Widziałam młodzieńca, który gonił szczęście,
chciał złapać za poły, przytrzymać, uściskać,
a ono spłoszone ciągle uciekało
na przełaj, przez pola, góry i urwiska.
Widziałam żebraka, który schodził buty,
codziennie wędrował po omacku, boso,
stopy pokaleczył o progi wysokie,
opatrywał rankiem życiodajną rosą.
Widziałam motyla z poranionym skrzydłem,
chciał wzbić się do lotu, lecz nie miał już siły.
Bezdomny bez butów, goniący za szczęściem
zobaczył, przystanął, zniżył się, pochylił.
04.09.2018r.