Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 877
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. Corleone↔Dzięki:)↔Większość poprawiłem według Ciebie, ale chyba rozumiesz, że swojej tożsamości, też mszę w tekście chociaż trochę zostawić. A zatem oprócz: Gleba→większe skojarzenie z polem, A rycząc wściekle→to takie doprawienie obiadu, już doprawionego, ale to dopiero po Twojej uwadze, zajarzyłem:)^(*_*)^. Też miłego popołudnia życząc Ci, pozdrowienie serdeczne, wtryniam:)) A jednak zmieniłem na→ziemię:)
  2. coś wyszło z morza na plaży one słodkie milusie czy wręcz potworne podchodzę cicho patrzeć zaczynam nie powiem co to gdyż tekstu finał
  3. Sami_swoi↔Dzięki:)↔Nie wnikam i nie ingeruje w losy bohaterów-(jeżeli przeżyli) po zakończeniu tekstu. Gdy są już poza. Nie mam takie mocy sprawczej :~))
  4. Rafael Marius↔Dzięki:)↔Mnie chyba też. No ale... gdyby nie było pierwszej, to by nie było drugiej:)↔Nie można zacząć czegokolwiek, od drugiego razu:) No chyba, że drugi raz, jest pierwszym, czegoś następnego:))↔Pozdrawiam:)
  5. Rafael Marius↔Dzięki:)↔Słusznie rzekłeś, ale może być coś jeszcze:) Pozdrawiam:)
  6. Pan Grabarz biegnie na polu z łopatą, gdyż niedoszłego trupa goni, chcąc zwłoki bez zwłoki, do czarnej dziury wsadzić, którą sam uprzednio wykopał na pobliskim cmentarzu. Bardzo pragnie, by jego praca miała sens, gdyż ostatnio nie obrodziło. Lecz uciekający biega w kółko, a za nim w kółko pan grabarz, aż w końcu ścigający kręćka dostaje i pada na ziemię, ale przybiega diabeł i kopie go w zdyszany zad, krzycząc siarczystym głosem: — Wstawaj łachudro, ludzka marności! Mnie o duszę galopa chodzi, albowiem wredniejsza od mojej. Nawet kusić nie musiałem. To zakrawa na prawdziwy hit w piekle! Obiecuję ci, na wszystkie tfu... świętości, że gdy zobaczę jego martwe ciało, z łopatą w głowie, to żona twoja, będzie jak nowa. Wypięknieje, zdrowa na zawsze i nagle bogata i wiecznie chcąca, a tobie wiecznie stać będzie i też będziesz wiecznie chciał, a zmęczenia żadnego. A ścigającego męża, co go teraz diabli nadali obiecaną nagrodą, żona właśnie ściga, krzycząc wniebogłosy, jakby przeczuwając obiecaną nagrodę: –– Weź mnie weź. Przyciśnij w rajce między pyrkami, na grzbietach łętów, blisko natury, jeszcze niżej, duś duś, ciśnij, duś duś, wkładaj, raz dwa, raz dwa, tak, tak jest dobrze… zamiast trupy po polu ganiać. –– To jeszcze nie trup –– odkrzykuje zdyszany mąż. –– Jak go trzasnę w łeb, to dopiero będzie. –– Tylko mi duszy nie uszkodź –– ostrzega diabeł rozjuszony po rogi i kopyta. –– Bo żadnej piekielnej chuci nie zaznasz. Licho ją weźmie. Przez ten czas, niedoszły trup na cmentarz ucieka i staje obok wykopanej dziury, wytrzeszczając groźnie oczy, poza oczodoły. A panu grabarzowi spoconemu, już tylko jedno w członku pulsuje. Gdy spostrzega takie wielkie koła, z czarnymi źrenicami, to z wielgachnym biustem żony odruchowo kojarzy, z czasów, gdy jeszcze takie obnosiła, strącając zabawki z szaf. W te pędy nurkuje, lecz odbija ciało od sprężystości i wpada do dziury, razem ze swoim lichym, flaczkiem nieboraczkiem. Diabeł macha w złości ogonem, pomstując: –– A bodaj by cię diabli wzięli, byle nie do piekła, pojebańcu jeden –– ryczy wściekle. –– Głupia ziemska dusza, to nawet mnie, zwisa koło kopyta. Mogłeś ciućkać do śmierci, a nawet po wsze czasy, a ty co? Między halucynacje cycków wskoczyłeś! Uciekający w tym czasie, spokojnie członki oddala, by jeszcze paru gościów w dołki, co sami wykopali, wpędzić. Bo jest to zgrywus, przebrany za trupa, morderca seryjny grabarzy. Żona jednak namiętnością otumaniona, skacze za mężem w dół i zaczyna swoje i jego odzienie namiętnie zdejmować, miarkując, że jeszcze ruchliwy będzie, chcąc w nią wejść głęboko, jak do grobu. Ale on nie chce już nigdzie wchodzić, bo w dziurze leży, co do bezruchu ciało zmusza, swoim przeznaczeniem. Jednak luba i tak na nim skacze, lecz to wszystko diabłu na orgazm, aż w końcu zamarzają razem, w ostateczny sopel, bo przymrozek w nocy przyszedł i wszystko zamroził, jak to z mrozem bywa. Nawet ich gołe dupy.
  7. Sam_i_swoi↔Dzięki za interpretacje:)↔Specyficzna trochę, ale mnie rzadko co dziwi:))↔Pozdrawiam:))
  8. Sami_i_swoi↔Dzięki:)↔Dobrze, że nie 10/10, bo to podejrzane:))→Chcę jakąkolwiek:)0 Lecz trochę... dołożyłem:)↔Pozdrawiam:)
  9. Dawny tekst, trochę inaczej Wersja→1 przebite igłą marzenia zasypiają na obrzeżach wzroku pod ciężarem powiek w ciemnych plamkach letarg różanych ogrodów wśród gęstych rzęs zranione łzy rzeźbią kanaliki plotą trzy po trzy echa kwiatów szukają spowita mgłą dal daleka od spojrzeń wytycza bliskie ślady zniewolone pajęczyną brwi żeby tak jeszcze zdążyć chociaż figlarnie mrugnąć Wersja→2 Przebite igłą marzenia, zasypiają na obrzeżach wzroku, pod ciężarem powiek. W ciemnych plamkach, letarg różanych ogrodów, gdzie wśród gęstych rzęs, zagubione łzy splatają w wianki, echa kwiatów, pytań i próby odpowiedzi. Spowita mgłą dal, tajemnicą wytycza bliskie ślady, jeszcze zniewolone, pajęczyną przynależnych tutaj spojrzeń. Żeby tak zdążyć, chociaż figlarnie mrugnąć.
  10. Wiesław J.K↔Ładnie to ująłeś, lecz chyba jednak zaceruję wspomniane kieszenie, a zrobię dziury w innych. Może chociaż wyjdzie→ułuda+ A tak a propos, ten mój fragment, który przytoczyłeś, to... nie w rozpoznałem. Musiałem poszukać w tekście, czy faktycznie. Dziś pierwszy raz, taki... coś:) Pozdrawiam:))
  11. wierzył w czuprynę jakże potrzebna chociaż już łysy to czesze jednak
  12. Corleone 11↔Ech... chyba zrezygnuję z wydania książki, gdyż bym nie udźwignął ciężaru sławy i molestowania medialnego. Chociaż w sumie, gdybym dostał Nobla, to mógłby częścią noblowego, Portal wspomóc. Zresztą z wyborem miałbym problem, z uwagi na różne zmiany, jakie by kusiły, gdybym przeczytał po jakimś czasie. To by musiało "obiektywne oko" Też serdecznie↔*^(*_*)^* *** Wiesław_J.K↔Dzięki:)↔Czasami mam wrażenie kołowrotka, co cały czas haczy, o sklepienie umysłu. No chyba, że akurat nie znajdzie:)) Jeszcze własne melodyjki układam. To już zupełnie, w tego typu kwestiach. Nie mówiąc o innych:)) Pozdrawiam:~)
  13. Wtedy zupełnie niespodziewanie, strudzeni wędrowcy dotarli do tajemniczego domu, którego na skraju jeziora – gdy tylko gęsta mgła opadła – ujrzeli. Przeto uśmiechów na ustach i radosnych pokrzykiwań, brakować nie mogło, gdyż strudzeni drogą i zgłodniali byli. A gdy weszli do środka, to w pierwszej chwili, pustostan ujrzawszy, wnerwieni deczko, wyjść z pośpiechem, chcieli. Lecz nagle połacie krzaczków różnorodnych i owoców na nich kiście całe, na podłodze wyrosły, a wzrok zachęciwszy, sprawiły, że czym prędzej zostali z zamiarem spożycia. Na dodatek cudowny zapach (nie przybyłych z racji spocenia) zakrył całunem wnętrze, aż większy apetyt wzmógł ponad miarę. Nieliczni szemrać zaczęli, czy aby nie trujące z uwagi na to, iż śliczna woń, za bardzo kusząca i podejrzana była, zważywszy na to, iż takiego pięknego zapachu, jeszcze nigdy w caluśkim życiu w nozdrzach nie zaznali. Jednakowoż głód jak to głód, swój scenariusz dopisywał, nie bacząc na to, co może nadejść kiedyś i o co w tym wszystkim tak naprawdę biega. Zatem większość usiadła wygodnie, dary treściwe pałaszując. Chociaż niektórzy stali samotnie, lecz z szacunkiem soczyste kęsy trawili. Część spożywała dzięki myślom, które w głowie kołowały, mimo wszystko pragnąc sens zrozumieć. Jeszcze inni, biegali jak te płoche zające na polu, zjadając jak najwięcej, niczym przysłowiowe głąby z kapusty, wyszarpując. Byli też tacy, co zmysłom ufali, pół na całość, wątpiąc. Wtem Istoty Skrzydlate, wiatrem owiane, na tle nieba poczęły szybować, a ich śpiewne odgłosy, dotąd nie słyszane, sprawiły, iż odpoczywający najedzeni, w dziwny stan popadli. Gdy słońce otuliło dom, poświatą słodkiej pomarańczy, poprzez zamknięte okna wleciały, by śpiących do krainy tajemnic zabrać – poprzez sen, poza granicę niemożliwości. A było tak, że jedne ciała śmierdziały, drugie wcale, trzecie pół na pół, a pozostałe pachniały, chociaż wszyscy te same owoce spożywali.
  14. Corleone 11↔Też życzę dobrego czwartku, ale już niestety, w mniejszej ilości sesji wieczornej, gdyż pomału duchy wychodzą na żer i zaczynają mnie odgryzać od doczesnego świata:) Książkę?→ Hmm... gdyby ktoś wybrał kiść opowiadań i wydał... to nie mam nic przeciwko. Lecz chciałby zachować anonimowość na tym padole. Pozdrawiam jako żyw póki co. ^(*_*)^ →jeszcze nigdy nie byłem aż takim złodziejem *<:~)
  15. Wiesław_J.K↔Dzięki:)↔Ano. Mogło tak być. A że rycerz otumaniony, to tak naprawdę, mógł mu żadnej głowy nie odciąć, a autor pewnie pozazdrościł rycerzowi i napisał takowy tekst oraz zakończenie, źle odczytując fakty:))↔Pozdrawiam:))
  16. Corleone 11↔Dzięki:)↔To dawny tekst, trochę zmieniony. Jak czytam po jakimś czasie, do dopiero widzę, co mogło być inaczej. I przy okazji wyrzucam: się. Nie mam nic przeciwko Twoim uwagom, ale... jest jak jest:~) Poprawiłem tam→ choć na chociaż I znowu ukradłem↔^(*_-)^ .→Pozdrawiam serdecznie
  17. kiedy zewnętrzem smuto to nie zwlekaj myśli uśmiechaj może gest odwdzięczą smutek uśmiechną
  18. Tu akurat wszelkie durne zbitki słowne, są świadome:) Za siedmioma rzekami, sześcioma górami oraz jednym nizinnym wzniesieniem, wredne smoczysko –– pomimo, iż łuski w kolorze nadziei –– spokoju ludowi nie daje. Szybuje nisko, wiatroskrzydli, a nawet dolatuje do tego, że robi brzydko na głowach mieszkańców. Nawet na tych przez: ę i ą, z obejścia dworu. Nic dziwnego, że rozmowa, pomiędzy: królem a rycerzem, to tylko kwestia czasu, który akurat nadszedł, z potężnym upływem: –– Rycerzu. Widzę żeś rozległy w barach –– rzecze król. –– U siebie też potrafi wypić –– dopowiada mówitron. –– Cicho tam, mówi. Ja też. O czym to chciałem rzec. Już wiem. Widzę rycerzu, że ci chuć zbroję postawiła jak namiot, chociaż z żelaza. –– Chuć z czego innego, o panie. Zapewne chcesz, bym smoczą głowę utopornił, lecz ośmielę zapytać, czy rękę twojej córki co przy tobie stoi jako i mój po robocie dostanę? –– Coś niezgrabnie gadasz, dzielny woju. Musi ci wróżkolonistka, magią gramatyki interpunkcyjnej, rozum otumaniony ozdobić. A co do ręki… o tak, dostaniesz. Nawet resztę całą w gratisie –– co niezbędna w pożyciu –– pozyskasz. –– Ależ tatko! Jam przecie kocham innego. Czyli co? Chcesz rzec, że na próżno z balkonu oczka powabne w pończoszkach spuszczałam, na zawodzącą gitarę? Bo tupnę nóżką! A później drugą! –– Nie decybeluj głupia, poza wytrzymałość membran. Tu o wagę państwową chodzi. No co, zacny rycerzu. Umowa stoi? –– O panie. Przecież widzisz, że nie tylko umowa mu stoi –– dopowiada mówitron. * –– Rycerzu, cóż ja widzę. Głowę smoka przytachałeś. –– Oj nie łatwo było, o najjaśniejszy, nie łatwo. Lecz uśpiwszy bestię paralizatorem nasennym, jakoś na trzy razy, odrąbałem. Jednakowoż o panie, myśli me już w innej przyszłości powabnej błądząc, nieco obraz zamgliły, przeto jeno smoczą krew poczułem oraz odór żył... –– Mniejsza o szczegóły. Weselisko trza szykować. Córko, oblec wreszcie gołoć. –– Gorąco tatko. A muszę? –– Może byś na mnie usiadła –– zagaja mówitron. –– Twój tatko właśnie wstał. * Rześki, bo wyspany smok, wtranżala wesele łącznie z własną odciętą, co na grillu skwierczy, całym królestwem i prawie resztą tekstu. Wprawdzie nie ma głowy, ale dwie mu jeszcze zostały.
  19. *** Corleone 11↔Co do interpunkcji, to gdybym był stołem, to byłbym nie jedną, lecz czterema nogami, we wspomnianym wyżej zakresie:))→Na odstępy, to chyba raczej nie mam wpływu. Nie wiem, od czego to zależy, przy wrzucaniu. Rzecz jasna, że stricto wyraz↔jabłąkowy ma orta! Lecz gdyby przyjąć, jako swego rodzaju... neologizm, to już: nie. Zamiast rzec↔sad jabłoniowy usytuowany na pustej łące, można→sad jabłąkowy, gdyż łąka przez: ą. Lub np: ósmażyć↔wyraz przez: ó→oznacza godzinę, a fonetycznie, usmażyć Coś usmażyć, o ósmej. Lub fonetycznie→usmażyć ósmą rzyć o ósmej. Jeszcze może być→ósmażona usmażona:)) A niech to. Aż tyle napisałem? Pozdrawiam serdecznie^(*_*)^ . →kradzione.
  20. Wiesław J.K↔Z błędem ów wyraz wrzuciłem nieświadomie, lecz Twoja sugestia sprawiła, iż pomyślałem, że łąka tu pasuje, na której kiedyś był sad, chociaż w tekście o takowej nie stoi. Tęsknił za nieżyjącą żoną, ale wszystko mogło być tylko wyobraźnią. Łącznie z sadem.→Różnie można rozumieć:)↔Pozdrawiam:)
  21. kumasz inaczej tyś moim celem uszczęśliwiajmy tam i z powrotem rad jeno słusznych przekażę wiele wnet miłosierdziem dupę ci skopię tłuką dźwiękami bojowe surmy świszczą idee skrajności wszelkie tam hen wysoko szef całkiem główny tu na padole wciąż ktoś polegnie wtem głośne wrzaski pod nieboskłonem co po naszemu głoszą nam słowa pragniemy wspomóc ludy ciśnione choć nam nie spieszno powariować spadajcie w kosmos w ciemną cholerę zabić nam wolność chcieliście zołzy a my pragniemy przecie niewiele między swoimi prać bliźnich mordy *** chichoty klauna echami w działach całunem trupim ziemia zakryta a na sztandarach powiewa chwała lecz nie ma komu o sens zapytać
  22. Konrad Koper↔Dzięki:)↔ Cieszy mnie to. Zgrabny ma zgrabną wymowę. A gdyby nie, to kto wie... Pozdrawiam:)
  23. bywa że życie jak filiżanka co choć nie spadła to jest w kawałkach
  24. Corleone 11↔Dzięki:)↔Ech... w takim pokręconym świecie, trudno rzec, co jest niedociągnięciem, a co celowym czymś lub faktycznie→nie! Tym bardziej, jak biedna interpunkcja, w tym całym zamieszaniu, ma odnaleźć swoje zasady, w odstępowych pomyłkach:)↔ To fajnie, że jest jakaś całość. W przeciwnym wypadku, bym nie mógł przestać pisać:) Aż musiałem zrobić edycję, bom nie zawsze kumaty w pamiętaniu. Pytanie↔Co to znaczy→Mecenasi? Pozdrawiam:)
  25. Rafael Marius↔Dzięki:)↔Czasami gdy zerkam na dawne teksty me, to widzę dosadniej i zwykle coś poprawiam. A zaimka↔się→przestałem w ogóle używać. Szpeci teksty:)) Im dłużej tak piszę, to łatwiej bez. Jednakowoż nie wszystko warto czytać:))↔Pozdrawiam:)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...