Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Luule

Użytkownicy
  • Postów

    1 591
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    12

Treść opublikowana przez Luule

  1. Witam, wiersz bardzo ciekawy. Podoba mi się także Twoja interpretacja Kocie i pasuje mi idealnie do treści. Jeszcze można by tu przywołać Leonarda da Vinci, którego szkice dłuuugo były 'szalonymi pomysłami'. np. taki rower. Segregację odczytuję tu w kontekście poprzednich strof, jako pomijanie tych wizji, z których może kiedyś zrodzić się coś złego w rękach lub umysłach potomnych. Ale też w znaczeniu dla codziennych, zwykłych myśli, niestety często nieujarzmionych. Wiersz udany, jak dla mnie. Dobrej nocy
  2. Hmm.. Chciałabym w miarę zwięźle, a nie jak zawsze, ale to się nie uda- to wiersz z czasów zainteresowania się buddyzmem, filozofia 'tu i teraz' itd, to zwłaszcza do dwóch pierwszych strof. Wiecznie brudni nie znaczy, że wiecznie źli i w ogóle do luftu, tylko, że coś się zawsze za nami ciągnie, jesteśmy zaśmieceni np. złymi emocjami. Wspomnienia, które niekoniecznie dobrze wpływają na nasze dzisiaj, głosy w głowie, szczególnie te destruktywne. Strach przed uczuciem, gdy zostaliśmy kiedyś zranieni. Frustracja, że nie robimy w życiu tego co byśmy chcieli, albo nie wygląda to tak, jak powinno. Złudna wolność rzeczy nas zniewalających, szukanie swojej drogi, która i tak często znów wiedzie przez manowce. W skrócie. Ale jednak świadomi, że chcemy inaczej, szukamy innych dróg, siebie, chcemy być lepsi, dla siebie i innych. To i tak nadal gdzieś zbłądzimy. Ale też są tacy, którym pasuje to jacy są, być może bez wyrzutów, bez refleksji, ci na prawdę czyniący zło. Tak, jest to subiektywne po części, bo np. nie wiem co komu umysł szepcze do ucha, wiem jakim mój potrafi być zdradliwym skurczybykiem. Reszta jest analizą z obserwacji czy też rzeczy przeczytanych. Nie generalizuję, że każdy tak ma to wszystko co opisałam, ale raczej za każdym coś się ciągnie. Nie piszę w imieniu wszystkich, ale ja,wiecznie brudna nie mówię tylko o swoim odosobnionym przypadku. Wiersz zbyt rozbudowany, już wiem i widzę. Odkąd jestem na orgu, dzięki czytanym uwagom wiem, żeby się starać wyważyć każde słowo i więcej uwagi zwracam na to pisząc nowe wiersze. Te wiersze pisane wcześniej nie miały aż takiej dyscypliny. Wiem, że to może śmieszne i banalne, ale moje motto brzmi od lat 'walcz o siebie', ale nie chodzi tu o bycie drapieżnikiem alfa w dżungli. Od niedawna zmodyfikowałam je na 'walcz o siebie - dla innych'. Bo czy można być dokończonym 'tworem', myślę, że nie i nie powinno się siebie w takim świetle widzieć. Taka jest moja wizja. Wiem, że wiersz ma ponury wydźwięk, do tego zależy jakim tonem się go przeczyta-a powinien być delikatny, by nie brzmiał jak orędzie dyktatora, bo nie o to tu chodzi. Mam nadzieję, że ciutkę się wytłumaczyłam ze swojej wizji, bo ten wiersz nie ma na celu straszyć, a widocznie tak robi. Być może zupełnie nieudany względem celu. Dziękuję za wypowiedź, wiesz, że lubię podłubać w treści, więc wszelkie uwagi i kontry mile widziane. Dobrej nocki:)
  3. Zawsze lepiej niż 'troszeczuńkę' lub 'troszeczeniuńkę' heh :P czyli jeszcze podłubać, rozumiem, ale to już w kuluarach nocy.
  4. Tak troszkę lepiej? My, wiecznie brudni od kurzu wspomnień i zdarzeń porośnięci mchem przeszłych dni W cierniach miłości ran niezabliźnionych lub w żalu, że najpiękniejsze minęło i nie wróci… My, wiecznie brudni w myślach zbyt rzadko słyszący błogą ciszę Stąpamy ciężko na czarnych szponach autodestrukcji Przygnieceni niegrawitacyjnym przymusem robienia tego, czego nie chcemy My, owce, wiecznie brudne od błądzenia do ślepych zaułków słabości Oślepione złudną wolnością alkoholu, narkotyków… Ci, porośnięci brudem zbyt wygodnie by chcieć oczyszczenia, brudni na wskroś brudzący innych – ocieracze Co plują na klar, mówiąc, że za późno na zmiany My, chcący przejaśnienia, pamiętajmy Nigdy nie jest za późno, by walczyć o siebie
  5. Witaj, dziękuję za opinię. Może i racja, że jest to rozwlekła dosłowność. Spróbuję to troszkę skondensować i wstawię w komentarzu alternatywę. Pozdrawiam:)
  6. :D Ach, Kocie, Tyś wcale nie szarobury, tylko rudy pręgowany Garfield:P
  7. My, wiecznie brudni, porośnięci mchem dni przeszłych kurzem wspomnień i zdarzeń - tych, co kształtują 'dziś' Cierniami wcześniejszych miłości co tkwią, nie pozwalając ran zagoić lub krwawią żalem, że najpiękniejsze minęło i nie wróci… My, wiecznie brudni w myślach tak rzadko słyszymy ciszę Umysł szaleje od ciągłych zarzutów autodestrukcji Niesiemy w oczach pustkę, zmęczeni… My, wiecznie brudni, stąpamy ciężko Przygnieceni niegrawitacyjnym przymusem robienia tego, czego nie chcemy Przymusem zarabiania, by móc wciąż stąpać – ciężko… My, owce, wiecznie brudne od błądzenia wpadamy w cierniste krzewy szukając swej drogi mknąc w ślepy zaułek naszych słabości Zniewoleni przyzwyczajeniami, złudną wolnością alkoholu, narkotyków… ślepcy Ci, porośnięci brudem zbytnio wygodnie by chcieć oczyszczenia, brudzący innych – ocieracze Brudni na wskroś, brudni „sumiennie” Plują na klar, mówiąc, że za późno na zmiany My, chcący przejaśnienia, zawsze pamiętajmy Nigdy nie jest za późno, by walczyć o siebie ************ 2011 lub 12, żeby nie skłamać, drugi lub trzeci wiersz
  8. Miłośnie dwa razy z rzędu i obydwa rzędy piękne (apropo Twojego i Oxyvii wiersza). Bardzo ładne i malownicze metafory. Pozdrawiam ciepło
  9. Noo, Kotek po takim mleczku przeciągnie się błogo w słońcu tych słów:) akurat w czas, bo dziś jakiś pochmurny był, z pazurkiem. A wiersz piękny, na prawdę, nic dodać nic ująć- jak dla mnie. :))
  10. Witam. na pierwszy rzut oka pomyślałam, że to jakaś wulgarna prowokacja... ale po chwili... :) Czymkolwiek by to nie było, przesyłam uznanie dla zaskakującej jak dla mnie i cóż - pięknej metafory. Do tego troszkę się uśmiałam, bo stety niestety, nie ma czym się chwalić: Gdy coś przeszkodzi, by iść miarowo Jedni jezusmaria krzykną odruchowo Z mych ust niestety leci łacina I idę się śmiejąc jak głupi do sera Pozdrawiam!
  11. Luule

    Dokąd zmierzam?

    Nie mam za co wybaczać, prędzej dziękować za pozostawione słowo i emocje. A chmur i burz dużo, jak to w życiu - ale też marzeń, porywów serca i płynięcia z wiatrem. Dziękuję za wizytę i w tym dziale
  12. Witam. Podoba mi się metafora z Penelopą: nici zwątpienia w nieśmiertelną wiarę utkane, aczkolwiek coś mi tam nie gra brzmieniowo, jakby coś nie tak poodmieniane. Pozdrawiam
  13. A więc tak - jestem pod wrażeniem:D Sporo fajnych wersów, pasują ilościowo pod bit, chyba, że to nie przypadek? Pozdrawiam, wyjątkowo króciutko, bez rozgrzebywania:)
  14. Witaj. Jest to jakaś teoria, rozumiem, że oparta na obserwacji siebie, ale teraz pytanie jak dorosłość ma się do dojrzałości:D Bo patrząc na tych znacznie ode mnie doroślejszych powiedziałabym, że niektóre cechy wręcz wzmagają - np. te cietrzewie właśnie, mocniejsze opowiadanie się za jedną stroną, więcej rzeczy zaczyna denerwować-szczególnie polityka, itp itd :) Czytając Twój wiersz bardziej czułam, jakby był o łagodnej staruszce, która z rozsądkiem wszystko już akceptuje. Zastanawia mnie tylko 2zwrotka, w której piszesz: Przychodzi taki czas, przynosi zrozumienie i jakby mniej się chce by zapanował spokój Przez to, że rozmawiałyśmy u mnie w komentach o tym, że zbyt spokojne i łatwe czasy doprowadzają do depresji, samobójstw - od razu pomyślałam, że chodzi o to. Bo inaczej na tle 'wyciszenia się' podm. lir.- ''jakby mniej się chce by zapanował spokój'' -zaskakuje. Chyba, że chodzi o coś jeszcze innego. A, mi osobiście bardziej podoba się oryginalna, autorska wersja:) pozdrawiam
  15. Podoba mi się, poczułam się jak w szkole, gdy czytaliśmy te wszystkie czaple, kruki, lisy. Tylko tu, dla odmiany historia kończy się dobrze, a już było mi żal zajączka, odruchowo przekonana, że morał będzie drastyczniejszy. Jak dla mnie udane + jakbym żywo widziała ten poruszający się nosek, ruchy. Pozdrawiam
  16. Luule

    Na zapas

    Wchłaniasz jej zapach, obejmujesz czule, jak najmocniej Pochodnię twego serca wkrótce zdmuchnie czas Blask jej oczu mógłby ci rozświetlać najciemniejsze noce Lecz ona odchodzi i choćbyś próbował nie weźmiesz nic na zapas… Ona już za nim tęskni, choć wciąż trwa w jego ramionach Kończy to, lecz zrozum, to wcale nie jest tak Że ma to gdzieś, jest sto powodów, choć go wciąż kocha Próbuje napatrzeć się tak, by zapamiętać tę twarz Każdy wie, co to tęsknota i ile warte są chwile Gdy serce obok serca w ciszy bije w jeden takt Z tej jednej chwili chciałbyś na zapas wyciągnąć tyle By starczyło na sto lat, lecz wiedz, nie ma na to szans! Głód chwili zaspokaja chwila i przemija dla kolejnej Choćbyś się najadł tak, że nasycony pękasz w szwach Nigdy nie jest tak, że wkrótce nie zgłodniejesz Pragnienie wraca mrucząc, że nie da się mieć nic na zapas… NIE MOŻESZ MIEĆ NA ZAPAS NIC NA ZAPAS MIŁOŚCI NA ZAPAS DOTYKU, CZUŁOŚCI, NAS… NIE MOŻESZ MIEĆ NA ZAPAS NIC NA ZAPAS WIOSNY TĘSKNOTA WRACA GDY NASTANIE NOWY CZAS Czerwcowa noc słońce jutra przepowiada Czystym niebem pełnym blasku zawieszonych gwiazd Tak uwielbiam się pośród wiatrów nocy skradać Trzeba brać, zanim zima ochłodzi nasz lokalny świat Mróz na szybie rzeźbiąc kształty będzie zapowiadać Że nie szybko minie czas zanim świtu blask zbudzi nas Więc póki możesz zielenią natury się napawaj Usiądź na łące i patrz jak trawę czesze ciepły wiatr Bo na zaś nie ma nic! Chwile nie są wieczne! Wieczne może być wspomnienie lecz pamięć wykrusza czas Czas ma swoje ramy a ty w nich masz swoje miejsce Nauczmy się w tym trwać, bo nie weźmiesz nic na zapas…
  17. I znów jestem zaskoczona pomysłem:) nadal są gorsze momenty w rymach, trzecia strofa mnie gryzie, ale w ogólnym odczuciu pomysł przysłania niedociągnięcia. Aczkolwiek warto je podreperować. Pozdrawiam:)
  18. Ja także jej nie zabijam i mam nadzieję, nie zabiję. Choć wiem, niektórych to może wkurzać: miejmy to gdzieś i śmiejmy się z tego, na co oni są zbyt poważni i szczęśliwi róbmy te wszystkie 'dziecinady'. Taki przynajmniej jest mój przepis na impuls szczęścia. A może to proste serduszko potrafi jednak czasem coś zmienić? :)
  19. Luule

    Dokąd zmierzam?

    Ps. wybaczcie, że to aż 3 razy 16 wersów, ale zamieszczanie części byłoby dla mnie bez sensu. Tekst z 2010r. Wykonane pod gitarkę. Dokąd zmierzasz, powiedz, gdzie są twoje ślepe oczy Raz mam dość, chcę słońca, raz mam ciebie niedosyt Powiedz dokąd płyniesz, biegniesz, czy powoli kroczysz W imię wiatru, co za ciebie stawia kroki Pod tym wszystkim jestem ja, daleko, nieustannie Tylko krople deszczu dają nam tu na dotyk szanse A nie od zawsze kocham moknąć, zrozumiałam, to szacunek Dla istoty życia, wszystko ma swój cel, kierunek Swoje miejsce! W sobie szukam siebie jeszcze Nade mną twoje kłębiaste rumieńce, granaty i czernie... O brzasku czerwień, twój dryf pod wpływem wiatru Dziś tak pięknie, wiecznie we mnie jak na płótnie obrazu Bo bez kredek, aparatu, w słowach powstaje wspomnienie Gdzieś jesteś, teraz tu wiszą gwiazdy zamiast ciebie I nie mam żalu, takie jest chwil następstwo Idę dalej, dziś swym istnieniem dopełniłaś piękno DOKĄD ZMIERZAM? CZY TO DOBRZE W CHMURACH MYŚLI TOPIĆ WCIĄŻ PŁYNĘ Z WIATREM I ZAMYKAM MOCNO OCZY W BŁĘKICIE NIEBA ROZPOŚCIERAM SKRZYDŁA JAK MOTYL DOKĄD ZMIERZAM STAWIAJĄC ZNÓW W CHMURACH KROKI Dokąd zmierzasz, powiedz, Quo Vadis Domine? W sumie ty nie masz wyboru, tylko stoisz lub płyniesz Nasycasz się wodą by nią nasycić ziemię Przebijają cię promienie, lub bierzesz wszystko dla siebie Już w sumie nie wiem, czy piszę to o tobie czy o sobie Są chwile, że wyglądasz tak spokojnie i łagodnie By potem rozedrzeć niebo szybkim westchnieniem Znów tak blisko siebie, ziemia odpowiada drżeniem Nie od zawsze kocham twój gniew, dziś to akceptacja Gdy ci przejdzie, zobaczę niebo w kolorowych paskach A ty pływasz dalej nad naszymi głowami w przestworzach Choć nie można ciebie dotknąć, to nie potrafię cię nie kochać Zobacz, może ci się wydać, że różnimy się od siebie To tylko konsystencja, też jestem zwiewnym istnieniem I jak ty płynę, choć też nie wiem dokąd zmierzam Zamknięte oczy kierują się powiewem serca DOKĄD ZMIERZAM?.... Gdy niebo się klaruje, nie sprzeciwiam się, płyń dalej Chwila stała się już wieczna, a ja unikam przyzwyczajeń Gdy przysłaniasz błękit i złote kradniesz promienie Obserwuję i czekam, nawet gdy to się ciągnie beznadziejnie Tu nie ma miejsca na kompromis, to tobą targają wiatry Prośby? Przestań, to ty ubierasz się w odcienie i kształty Poznaję twoje warstwy, ty je odkrywasz i zasłaniasz I wciąż się zmieniasz, nigdy nie jesteś taka sama Znów będziesz chodzić zapłakana, jest już wrzesień Ja tu przyszłam w jesień, stąd w moich oczach częste deszcze Obrałam tamtego dnia kształt i do dziś go przemieniam Przysłoniłam Tobie słońce i jestem częścią twego nieba? A Tobie zabrałam słońce? Przebacz i przestań, daj mi płynąć, (Zrozum) To mną targają wiatry, jestem dla was tylko chwilą
  20. Jeśli taki był zamysł-lekkości, to inna sprawa. Temat i kontekst wydał mi się troszkę bardziej dramatyczny, stąd forma wierszyka mi w tym przeszkadzała. Przepraszam za tą 15-tkę, ale strasznie mi się to skojarzyło z pewnym, zasłyszanym niegdyś wierszem. Mam nadzieję, że nie obraziłam. Po prostu odczułam kontrast ciekawej wg mnie treści z pewnymi momentami, które wg mnie psują, i postanowiłam się tym podzielić. Pozdrawiam:)
  21. Można, można, ja też raz tak miałam, ale nie opowiem szczegółów, bo też mam w planie ująć to w wierszu:P (Tak Beto, przyznaję, że jako inspirację stąd- co prawda z tego komentarza Oxyvii, ale apropo Twojego snu). A śniło mi się, że przerabiali ludzi w sztabki złota, o. Tylko ja co prawda tam ożyłam, ale poczułam tą jakby śmierć, nie wiem jak Ty to przeżyłaś, ale zapewne też mocno, wręcz mocniej. A co do wiersza, to po pierwsze odczułam to, co napisał egzegeta, ale to tylko ocena słów brzmienia itp. Ujęła mnie druga strofa - co prawda zrozumiałam dopiero po jej wytłumaczeniu w komentarzu - jest niezła...
  22. Witam:) A ja jestem pół na pół. Zacznę może od tej gorszej połówki: styl wiersza, jego rymy, szczególnie te czwarte wersy, jak dla mnie nie brzmią ładnie. Trochę przez to wygląda to jak wiersz 15-latki, przepraszam, ten klaps, słońce nie kocha.. Ogólnie średnio lubię rymowane, a niestety często rym, szczególnie taki jak tu, odbiera powagę i robi z wiersza wierszyk. Ale to tylko moje zdanie, może mylne, jestem tylko amatorką. Druga połowa jest taka, że wiersz mnie zaciekawił pomysłem o tym paradoksie, że my z dołu wypowiadamy życzenia, mając widok spadającej gwiazdy za szczęśliwy traf, a to przecież jest dla gwiazdy śmierć. I co prawda też o tym kiedyś pomyślałam, ale nie spotkałam o tym utworu i to mnie zaskoczyło. Dlatego wydaje mi się, że warto by jeszcze przy nim podłubać, może zrezygnować z tych rymów w 4wersach, bo wiersz oprócz nich nie jest jakoś sztywno rymowany, a nada to klimatu. Przepraszam za takie wtykanie nosa i wytykanie, ale napisałam, bo pomysł zwrócił moją uwagę, a w moim odczuciu przydałaby się kosmetyka. Oczywiście zrobisz jak uważasz, rozumiem, że można mieć alergię na takie uwagi. Pozdrawiam:)
  23. To przepraszam za zamieszanie, ale w wyjaśniającym komentarzu było to opisane jakby chodziło dokładnie o to, a nie jako przykład, więc wtedy uznałam, że 'rebus' jest za mało czytelny, jeśli ma wizualizować isis. Jak chodzi o ogólne, każde zło, to jest to czytelne. Bardziej nie rozumiałam, jak pisałam w 1komentarzu, wyrwania z kontekstu i tutaj, po tych wszystkich odp dopiero teraz zrozumiałam. Bo najpierw wpadłam w pułapkę, że motto jest tym wyrwanym z kontekstu hasłem i to utrudniło interpretację. Egzegeto, żeby nie było, ja się nie czepiałam, tylko byłam ciekawa tego wiersza, bo w moim odczuciu jest wart uwagi.a udawać, że wszystko rozumiem, gdy tak nie jest, nie chciałam. Nie wnikam już dalej, bo teraz się domyślam, że Lorenz czymś negatywnym zasłużył na ten wiersz, a tu już możemy się być może nie zgodzić:)
  24. No to jest i wiersz:) za jakiś czas Walentynki, ale chyba lepiej nie dawaj go jako prezent, bo nóż będzie, ale skierowany ostrzem w Twoją stronę:P Gdy serca wybranka wciąż nadaje W ten otworek co dźwięki wydaje Włóż krówkę ciągutkę, lub od razu trzy I masz w zamian cmokanie - choć na kilka chwil :)
  25. Bratniej duszy, czy choćby spotkania. Smutno i samotno w tym wierszu, choć atmosferę początkowo rozładowują te 'luzackie' sformułowania: skumał, olał, to puenta stawia mocną kropkę nad i. Może nie jest idealny, ale ma w sobie coś, zakończenie zaskoczyło mnie pozytywnie, jeśli można tak to ująć. Też mam niepewność co do tęczy, chmur jak Deonix, i nie wiem czemu aż tak mnie to nurtuje, chyba dlatego, że interpretuję to jako tęcza po deszczu, czyli uśmiech po smutku, więc ważny jak dla mnie element dla klimatu tego wiersza. Więc warto by zbadać, jak to z tymi tęczami jest, czy chmury mogą ją przesłonić itd:) Pan wybaczy, to nie z czepialstwa, tylko zaintrygowania, a jest mi już zbyt sennie, żeby teraz czytać o fizyce. A wiersz mi się podoba, chyba najbardziej mnie zaskoczył, jak do tej pory. Pozdrawiam:)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...