilka. Wyjadał ognistym pyskiem spopieloną biel, z ostatniej ocalałej, zielonej miseczki. Nadal nie wiem, co ten obraz miał oznaczać, chociaż nadal czuję w ustach, pierwotny smak ryżu. W końcu jakoś wyszedłem, lecz tylko po to, by włączyć dłuższą przerwę w życiorysie. Gdy nie wiedziałem gdzie jestem, to byłem już tutaj. A jeszcze tak niedawno pielęgnowałem w sobie przekonanie, że jestem sto razy mądrzejszy od ciebie. Zachłyśnięty rozumami, nie zauważyłem faktu, iż szare komórki stanęły mi w gardle. Dlatego tak bardzo zdurniałem, gdyż było ich mniej w mózgu, a więcej w przełyku, lub nawet gdzie indziej jeszcze, czym niekiedy myślałem. Nie spadałem długo. Tylko tyle, żeby zlecieć. Tak na dobrą sprawę, jak zapewne mogłaś wywnioskować z moich wynaturzeń, całkiem nieźle tutaj. Idzie wytrzymać. Chociaż przyznaję, że ogień samotności i świadomość, że tak wiele można było inaczej, w znaczącym stopniu zwęgla nadzieję na popiół. Pomimo tego, że nie wieje przeciwny wiatr, nie odczuwam fizycznego bólu, to twojego uśmiechu też nie ma. Jestem wolny od podłych ludzi, lecz od dobrych też. A kwiaty które ci miałem wręczyć, już dawno zwiędły. Nawet nie zdążyliśmy je wspólnie powąchać, gdy jeszcze emanowały zapachem marzeń, kryjącym w sobie, tak wiele możliwości, nieodgadnionej łąki.