Cofnę się z miejsca
samotnego i złotego
błyszczy mi w oczy
lustro siebie samego
Cofnę się dwa trzy
kroki duże robią nogi
długie cienie proste cienie
zabiegły zdeptały
świeżą zieleń
cofnę się i poprawię
słowa wygarnięte
z duszy ciemniejszej
bo wiem że ciemnej
Strasznie ludzki
ten nasz kult
tak się bawimy
chłopcy i dziewczyny
spocone ornaty
zdobne w kwiatuszki
i święte panny
Tak się bawimy
ładnie nam idzie
pochód chowa
pojedyńczą twarz
trąbka z trąbką
na krzyż
Niegrzeczna dziewczynko
kochają się na zabicie
chłopcy wojenni
pokojowe osły
też mogą bo chcą
o nie do nich mówisz
nie tym krokiem stoisz
nie tą figurą
z nimi grasz
a tamtą nie możesz
bo bliziutko stoi
nieopodal dołu
z rączek usypana twarz
Prysznicem leczę się
pokutuję mózgiem
fizycznym i materialnym
jak diabli
nie nie zdoła odejść
papierowa zdarta twarz
śmiercią twarzy
jest nieme ciążenie
nie można mocniej krzyknąć
niż umrzeć
Skrawek jedwabiu
byłaś nim może?
może byłaś miła
może w dotyku