A przecież chciałam żyć
i oni chcieli żebym żyła
mam nawet różowe zasłony
żeby było trochę pastelowo
a nie tylko wyraźnie źle
mam też pomarańczową kaszkietkę
z merlinami koloru zimnego groszku
bo chciałam żyć Józiu
Ale ta brunatna smycz
czołga mną do wyjścia
A Lilia czeka z terapią za ładnymi drzwiami
I mięsiste wargi mężczyzn zasłaniają sobie zęby
i oni chcą żebym żyła
a przecież chciałam żyć
kupiłam nawet pastelowe zasłony
żeby nie było wyraźnie źle
i kaszkietka od Ciebie
zasłania mi oczy
z merlinami na głowie
w pomarańczowej topieli
posuwam się do drzwi
Zestarzały się na dywanie
ptaki dzikie
dzikusy sztywne i trwałe
zestarzały się
dziwnie i na stałe
Origami ręka i papier
Dzikie ruchy ma ten ptak
Na dywanie prostym
poskręcane kule
dziubią kontami
łypią na ruch
mają słowa
słowa mają zamiast piór
Uwaga, Uwaga, Posejdon
na statku wspomaga
żeglarza
Uwaga, Uwaga, straszna
skupia się fala
na jednym punkcie
obsesja przetrwania
skupia się
biedak rozbity
A za nim nawał
nic a jednak co?
komu dosłodzić?
Uwaga! Uwaga!
Nie patrzą, nie martw się
są zajęci zagładą o!
której godzinie będziesz
w półdrogi najedz się
budyniowym obłokiem
położonym Ci na oczy
okładem z chmur
sążnistych brwi
zagrody przejdź
z północy
będziemy szli
do północy
Łazienka to pokrowiec
na moją niedolę
przytulam się do wanny
podtrzymuje mój wycieńczony
korpus
kularna
natura światła
w łazience żarzy się
bardzo późna noc
odprowadza mnie
do łóżka